Artykuły

Pomóż rodzinie z Kierzkowa
    Chodzą spać głodni
    Nie jest łatwo przyznać się do biedy, do głodu własnych dzieci. Ale 436 zł miesięcznie, w tym 189 zł zasiłku rodzinnego i 247 zł zasiłku stałego z tytułu niepełnosprawności nie starcza by utrzymać sześcioro dzieci.

    Marzanna Alichniewicz jest matką siedmiorga dzieci. Jedno zostało skierowane do rodziny zastępczej, trójka starszych - 14, 15 i 16-letnie (córka i dwóch synów) jest w Domu Dziecka w Jaksicach, a trójka młodszych - 8, 9 i 11-letnie dzieci są z nią.
    RADOŚĆ I BÓL  
    Dom Dziecka w Jaksicach urlopował trójkę starszych dzieci i nie sposób wyżyć siedmiu osobom za 436 zł na miesiąc.
sbieda3.jpg
Marzanna Alichniewicz na strychu przy zebranmych ziołach, które po trzech, czterech dniach suszenia będzie mogła sprzedać. Być może starczy za otrzymane pieniądze na trzy, cztery bochenki chleba dla dzieci. 
fot. Sylwia Wysocka

    - Za dziećmi z domu dziecka nie przyszły żadne pieniążki, mimo że ojciec trójki starszych dzieci płaci na nie alimenty. Dom Dziecka nie skierował żadnych pieniążków na utrzymanie czy wyżywienie ich przez lipiec, a trafiły do mnie już w czerwcu. Z jednej strony, jak dla każdej matki, jest to ogromna radość mieć dzieci przy sobie. Z drugiej jednak ogromny ból w sercu, kiedy widzi się, że chodzą głodne. Staram się jakoś zabezpieczyć chleb i smarowanie, niestety mimo wszystko dzieci są głodne, bo nie mówię tu o mnie - mówi matka dzieci.  
    - Bardzo kocham każde z moich dzieci i gdybym tylko miała warunki, żadnego bym nigdzie nie oddała. Niestety bieda, bo tak trzeba powiedzieć, rozdzieliła moje dzieci. Teraz szóstka jest razem i nie mamy co jeść. Zamiast chleba gotuję ziemniaki. Jedzą dzieci. Ja sama przez ostatnie trzy tygodnie schudłam dziewięć kilogramów. Wszystko co uda mi się zarobić i dostać przeznaczam na jedzenie dla dzieci, choć i tak są głodne. Chyba czas przyznać się do wielkiej biedy jaka u nas panuje w domu. Nie można kryć dłużej tego wielkiego problemu, bo cierpią na tym dzieci - mówi Marzanna Alichniewicz.

    ZIOŁA NA RATUNEK
    Kobieta jest pod opieką onkologa i endokrynologa, cierpi na epilepsję. Wszyscy specjaliści, pod których jest kontrolą przyjmują w  Bydgoszczy. Sam dojazd do lekarza jest dla niej dużym wydatkiem i często nie starcza już na wszystkie przepisane leki.  
    Marzanna Alichniewicz, by zapewnić najpotrzebniejsze składniki - chleb czy masło, zbiera zioła. Wcześniej suszyła kwiaty lipy, podbiał, teraz kokoskę. Ze zbioru lipy udawało się jej kupić chleb. Po kokoskę, która schnie na strychu trzy dni, jeździ 7 km do Annowa. Zbiera w słońcu, mimo że jej nie wolno pracować fizycznie. Kiedy zioło wyschnie jedzie kolejne trzy kilometry, by to sprzedać. Kilogram kosztuje w skupie 3,7 zł, a na kilogram suchych drobnych kwiatków wchodzi bardzo dużo.
    Kobieta postanowiła zwrócić się o pomoc do Domu Dziecka, który urlopował dzieci od 25 czerwca do 31 lipca. Prosiła, by przeznaczył na nie jakieś pieniądze. Nie stać jej - jak tłumaczyła - na utrzymanie dodatkowo trójki dzieci, a nie może też pozwolić, żeby przymierały w tym czasie głodem.
Dom Dziecka wystawił zaświadczenie, że dzieci zostały urlopowane do domu rodzinnego i z tym zaświadczeniem kazał zwrócić się do opieki społecznej.
    Tam też kobieta wnioskowała o pomoc. W poniedziałek, gdy akurat była w Bydgoszczy u lekarza, dom pani Marzanny odwiedził pracownik socjalny, który przybył na wywiad. Następnego dnia pani Marzanna udała się do opieki społecznej, gdzie poinformowano ją, że część pieniędzy dostanie w piątek i część w sierpniu. W piątek przyznano jej 80 zł, a w sierpniu dostanie 176 zł.

    GŁÓD NIE JEST CIERPLIWY
    Kobieta boi się jednak co będzie dalej. Ma zaległości w płaceniu rachunków, zapożyczyła się też, gdyż jak tłumaczy, widok głodnego dziecka jest dla niej najstraszniejszym widmem z jakim musi się borykać.
Marzanna Alichniewicz mieszka z dziećmi na poddaszu w budynku po szkole w Kierzkowie. Zagospodarowała część strychu na potrzeby kuchni i dzięki temu ma dwa pokoje. Jest to mieszkanie komunalne bez łazienki, doprowadzoną ma zimną wodę. Kobieta cieszy się z tych skromnych warunków lokalowych, bo jak mówi, w życiu przeszła już wiele, mieszkała nawet w chlewie.  
    Za mieszkanie, prąd, wodę czekają rachunki do uregulowania. Tylko pytanie: z czego zapłacić skoro nie ma na chleb? - Dzwoniłam, prosiłam o pomoc Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie. Liczyłam, że oni mi pomogą, że chociaż wstawią się za mną w opiece społecznej, by przyspieszono mi przyznanie jakiś pieniędzy bo dzieci głodują. Jednak dowiedziałam się tam, że oni nie mają środków na takie cele i że mam być cierpliwa.  Łatwo jednak mówić o cierpliwości, kiedy nie patrzy się na smutne twarze głodnych dzieci. Prawda jest taka, że nie mamy chleba, nie mamy co do garnka włożyć. Teraz nikt tego nie widzi. Jak stanie się tragedia, to wszyscy będą zaskoczeni - mówi zapłakana kobieta.
    W miarę możliwości pomaga jej rodzina, jednak i im jest ciężko. Sami zbierali gałęzie na zimę.

    PROCEDURY A GŁÓD
    Beata Florczak z opieki społecznej w Żninie przyznaje, że zna przypadek Marzanny Alichniewicz, gdyż jest ona stałą klientką opieki, korzysta z różnych form pomocy. Otrzymuje stały zasiłek z uwagi na stopień niepełnosprawności (w wysokości 247 zł). Otrzymuje też zasiłki celowe, posiłki oraz pomoc finansową również.  
    - Jednak są procedury jakich należy dochować. Do opieki wpłynął wniosek o pomoc w utrzymaniu dzieci urlopowanych z domu dziecka.  Pracownik socjalny pojechał na wywiad, by porozmawiać z osobą wnioskująca, jednak w tym dniu jej nie zastał. Pracownik ma 14 dni od wpłynięcia wniosku na przeprowadzenie wywiadu i później jest 30 dni na wydanie decyzji i wypłatę świadczenia. Każdy wniosek pani Marzanny, jak i innych klientów, jest rozpatrywany i pomoc udzielana jest w miarę możliwości i posiadanych przez nas środków - zapewniła Beata Florczak.
To, że Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w tym przypadku nie może udzielić pomocy powiedziała nam Agnieszka Pochylska.
    - Pomoc finansowa takim rodzinom nie jest naszym celem statutowym, nie jest to naszym zadaniem tylko opieki społecznej. My nie mamy na to środków finansowych i z pewnością odesłaliśmy osobę potrzebującą pomocy do opieki społecznej - powiedziała Agnieszka Pochylska.
Kobieta liczy, że znajdą się ludzie, którzy pomogą nie jej, a jej dzieciom, którzy potrafią jeszcze nieść pomoc innym. Liczy też, że sytuacja zmieni się, kiedy zakończy się sprawa rozwodowa z obecnym mężem, ojcem trójki młodszych dzieci i zasądzone zostaną alimenty.  
    - Wtedy dostaniemy dodatkowe pieniądze i będzie nam łatwiej. Trudno mi jednak zrozumieć, że procedury i terminy zwyciężają nad ludzkim głodem - mówi u skraju wyczerpania nerwowego kobieta.

 Sylwia Wysocka Pałuki nr  754 (30/2006)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry