Artykuł tygodnia
-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Poniedziałek, 05 Lutego 2007
Sumienny lokator z wyrokiem za długi
Sumienny lokator z wyrokiem za długi? To możliwe w Spółdzielni Mieszkaniowej "Kujawy" w Barcinie. Zarząd spółdzielni podał swego lokatora z Piechcina do sądu jako współdłużnika w zamieszkanym przez dwie osoby lokalu. Szkopuł jednak w tym, że piechcinianin mieszka od ponad 20 lat nie w tym zadłużonym mieszkaniu, a obok.
Aleksy Mróz mieszka na starym osiedlu za torami w Piechcinie, w budynku przy ul. Radłowskiej 3. Jest to jeden z kilku-, czy też kilkunastorodzinnych domów należących do spółdzielni, które mają bardzo nietypowo rozmieszczone klatki schodowe i mieszkania. Gościom, którzy przybywają tam pierwszy raz, trudno tam nawet trafić.
![]() |
| Aleksy Mróz w dowodzie osobistym był zameldowany pod jedenastką, ale tak naprawdę mieszka pod dziesiątką, która od zawsze przytwierdzona jest do jego domu fot. Karol Gapiński |
POD "10"
Aleksy Mróz w domu przy ul. Radłowskiej, gdzie na drzwiach ma numer lokalu 10, zamieszkał w 1984 r. Zameldowany jednak został w magistracie w Barcinie jako lokator mieszkania na Radłowskiej 3/11a. Tak miał zapisane w dowodzie osobistym. Nie zmieniono tego również w 2003 r., gdy Aleksy Mróz wymieniał dowód w ratuszu. Podczas kolejnych spisów powszechnych to błędne zameldowanie też nie zostało skorygowane przez ankieterów gromadzących dane, którzy według słów Aleksego Mroza po prostu przepisywali dane z dowodu osobistego.
Sam Aleksy Mróz również nie starał się o skorygowanie błędnych zapisów ani w spółdzielni, ani w urzędzie.
DŁUG
Nie było potrzeby skorygowania, dopóki Spółdzielnia Mieszkaniowa "Kujawy" w Barcinie nie wzięła się rygorystycznie za egzekwowanie zadłużeń lokatorskich.
Okazało się, że faktyczny lokator mieszkania, którego numer miał w dowodzie osobistym wpisany jako miejsce zameldowania Aleksy Mróz, nie płacił regularnie czynszu. - "Ja nie mam jakiegoś wysokiego czynszu. Nieco ponad 40 metrów kwadratowych powierzchni w takich, jak tutaj pan widzi, warunkach daje mi płatności około 100 zł miesięcznie. Nie zalegam i nigdy nie zalegałem ani złotówki" - powiedział Aleksy Mróz.
Jednak około miesiąc temu z Sądu Rejonowego w Szubinie z VI Wydziału Grodzkiego przyszło do Aleksego Mroza pismo jako do współnajemcy zadłużonego mieszkania. - "Nigdy z sądem nie miałem do czynienia. Jestem spokojnym emerytem, to co do mnie należy zawsze płacę i nikomu nie chcę w drogę wchodzić. Jestem człowiekiem leczącym się na nerwicę. To pismo mocno mną wstrząsnęło, bo nie miałem pojęcia, skąd taki wyrok na mnie się wziął" - stwierdza Aleksy Mróz.
Okazało się, że 24 lutego tego roku Spółdzielnia pozwała do sądu Aleksego Mroza i Czesława M., jako współlokatorów zadłużonego mieszkania przy ul. Radłowskiej.
W postępowaniu upominawczym sąd nakazał zapłatę 2.054,88 zł oraz odsetki i dodatkowo kwotę 641,10 zł tytułem kosztów sądowych. Rzekomi współlokatorzy mieli podzielić się tymi płatnościami na pół.
- "Ja płaciłem czynsz do spółdzielni zawsze adresując nadawcę płatności, czyli mnie na numer 10, bo taki mam wybity na drzwiach mieszkania. I to chyba na szczęście tak się działo, bo inaczej pewnie jeszcze trudniej by mi było się wytłumaczyć" - mówi Aleksy Mróz.
Prawdopodobną przyczyną nieścisłości w numeracji mieszkań jest to, iż w połowie lat 80. w budynku zrobiono przeróbki mieszkań w środkowej klatce, które polegały na stworzeniu z trzech mniejszych lokali jednego większego.
Aleksy Mróz ma pretensje do spółdzielni, że od razu wysyła pozwy do sądu, nie sprawdzając dokładnie, kto zalega, a kto nie, i kto mieszka tu, a kto mieszkanie dalej. Chodziło mu też o to, że w pozwie spółdzielnia od razu wskazała Aleksego Mroza jako winnego, a gdyby sprawdziła rzeczywiste wpływy tego lokatora tytułem czynszu z ostatnich lat, to okazałoby się, że nie tylko nie ma on żadnych długów, ale też jest jednym z najbardziej sumiennych członków spółdzielni. Dla niego to, że został osądzony przez Wydział Grodzki, jest upokarzające. - "Zwłaszcza, że dodatkowo mógłby nie wiem co sobie ktoś pomyśleć, że niby mieszkamy z obcym facetem pod jednym adresem" - skarży się Aleksy Mróz. Zdaje sobie sprawę, że mógłby spółdzielnię oskarżać nawet o straty moralne, zwłaszcza, że przy jego chorobie cios, jakim był wyrok sądu, wpłynął też na jego zdrowie. Piechcinianin jednak nie chce chodzić po sądach, bo jemu zależy wyłącznie na świętym spokoju.
TŁUMACZENIE
Prezes spółdzielni Henryk Popławski tłumaczy, że jeśli chodzi o pozwy, to kierowane są one do wszystkich najemców zadłużonego lokalu, choćby nosili oni inne nazwiska. - "Zdarza się bowiem tak, że mieszkają kilkupokoleniowe rodziny, gdzie zięciowie mają inne nazwiska i są tam zameldowani. Dlatego różne nazwiska niczego nie wykluczają" - mówi prezes.
Tłumaczy, że przed wysłaniem pozwu jedna z pracowniczek administracji spółdzielni sprawdzała w ratuszu adresy pozywanych, ale tam wszystko się zgadzało - że mieszkają razem - a że nie jest piechcinianką, nie wiedziała, że to nie są lokatorzy tego samego mieszkania.
- "Zdaję sobie sprawę, że pan Aleksy Mróz jest jednym z najbardziej sumiennych lokatorów. Dlatego napisaliśmy mu szczegółowo, jak powinien złożyć odwołanie do sądu i wysłaliśmy je za niego. Nie jest naszą winą, że tak był zaewidencjonowany w spisie mieszkańców w Urzędzie Miejskim" - tłumaczy Henryk Popławski.
Aleksego Mroza nie do końca to satysfakcjonuje. Otrzymał już bowiem z sądu nakaz stawiennictwa się 11 maja na rozprawie wyjaśniającej przeciwko spółdzielni, którą - pisząc swe odwołanie - siłą rzeczy podał do sądu. Teraz będzie musiał do Szubina jechać, choć jest to dla niego trudne ze względu nie tylko na dodatkowe koszty, ale i trudności w połączeniach komunikacyjnych z Piechcina do Szubina i z powrotem.
Prezes spółdzielni mówi, że nie można zmienić decyzji, która już zapadła, bez konieczności nowej rozprawy. Spółdzielnia jednak poczuwa się do pewnego błędu (obciążając też jednak w dużym stopniu Urząd Miejski, a konkretnie ewidencję ludności), więc jest gotowa zawieźć i przywieźć z sądu pozywającego ją teraz skrzywdzonego lokatora.
I TAK POSZKODOWANY PONIESIE KOSZTY
Grzegorz Smoliński, urzędnik zajmujący się w ratuszu w Barcinie ewidencją ludności, powiedział nam, że nie jest absolutnie żadną winą Urzędu, że lokator został źle zameldowany. To właśnie bowiem właściciel mieszkania, czyli w tym przypadku spółdzielnia lokatorska (kiedy meldowano pobyt Aleksego Mroza w połowie lat 80. nie była to wprawdzie jeszcze spółdzielnia "Kujawy", a zasoby mieszkaniowe KCW "Kujawy"), ma obowiązek przedstawić dokument, że meldowany ma mieszkać pod tym konkretnym adresem. Urząd Miejski jedynie melduje osoby tam, gdzie godzi się na to właściciel lokalu. I w tym przypadku popełniony musiał być błąd już wtedy.
Co więcej, spółdzielnia mogła być bardziej czujna z wysyłaniem pozwu, choćby dlatego, że identyczny przypadek jak z Aleksym Mrozem i Czesławem K. miał miejsce kilka miesięcy wcześniej też na Radłowskiej, ale nr 2. Tyle tylko, że wówczas jeszcze udało się wyjaśnić sprawę przed uruchomieniem procedury sądowej.
Grzegorz Smoliński dodaje, że wskutek źle składanych wniosków o zameldowanie, zwłaszcza w starym budownictwie o skomplikowanej architekturze, błędne zameldowania mogą się powtarzać.
Aleksy Mróz wprawdzie otrzymał już na potrzeby swej sprawy w sądzie zaświadczenie o zameldowaniu - teraz już na ul. Radłowskiej 3/10 (i z całą pewnością wygra sprawę odwoławczą, bo wszystkie dowody świadczą, że ktoś - nie on - popełnił błędy z jego meldunkiem). Cóż z tego jednak, skoro jest ono ważne zaledwie przez 2 miesiące. Po tym czasie - co przyznaje Grzegorz Smoliński - Aleksy Mróz niestety nie będzie miał innego wyjścia, jak wyrobić nowy dowód. A to oznacza, że będzie musiał opłacić wydanie dokumentu, wykonanie nowych zdjęć i kolejne przejazdy do gminy w Barcinie - łącznie około 50 zł. A przecież dowód wyrabiał zaledwie 3 lata temu i miał on mu starczyć na długi czas.
Karol Gapiński Tygodnik Barciński Pałuki nr 249 (17/2006)






