Artykuły

Cud w Barcinie Wsi
    Dowody na istnienie świń
    Na początku zeszłego tygodnia mieszkaniec Barcina, który w Barcinie Wsi hodował trzodę chlewną utracił swoje stadko. - "Otwieram drzwi chlewika, a tam już w pierwszym patyku patrzy na mnie rogaty łeb kozła. Oniemiałem" - wspomina dzień zniknięcia świń ich hodowca. Choć świń nie ma, a wielu świadków twierdzi, że przedtem były, to policja wcale nie przesądza, że doszło do przestępstwa. 
    W nocy z 10 na 11 lipca na terenie jednej z posesji w Barcinie Wsi zniknęło 9 macior, w tym cztery prośne, i 9
koz1.jpg
11 lipca rano Cypriana Kowalskiego zamiast maciory przywitała koza
fot. Karol Gapiński
prosiąt. W ich miejsce w chlewikach właściciel stadka (który jednak nie jest właścicielem posesji, a jedynie ma prawo do użytkowania części pomieszczeń) ujrzał rankiem kozy.
    Właścicielem posesji w Barcinie Wsi jest T. Do końca 1990 r. właścicielem był Cyprian Kowalski (zgodził na użycie pełnego nazwiska). Później wraz z żoną przepisał tę nieruchomość na spadkobierców, a jeszcze później spadkobiercy przepisali własność na obecnego właściciela. Jednak na początku lat 90. przekazując nieruchomość Cyprian Kowalski zastrzegł sobie prawo do korzystania z trzypokojowego, ogrzanego i
koz2.jpg
Z dziesięciu macior, które miał Cyprian Kowalski w Barcinie Wsi, została tylko jedna prośna
fot. Karol Gapiński
oświetlonego mieszkania z kuchnią i łazienką na parterze tej nieruchomości, z piwnic o powierzchni 36 metrów kwadratowych, kawałka pola uprawnego i 25 metrów kwadratowych w dwóch pomieszczeniach inwentarskich po 12,5 metra kwadratowego każde. Cyprian Kowalski gwarantował sobie dożywotnie prawo do korzystania z tych pomieszczeń, a ponadto również prawo do poruszania się po całej nieruchomości.  
    Zdaniem matki właściciela nieruchomości,  obecnie nie można rozumieć tego zastrzeżenia w ten sposób, że Cyprian Kowalski ma prawo do chodzenia po wszystkich kątach, w których nie mieszka, albo których nie użytkuje. Bo jeśli tak, to oznaczałoby, że może wchodzić do prywatnych pomieszczeń właściciela nieruchomości i pozostałych mieszkańców.

    ŚWINI NIE BYŁO
    - "Od wielu lat w tych chlewikach trzymałem świnie na sprzedaż. W tym roku również" - mówi Cyprian Kowalski. Od kilku lat nie mieszka on już oficjalnie we wspomnianym mieszkaniu na posesji w Barcinie Wsi. W latach dziewięćdziesiątych bowiem owdowiał, a kilka lat temu ponownie się ożenił i zamieszkał z małżonką w jej nieruchomości w Barcinie.
    Nie zaprzestał hodowli macior. Trzymał je w dwóch chlewikach, w których są po dwa patyki. Matka T. twierdzi, że świń w tych patykach nie było; jej syn hoduje świnie, owszem, ale akurat nie w tych patykach, które wskazuje Cyprian K., ale w innych pomieszczeniach gospodarczych na tej posesji.
Również jej syn powiedział nam, że ani osiem dni temu (przed 11 lipca), kiedy to Cyprian Kowalski zgłaszał kradzież, ani w ogóle w ostatnich latach nie hodował on w pomieszczeniach gospodarczych na tej posesji trzody chlewnej. T. przyznaje, że świnie Cyprian Kowalski hodował w Barcinie Wsi, ale było to jeszcze kilkanaście lat temu, gdy obecny właściciel nie był jeszcze właścicielem nieruchomości (bezpośrednim spadkobiercą Cypriana Kowalskiego - jeśli
koz4.jpg
"Cud w barcińskiej wsi: świnie przemienione w kosy" - mówi Cyprian Kowalski
chodzi o wspomnianą nieruchomość - była pani T., matka obecnego właściciela).
    - "To bzdura, że świń nie hodowałem. Tydzień wcześniej one w Barcinie Wsi były" - powiedział Cyprian Kowalski.

    ŚWINIE BYŁY
    Co więcej, wysłuchaliśmy kilku świadków, którzy stwierdzili, że świnie w chlewikach w Barcinie Wsi, na posesji, którą kilkanaście lat temu Cyprian Kowalski przepisał spadkobiercom, były w tym roku z całą pewnością.
    Świadków w tej sprawie przesłuchiwała również policja. Jednym z nich jest Stanisław D. z Barcina. - "Były świnie i zimą, i wiosną tego roku. Niech T. nie kładzie nudli na uszy" - mówi Stanisław D.
Stanisław D. stwierdził, że kiedy zimą oraz w kwietniu Cyprian Kowalski dwukrotnie przebywał kilkanaście dni w szpitalu, to właśnie Stanisław D. w jego imieniu oprzątał stadko świń trzymane w Barcinie Wsi.
    W związku z tym zapytałem pana T., jak to możliwe, że nie widział on w ostatnich miesiącach świń, skoro i Stanisław D. potwierdza ich istnienie. Właściciel posesji stwierdził w odpowiedzi, że nie wie, na jakiej zasadzie mógł chodzić w imieniu Cypriana Kowalskiego ktoś po posesji, której właścicielem jest T. Dodał, że nikogo takiego jak Stanisław D. nie widział na swoim terenie, choć z drugiej strony pracuje zawodowo i nie zawsze jest w domu.
    Stanisław D. powiedział nam, że T. doskonale wiedział o doglądaniu przez niego świń należących do Cypriana K. w czasie choroby hodowcy. - "Meldowałem się T. niejednokrotnie po wejściu na posesję, że przychodzę oprzątnąć maciorki" - mówi Stanisław D. Zeznania potwierdzające istnienie świń złożył też w zeszłym tygodniu we wtorek policjantom, którzy w celach dochodzeniowych przyjechali ze Żnina.
Istnienie świń należących do Cypriana Kowalskiego potwierdzają też inni świadkowie m.in. Adam W. z Barcina. W rozmowie z "Pałukami" Adam W. potwierdził, że wiosną pomagał Cyprianowi Kowalskiemu w hodowli świń na terenie Barcina Wsi. - "Nie wiem dlaczego ich nie ma, nie mam pojęcia, kto je ukradł, ale świnie były" - mówi Adam W., który zajmował się wtedy sprzątaniem chlewów.

    MACIORY ZAPŁADNIANE I LECZONE, PROSIĘTA SZCZEPIONE
    Doktor Henryk Seredyka z Barcina, lekarz weterynarii, powiedział nam: - "Oczywiście, że Cyprian Kowalski od wielu lat hodował maciory i prosięta na sprzedaż w Barcinie Wsi, na posesji należącej obecnie do pana T. Sam tam bywałem wzywany do chorych świnek, bądź też do szczepienia młodych" - powiedział Henryk Seredyka.
    Cyprian Kowalski dodaje, że istnienie jego świń potwierdzi również hodowca z Mamlicza, do którego woził swe maciory, bo tamten ma knury rozpłodowe. Ponadto Cyprian Kowalski może wskazać dwóch kolejnych gospodarzy z Mamlicza i Julianowa, którzy maciorki jesienią zeszłego roku oferowali na spędzie w Barcinie, i które od nich wtedy zakupił Cyprian Kowalski.

    SKUP GOTOWY
    Skontaktowaliśmy się również ze skupującym trzodę chlewną Henrykiem Mnichem z Liszkowa w powiecie inowrocławskim. - "Pan z Barcina, którego nazwiska nie pamiętam, ale mam zapisany jego numer telefonu domowego (w tym miejscu Henryk Mnich podaje znany również nam numer Cypriana Kowalskiego i jego żony oraz adres ich zamieszkania w Barcinie, który również się zgadza - przypis kg) deklarował wcześniej chęć sprzedania 5 macior, ale we wtorek 11 lipca, kiedy to miało dojść do transakcji, przedzwonił do mnie, że musi odmówić, bo mu te świnie skradziono. Nawet pytał mnie przy okazji, czy ktoś z Barcina do mojego skupu nie wwoził świń, ale oczywiście zaprzeczyłem. Nie chcę, by mnie wiązano z jakąkolwiek działalnością o charakterze przestępczym" - powiedział Henryk Mnich, który podkreślił, że nie jest paserem, ale uczciwym handlowcem.
    ROGATY ŁEB W PATYKU
    Dzień przed stwierdzeniem zniknięcia świń Cyprian Kowalski był w Barcinie Wsi pomiędzy 1900 a 2000. Jakieś pół godziny poświęcił na oprzątnięcie 10 macior (w tym 4 prośnych) i 9 prosiąt, które wtedy tam były. Widział je wówczas po raz ostatni. - "Zamknąłem po wrzuceniu żarcia patyki, przymknąłem drzwi od szopki z chlewikami" - opowiada Cyprian Kowalski. Zwróćmy przy tym uwagę, że chlewy nie były zamykane na klucze, kłódki, czy inne zabezpieczenia, a Cyprian Kowalski tylko przymykał zawsze drzwi.  
    - "Następnego dnia, mniej więcej o 830 pojechałem do Barcina Wsi oprzątnąć te świnie na nowy dzień. Otwieram drzwi chlewika, a tam już w pierwszym patyku patrzy na mnie rogaty łeb kozła. Oniemiałem. Patrzę naprzeciwko do drugiego chlewika, tam też kozy. Świnia została tylko jedna z tych prośnych, taka kulawa. Wezwałem policję. Funkcjonariusz obchodził posesję. Widział świnie w innych chlewikach, ale wiedziałem, że te akurat nie były moje, a właściciela T., więc nawet nie chciałem tam wchodzić. Policjant nalegał, żebym jednak sprawdził, bo nuż akurat znajdę tam swoje świnie. Ale ich nie było. Szukałem również później po okolicznych skupach, ale się nie natknąłem na ich ślad. Tej jednej ocalałej świni doglądam do dzisiaj. Parę dni po zniknięciu moich świń w jednym z patyków właściciel posesji umieścił swoją hodowlę jakiejś krzyżówki dzika z domową świnią. W pozostałych patykach nadal są kozy" - pokazywał Cyprian Kowalski.

    SWOJE PRAWO WYKORZYSTAŁ
    Matka właściciela posesji powiedziała, że w zasadzie Cyprian Kowalski nie ma prawa oprowadzać nas po tych chlewach, bo w rzeczywistości to on nigdy nie miał prawa do ich użytkowania. Akt przekazania posesji spadkobiercom - zdaniem matki obecnego właściciela - wprawdzie rzeczywiście nadawał Cyprianowi Kowalskiemu, dawniej właścicielowi całego gospodarstwa, prawo do korzystania z pomieszczeń inwentarskich, ale on już je wykorzystuje. - "Jest to to pomieszczenie, gdzie stoi "nyska" i inne sprzęty pana Cypriana Kowalskiego. Swoje prawo zatem do pomieszczeń na tej posesji on już wykorzystał, a w chlewach, na które teraz pan Cyprian Kowalski wskazuje, nie było wcześniej świń. Ta jedna kulawa, która jest (a Cyprian Kowalski twierdzi, że to ostatnia z jego 10 dorosłych sztuk, która się zachowała - przypis kg) oraz kozy należą do syna. Syn hoduje również konie i świnie, ale w innym miejscu" - powiedziała matka właściciela.  
    Cyprian Kowalski ripostuje, że po pierwsze "nyska" i jego sprzęty nie zajmują 25 metrów kwadratowych pomieszczeń inwentarskich, bo jest to mniejsza powierzchnia, a po drugie - to przecież od lat hodował świnie w tych chlewikach i T. to nie przeszkadzało, a zaczęło wadzić dopiero teraz. - "Nie przesądzam, kto ukradł świnie, ludzie się śmieją tylko teraz, że miał miejsce cud na barcińskiej wsi: zamiana świń w kozy" - mówi Cyprian Kowalski.

    CHCIAŁ ZAMKNĄĆ HODOWLĘ  
    Swe straty szacuje on nawet na 4.000 zł, ale policji podał - jak sam przyznaje - szacunek strat w wysokości 3.000 zł. - "Maciory hodowałem bardziej dla zabicia czasu niż dla jakiś wielkich zysków. Coś w życiu trzeba robić, nawet kiedy się już jest na emeryturze. Jednak w tym roku chciałem tę hodowlę zamknąć już ostatecznie, bo ostatnio miałem problemy zdrowotne. Tego dnia, gdy odkryłem zniknięcie świń, te dwuletnie, które akurat nie były prośne, chciałem sprzedać do Liszkowa. Później oprosiłyby się pozostałe, prosiaki trochę by podrosły i sprzedałbym to wszystko na jesień, zwalniając im pomieszczenia. Niestety, nie dano mi takiej szansy" - podsumował Cyprian Kowalski.
    Jego kolega, wspomniany Stanisław D., zastanawia się w rozmowie z Cyprianem Kowalskim, gdzie też mogą być te z utraconych macior, które były prośne. - "Pozostałe świnie pewnie trafiły gdzieś do skupu i są już przerobione na kiełbasy, ale jeśli chodzi o te, które dopiero mają się oprosić, to na pewno gdzieś muszą być trzymane aż do rozwiązania. Trzeba podsuwać policji takie hipotezy, żeby wiedzieli, że człowiek też się martwi i ma jakieś przypuszczenia" - powiedział.

    PRZESTĘPSTWA MOGŁO NIE BYĆ
    Podkomisarz Krzysztof Jaźwiński z Komendy Powiatowej Policji w Żninie początkowo nie odnalazł w spisie raportów informacji o przestępstwie w Barcinie Wsi. Dopiero po zebraniu informacji z posterunku w Barcinie i w komendzie w Żninie potwierdził, że rzeczywiście było w tej sprawie zgłoszenie: - "Dochodzenie trwa nadal. Nawet dzisiaj policjanci prowadzili kolejne przesłuchania (przedwczoraj, 18 lipca - przypis kg). W tej sprawie należy być ostrożnym w formułowaniu stwierdzeń. Na pewno podłożem zniknięcia tych świń jest głębszy konflikt między ich właścicielem a spadkobiercami posesji, na której hodował te świnie. W tej chwili nie możemy nawet stwierdzić, czy rzeczywiście doszło do przestępstwa, bo przecież właściciel świń od lat sprzedawał swą hodowlę. Musimy sprawdzić, czy na przykład nie było tak i tym razem" - powiedział Krzysztof Jaźwiński potwierdzając jednocześnie, że w tym przypadku faktycznie dochodzenie przejęli funkcjonariusze ze Żnina, co jednak zdaniem komisarza nie świadczy o czymś szczególnym, bo dzieje się tak w niektórych przypadkach.
 Karol Gapiński Pałuki nr 753 (29/2006)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry