Artykuł tygodnia
-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Środa, 07 Lutego 2007
Pół hektara za 2 miliony
Działka położona w Grochowiskach Księżych miała być aportem wniesiona do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Nim spółka została zarejestrowana, ziemia zmieniła właściciela - została darowana córce. Nowa właścicielka wystąpiła do sądu z roszczeniami dotyczącymi bezumownego korzystania z jej nieruchomości przez spółkę. 27 czerwca zapadł wyrok nakazujący wydanie nieruchomości. Zakład Rzeźniczo-Masarski w Grochowiskach Księżych musi opuścić zajmowaną nieruchomość. Może szukać nowej lokalizacji lub zakończyć działalność. Stronami konfliku są brat, siostra i jej córka.
Włodzimierz Jakubek i jego siostra prowadzili w formie spółki cywilnej Zakład Rzeźniczo-Masarski w Grochowiskach Księżych. W 2001 r. zmienili formę działalności - ze spółki cywilnej na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Tuż przed zarejestrowaniem spółki z o.o. siostra Włodzimierza Jakubka przekazała swojej córce umową darowizny działkę, na której spółka prowadzi działalność. Teraz córka żąda od spółki - czyli od swojego wujka i swojej mamy - pieniędzy za użytkowanie swej ziemi.
RODZINNY INTERES
Włodzimierz Jakubek jest współwłaścicielem Zakładu Rzeźniczo-Masarskiego w Grochowiskach Księżych razem z siostrą. Każde z nich ma 50% udziałów. Zakład, który powstał na początku lat dziewięćdziesiątych, pierwotnie funkcjonował jako spółka cywilna, a jako spółka z o.o. został zarejestrowany w sądzie w 2002 r.- "Spółka powstała na gruncie siostry i jej męża, którzy zadeklarowali, że to ich wkład do spółki cywilnej. Cały majątek spółki cywilnej został wyceniony i wniesiony aportem do spółki z o.o." - wyjaśnia Włodzimierz Jakubek.
A RACZEJ - MIAŁ ZOSTAĆ WNIESIONY...
Wniesienie aportem do spółki z o.o. nieruchomości zabudowanej, czyli gruntu i budynków, powinno mieć odzwierciedlenie w akcie notarialnym. Włodzimierz Jakubek wyjaśnił, że sporządzony w Bydgoszczy akt notarialny spółki posiada pewne niejasności. - "Ten akt jest jakby niedokończony. Integralną częścią aktu notarialnego są załączniki. W załączniku nr 7 tego aktu jest bilans spółki z wyszczególnieniem składników, czyli gruntu, budynków z podaniem ich wartości. W akcie nie ma natomiast zapisu, o jaką działkę chodzi" - wyjaśnia Włodzimierz Jakubek.
Zgodnie z prawem po zarejestrowaniu spółki z o.o. powinien być sporządzony kolejny akt notarialny przeniesienia własności nieruchomości na spółkę. Na podstawie tego aktu dokonano by przeniesienia własności w księgach wieczystych.
ZIEMIA DAROWANA CÓRCE
W marcu 2002 r. - a więc w czasie, kiedy trwały procedury rejestrowania spółki z o.o. - siostra Włodzimierza Jakubka wraz z mężem darowała przedmiotową nieruchomość córce. Siostrzenica Włodzimierza Jakubka poinformowała właścicieli zakładu, że stała się właścicielką nieruchomości, na której matka i wujek prowadzą działalność gospodarczą. Poprosiła właścicieli spółki o przedłożenie tytułu prawnego do nieruchomości, umowy zawartej z poprzednim właścicielem (swoimi rodzicami). - "Napisała to mając świadomość, że spółka tego nie posiada" - wyjaśnia Włodzimierz Jakubek.
Odtąd prowadziła urzędową korespondencję ze spółką - ze swoją mamą i swoim wujkiem - w sprawie uregulowania korzystania z własności. Jak mówi Włodzimierz Jakubek, jego siostra poparła swoją córkę. Spółka znalazła się w dziwnej sytuacji.
Pani pełnomocnik siostrzenicy przedłożyła właścicielom spółki propozycje uregulowania tytułu prawnego do użytkowanej nieruchomości. Zaproponowała trzy możliwości: zakup nieruchomości przez właścicieli spółki, wniesienie przez siostrzenicę nieruchomości jako aportu do spółki w zamian za udziały odpowiadające jej wartości lub zawarcie umowy dzierżawy oraz zatrudnienie siostrzenicy jako technologa w spółce z wynagrodzeniem 2.000 zł netto. Katalog propozycji nie był zamknięty i właściciele spółki mogli wnieść również swoje pomysły.
- "Stan obecny, kiedy korzystacie państwo z nieruchomości bez tytułu prawnego, jest niekorzystny przede wszystkim dla państwa jako przedsiębiorców" - ostrzegała właścicieli spółki pełnomocnik właścicielki gruntu.
ZIEMIA ZA 2 MLN ZŁ
24 kwietnia 2002 roku spółka z ograniczoną odpowiedzialnością została zarejestrowana w sądzie. Oboje wspólnicy stali się członkami zarządu spółki i tylko razem mogli reprezentować interesy spółki na zewnątrz.
W maju 2002 r. właścicielka gruntu ponownie wezwała właścicieli spółki, by jak najszybciej uregulowali sprawy tytułu prawnego do użytkowanej przez spółkę nieruchomości. Przypomniała również, że powinni uregulować kwestię odszkodowania za bezumowne korzystanie z nieruchomości.
Zarząd spółki zgodził się z propozycją uregulowania własności gruntu, na którym zbudowano zakład. Właściciele spółki poprosili również o przedstawienie ceny.
Siostrzenica powiadomiła właścicieli spółki, że za sprzedaż nieruchomości oferuje jej się 2 mln zł. Złożyła również wujkowi ofertę zakupu udziałów w spółce. Ponadto wezwała matkę i wuja do zapłaty 39.000 zł z tytułu odszkodowania za bezumowne korzystanie z nieruchomości od 1 marca do 31 maja 2002 r.
WYELIMINOWANY ZE SPÓŁKI
Włodzimierz Jakubek zrozumiał wtedy, że stał się ofiarą spisku, a działania siostry i siostrzenicy zmierzają ku temu, by pozbawić go udziałów w spółce. - "Niech pan sobie wyobrazi, że za grunt rolniczy o powierzchni zaledwie 0,65 ha zażądała 2 mln zł lub 9.750 dolarów miesięcznie za dzierżawę. Jest to cena przekraczająca wartość spółki i stanowi o celowym działaniu na jej szkodę" - mówi Włodzimierz Jakubek.
Konflikt się zaostrzył. Według naszego rozmówcy, drugi członek zarządu, czyli siostra, powstrzymała się od udziału w rozstrzygnięciu konfliktu. Siostrzenica wezwała zarząd spółki do zapłaty 78.000 zł. Włodzimierz Jakubek uważa, że jest to działanie na szkodę spółki.
DONOSY
W listopadzie 2002 r. Włodzimierz Jakubek złożył do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa. We wniosku podniósł, że siostra popełniła przestępstwo poprzez działania na szkodę spółki, zgłoszenie nieprawdziwych danych przy przekształceniu spółki oraz jej zgłoszeniu do Krajowego Rejestru Sądowego poprzez - jak utrzymuje Włodzimierz Jakubek - niewniesienie aportu w postaci gruntu, a w rezultacie budynków.
- "Ukrywając fakt, że jest to zakład, skorzystano ze zwolnienia podatkowego, jakie przysługuje przy przekazaniu gospodarstwa rolnego. Ponadto zapewnili przy sporządzaniu aktu notarialnego, że nieruchomości nie są w posiadaniu zależnym i samoistnym innych osób, co było nieprawdą, gdyż na tym gruncie działała spółka i posiadała budynki. Jednakże wskutek tego oświadczenia możliwe było sporządzenie tego aktu" - mówi Jakubek.
W tym roku Włodzimierz Jakubek złożył doniesienie dotyczące poświadczenia nieprawdy przez siostrzenicę przy sporządzaniu aktu notarialnego. Właścicielce nieruchomości nie udowodniono popełnienia przestępstwa. Została przez sąd uniewinniona.
- "Ja złożyłem pozew o unieważnienie aktu notarialnego, jednak ze względu na brak reprezentacji wniosek upadł. Uznano, że nie jestem stroną poszkodowaną, tylko spółka, a interesy spółki mogę reprezentować ja i moja siostra" - wyjaśnia nasz rozmówca.
Z kolei siostrzenica wystąpiła do sądu z roszczeniami dotyczącymi bezumownego korzystania z jej nieruchomości przez spółkę. Sąd najpierw zasądził od spółki, wydając kilka postanowień, łączną kwotę ponad 750.000 zł. 27 czerwca br. zapadł w tej sprawie wyrok nakazujący wydanie nieruchomości zabudowanej, czyli gruntu i budynków. Współwłaściciel Zakładu Rzeźniczo-Masarskiego nie ukrywa, że taki wyrok wpłynie na działalność spółki. Może nawet dojść do jej likwidacji. Ma obawy, że 45 pracowników zakładu i świadczących usługi na jego rzecz straci pracę.
DOJNA KROWA
Współwłaścicielka spółki, siostra Włodzimierza Jakubka, nie chciała z nami rozmawiać. - "Niech pan poszuka prawdy w sądzie w Żninie. Ja nie chcę na ten temat rozmawiać" - powiedziała.
Na rozmowę zdecydowała się siostrzenica Włodzimierza Jakubka. Uważa, że zarzuty wuja są wyssane z palca, że poprzez donosy na policję i do prokuratury to on ewidentnie szkodzi spółce.
- "Sprawa spółki to jest jedna rzecz, a własność nieruchomości to druga rzecz. Pan Jakubek dostał pełnomocnictwo od mojej mamy, żeby się ze mną dogadać w kwestii uregulowania prawa spółki do korzystania z gruntu. On jednak stwierdził, że ja zabrałam coś spółce. Wszystkie sprawy w sądzie ewidentnie ja wygrywam. O tym, że pan Jakubek jest zachłanny, to wiedziałam od dawna. Akt notarialny jest jedyną podstawą aktu własności. Jako właścicicielka nieruchomości, na której działa spółka, chciałam się dogadać, ale pan Jakubek nie chciał, tylko próbował nas zastraszyć. Jeśli chciał pokazać swoją ważność, to nóż za nóż. My na Jakubka nie złożyliśmy żadnego donosu, a przeciwko mamie toczą się dwie sprawy, przeciwko tacie - jedna sprawa. Donosów na mamę wysłał znacznie więcej. Jedna sprawa składa się z 3 czy 4 donosów" - wyjaśnia siostrzenica.
Właścicielka nieruchomości twierdzi, że nigdy nie chciała sprzedać gruntu, dlatego cena sprzedaży, którą określiła, była zaporowa. Jednakże - jak mówi - gdyby właściciele spółki zechcieli podjąć negocjacje, mogłaby cenę obniżyć. - "Czy pan by sprzedał dojną krowę?" - pyta retorycznie właścicielka gruntu.
POŻEGNANIE Z FIRMĄ
Siostrzenica Włodzimierza Jakubka czeka na klauzulę wykonalności wyroku sądu o wydanie nieruchomości. - "Żegnamy się z firmą na zawsze. Jak otrzymam klauzulę wykonalności, to komornik wszystkie rzeczy, które należą do spółki, usunie z nieruchomości. Ta spółka przestanie korzystać z mojej nieruchomości. To nie oznacza jej likwidacji. Ona może przecież dalej działać, tylko na innym gruncie" - mówi właścicielka gruntu.
Siostrzenica Włodzimierza Jakubka nie zamyka definitywnie spółce możliwości korzystania ze swojego gruntu. Stanie się tak wówczas, gdy zarząd spółki zawrze z nią porozumienie w sprawie regularnych opłat za korzystanie z gruntu oraz pokryje koszty poniesione podczas rozpraw sądowych. - "Jeśli podpiszą umowę i spłacą mi zaległości, to nie widzę problemu. Dotychczas po wyrokach sądowych spłacili mi zaległości za bezumowne korzystanie z gruntu. Za okres do końca maja br. wszystko ze mną uregulowali. Zalegają tylko za ostatnie 2 miesiące" - wyjaśnia siostrzenica.
WŁAŚCICIELE - WOLONTARIUSZE
Włodzimierz Jakubek mówi, że pracuje kilkanaście godzin dziennie w zakładzie i nie ma z tego żadnych zysków - pieniądze są przekazywane na płace pracowników i inne opłaty.
- "W spółce nie jest wypłacana dywidenda. Również członkowie zarządu nie są wynagradzani ani zatrudnieni, gdyż takie było stanowisko siostry i nie doszło do podjęcia uchwał w tym zakresie" - mówi Włodzimierz Jakubek.
CO DALEJ?
Po uprawomocnieniu się wyroku siostrzenica Włodzimierza Jakubka skieruje sprawę do komornika o wydanie nieruchomości zajmowanej przez spółkę. Komornik wezwie zakład do wydania nieruchomości w określonym terminie. Oznacza to, że spółka będzie musiała opróżnić wszystkie budynki. Jeśli spółka nie opuści budynków dobrowolnie, to ekipa komornika spisze wszystkie przedmioty będące własnością spółki i odda pod dozór komornika.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 753 (29/2006)






