-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Wtorek, 22 Grudzień 2009
Najstarszy Mariusz ma 31 lat, najmłodszy Krzysztof 17 lat
Opowieść wigilijna o siedmiu braciach
Maria Mikołajczak kupowała synom w dzieciństwie zamiast karabinów-zabawek atrapy muzycznych instrumentów. - Potem już sami te talenty u siebie wyszukali - mówi.
W życiu braci Mikołajczaków muzyka odgrywa dużą rolę. Oprócz więzów rodzinnych łączy ich pasja grania. Słowem muzyka można opisać lwią część ich życiorysów. Sami uważają, że rodzinne muzykowanie to nie tylko sposób na karierę, to przede wszystkim sposób na doskonałe braterskie stosunki.
![]() |
| Wszyscy bracia pokochali instrumenty dęte. Razem grają w
Mogileńskiej Orkiestrze Dętej. Więcej we wkładce magazynowej. fot. Paweł Lachowicz |
TALENTY MUZYCZNE
Mariusz, Tomasz, Daniel, Marcin, Arkadiusz, Adrian i Krzysztof pochodzą
ze Strzelna i wszyscy w swoim życiu otarli się o muzykę, a szczególnie
o grę na dętych instrumentach muzycznych. Wszyscy zaczynali
w strzeleńskiej Orkiestrze Dętej OSP, później zapełnili szeregi
Mogileńskiej Orkiestry Dętej. - Mariusz jest tym całym mózgiem
i motorem. Od niego się zaczęło i on tak wszystkich za sobą pociągnął.
Myślę, że jeden drugiemu trochę zazdrościł i tak po kolei się uczyli -
zaczyna opowieść o pasji swoich synów Maria Mikołajczak.
W rodzinie Mikołajczaków - jak udało nam się ustalić - nikt nie grał na
żadnym instrumencie dętym. - Może trochę ktoś na grzebieniu, czy na
harmoszce pograł - mówi Maria Mikołajczak. Pasję do grania wzbudziła
w chłopakach najprawdopodobniej właśnie ich mama, która bardzo kocha
muzykę. Sama jako uczennica kl. V chciała grać na akordeonie. Niestety,
ze względu na niski wzrost nie mogła utrzymać instrumentu i z grania
nic nie wyszło. Może jej niespełnione marzenia stały się zaczątkiem
wzbudzania pasji muzycznej w swoich synach. Bowiem - jak sama mówi -
już w dzieciństwie zamiast karabinów, z którymi po podwórku biegali
inni chłopcy, ona kupowała swoim synom do zabawy instrumenty muzyczne,
oczywiście były to atrapy prawdziwych bębenków, trąbek czy też
cymbałków. - Mąż mówił „coś ty wymyśliła”, ale każdy z nich chciał,
żeby mu kupić, bo koniecznie chcieli grać, to były takie ich początki.
Do innych rzeczy jakoś ich nie ciągnęło. Sąsiadka również mi
powiedziała, że chyba zwariowałam, że im takie prezenty pokupowałam, że
później tylko hałasują i nic więcej. Kupowałam im te instrumenty, żeby
oni sami u siebie te talenty wyszukali - opowiada Maria Mikołajczak.
Wszyscy po kolei rozpoczynali swoją przygodę z muzyką w wieku 12, 13
lat.
ZACZĘŁO SIĘ OD MARIUSZA
Jako pierwszy tę przygodę rozpoczął dziś 31-letni Mariusz. U niego
spotkanie z muzyką zaczęło się w wieku 13 lat od nauki gry na trąbce
przy orkiestrze OSP w Strzelnie pod batutą Romana Hyżego, a następnie
Piotra Barczaka. W szkole średniej był członkiem Zespołu Pieśni i Tańca
Białe Kujawy w Bielicach. Jednak to nie z muzyką związał swoje zawodowe
życie. Dziś jest inżynierem rolnictwa. Ukończył Wydział Rolnictwa na
Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. W 1995 r.
związał się z Orkiestrą Dętą działającą przy Mogileńskim Domu Kultury
w Mogilnie. Już po 4 latach w 1999 r. został jej kapelmistrzem.
W trakcie swojej muzycznej kariery uczestniczył w wielu festiwalach
i przeglądach orkiestr dętych. Jest laureatem dwóch nagród marszałka
województwa kujawsko-pomorskiego za działalność kulturalną. Jako
kapelmistrz wprowadził zmiany w repertuarze mogileńskiej orkiestry,
wprowadził do niej także werblistki. Dzięki jego inicjatywie co roku
odbywają się warsztaty muzyczne oraz koncerty w całej Polsce i za
granicą, promujące mogileńską orkiestrę. Wspomaga także orkiestry dęte
w Wilczynie i Orchowie. Gra na trąbce. Jego hobby to przede wszystkim
muzyka, ale także taniec i ogrodnictwo. Jako jedyny z wszystkich braci
jest żonaty. Wspólnie z żoną Katarzyną mają syna Pawła. Obecnie wraz
z braćmi Tomaszem, Danielem i Arkadiuszem prowadzą prywatną firmę
ogrodniczo-handlową oraz muzyczną.
Chronologicznie, co roku kolejny z braci wiązał się z muzycznym graniem.
![]() |
| To nie Boys Band tylko siedmiu braci występujących w Mogileńskiej Orkiestrze Dętej fot. Paweł Lachowicz |
OD BARYTONU DO PUZONU
Pierwszy w ślad za Mariuszem poszedł Tomasz. Urodził się w 1981 r. Gra
na trąbce, ale na potrzeby orkiestry przerzucił się na baryton. Mieszka
w Strzelnie, gdzie ukończył technikum. Prowadzi sklep i współpracuje
z Mariuszem, Danielem i Arkadiuszem. - Jest motorem tego naszego
grania. Jak on nie przyjedzie, to reszta też nie przyjedzie. On
motywuje pozostałych chłopaków - opowiada Mariusz Mikołajczak.
Daniel urodził się w 1982 r. i jak opowiadają członkowie rodziny
Mikołajczaków, to taki szybki wicher. Gra na puzonie wentylowym.
Ukończył strzeleńskie technikum. - On był najbardziej oporny w graniu.
Trzeba było go bardziej zachęcać i motywować - opowiada Mariusz
Mikołajczak.
Marcin urodził się w 1983 r. Obecnie mieszka w Poznaniu. Jest
kierownikiem sprzedaży w firmie Vertex, w której produkują żaluzje. Gra
na flecie poprzecznym.
Arkadiusz urodził się w 1985 r. Jest absolwentem Technikum
Mechanicznego w Strzelnie. Jego przygoda z muzyką zaczęła się jeszcze
w szkole podstawowej, gdy miał 13 lat. - Wtedy zacząłem uczyć się na
klarnecie w szkolnej orkiestrze w Strzelnie pod batutą Piotra Barczaka
- opowiada Arek Mikołajczak. Obecnie studiuje pedagogikę w Poznaniu.
Oprócz muzyki interesuje się sportem. Gra w sumie w trzech orkiestrach
OSP w Strzelnie, w Mogilnie oraz Wilczynie.
Adrian urodził się w 1990 r. Uczy się w Technikum Ekonomicznym
w Strzelnie, gdzie pełni funkcję przewodniczącego szkoły. Jest teraz
w klasie maturalnej. Oprócz tego jest uczniem IV roku Państwowej Szkoły
Muzycznej w Inowrocławiu w kierunku oboju i fortepianu. Śpiewa w chórze
Harmonia w Strzelnie. Jak opowiada naszemu reporterowi, od dziecka
interesowała go muzyka, a zwłaszcza saksofon. Od 13. roku życia gra na
saksofonie tenorowym w Orkiestrze Dętej w Strzelnie oraz Młodzieżowej
Orkiestrze Dętej w Mogilnie i w Szkolnej Orkiestrze Symfonicznej w PSM
w Inowrocławiu. - Od kilku lat biorę czynny udział w konkursach
recytatorskich na szczeblu powiatowym. Bardzo chętnie udzielam się
w przedstawieniach teatralnych i nie tylko. Bardzo lubię śpiewać. Jeśli
mam siebie określić to powiem, że jestem takim lokalnym aktywistą. Mam
bardzo dużo talentów, wielu jeszcze nieodkrytych - opowiada Adrian
Mikołajczak. Największym osiągnięciem Adriana była nagroda prezesa Rady
Ministrów za wyniki w nauce.
Najmłodszy z braci Mikołajczaków jest Krzysztof. Urodził się w 1992 r.
Uczy się w II klasie Technikum Ekonomicznego w Strzelnie. Gra na
puzonie w Mogileńskiej i Strzeleńskiej Orkiestrze Dętej oraz śpiewa
w chórze Harmonia.
PASJA
Mariusz Mikołajczak opowiada naszemu reporterowi, że ich zamiłowanie do
grania rodziło się stopniowo. Nie był to od razu wielki zapał. Pasja
muzyczna rodziła się pomalutku.
- Ja dzisiaj od młodzieży wymagam, żeby się uczyli i ćwiczyli, ale sam,
jak pamiętam, to wymigiwałem się od ćwiczeń. Wszystko się we mnie
rozwijało, gdy byłem coraz starszy. Podczas nauki w technikum
w Bielicach grałem w „Białych Kujawach”, to wówczas trąbka stawała się
coraz większą moją pasją. Wiele razy mówiłem, że trąbka to moja żona
i nie zamienię jej na inną kobietę - opowiada Mariusz Mikołajczak.
Podczas swojej muzycznej przygody trzej bracia: Mariusz, Tomasz
i Marcin przy Mogileńskiej Orkiestrze Dętej założyli własny big band
pn. Mikoli Band.
- Czym człowiek starszy, to nie zawsze ma czas, ale wszyscy cały czas
uczestniczymy i jeździmy na różne koncerty. Często dzwonię, to mówią
„Mariusz daj spokój, niedziela jest”. Ale mówię im „Potrzebuję was,
przyjedźcie”. Nieraz muszę ich trochę przymusić, bo nie zawsze każdy
z nas ma czas, bo przecież każdy ma jakieś swoje życie - opowiada
Mariusz.
![]() |
| Maria Mikołajczak za żadne skarby nie zamieniłaby swoich synów na córki fot. Paweł Lachowicz |
WSPANIALI SYNOWIE
W domu Mikołajczaków zawsze panowała wspaniała rodzinna atmosfera.
Rodzice nigdy nie bronili grać im na instrumentach w domu. Tutaj
chłopacy po raz pierwszy zetknęli się z muzyką. - Jedyne co, to można
współczuć sąsiadom, że przez te 18 lat wysłuchują naszego grania -
opowiadają bracia. Jednak mama chłopaków mówi, że zawsze uważała, aby
w domu nie grali za głośno. Kazała im zamykać wszystkie drzwi oraz
okna, żeby jak najmniej przeszkadzać sąsiadom.
Podczas rozmowy mama chłopaków nie ukrywa, że jest bardzo dumna ze
swoich synów. Ojciec Andrzej po ciężkiej chorobie zmarł w 2001 r.
Wówczas wychowanie siedmiu synów spoczęło na barkach ich mamy Marii.
Jednak - jak sama mówi - są oni wspaniałymi synami. Wszystkich zna od
tzw. podszewki. - Tomek jest jak z tego wiersza o dwóch Michałach,
gdzie jeden był duży, a drugi mały. On zawsze koło Mariusza się kręcił
i co Mariusz kazał mu zrobić, on bez gadania to zrobił. Zawsze mu
pomagał. Najczęściej są razem. Po śmierci męża tak się nawzajem
uzupełniają. Daniel jest trochę samotnik. Kręcił się zawsze koło siebie
i lubi zawsze postawić na swoim. Arek jest spokojny i zawsze się
zgodzi, a i Krzysztof jest bardzo ugodowy i raczej godzi się na
wszystko. Marcin ma pracę w Poznaniu. Mieszka tam już 7 lat i jakoś
sobie sam radzi. Mariusz, Tomasz, Daniel i Arek mają swoje firmy
i razem współpracują. Trochę im pomagam w sklepie. Jest to branża
ogrodnicza, więc mają sklep warzywny. Adrian i Krzysiu jeszcze się
uczą. Oprócz tego Adrian jest lektorem i udziela się w kościele.
Krzysiu zawsze lubił mi pomagać. Powiem szczerze, że chciałam mieć
córkę, ale w tej chwili na córki nigdy bym się nie zamieniła. Ja w domu
nic prawie nie muszę robić. Okna mam pomyte, zawsze jest posprzątane.
Krzysiu najczęściej robi zakupy. Nieraz mu mówię, że mógł pomyśleć
i kupić to, co jest potrzebne, a on mówi „mama, ja już to kupiłem”. Po
śmierci męża jest potrzeba, żeby iść na cmentarz. Wówczas też o nic się
nie muszę martwić, bo czy lato, czy zima Krzysiu zawsze znajdzie czas
i posprząta koło grobu, światełko zapali i kwiaty postawi. Ja zawsze
mówię, że wolę chłopaków niż dziewczyny - opowiada pani Maria.
O tym, że bracia są bardzo zżyci z sobą, świadczy chociażby fakt, że
pomimo swoich licznych obowiązków zawsze znajdują dla siebie czas.
Trzymają się zawsze razem. Gdy jeden z nich potrzebuje pomocy, nie
szuka jej u obcych lub jakiś znajomych. Pierwsi są zawsze bracia
i każdy z nich na ile tylko potrafi, na tyle jeden drugiemu pomaga.
Z instrumentami spotykają się najczęściej podczas prób, czy wspólnych
wyjazdów na koncerty. Żeby usiąść i pograć razem w domu jest już
rzadkością. - Jak byliśmy młodsi to wspólnie kolędowaliśmy. Jechaliśmy
czy do Kruszwicy nad Gopło, czy do Bielska lub Podbielska i chodziliśmy
w piątkę, grając na instrumentach. Graliśmy tak, żeby to ładnie
brzmiało. Kiedyś przybiegli po nas ludzie, żebyśmy przyszli zagrać
dzieciom. A że mieliśmy czapki mikołajów, to tak kolędowaliśmy. Bardzo
fajne wspomnienia, bardzo to lubiłem - opowiadają bracia
Mikołajczakowie.
![]() |
| Tych chłopaków rozpiera energia. Widać było to na każdym
kroku sesji zdjęciowej do artykułu w mogileńskim parku. fot. Paweł Lachowicz |
NAJWAŻNIEJSZY DOM
Oprócz wspólnego grania wszyscy interesują się domem. Pielęgnują
wpojone im przez rodziców tradycje rodzinne oraz szacunek do drugiego
człowieka. Co roku przy okazji świąt Bożego Narodzenia szykują dla
swojej mamy niespodziankę. - Zawsze mówię im, że nie mają mi nic
kupować, żadnych perfum, że nie mają pieniędzy wydawać - mówi Maria
Mikołajczak.
W tym roku w ramach gwiazdkowego prezentu synowie postanowili
przeprowadzić remont mieszkania. - Oni się złożyli, kupili materiał
i farbę i sami robią remont. Powiedzieli mi „mama siedź sobie w kuchni,
my tu wszystko zrobimy”. Zawsze się blisko mnie trzymali. Mąż
przeważnie chorował, sporo czasu w szpitalu przeleżał i w pracy
przebywał. Jak trzeba było porozmawiać z dziećmi, to zawsze mnie
wypychał. Jak chłopcy poszli do niego, to ich odsyłał do mnie i mówił
„idźcie do mamy, niech ona wam pofilozofuje”. Jestem z nich wszystkich
bardzo dumna - powiedziała Maria Mikołajczak.
Na uwagę zasługuje tutaj fakt, że w rodzinie Mikołajczaków rodzi się
kolejny talent muzyczny. 5-letni syn Mariusza - Paweł - świetnie radzi
sobie z grą na perkusji, lubi również grać na trąbce. - Kiedyś wziąłem
go z sobą, to się bardzo zdziwiłem, bo dobrze trzymał rytm, grając na
perkusji. Na trąbce również lubi grać - dodał Mariusz. Ponieważ - jak
sam powiedział - wspólnie z żoną planują większą rodzinę, być może
kiedyś pasją jego dzieci również stanie się muzyka.
Paweł Lachowicz
Pałuki nr 932 (51/2009)









