Artykuły

      Z szacunkiem, nie dla udręki
     Sygnały o złym traktowaniu pracowników przez Jana Zielińskiego docierały do nas wcześniej. Otrzymywaliśmy anonimy i telefony. Jednak otwarcie nikt nie chciał o sprawie nic powiedzieć. Wszyscy bali się, że stracą pracę. Anna Gorgoń odważyła się opowiedzieć o problemach jako pierwsza. Dołączyli do niej inni pracownicy. Miarka poniżania się przebrała.
     Pracownikom zatrudnionym w ramach robót publicznych na pewno się nie przelewa. Można o nich powiedzieć, że los nie był dla nich łaskawy. Dlatego nie wstydzą się założyć pomarańczowej kamizelki i wykonują niewdzięczne prace w myśl maksymy, że żadna praca nie hańbi. W wielu przypadkach to osoby zmuszone do podjęcia pracy: matki wychowujące dzieci, młode osoby, dla których nie ma innego zajęcia lub też kobiety takie jak Anna Gorgoń, które chcą sobie wypracować prawo do emerytury. Podziwiam te osoby, że sprzątają ulice, kładą trylinkę, łatają dziury w drogach, koszą trawę, grabią liście, zbierają śmieci. Pomyślmy jak brzydko wyglądałby Żnin, gdyby nie ich praca. Dlatego warto o nich pomyśleć, zanim rzuci się papier na ulicę. To, że ludzie ci wykonują taką, a nie inną pracę nikogo nie uprawnia do tego, by traktować ich jak obywateli drugiej kategorii.
     A z tego, co opowiadają, wynika, że ich brygadziście zabrakło zasad zarządzania zespołami ludzkimi. Dręczenie psychiczne nie powinno być podstawą stosunków międzyludzkich w zakładzie pracy. Nie wiem, czy Jan Zieliński byłby zadowolony, gdyby burmistrz walnął go porządnie w plecy czy też naubliżał na chodniku przy przechodniach? Czy byłby zadowolony, gdyby nie mógł spokojnie w przyzwoitych warunkach zjeść śniadania lub musiał się martwić, gdzie skorzystać z toalety? Pewnie nie. A pracownicy zatrudnieni w ramach robót publicznych mają być z tego zadowoleni i takie zachowania tolerować?
     Nie. Uważam, że upokorzenia znosili i tak bardzo długo. Niektórzy od czasu do czasu skarżyli się burmistrzowi. Bo do kogo mieli pójść? Jak widać, te skargi na nic się zdały. Mało tego, Jan Zieliński wiedział, kto był u burmistrza na skardze, co później skwapliwie wykorzystywał, by odegrać się na pracowniku, który kabluje na przełożonego. Nie sposób nie zgodzić się z burmistrzem, że niektóre osoby zatrudniane do robót publicznych są niesforne. Na pewno tak. Ale to nie powód, by im wymyślać i je poniżać. Myślę, że znanych jest wiele metod, które przynoszą znacznie lepszy skutek niż psychiczna udręka. Bo ta zniechęca do pracy. I tu, moim zdaniem burmistrz nie stanął na wysokości zadania, by w porę zapobiec udręce psychicznej wielu osób, przez co Jan Zieliński poczuł się pewny siebie i trochę zaczął traktować zakład jak prywatny folwark. W każdym zakładzie powinny panować normalne stosunki międzyludzkie. Mam nadzieję, że tym razem burmistrz nie odłoży sprawy ad acta.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 931 (50/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry