Artykuły

Komentarz

     Zaplecze polityczne starosty wbiło mu nóż w plecy
    Politycznym wydarzeniem tego roku jest zapowiedź przyszłorocznego wyborczego pojedynku Leszka Duszyńskiego i Tomasza Barczaka o fotel burmistrza Mogilna. Od dnia, kiedy starosta Barczak ogłosił, że jego macierzyste PSL wysunęło go do kandydowania, uważnie obserwuję, co robi jego polityczne zaplecze. Próbuję także rozgryźć co oznacza w praktyce hasło Tomasza Barczaka Serce mi się kraje. Tak skrótowo starosta ocenił w rozmowie ze mną, to co dla mieszkańców miasta i gminy Mogilno przez upływające 3 lata kadencji zrobił burmistrz Duszyński.
     Gospodarczym wydarzeniem tego roku jest natomiast zgoda mogileńskich radnych na budowę obwodnicy wschodniej miasta.
     Końcówka roku przyniosła dwie sprawy, które pokazały w pełnej krasie zachowanie   Tomasza Barczaka. Chodzi mi o modernizację chodnika w Dąbrówce oraz przygotowanie dokumentacji do budowy obwodnicy. Te dwie sprawy są z pozoru bardzo odległe. Pokazują jednak, jak starosta Tomasz Barczak będzie podchodził w kolejnych miesiącach przed wyborami samorządowymi do współpracy z gm. Mogilno i konkretnie z burmistrzem Duszyńskim.
     W przypadku chodnika w Dąbrówce wierzę słowom sołtysa Radtke. Wiem, bo od wielu miesięcy sygnalizował mi tę sprawę z modernizacją chodnika. Najpierw starosta wyrażał na to zgodę. Nie dziwię się zresztą, że starosta był zainteresowany tą inwestycją. Przecież nie jest regułą, że burmistrz chce sfinansować 50% kosztów nie swojej inwestycji. Coś jednak w pewnym momencie pękło. Starosta wycofał się rakiem z obietnicy. Przy okazji swymi nieodpowiedzialnymi wypowiedziami pogrąża się wśród mieszkańców Dąbrówki. Tomaszowi Barczakowi powinno zależeć na elektoracie wiejskim w walce o fotel burmistrza. Tymczasem tu dość arogancko - by nie powiedzieć olewająco - wypowiada się o mieszkańcach tej wioski. Mówi, że gdyby chciał walczyć o 200 głosów wyborczych, to by chodnik właśnie robił. Ale mu przecież nie chodzi o władzę. W ogóle. Dlatego mówi, że nie będzie działał jak strażak. Nie będzie szybko pędził tylko dlatego, że ktoś wzniecił pożar i trzeba go ugasić.
     Sprawa chodnika w Dąbrówce moim zdaniem dobitnie pokazuje, do jakiego stopnia starosta Barczak kompletnie nie rozumie specyfiki bycia burmistrzem. Tu rzeczywiście nie zakłada się galowego munduru strażackiego. Ale gasi się wszelkie pożary. Burmistrz nie jest tylko drętwym biurokratą i nadzorcą budżetu. Każdy mieszkaniec i jego problem, który trzeba chociaż spróbować rozwiązać - to właśnie takie gaszenie pożarów. Burmistrz ma z tym do czynienia na co dzień. Starosta zdaje się tego nie rozumieć.
     Jest to tym bardziej dziwne, bo dużą część swego zawodowego życia Tomasz Barczak związał z OSP. Gaszenie pożarów jest mu jak widać jednak obce. Woli paradowanie w galowym mundurze i swojskie uroczystości. I dobrze jak przy okazji dadzą coś do jedzenia.
     Druga sprawa to obwodnica.
     Tu już jak na talerzu widać intencje starosty i jego kolegów. Zabrakło Tomaszowi Barczakowi cywilnej odwagi, by stanąć twarzą w twarz z radnymi mogileńskim i i powiedzieć im, że Zarząd Powiatu zaopiniował negatywnie projekt obwodnicy Mogilna. Przyszedł 23 grudnia na sesję, ale nie powiedział ani słowa.
Starosta ze swoimi ludźmi próbuje dość pokrętnie tłumaczyć swe stanowisko. Jest to tylko tłumaczenie się. Idea obwodnicy jako takiej jest obca staroście. Nie mieszka w Mogilnie, to nie rozumie problemów komunikacyjnych tego miasta. Obwodnica, która dla Urzędu Marszałkowskiego jest jedną ze strategicznych inwestycji drogowych w województwie, dla starosty mogileńskiego jest niepotrzebna.
     Nie będę się już rozwodził nad tym, że tłumaczenie starosty, jakoby skrzyżowania w Wylatowie i na krzyżówce będą musiały przyjąć większy ruch, jest nieprawdziwe. To będzie ten sam ruch, który w tej chwili niszczy życie mogilnian w centrum miasta, zatruwa je, niszczy kamienice ich właścicielom. Burmistrz przynajmniej część tego ruchu chce wypchnąć poza centrum miasta. A starosta mówi nie. Oczywiście obwodnica przejmie na pewno część dzisiejszego ruchu, który jedzie od strony Bydgoszczy czy Janikowa w kierunku Gniezna i Poznania ul. Kościuszki. Ale starosta powinien tylko przyklasnąć tej inicjatywie, bo zmniejszy się tym samym ruch na drodze powiatowej do Chabska. I o to przecież chodzi. Starosta woli jednak klaskać w dłonie Jacka Kraśnego.
     Na ten jeden szczegół trzeba zwrócić uwagę. Jacek Kraśny jest członkiem Zarządu Powiatu. Nie pała on zbyt wielką miłością do Leszka Duszyńskiego. Duszyński od pewnego momentu stał nieformalnie na czele opozycji, gdy ten był burmistrzem. Mieszanka poglądów byłego burmistrza, który przegrał z kretesem wybory (nawet nie wszedł do II tury) i starosty, który dopiero tym burmistrzem chce być, musi przynosić takie efekty. Ci ludzie najpierw patrzą na to, że nie lubią Duszyńskiego i nie będą popierać nic co on robi dla miasta i gminy Mogilno, a potem dopiero merytorycznie myślą.
     Dlatego między innymi publikujemy dziś pismo Zarządu Dróg Powiatowych, czyli instytucji podległej staroście. Dyrektor ZDP potrafił porozumieć się z przedstawicielem projektanta firmą Mott MacDonald Limited. I wiem, dlaczego. Oni rozmawiali merytorycznie o projekcie i dyskutowali o możliwych rozwiązaniach.
     Barczak i koledzy podjęli decyzję polityczną. Tak bardzo idea obwodnicy jest im obca, że przez 2 tygodnie, które mieli na podjęcie decyzji, nie zwrócili się do mogileńskiego ratusza z jakimkolwiek pytaniem. Nie chcieli żadnych szczegółowych wyjaśnień ani dokumentów. Oni od początku byli na nie. Na szczęście opinia Zarządu Powiatu jest tylko opinią. Jest kawałkiem papieru, który nie będzie miał żadnego wpływu na budowę obwodnicy. Będzie miała za to bardzo duży wpływ na negatywne postrzeganie Tomasza Barczaka jako kandydata na fotel burmistrza.
     Te dwie sprawy: z Dąbrówki i mogileńskiej obwodnicy tak naprawdę łączy to samo. Są to bardzo ważne inwestycje z jednej strony dla lokalnej społeczności wsi, z drugiej strony dla ogromnej rzeszy mieszkańców miasta. Dlaczego zatem starosta tak się zachowuje? Z prostej przyczyny, zmienił front i nastawienie do burmistrza Mogilna, gdy kilka miesięcy temu podjął decyzję o kandydowaniu na fotel burmistrza. Dziś myśl o byciu burmistrzem uniemożliwia mu podejmowanie racjonalnych decyzji.
     Jak w tym momencie zachowuje się polityczne zaplecze starosty Barczaka?
     Na ostatniej sesji Rady Miejskiej spotkało wszystkich duże zaskoczenie. W momencie, gdy starosta Barczak buduje swą polityczną pozycję na kontrze do burmistrza i na negowaniu wszystkiego, co on robi, Klub Radnych PSL głosuje blokiem za budżetem Mogilna na 2010 r. Czegoś tu nie rozumiem. Staroście serce się kraje, a jego zapleczu politycznemu wręcz odwrotnie serce się raduje. Wystarczy przytoczyć wypowiedź szefa PSL Pawła Molendy z dyskusji nad budżetem. Powiedział: Cieszę się, wręcz jestem dumny, że mieszkam w gminie nie konsumpcyjnej, tylko gminie, która się rozwija. Inny radny Stanisław Redmann z PSL był dumny i doceniał to, że za rządów Duszyńskiego tak bardzo poprawiła się infrastruktura sportowa. Jeszcze inny ludowiec Krzysztof Solarczyk był zadowolony, że poziom zadłużenia gminy na koniec 2009 r. okazał się niższy niż początkowo planowano.
     Czyżby zaplecze polityczne starosty odsuwało się od niego? Może jednak prawdą są plotki, które dobiegają ze środowiska PSL-u, iż wybór kandydata na fotel burmistrza dokonał się tak naprawdę decyzją kilku kolegów i znajomych. Że nie było w partii oddolnej dyskusji nad kandydatem. Że część środowisk wiejskich była pozbawiona możliwości decydowania w tej sprawie.
     Obojętnie co teraz będą mówić radni gminni PSL, swymi wypowiedziami wyrządzili dużo krzywdy Tomaszowi Barczakowi. Stępili całkowicie ostrze jego negatywnej kampanii wyborczej. Jak przystało na rasowych polityków, wbili mu nóż w plecy. Ten przysłowiowy nóż to poparcie dla polityki inwestycyjnej prowadzonej przez Leszka Duszyńskiego. Nawet ulubione hasło ludowców, że na wsi mogileńskiej jest posucha i nic się nie dzieje - zostało stępione całkowicie. Wystarczy spojrzeć dziś na stronę 11 do tabelki inwestycji, by zobaczyć jak ruch panuje w tym zakresie na wsi.
     Do wyborów mamy 10 miesięcy. A przed oczami stają mi obrazki z jesieni 2006 r. Te obrazki to skandalicznie dziecinne błędy popełniane w czasie poprzedniej kampanii wyborczej przez PSL. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku mamy powtórkę z rozrywki. Przez to, że kampania strasznie się wydłużyła za sprawą Tomasza Barczaka, który wcześnie ogłosił start w wyborach - PSL ma szanse tych błędów popełnić całą masę.
     PSL postawiło na kiepskiego kandydata. W swoich szeregach ma ludzi, którzy mogliby powalczyć w wyborach. Byłem bardzo zaskoczony, gdy wskazali właśnie starostę. Dlaczego jestem zaskoczony? Bo starosta będzie w tej kampanii myślał w taki sposób. Czy zostanę czy nie zostanę burmistrzem, to na pewno zostanę nadal starostą. Wyborcy powinni to wiedzieć, że porażka Barczaka w walce o fotel burmistrza, nie zamyka mu drogi do bycia nadal starostą.
     Chyba, że wolą wyborców nie będzie miał ani jednego, ani drugiego stanowiska.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 933 (52/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry