SGL LOCAL PRESS 2013 - lista opublikowanych artykułów

Kategoria:  

Bociany też się seksują

Ponoć boćki z Okleśnej nie jedzą żab. I wcale nie dlatego, że nie lubią. Letnimi wieczorami żaby dają tak piękne koncerty, że bociany poszły na współpracę. A – jak wiadomo – muzyka łagodzi obyczaje i... nastraja do miłości.

We wsi są cztery bociany. Jedna para z ul. Jeziornej, druga z ul. Starowiślnej. Tymczasem bywają miejscowości, gdzie nie ma ani jednego boćka.

- Bo w Okleśnej żyją dobrzy ludzie – przekonuje Krystyna Wojtoń. Będzie moją przewodniczką.

 O mądrości

Osiemdziesięcioparoletnia Maria Głuszek z ul. Jeziornej zna się na bocianach, bo to jej sąsiedzi.

- Podobno, w gnieździe boćki zmieniają się co cztery lata – mówi. Co mają wspólnego z ludźmi? - Mądre są – odpowiada bez namysłu. - Jak nowe gniazdo zakładały, to trzeba było zdjąć stare. Ale akurat siedziały w nim bociany. Pamiętam jak dziś – sąsiad Andrzej krzyczy: no uciekajcie na chwilę. I, uwierzyłby pan, poszły na łąkę. Po robocie Andrzej woła: możecie już wracać. I przyszły. Jakby zrozumiały. Zresztą, ze zwierzętami czasem łatwiej się dogadać niż z ludźmi – stwierdza Maria.

Dwa kroki dalej mieszka Stanisław Jakóbik. Przytakuje, że bociany to mądre ptaki. A co najważniejsze, wybierają na gniazdo takie miejsce, gdzie jest bezpiecznie, więc chyba każdy by chciał mieszkać obok bociana.

- Akurat pan Stanisław ma powody, by lubić bociany, ponieważ przyniosły mu dziesięcioro dzieci – wtrąca Krystyna Wojtoń.

Podkradamy się na pobliską łąkę. To łąka bociana z Jeziornej. Pięknie spaceruje, nawet daje się parę razy sfotografować. Ale nie za dużo. Zatacza koło nad wsią. Pozuje jeszcze do kilku kolejnych fotek i szybuje w stronę Wisły.

 O radości życia

Boćki ze Starowiślnej mieszkają na słupie energetycznym, na wprost domu Elżbiety Sołtysik. Wystarczy, że Elżbieta wyjdzie na swoje podwórko, zadrze lekko głowę i już na tle błękitu pociętego drutami widzi gniazdo.

- To moja radość życia. Ja lubię przyrodę. Jak mi Krysia zadzwoniła kilka dni temu, że przepadł tamten bocian z Jeziornej, to wzięłam rower i pognałam pod most kolejowy. Patrzę, a on se tak ładnie coś zbiera. Mówię: bociuś, bociuś, a ten główkę podniósł i patrzy na mnie jak człowiek – opowiada. - Miał co żreć. Nie to, że był głodny. Tak ładnie sobie wynajdywał jadło, że wszystko grało – zapewnia.

 O miłości

Pies Elżbiety Sołtysik, mały kundel, szczeka jak szalony, bo rozmawiamy przez bramkę. Tymczasem bocian raz po raz zerka, co też tam się dzieje na dole.

- On przyleciał pierwszy. Złożył gałązeczki. Zaznaczył gniazdo, żeby mu nikt nie zajął. Potem doszła jego towarzyszka życia. Teraz będą uprawiać seks – stwierdza Elżbieta. Jak? - dopytuję. - Ano tak. On wychodzi na nią, ona stoi i normalnie... Nie krępują się. Nie chciałabym jednak występować w gazecie jako ekspert od bocianiej miłości – zaznacza.

- Ale czego się tu wstydzić, pani Elu. Seks u bocianów to oczywista sprawa – ośmiela sąsiadkę Krystyna Wojtoń.

Żeby ktoś nie powiedział, że tak bajdurzymy o tym seksie, zacytuję Adama Wajraka, który pisał na łamach „Gazety Wyborczej”: „(...) podobnie jak u innych pierzastych stworzeń, sam bociani akt nie jest zbyt długi i trwa jakieś 20 sekund, ale za to bociany uprawiają seks dość często jak na ptaki. Około 200 razy w sezonie”.

- Tej wiosny są jednak opóźnione. Normalnie to by już były po pierwszym razie – uważa Elżbieta Sołtysik.

 O zabijaniu

Bocian chyba się speszył albo zdenerwował obgadywaniem, gdyż w pewnej chwili wystrzelił z gniazda jak z procy, a za nim – dotychczas niewidoczna – pani bocianowa.

- Ale numer! We dwoje tam siedzieli. Ciekawe, co robili? - podśmiechuje się Krystyna Wojtoń. - A słyszałam – nie wiem, czy to legenda czy prawda – że jak bociek ma dużo dzieci i wie, że ich wszystkich nie wykarmi, to niektóre wyrzuci z gniazda, póki są małe.

- Prawda, pani Krysiu, prawda. Na własne oczy widziałam – zapewnia Elżbieta Sołtysik. - Nawet poleciałam do Józefa Cichonia na przepompownię. Józiu, ratuj! – krzyczę. Ona tak prała dziobem te młode, że Jezus Maria. Trach, trach po szyi. Trzepała, trzepała... Dobiła jedno, dobiła drugie i wyrzuciła z gniazda. A Józek mnie uspokaja: Sołtysikowa, wy się nie martwcie, bo ona nie wykarmi wszystkich piskląt i zabić musi.

 Jak białe latawce

- Aha, ktoś wypowiadał się w „Przełomie”, że opiekował się chorym bocianem, który żarł tylko żaby – zagaduje Krystyna.

- Piotr Grzegorzek z chrzanowskiego muzeum – podpowiadam.

- Może... No, ale jak mu przynosił tylko żaby, to co miał jeść. Mój Andrzej nie lubi pierogów, ale jak jest głodny, to i za pierogi się weźmie... - kończy Krystyna.

Opuszczamy ul. Starowiślną w Okleśnej, a bociania para szybuje po wiosennym niebie jak białe latawce. Pierwszorzędny widok.

Łukasz Dulowski


Wydawnictwo: Firma Wydawnicza Przełom Alicja Molenda
Gazeta: Przełom
Data publikacji: 2013-04-17