Były już w przedwojennym Żninie, a jutro kolejne...
   
   
"Mam przed sobą pożółkłą, ilustrowaną broszurę sprzed 57 lat, wydaną przez Zakłady Wydawnicze Alfreda Krzyckiego. Jest to informator i przewodnik po V Targach Pałuckich, które zorganizowane zostały w dniach 29 sierpień - 6 września 1936 roku." - tak przed 17. laty pisał Stanisław Czabański w artykule publikowanym w papierowym wydaniu tygodnika Pałuki. Dziś - dzień przed XIV Pałuckimi Targami Rolnymi w Żninie - przypominamy ten tekst nawiązujący do imprezy organizowanej w Żninie jeszcze przed wojną.

wspom1.jpg
Franciszek Kopczyński - prezes Targów w roku 1934 i 1935; przedsiębiorca i makler zbożowy - do niego m.in. należał spichlerz położony w widłach ulic Kl.Janickiego i Gnieźnieńskiej (zabrany przez władzę nazywającą się ludową, niedawno jeszcze geesowski, dziś sprzedany prywatnemu przedsiębiorcy); ojciec rzeźbiarza Józefa Kopczyńskiego (autora pomnika "Pamiętamy" w żnińskich plantach przy ul.Kościuszki, ołtarza w poznańskim kościele Dominikanów, patrz Pałuki 2/93, s. 8).
wspom2.jpg
Jan Średziński - inicjator Targów i ich prezes w roku 1932 i 1933; ogrodnik - miał ogrodnictwo na terenie obecnej Szkoły Podstawowej nr 1, między ul.Kościelną (dziś 700-lecia) a Sądową; ojciec płk. Klemensa Średzińskiego (organizatora inspektoratu WiN w Wenecji - pisaliśmy o nim w "Pałukach" 5/93, s. 9).

    Była to impreza wystawowo-handlowa, która po raz pierwszy z inicjatywy Jana Średzińskiego odbyła się w 1932 roku, na terenach dziś już nie istniejącej strzelnicy i ogrodu Bractwa Kurkowego. (Dziś grunty te przeznaczone zostały na poszerzenie cmentarza parafialnego). Zachował się przy cmentarnej bramie mały pawilonik (mieszka tam Henryk Niewiadomski), a ongiś stanowił on kasę i mieścił się tam punkt informacyjny Targów.
    Jak zapewne pamiętają starsi wiekiem mieszkańcy miasta i okolic, Targi Pałuckie miały zasięg ogólnopolski, gdyż swe stoiska instalowali wystawcy m.in. z Wilna, Lwowa, Warszawy, Poznania i Bydgoszczy. Licznie było prezentowane pałuckie rzemiosło. Warto przypomnieć, ze w skład komitetu organizacyjnego V Targów Pałuckich, którym patronował ówczesny starosta powiatowy Ignacy Wuyek - wchodzili, nieżyjący już dziś, wówczas zasłużeni dla miasta i regionu obywatele: Kazimierz Urbański - dyrektor Zakładów "Motor" Polski, Franciszek Kopczyński - kupiec i makler zbożowy, Erazm Jankowski - właściciel drogerii, Stanisław Sobociński - adwokat, Marian Bross - wiceburmistrz, Jan Średziński - właściciel zakładu ogrodniczego, Alfred Krzycki - wydawca, Kazimiera Mlicka - ziemianka z Obudna, Adam Dutkiewicz - mistrz stolarski i inż. Nyka - rolnik.
    Targi Pałuckie od 1932 roku do wybuchu II wojny światowej, organizowane zawsze u schyłku lata odbywały się corocznie. Do Żnina przybywało wielu gości z różnych stron kraju, którzy zwiedzali także pobliskie wykopaliska w Biskupinie i ruiny zamku "Krwawego Diabła" w Wenecji.  
    Odbywały się liczne imprezy towarzyszące. Wieczorami przy dźwiękach doborowej orkiestry na terenach targowych, można było pobawić się oraz skosztować lemoniady i doskonałego żnińskiego piwa z browaru pana Zygmunta Zgorzalewicza.
    Ach, cóż to były za napoje, tęsknie wspominają starzy żninianie...
    Tu mała osobista dygresja. Mnie, kilkuletniemu wówczas brzdącowi na Targach Pałuckich w 1936 roku, najbardziej spodobały się olbrzymie, żywe sumy, eksponowane w specjalnych kadziach przez pana Pawlaka, rybaka z Wenecji, klatki z kanarkami i barwnymi szczygłami, które wystawiali znani w mieście ptasznicy - Polsakiewicz i Frasz.
    Największą radość sprawił mi napełniony gazem balonik i zestaw barwnej kalkomanii, które otrzymałem jako reklamówki przy stoisku fabryki proszku i mydła do prania "Persil" w Bydgoszczy... Tak, dawne to były, bezpowrotnie minione lata.
    Z Targami Pałuckimi związanych jest też sporo "fajnych" anegdot. Oto jedna z nich:
    Na ostatniej przed wojną imprezie handlowej, jesienią 1938 roku, wystawiali urządzenia sanitarne oraz wyroby z blachy, cenieni w Żninie, doskonali fachowcy-mistrzowie (jak to się wówczas określało) blacharscy - Czesław Derech i Stanisław Szykowny. Prowadzili oni swe zakłady przy ul. Kościelnej (obecnie 700-lecia) i Śniadeckich. Dom Derecha stojący przy Gąsawce, został w czasie okupacji przez Niemców rozebrany. Obecnie na tym terenie usytuowany jest punkt sprzedaży lodów Urszuli Trochowej, kwiaciarnia Alicji Kuras i punkt Toto-Lotka.  
    Natomiast Stanisław Szykowny prowadził swój zakład w domu, który kupił i prowadzi tam elegancki sklep mięsno-spożywczy Jerzy Bursztyński.
    Brat Czesława, żniński kupiec, zawsze pełen dowcipnych pomysłów i kawalarz doskonały Władysław Derech, namówił kelnera z targowej restauracji Ludwika Męcińskiego, popularnie zwanego "Lordem", aby pod osłoną ciemności zakradł się do stolika S. Szykownego i w eksponowany tam pojemny sedes zarobił "to co trzeba i to na grubo..."
    "Lord" za tę fatygę, na co zresztą przystał z ochotą wielką, gdyż za wykonanie zbożnego dzieła otrzymał aż 5 złotych (równowartość jednego litra wódki), podjął sobie dwie zafundowane solidne golonki po bawarsku, popijając je kwaśna maślanką. Na efekt nie czekał długo i w ciemnościach przysiadł na porcelanowym sedesie...

    Kiedy następnego dnia zwiedzający (a znalazła się tam pewna "wysoka" delegacja z Poznania), zawitali do stolika S. Szykownego ujrzeli sedesowe siedzisko w pełnej krasie, napełnione po brzegi. Nie trzeba dodawać, iż nie unosiła się z niego fiołkowa woń, a zionął fetor niesamowity.
    "Lord" - Ludwik Męciński stanął na wysokości powierzonego mu zadania. Zrobiła się okropna awantura. Trafnie Szykowny ustalił, czyja to sprawka. Poczuł się obrażony i wniósł pozew do Sądu Grodzkiego w Żninie, oskarżając pana W. Derecha o zainspirowanie kawału, który godził w dobro jego firmy i ośmieszył go wśród wystawców i zwiedzających.  
    Niestety, do rozpatrzenia przez Sąd, tej z pewnością interesującej mieszkańców miasta rozprawy, nie doszło, gdyż wybuchła wkrótce wojna...

Stanisław Czabański
Pałuki nr 70 (22/1993)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry