Żnin, XX Pałuckie Targi Rolne, pokazy, zwiedzający
    
     - Kupują szybciej, mniej przebierają, zrobiliśmy meliorację, by mogli klienci dojść do stoiska, nikt z cukru nie jest, kalosze, parasole i w drogę, bo targi to święto na Pałukach, pogoda zwariowała, szkoda, że odwołano pokazy, liczyliśmy, że zobaczymy maszyny w ekstremalnych warunkach, my pracujemy w polu mimo deszczu - takie komentarze usłyszeć było można podczas niedzielnego zwiedzania targów, kiedy towarzyszył wystawcom i zwiedzającym ulewny deszcz.

W drugim dniu targów szyki nie tylko organizatorom i wystawcom, ale także zainteresowanym popsuła aura fot. Karol Gapiński
W drugim dniu targów szyki nie tylko organizatorom i wystawcom, ale także zainteresowanym popsuła aura fot. Karol Gapiński

     Przy organizacji imprezy zaplanować można niemal wszystko, od największych inicjatyw po najmniejsze, często wręcz kosmetyczne szczegóły. Niemal, ale nie wszystko. Czynnikiem, na jaki nie mamy wpływu, są warunki atmosferyczne. Deszcz, wiatr czy chłód są w stanie popsuć każdą imprezę plenerową. I choć na chłód czy wiatr narzekać w minioną niedzielę nie było można, to ulewne deszcze od samego rana pokrzyżowały plany wystawców i zwiedzających XX Targi Rolne w Żninie.
     Narzekali na pogodę wszyscy, alejki parkowe od krawężnika do krawężnika wypełnione były wodą, z nawierzchni robiła się klejąca maź. Przemoczone buty, nogi ochlapane do samych kolan. Przed stoiskami kałuże i tam gdzie stanowiska rozstawione były od samego krawężnika, to zwiedzający i kupujący miejsca te opuszczali. Natomiast ci wystawcy, którzy między alejką spacerową a swoją wystawą pozostawili pas zieleni, na tym wygrali. Było to bowiem dogodne miejsce dla potencjalnych nabywców, którzy na trawie, znaczniej wyżej niż alejka, mogli bezpiecznie stanąć.
     Handlowcy też nie zostawali bez inwencji, na kiermaszu handlowym spotkaliśmy sprzedawcę (co prawda nie chciał zdradzić swoich danych), który saperką robił przekop z alejki pod stół wystawowy. Zaopatrzony w płaszcz przeciwdeszczowy, w kalosze, które jak zapewniał kupił kilka stoisk dalej, prowadził prace ziemne. - Nie uwierzy pani, chciałem przekopać rowek moją saperką, która zawsze jeździ ze mną w samochodzie, by odprowadzić wodę z wielkiej kałuży przed naszym stoiskiem pod stół. Przez tę wodę klienci omijali nas łukiem, no bo kto by chciał stać w kałuży po kostki. Kopię, kopię, mam za sobą już pół zaplanowanego rowka i okazuje się, że pod ziemią w połowie drogi mojej melioracji jest wolna przestrzeń i woda spłynęła pod ziemię, dalej już kopać nie muszę. Przed stoiskiem teren zmeliorowany, woda odprowadzona. Nie wiem, czy pomógł mi kret, czy też może wolna przestrzeń pod ziemią, może jakaś jaskinia, skarby, złoty pociąg raczej nie, bo trasa nie pasuje, ale kto wie - żartuje pomysłowy sprzedawca.
     - Trzeba być wytrwałym, niestety. Wczoraj pogoda dopisała, zainteresowanie było duże, za to dziś deszcz - szkoda, kończymy już wystawę. Hodujemy silki jedwabiste białe, białoczuby, bażanty, pawie indyjskie. Staraliśmy się zabezpieczyć kojczyki, jednak pogoda wygrała - mówił hodowca Jacek Nowak. Przyznał, że gdyby nie pogoda, to z pewnością wiele prezentowanych okazów znalazłoby nowych właścicieli, czy pozwoliło nawiązać kontakt z potencjalnymi zainteresowanymi.
     Podobnie w niedzielne południe prezentowane okazy pakował na powrót do domu Ryszard Strzyż z Młodocina, który zapewniał, że chodzi o dobro i zdrowie wystawianych królików, które mimo okrycia kojców tekturą przesiąkają.
     Dariusz Szybski na targach proponował drzewa i krzewy owocowe oraz ozdobne. Zapytany, jak sobie radzi z deszczem, zapewniał, że stara się sprostać aurze pogodowej, okrywa się płaszczem, nad głową ma parasol. - Deszcz popsuł nam plamy, popsuł weekend, handel, ale nic nie poradzimy. Wczoraj było o wiele lepiej, aczkolwiek słabiej niż przed rokiem. Wszyscy liczyliśmy, że dziś będzie lepszy handel, ale niestety. Na pogodę nie mamy wpływu, ludzie jednak kupują nawet i dziś, jednak nie tak, jak w poprzednich latach. Z racji pogody robią to trochę szybciej, mniej przebierają, mówiąc kolokwialnie mniej marudzą, chcą szybciej dokonać zakupu i wracać - mówił Dariusz Szybski.

Rekwizytem symbolizującym drugi dzień żnińskich targów był parasol fot. Sylwia Wysocka
Rekwizytem symbolizującym drugi dzień żnińskich targów był parasol fot. Sylwia Wysocka

     W tłumie przechodniów z parasolami z zadowoloną miną kroczyła pani Urszula z Bydgoszczy. Zapytana o cel wizyty zapewniła, że ściągnęła ją do Żnina roślinność ogrodowa. Oświadczyła, że liczyła na słoneczną pogodę, jaka panowała dzień wcześniej, jednak i taka jej nie straszna. - Radzę sobie, jak widać - kalosze, odpowiedni strój, peleryna przeciwdeszczowa, parasolka, stosownie do pogody - zapewniła pani Urszula.  - Pogoda okropna, pada, dróżki zalane wodą, szkoda, bo w tym naszym małym Żninie targi to takie święto, dlatego też tu jesteśmy mimo pogody całą rodziną, trzy pokolenia, maluchy w kaloszach, my już buty przemoczone, stopy mokre, ochlapani po kolana, ale jesteśmy - mówi Krystyna Kowalik.
     - Trzeba uważać na oczy bardziej niż w innych latach, żeby nie trafić z parasolem w oku na pogotowie, po za tym nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej - zapewnił pan ciągnący za rękę partnerkę.
     - Pogoda fatalna i szkoda, bo gama prezentowanych różności ogromna. Mamy już nowe bluzki, przybory kuchenne, słoik miodu, żniński chleb, zabawkowe pieski dla wnuczek i cebulki kwiatów. Wczoraj lato, dziś jesienna szaruga, pogoda zwariowała - skomentowały żnińskie pogodowe warunki sąsiadki ze Skoków.
     Natomiast Ryszard Miazek uważał, że pada właśnie w prezencie dla rolników.
     - Rolnicza impreza, więc pada, deszcz nam rolnikom potrzebny, na polach sucho, szkoda tylko, że w tych opadach nie ma systematyczności, jak pora sucha, to kropli deszczu nie uświadczysz, a jak zacznie padać, to zaraz taka ulewa, że pola w dołkach zatapia, a z góry spłynie wypłukując po drodze, co się tylko da. I tak czy inaczej na stratę rolnika - skwitował Ryszard Miazek.
     Ozdoby ogrodnicze wybierała rodzina Charyńskich - rodzice i dwóch małych synów prezentowali wręcz wzorcowe przygotowanie do niedzielnego deszczu. - Mieszkamy we Wrocławiu, tu pod Łabiszynem mamy rodziców i od lat spędzamy na Pałukach drugą połowę sierpnia i zostajemy do połowy września, tak jak pozwala nam przerwa w pracy. Też zawsze jesteśmy zaopatrzeni w kalosze, skafandry przeciwdeszczowe, bo uwielbiamy zbierać grzyby, mamy swoje miejsca, a wiadomo, że w lesie rano mokro, więc kalosze to podstawa - zapewniła Elżbieta Charyńska.
     Marian Linette przyjechał na targi z rodziną, z synem głównie z myślą o pokazach polowych. Przyznał, że potrzebne zaplecze maszynowe już posiada, ale nowe spostrzeżenia, uwagi, obserwacje są cenne. - Szkoda, że pokazy polowe zostały odwołane, nikt z cukru nie jest, a deszcz jest potrzebny, sprzęt by się sprawdził w innych warunkach - mówił Marian Linette, którego kilkuletni syn ciągnął na wystawę traktorów, choć żona Hanna z córką brodziły w wodzie między krzewami.
     Niezadowolenie z odwołanych pokazów z daleka można było usłyszeć przy stoisku gastronomicznym, gdzie spoczęło kilkoro rolników degustując proponowane potrawy. - Przyjechaliśmy tu specjalnie na pokazy, do kościoła kolega nie poszedł, bo wybrał pokazy i teraz ani mszy, ani pokazów polowych - żartowali rolnicy. Jak zapewniał jeden z nich, przyjechali, by zobaczyć maszyny w pracy, są przed zakupem, jeden z nich kupuje traktor, drugi agregat uprawowy, inny jeszcze pług obrotowy, ktoś myśli o ładowaczu. - Bywamy na pokazach, oczytaliśmy się, znamy opinie rolników, parametry, czekamy tylko na środki unijne, ale jak to mówią, tylko głupi nie zmienia zdania, dlatego pokazy na żnińskich targach dla nas były okazją, tym bardziej jak okazało się, że za przyczyną deszczu odbędą się w innych warunkach niż to co prezentowano nam dotychczas. Rolnik nie wybiera sobie pogody, a wiadomo, że często pracuje w podmokłym terenie, nawet na tyle, że duży sprzęt tonie. Dziś liczyliśmy, że zobaczymy, jak sprzęt sprawdza się w warunkach mokrej gleby i jesteśmy zaskoczeni, że został odwołany - mówią rolnicy z okolic Mogilna.
     Z terenu ogródków działkowych wracali panowie z małymi chłopcami, dla których pokaz ciągników rolniczych był wyczekiwany od dawna. - Dla chłopców to największa frajda, jak im teraz wytłumaczyć, że traktory wystraszyły się deszczu? Przykro, że tak szumnie zapowiadana prezentacja skończyła się informacją, że pokaz odwołany. Skoro dzieciaki mogły tu przyjść, to traktor też by dojechał - mówili niezadowoleni ojcowie.
     Inni przysłuchując się rozmowie o rozczarowaniu kilkuletnich chłopców, którzy doskonale rozpoznają marki ciągników rolniczych, kombajnów i maszyn rolniczych, sugerowali, że pracownicy Inter-Vaxu przestraszyli się wyzwania, jakim byłoby umycie oklejonych błotem maszyn po prezentacji. - Łatwiej spłukać kurz niż błoto, a przecież rolnik w błocie też pracuje. Maszyny na placu to możemy sobie na Dworcowej zobaczyć - dodał jeden z niezadowolonych brakiem pokazu rolników.
     Wacław Górny, szef firmy Inter-Vax ubolewał, że po raz pierwszy zaplanowane pokazy się nie odbyły. Zostały odwołane ze względu na panujące intensywne opady, które trwały od 9:00. - Obawiałem się, że nie będzie rolników, którzy chcieliby to oglądać, do tego warunki błoto, trawa. Monitorowaliśmy pogodę na bieżąco i zapowiedzi były, że warunki będą się coraz bardziej pogarszały i tak było w istocie. Jeżeli będą do nas docierały głosy, że rolnicy chcą zobaczyć prace oferowanego sprzętu w takich ekstremalnych warunkach i takie pokazy są potrzebne, to zorganizujemy je w drugiej połowie września. Mamy już doświadczenie, mieliśmy do tego fajne pomysły na tegoroczny pokaz, myślę, że rolnicy byliby zadowoleni, gdyby się pokazy odbyły - zapewnił właściciel Inter-Vaxu.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1280 (34/2016)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry