Drukuj

Niepublikowane wspomnienie z Powstania Wielkopolskiego
        73 lata temu trwały na Pałukach walki powstańcze. W rocznicę tych pamiętnych wydarzeń przedstawiamy wspomnienie Jana Sobolewskiego, mistrza kołodziejskiego z Podgórzyna. Rodzina Sobolewskich żyje w Żninie i okolicach do dziś. Publikowane zdjęcia i tekst otrzymaliśmy dzięki uprzejmości pani Jolanty Sobolewskiej ze Słupska.

    Z chwilą, gdy padły pierwsze strzały na ulicach Poznania 27 XII 1918 r. zwiastując bliskie wyzwolenie się spod jarzma znienawidzonego odwiecznego wroga Prusaka, nasza wioska Podgórzyn oddalona od Żnina o 2 km nie pozostała bezczynną, wystawiając do walki przeciw Grentzschutzowi swoich obrońców. Mieszkańcy jej, patriotycznego usposobienia, pomni gnębienia Prusaka podczas strajku szkolnego i wyszkoleni podczas wojny światowej na frontach południowym, wschodnim i zachodnim, pospieszyli zasilić szeregi oddziałów powstańczych.  
    W końcu grudnia 1918 r. zajął się organizowaniem Podgórskiego Oddziału Powstańczego asp. of. Jan Chrośniak mający do pomocy podof. Jana Budziaka i Stanisława Kujawę, a pod swym dowództwem około 40 ludzi. Organizatorzy wyruszali w boje z pełnym rynsztunkiem i na własnych koniach.  
    1 I 1919 r. wyrusza oddział Podgórski do Żnina, a po zdobyciu tegoż wyrusza pod Łabiszyn i bierze udział w walkach o zdobycie miasta 6 I 1919 r. Tamże odznaczają się nasi powstańcy przy zdobywaniu poczty. Po powrocie spod Łabiszyna nie odpoczywają, lecz już 7 I 1919 r. uzbrojeni w LKM-y wyruszają pod Szubin. Po porażce 8 I 1919 r. wycofują się do Żnina wioząc ze sobą ciężko rannego powstańca Jana Pichłacza

 W roku 1939 cicha wioska Podgórzyn posyła znów na front przeciw Niemcom kilku obrońców, a ówczesny sołtys - powstaniec Kazimierz Szczech ofiaruje na ołtarzu ojczyzny jednego swego syna Mariana. Wioska zostaje wskutek działań wojennych do połowy spalona, okupant daje jej nigdzie niespotykaną nazwę Brandhofl, a sołtys z czasów okupacji Erich Mutzke wysyła do obozów śmierci 5 mieszkańców, z których tylko jeden powrócił.

    Widząc przewagę w uzbrojeniu i z powodu braku amunicji udaje się pewna część oddziału do Gniezna celem dozbrojenia się. Niemcy korzystając z tego zajmują Żnin. Pozostali mieszkańcy wioski - Wawrzyn Sobolewski z synem Janem w niepewności oczekiwali nadejścia uzbrojonych powstańców z Gniezna, pełniąc straż dniem i nocą uzbrojeni w karabiny. Na uznanie zasługuje postawa odważnego powstańca Wawrzyna Sobolewskiego, który nie opuszczał swego posterunku.  
    Nie mniejsze zasługi ponieśli dwaj starsi mieszkańcy wioski, Antoni Budziak i Franciszek Świtała, którzy odważyli się pójść do Żnina, celem dokonania tajnych wywiadów o sile nieprzyjaciela. W tym czasie mieszkaniec wioski, Niemiec Zobel udaje się do Żnina i sprowadza do wioski oddział Grentzschutzu. Oddział ten przyjeżdża wozem celem zajęcia wioski. W samą porę przybywa do Podgórzyna od Gąsawy, prowadzony przez Józefa Korneta, oddział powstańców w sile 12 ludzi. Nadjeżdżających Niemców przywitali nasi powstańcy ogniem z karabinów oraz LKM. Niemcy zmuszeni byli się wycofać. W akcji tej biorą udział mieszkańcy wioski: bracia Stanisław, Jan i Antoni Rozwarscy, Jan Muszyński, Jan i Wawrzyn  Sobolewscy, Jan Budziak, a z okolicy Tadeusz Malak, Franciszek Szary, Stanisław Jarmuż i inni. Na skutek defektu KM i z powodu braku amunicji zmuszeni byli powstańcy wycofać się w kierunku Gąsawy.  
    Później nadjeżdża patrol konny w sile 8 ludzi, a Niemcy przestraszeni strzałami zaniechali opanowania Podgórzyna. Wczesnym rankiem 11 I 1919 r. przybywa do wioski oddział powstańców pod dowództwem por. Golniewicza (w sile 1 batalionu) rekrutujący się z ochotników pow.: Żnin, Gniezno, Mogilno i Września, prowadzony przez Marcelego Cieślickiego, podof. Plucińskiego i innych dozbrojonych w Gnieźnie. Po zakwaterowaniu się sztabu w lokalu rolnika Kluczyńskiego, gdzie urządzono szpital prowizoryczny pod kier. dr. Synorackiego, wyruszają powstańcy do ataku ok. 900z okrzykiem hurra. Okrzyk ten nie przynosi korzyści atakującym, gdyż Niemcy spodziewając się ataku od strony północnej, pozycje swoje silnie umocnili. Drugim błędem była wiadomość o nadejściu 6 armat z Gniezna, których wyższe dowództwo nie mogło wysłać, jednak później ich brak przynosi straty w ludziach, a w szeregach walczących dało się zauważyć dziwną niechęć do walki, gdyż byli żołnierze z armii niemieckiej przywykli do ataku przy akompaniamencie armat.  
    Niemcy, jak wyżej wspomniałem, mieli swe pozycje silnie umocnione, wskutek czego pierwsze uderzenie od strony południowej na tartak "Droezego", jak również od Małego Jeziora nie przynosi powstańcom pożądanego sukcesu. Chcąc uniknąć ofiar w ludziach powstańcy czołgając się na równym terenie wśród gradu kul, próbują zająć Żnin od strony wschodniej i północnej tj. wioski Góra oraz Wielkiego Jeziora.  
    Przy przejściu przez tor kolejowy zabiera powstaniec Sobolewski wraz z innymi 2 jeńców niemieckich wraz z KM do niewoli. Natomiast od strony Wielkiego Jeziora napotykają nasi na zasadzkę ukrytych w trzcinie Niemców, którzy dając ognia, kładą trupem kilku powstańców i ranią kilku, wśród których znajduje się mieszkaniec wioski Podgórzyn - Stanisław Rozwarski. Na terenie Cukrowni wywiązała się straszliwa walka, gdyż Niemcy wzięci w krzyżowy ogień bronili się rozpaczliwie. W związku z napływem rannych musiano rozszerzyć szpital u rolników Budziaka i St. Kończala. Z prawdziwym samarytańskim poświęceniem opatrywali rannych dr Synoracki oraz sanitariusz Sas, mając do pomocy Jana Pichłacza, jego córkę Katarzynę Rozwarską i rodziny wspomnianych rolników, u których mieścił się szpital.  
    Ze względu na niebezpieczeństwo grożące ze strony Niemców musiano ewakuować wieczorem miejscowy szpital do Gąsawy. Między nimi znajdował się ciężko ranny Marceli Cieślicki. Oddziały powstańcze były dobrze zaprowiantowane, gdyż mieszkańcy Podgórzyna nieśli pomoc mieszkańcom w każdej potrzebie. Wartownię urządzono u gościnnego Kazimierza Szczecha. Nadmienić należy, że po bohatersku odznaczył się również jeniec francuski Louis Le Bras z Morle Brest (Bretania) zatrudniony u rolnika Kujawy, który nie tylko sam walczył z bronią w ręku, lecz zachęcał do walki z wrogiem.

Jan Sobolewski
Pałuki nr 49 (1/1993)


Autor wspomnienia używa skrótów: LKM i KM, które oznaczają lekki karabin maszynowy i karabin maszynowy. Wspomnienie zachowało się w formie rękopisu pisanego pięknym, ozdobnym pismem ręką własną autora.
 
 
 

   Uzupełnienie do artykułu "Podgórski oddział powstańczy"
    W numerze 1/93 “Pałuk” ukazał się artykuł pt. “Podgórski oddział powstańczy”. Ten ciekawy przyczynek do wkładu Pałuczan w Powstanie Wielkopolskie warto uzupełnić.
   W polowym szpitalu lekarzowi pomagała również Zofia z Kluczyńskich Bruchwicka. Chorych pielęgnowały Zofia i Józefa Sobolewskie, Helena Gocowa, Weronika Lemańska, Teodozja Kończalowa z córkami Martą i Praksedą. Z powodu braku bandaży dały bieliznę Józefa z Bałów Kluczyńska, żona Szymona oraz Józefa Sobolewska. Furmanki do przewożenia rannych dali Wiktoria Kokochowa, Szymon Kluczyński i Antoni Budziak. Józefa Kluczyńska przy pomocy Marii Sobolewskiej, Józefy Rozwarskiej i Katarzyny Pichłacz wypiekały chleb. Jan Bała i Bronisław Gieryna dostarczali walczącym kawę i przekąski. Kwatery i żywność dali powstańcom Konstancja Chróśniakowa, Józef Bauza, Jan Kujawa i Wawrzyn Sobolewski.

Janusz Kaźmierski
Pałuki nr 54 (6/1993)