Sport w Oflagu 64 fot. Remigiusz Konieczka
Sport w Oflagu 64 fot. Remigiusz Konieczka

Szubin, oflag, jeńcy, ucieczka, prelekcja, Mariusz Winiecki
    
     Honorem oficera było to, by niemal od razu po zamknięciu w obozie jenieckim zaplanował ucieczkę. Nie inaczej było w szubińskim oflagu. Uciekali Brytyjczycy i Amerykanie, najczęściej wykonując podkopy.

     Ich ucieczki były dużo lepiej zorganizowane niż ta z filmu Jak rozpętałem II wojnę światową. Zresztą Mariusz Winiecki, który opowiadał mieszkańcom Szubina o ucieczkach, odnosił się często do filmu Wielka ucieczka, a nie do polskiej komedii. A to dlatego, że ucieczki z obozu w Szubinie bardziej przypominały te opisane w książce, a potem przeniesione na ekran, niż prowizorkę uprawianą przez Franka Dolasa.
     Mariusz Winiecki jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, a dokładniej adiunktem w Zakładzie Elektrotechniki i Podstaw Bioinżynierii Medycznej. Historią Oflagu 64 w Szubinie zajmuje się dodatkowo. Prowadzi bloga The Oflag 64 Record, w którym opisuje historię obozu dla alianckich jeńców wojennych w Szubinie. We wtorek 26 kwietnia w murach Muzeum Ziemi Szubińskiej opowiedział o ucieczkach organizowanych przez zamkniętych w obozie oficerów. Prelekcja trwała 1,5 godziny i nie sposób w szczegółach przytoczyć wszystkiego, o czym mówił Mariusz Winiecki. Nie tylko opowiadał ciekawie, ale też przywołał sporo nieznanych wcześniej faktów i historii związanych z tematem ucieczek.
     Jeńcy wybrali różne formy ucieczki, by potem dostosować do niej plan. Próbowali uciekać przez bramę, przez tunel wykopany w ziemi lub przez drut kolczasty. Tę pierwszą formę wybrało kilku jeńców. Niektórym poza obóz udało się wymknąć na ciężarówce. Jeden z nich próbował wyjść w przebraniu strażnika z karabinem wystruganym z drewna. Te próby ucieczki były jednak szybko udaremniane.
     Do Kopenhagi udało się uciec dwóm oficerom w okresie, gdy szubiński obóz nosił nazwę Oflag XXIB. Do Gdańska dotarli posługując się sfałszowanymi dokumentami polskich robotników. Tam podali się za duńskich marynarzy, których statek został zatopiony na Bałtyku przez minę i przez to stracili dokumenty. Niemcy wydali im dokumenty ważne tylko na przejazd do Kopenhagi. Mieli sfałszowane jeszcze w obozie, pozwolenia na podróżowanie, w tym list wystawiony przez Dom Marynarza w Gdańsku, w którym opisana była wymyślona historia. Tak dotarli do celu.
     Było kilka prób ucieczki przez drut. Podczas jednej z nich dwóch jeńców przecięło druty w pobliżu kaplicy, ale zostali zauważeni przez wartowników. Były planowane też ucieczki ponad drutem za pomocą przerzucanych drabin, które zostały zmontowane z desek wziętych z pryczy. Plan takiej ucieczko zakładał spowodowanie spięcia. Chodziło mianowicie o wygaszenie oświetlenia w obozie i wzdłuż drutu (wieczorem), a następnie przeprowadzenie szybkiej akcji ucieczki przez przerzucenie drabiny nad drutem, przejście po nich i zniknięcie w pobliskim lesie, zanim przywrócą światło. Jeńcy kopali też tzw. szybkie tunele. Krótkie, płytkie i bez szalunku. Podjęte były próby wykopania trzech takich tuneli. Dwa zostały odkryte, trzeci się zawalił. Mariusz Winiecki opowiedział o jednej udanej ucieczce z obozu jeńca o nazwisku Wareing. We wrześniu 1942 r. jako ordynans zgłosił się do Oflagu XXIB. Wyjaśnił, że zgłosił się obok innych oficerów karnie przeniesionych z innych obozów, ale byli też tacy, którzy sami zgłosili chęć przeniesienia, albo żeby być razem z dotychczasowymi towarzyszami broni, albo mając nadzieje na po prostu jakąś odmianę. Ordynansom wolno było opuszczać obóz pod opieką strażników po paczki lub przydział węgla. Za trzecim razem jeniec wymknął się strażnikom i po dwóch dniach dotarł do Grudziądza licząc, że uda mu się dostać na szwedzki statek.W Grudziądzu funkcjonował Port Rzeczny. Dotarł do Gdańska, gdzie załapał się na szwedzki statek z transportem węgla. Tam się ukrył, ale tuż u wybrzeży Szwecji nakrył go kapitan. Po dotarciu do brzegu został przekazany policji, potem brytyjskiemu konsulatowi, a następnie trafił do ambasady brytyjskiej w Sztokholmie. Urwał się strażnikom w Szubinie 16 grudnia 1942 r., a 28 grudnia był w ambasadzie.
     Prelegent najwięcej czasu poświęcił pięciu tunelom przeznaczonym na masowe ucieczki z obozu. Nazwy tuneli pochodziły od nazwisk oficerów, inicjatorów, pomysłodawców ucieczki. Były to tunele: Fanshave`a, Edge`e, Williamsa, Pantona i Asselina. Każdy z wymienionych tuneli kopany był w innym miejscu. Wejście do większości znajdowało się w jednej z latryn.
     Wejście do tunelu Fanshave`a znajdowało się w jednej z dwóch toalet latryny po wschodniej stronie obozu. Kopany był na poziomie 4,5 metra. Prace rozpoczęto w styczniu 1943 r. Zaangażowanych było 28 jeńców. Jedni kopali, drudzy wykonywali szalunek, a jeszcze inni kombinowali jak wynieść piasek, by nie zauważyli tego Niemcy. Sam tunel miał wentylację, a oświetlony był lampami olejowymi (na margarynę). Tunel ten kopany był w stronę dzisiejszej szkoły. Wyjście ulokowano 4,5 metra od ogrodzenia.
     Do tunelu Edge`a wejście również było w jednej z toalet. Ale kopany był w stronę lasu przy dzisiejszej ul. Leśnej. Jako jedyny miał elektryczne oświetlenie, a jego długość wynosiła 110 stóp. Z kolei tunel Williamsa prowadził w kierunku ul. Kcyńskiej. Wejście do niego było w kuchni pod bojlerem. Jeńcy chcieli przekopać się na drugą stronę ulicy, ale ze względu na podmokły teren tunel został zalany wodą. Po jego osuszeniu jeńcy znowu zaczęli kopać, ale inna ucieczka przerwała prace. Tunel Pantona również został zalany. Kopany był w kierunku północnym.
     Najwięcej informacji Mariusz Winiecki przekazał o tunelu Asselina. Początek tunelu znajdował się w latrynie po zachodniej stronie obozu. Od świtu do zmierzchu pracowało przy nim 25 jeńców na trzy zmiany. Używali szufelek do węgla. Zmieniali się co 2 godziny. Jeńcy wykonali komorę roboczą, w której gromadzili narzędzia, wodę, materiały potrzebne do wykonywania szalunku i stropu. Miała 4,5x3x1,8 m i wystarczyła na gromadzenie urobku z kilku dni kopania. Mogła pomieścić 10 ludzi oczekujących na ucieczkę, ale w trakcie kopania przebywało w niej 4 jeńców. Jeden napełniał wiadro, jeden je trzymał, jeden odpoczywał, a jeden przekazywał wiadro do komory latryny, gdzie dwóch kolejnych wydobywało urobek na zewnątrz. Tunel właściwy miał wymiary 60x60 cm. Takie wymiary wynikały z długości desek używanych do szalowania. Kopany był w kierunku dzisiejszej ul. Leśnej. Aby odwrócić uwagę Niemców, w godzinie rozpoczęcia akcji w pobliżu latryny, w której znajdowało się wejście, rozegrano mecz rugby. O wyznaczonych godzinach przy zejściu do tunelu stawiało się po kilku jeńców. Tunel kopany był na głębokości 1 m poniżej poziomu. Ostatni metr tunelu jeńcy kopali już w trakcie ucieczki. Zajęło im to 3 godziny. Reszta czekała w tunelu i komorze. Ucieczka miała miejsce w nocy z 5 na 6 marca 1943 r. Uciekinierów złapano. Co ciekawe, dla zmylenia Niemców dziesięcioosobowa grupa jeńców schowała się na strychu tzw. Białego Domu (dzisiejsza policja i M-GOPS). Szukani byli jako uciekinierzy po całej Europie, a zostali znalezieni dzień przed ewakuacją obozu do Żagania. Przypomnijmy, że wspomniana na wstępie Wielka ucieczka jeńców odbyła się właśnie z obozu w Żaganiu.
     Po ewakuacji Brytyjczyków w szubińskim obozie nadszedł czas Amerykanów. Mariusz Winiecki powiedział, że oni również planowali niejedną ucieczkę. W grupie był znany z zupełnie innej roli ppłk. John Van Vliet. Przypomnijmy, że był jednym z jeńców alianckich, którym Niemcy pokazali groby polskich oficerów w Katyniu odkryte w marcu 1943 r. Jeńcy sporządzili miksturę ze sfermentowanych rodzynek z paczek. Miała sugerować jakby wypili alkohol. Oblali się miksturą i zaczęli się awanturować po to, by zostać zamkniętymi w izolatce. Tak jak plan zakładał, zostali złapani i osadzeni w izolatce. Tam zaraz zaczęli przecinać pręty. Ta ucieczka również się nie powidła. Amerykanie planowali jeszcze jedną ucieczkę, ale nie doszła do skutku ze względu na inwazję na Normandię 6 czerwca 1944 r.
     Mariusz Winiecki, oprócz ucieczek, opowiedział też o życiu codziennym w obozie. Zaprezentował zdjęcia z Oflagu 64, nagrania obozowego teatru oraz fragment nabożeństwa w obozowej kaplicy. Przekazał na rzecz Muzeum Ziemi Szubińskiej egzemplarz jednego numeru gazety obozowej The Oflag 64 Item, która drukowana była w drukarni Kapsy w Szubinie. Gazetę ofiarowała Susann Bolten Connaughton, córka jednego z jeńców.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1264 (18/2016)

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry