Dziś przypada dziewięćdziesiąta rocznica wydania pierwszego numeru Pałuczanina. Tydzień temu zamieściliśmy z tej okazji pierwszą część historii wampira z Dusseldorfu, przedstawianej na łamach tego wydawanego w Żninie przez Leona Krzyckiego pisma. Dziś część druga.

rys. Janina Księska
rys. Janina Księska

     Największy postrach wśród odbiorców gazety mogły jednak wywoływać sygnały o rozszerzeniu działalności „wampira“ na obszary polsko-niemieckiego pogranicza. Zaznaczyły się one w niewielu artykułach prasowych – dwóch z grudnia 1929 r., kiedy przebywał on jeszcze na wolności i każde miejsce jego pobytu, również i kresy zachodnie, było tak samo prawdopodobne, jak wszystkie inne oraz w jednym artykule z czerwca 1930 r. tuż po jego schwytaniu.
     I tak, z komunikatu: Psychoza duesselfdorska u wrót Polski po tajemniczej kradzieży motocyklu wynikało, że morderca z Nadrenii miał od niedawna znajdować się w naszym kraju, dokąd uciekł na przywłaszczonym sobie w Pile motocyklu. Taka wersja wypadków narodziła się z połączenia pogłosek, „iż w okolicy Piły przekradł się do Polski upiór z Düsseldorfu“ z informacją o kradzieży w tym mieście motoru, na którym sprawca owej kradzieży przejechał przez polską granicę w pobliżu miejscowości Kaczory. „Kurier Poznański“ i „Ilustrowany Kurier Codzienny“, które pojawienie się „słynnego mordercy“ w okolicach Piły także odnotowały, motywu skradzionego motocykla nie podjęły, pisząc tylko o zamiarze przedostania się zabójcy do Polski w celu uniknięcia pościgu policji niemieckiej.
     W innym artykule wiążącym „wampira“ z regionem pałuckim: Upiór z Düsseldorfu na krańcach Pałuk? Panika wśród ludności powiatu i miasta Wyrzyska gazeta poszła dalej tropem tajemniczego motocyklisty burzącego spokój mieszkańców powiatu wyrzyskiego. Miał on nocą przekraść się z Niemiec do Polski między wsiami Kaczory i Jeziorki, ukrywać się w okolicznych lasach i odjechać w stronę Wyrzyska, wypytując napotkane osoby o drogę do Mroczy, Gośliny i Poznania. O identycznie zachowującym się osobniku, który nie tyle przekradł się, co przyjechał na motocyklu z Niemiec, pisał także „Ilustrowany Kurier Codzienny“. Jako tytuł rozprowadzany w całym kraju, ograniczył jednak ilość szczegółów topograficznych. Niemal identycznie za to obie gazety przedstawiły postać motocyklisty. Był to ubrany sportowo mężczyzna „średniej wysokości“ o pospolitej i mało inteligentnej twarzy. Zdaniem „Pałuczanina“ – również tęgi.
     Tuż po aresztowaniu Kürtena w maju 1930 r. „Pałuczanin“ przypomniał o zbrodniach na tle seksualnym dokonanych we wczesnych latach 20. na terenie Pomorza i w Poznańskiem, opisując przypadki kilku niewyjaśnionych zabójstw i jednego usiłowania morderstwa. Artykuł zdradzał personalia wszystkich ofiar, wskazywał konkretne lokalizacje w okolicach Bydgoszczy (Osielsko, Kotomierz), Świecia (Luszkówko), Inowrocławia i Wągrowca będące widownią zajść, opisywał „wampiryczny“ modus operandi „niesamowitego“ mordercy ale przede wszystkim utożsamiał go z „upiorem“ düsseldorfskim.Pod mocnym tytułem Upiór z Düsseldorfu mordował Pałuczanki. Wszelkie poszlaki wskazują na to, że zbrodniarz z Polski zbiegł do Niemiec wskazywał, że obszarem jego działania był najpierw region pałucki, a dopiero później terytorium Niemiec. W komentarzu zamykającym tekst gazeta nie posuwała się w swoich spekulacjach aż tak daleko, kiedy pisała: „Jakkolwiek nie można twierdzić jeszcze dzisiaj, że grasujący w Wielkopolsce nieuchwytny zbrodniarz był identyczny z upiorem Düsseldorfu, jednak analogiczne sposoby dokonywania morderstw oraz nieuchwytność jego dają wiele do myślenia“. W niedługim czasie w opisie przypadku „wampira“ pismo posłużyło się narracją powieściową, która dawała większe możliwości odstępstwa od rygoru faktów. Miała też inne, bardziej wymierne dla niego korzyści.
     Dla „Pałuczanina“, jak i dla wielu ówczesnych tytułów prasowych, powieść w odcinkach była bowiem narzędziem zdobywania i utrzymania odbiorców, zachętą do przystąpienia do prenumeraty lub odnowienia jej. W ciągu całej edycji pisma znalazło się w nim 31 utworów tego rodzaju publikowanych na ogół w kilkudziesięciu częściach, choć rekordzistki rozrastały się do ponad 150 odcinków wiążąc z nim abonentów nawet na cały rok. Wybierane do druku pozycje musiały być w związku z tym szczególnie atrakcyjne dla publiczności „Pałuczanina“. Jego pierwszym „odcinkowcem“ była mini-powieść wiejska Wnuczka wygnańca autora sensacyjnych powieści historycznych Stanisława Kluczka, wypróbowanego pisarza ludowego „Gazety Świątecznej“ Konrada Prószyńskiego. W dalszej kolejności zamieszczono utwory autorów XIX-wiecznych, w tym trzy teksty urodzonego na Pałukach wielkopolskiego pisarza ludowego Franciszka Ksawerego Tuczyńskiego oraz tasiemcowy romans Émila Richebourga, twórcy powieści sentymentalnych nie schodzących w swoim czasie z łamów francuskich dzienników. Jedynym utworem współczesnym była bestsellerowa Dzikuska Ireny Zarzyckiej, która znalazła się w „Pałuczaninie“ już rok po swoim pierwodruku prasowym w warszawskim dzienniku „Rzeczpospolita“ i zarazem pierwszym wydaniu książkowym z 1927 r.
     Upiór Düsseldorfu był ósmą z rzędu powieścią „Pałuczanina“. W odróżnieniu od wszystkich poprzednich utworów, których część mogła pochodzić z poznańskiego tygodnika beletrystycznego „Biblioteka Powieści“ Stanisława Wegnera, nie był przedrukiem, dotyczył przy tym aktualnego, gorącego tematu znanego czytelnikom z licznych relacji prasowych. Jego autor, dziennikarz i literat Alojzy Kuzio, w nocie zapowiadającej powieść przedstawiony został czytelnikom jako współpracownik redakcji, choć faktycznie zaliczał się do wąskiego grona zawodowych dziennikarzy zatrudnionych w oficynie Ksyckich, a w „Pałuczaninie“ sprawował z przerwami funkcję redaktora odpowiedzialnego we wczesnych latach 30. Jego nazwisko widniało też pod wieloma wierszami okolicznościowymi w rubryce „Z dnia“ oraz pod dłuższym opowiadaniem Jej oczy. W księgarni Leona Ksyckiego dostępna była powieść Alojzego Kuzio Na fali życia. Poza wszystkim był on też postacią ściśle związaną z regionem wielkopolskim. Do „Pałuczanina“ trafił z „Gońca Narodowego“, gazety codziennej założonej i prowadzonej w Ostrowie Wielkopolskim przez Józefa Jondro, przewodniczącego tamtejszej Rady Miejskiej i wiceburmistrza miasta. Ożeniony z jego córką Janiną, według Książki adresowej miasta Ostrowa za lata 1927-1928 zamieszkiwał z nim pod wspólnym adresem.
     Powieść Alojzego Kuzio o „upiorze“ düsseldorfskim ukazywała się w „Pałuczanie“ w 36 odcinkach między 25 IX a 18 XII 1930 r. Początek jej publikacji przypadał na szczególny moment w przebiegu relacji prasowych gazety na temat seryjnego mordercy kobiet. Pod koniec maja 1930 r. donosiła ona o jego ujęciu w osobie dorożkarza Petera Kürtena, który podczas przesłuchań dał się poznać jako postać medialna i skora do współpracy. Jego doskonała pamięć i chorobliwa wręcz skłonność do chełpliwego upubliczniania szczegółów popełnionych czynów były doskonałą pożywką dla dziennikarzy. Jednak już w następnym miesiącu aresztowany stanowczo odmówił składania dalszych zeznań. W lipcu „postanowił całą sprawę postawić na platformie prawdomówności“, co mogło oznaczać tylko stopniowe ich wycofywanie, aż do całkowitego odwołania, przez co dochodzenie utknęło w martwym punkcie. Kolejne miesiące nie zaznaczyły się żadnymi rewelacjami prasowymi. Dopiero w październiku, kiedy Upiór Düsseldorfu „szedł“ już w najlepsze, okazało się, że jego pierwowzór został odizolowany na obserwacji psychiatrycznej w zakładzie zamkniętym. W tym czasie czytelnicy gazety emocjonowali się już losami jego papierowego zamiennika.

źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

     Powieść przedstawiającą jego perypetie zapowiadał krzykliwy komunikat w jednym z wcześniejszych numerów gazety: „W najbliższych dniach pojawi się na Pałukach «Upiór Duesseldorfu»!!!“. W świetle tego, co dotychczas na temat niesławnego bohatera napisano, nic nie wskazywało na to, że tym razem będzie to opowieść o jego „krwawem życiu“ pióra „współpracownika“ redakcji Alojzego Kuzio, opracowana – jak zapewniano – na podstawie oryginalnych i nieznanych niemieckiej policji notatek (!). Sam autor swój udział w całej sprawie naświetlił w prologu, w którym wprowadzał w klimat utworu, wpisując go również w określoną konwencję literacką. A pisał tam, co następuje: „Od przyjaciela przebywającego obecnie w Düsseldorfie, a zajmującego się w wolnych chwilach sprawami kryminalnemi, nawiasem mówiąc, ma tych chwil pod dostatkiem, gdyż z zasady i z przyzwyczajenia czuje niewypowiedziany wstręt do jakiejkolwiek innej pracy, (mam wrażenie, że się za tę przymówkę na mnie nie pogniewa), otrzymałem garść wskazówek, ujętych w formę luźnych notatek, w związku z masowemi morderstwami, popełnionemi w tem mieście. Spostrzeżenia mego przyjaciela, nazwisko którego na wyraźne żądanie zastąpię pseudonimem, mogą być rozbieżne z tokiem śledztwa, a czasem nawet wręcz sprzeczne, nieprzesądzające bynajmniej wyniku tej, nienotowanej dotychczas w dziejach kryminologii, pogoni za zbrodniarzem. Przeprosić również muszę z góry P.T. Czytelników za nieudolny pod wieloma względami styl narracji, nadesłane jednak notatki zmuszają mnie do mniej więcej ścisłego przestrzegania ich treści“. W ten sposób fakty i pogłoski znane czytelnikom, a zapewne i samemu autorowi z doniesień prasowych, które mógł też z powodzeniem sam jako dziennikarz redagować, mogły zostać zbeletryzowane w klimacie powieści tajemnic, ze słynnymi Tajemnicami Paryża Eugène Sue na czele, prozy detektywistycznej z sylwetkami detektywów-amatorów kawalera Auguste`a Dupina i Sherlocka Holmesa, literatury grozy i westernu. Widać też, że autor powieści był uważnym czytelnikiem Nędzników Victora Hugo.
     Jej główny bohater to Polak Krucki, weteran wojny polsko-bolszewickiej, we wstępie utworu opisany jako „mężczyzna lat 30, o regularnych rysach i spalonej przez słońce i wicher skórze, śmiałem, a przenikliwem spojrzeniu, koloru świeżo wykutej stali oczu, muskularny, przez stałe ćwiczenia sportowe zwinny, a ostatnią wojną zaprawiony na trudy i obyty z niebezpieczeństwem“. Po jej zakończeniu udał się do San Francisco zawezwany przez umierającego stryja, który zapragnął przekazać mu swoją ostatnią wolę i bogatą schedę. Kilkuletni pobyt za oceanem w związku z przedłużającą się chorobą krewnego spędzał Krucki, z braku innych zajęć, na samotnych konnych wędrówkach po zboczach gór Newady bądź penetrowaniu portowych zaułków i spelunek San Francisco, gdzie bez cienia lęku ocierał się o najgroźniejszych przestępców wszelkich nacji. Odczuwał przy tym, jak as kryminalistyki francuskiej Eugène-François Vidocq – pierwowzór inspektora Javerta z Nędzników, pociąg do nieustannej inwigilacji, sortowania i klasyfikowania typów ludzkich. Śmierć stryja, jak i konieczność zamknięcia spraw spadkowych przywiodły go z powrotem do Polski. W marcu 1929 r. zjawił się w Düsseldorfie u kierującego tu salonem fryzjerskim brata, by niemal natychmiast znaleźć się w centrum dramatycznych wydarzeń związanych z serią niewyjaśnionych zbrodni popełnianych od pewnego czasu na mieszkankach tego miasta. Liczący ponad 400-tysięcy ludności fabryczny kolos z zatłoczonymi zaułkami nadreńskiej dzielnicy robotniczej, w której niezwykle łatwo się ukryć i rozpłynąć w tłumie, wydawał się scenerią wprost stworzoną do zbrodni. Szybko odnalazł się w niej doświadczony detektyw-amator o polskich korzeniach, a jego nieprzeciętny zmysł spostrzegawczości i fenomenalna intuicja sprawiły, że został konsultantem kompromitującej się na każdym kroku niemieckiej policji kryminalnej, która bez przeszkód dopuściła go do śledztwa (?), okazując wszelką pomoc i zaopatrując w stosowny dokument zapewniający mu swobodę działania. Niezwykle zdolnemu inspektorowi policji śledczej oddelegowanemu do Düsseldorfu z Berlina przypadła rola pozostającego zawsze o krok w tyle za swym mentorem doktora Watsona. Mimo, że obdarzony cechami nadczłowieka Krucki wydawał się mieć wszelkie szanse na ujęcie nieuchwytnego mordercy-widma, ten jednak do końca pozostał postacią anonimową. W finale powieści, uciekając przed Kruckim przez most wpadł do Renu, wypierając się swojego udziału w zbrodniach, choć może tak się tylko Polakowi wydawało. Tajemnicę okrutnych morderstw pochłonąć miały, jak pisał autor w epilogu, mętne fale Renu.
     Tymczasem uznany za poczytalnego „słynny“ już „wampir“ Kürten po powrocie do celi więziennej, gdzie oczekiwał na przygotowanie aktu oskarżenia i wyznaczenie terminu rozprawy sądowej, znalazł się ponownie pod obstrzałem mediów. Dalszy bieg wydarzeń związanych z jego osobą doskonale streszczały same, bardzo informatywne, nagłówki artykułów prasowych z „Pałuczanina“: Potworna lista zbrodni „Wampira z Düsseldorfu“ – Upiór Duesseldorfu przed sądem – Straszna spowiedź dusiciela młodych dziewcząt. Przy drzwiach zamkniętych zeznania okrutnego sadysty – Na procesie Kuertena świadkowie mdleją gdy patrzą na twarz „Upiora“ – Niezwykły cynizm zbrodniarza. „Upiór“ przypomina się swym niedoszłym ofiarom – Taktyka „udawania wariata“. Prokurator demaskuje „Upiora“ – Miecz Sprawiedliwości dosięgnął potwornego zbrodniarza. „Upiór z Düsseldorfu“ skazany 9-krotnie na śmierć – Sejm pruski żąda głowy Kürtena – Zachować Kürtena dla nauki woła profesor berliński do ministra sprawiedliwości – Niemcy nie wiedzą jeszcze co począć z „upiorem“. Nad sprawą Kürtena radzić będzie rada gabinetowa – Wampir Duesseldorfski zginął na szafocie. Ostatnia noc potwornego zbrodniarza – Kłopoty z mózgiem mordercy z Düsseldorfu.
     Ostatni artykuł „Pałuczanina“ odnoszący się do sprawy Kürtena z grudnia 1931 r., mówił o przekazaniu jej przedstawicielom świata nauki. Nie był to pierwszy przejaw ich zainteresowania postacią seryjnego mordercy. Już na etapie jego poszukiwań detektywów wspierali w ich pracy lekarze-psychiatrzy i specjaliści medycyny sądowej. Po ujęciu sprawcy podnosiły się głosy postulujące zachowanie go przy życiu dla dobra nauki i poddanie „operacji gruczołów“ w celu zbadania efektów takiego zabiegu. Pod lupę wzięty był nawet mózg Kürtena, pokrojony na kilka tysięcy plaków (termin medyczny), a wszystkie te informacje przedostawały się na łamy „Pałuczanina“. Przypadkiem Kürtena zajmował się też niemiecki psycholog Karl Berg, przeprowadzając z nim wielogodzinne rozmowy, w których ten opisywał szczegóły swoich zbrodni. Dzięki temu w 1932 r.
     powstało wznawiane po dzień dzisiejszy klasyczne studium Der Sadist. Jego pierwszy angielski przekład z 1938 r. dostępny jest w zasobach Internet Archive. Jest to o tyle istotne, że „potwór“ z Düsseldorfu był pierwszym gruntownie przebadanym seryjnym mordercą w historii, co zapewniło mu miejsce w annałach kryminalistyki.
     Lokalna gazeta o skromnej objętości, jaką był w swych początkach żniński „Pałuczanin“ eksploatowała wątek tej postaci w wielu artykułach i notatkach prasowych, przez co sprawiała wrażenie pisma uczestniczącego w obiegu informacji na szeroką, ponadregionalną skalę. Pokusiła się też o jego rozwinięcie w formie detektywistycznej powieści odcinkowej, która absorbowała uwagę czytelników przez prawie trzy miesiące, zdając sobie sprawę z fundamentalnej roli tej formy przekazu w rozszerzaniu zasięgu czytelnictwa i zwiększaniu nakładów prasy, szczególnie w środowisku wiejskim. Mimo postępującego kryzysu ekonomicznego „Pałuczanin“ umacniał swoją pozycję na rynku prasowym regionu i odnotowywał stały wzrost nakładu. W niedługim czasie zaczął ukazywać się w postaci „Ilustrowanych Kurierów“ Pałuckiego, Pomorskiego i Powszechnego, opanowując rynek czytelniczy Wielkopolski oraz Pomorza i kierując się ku Górnemu Śląskowi i Centralnemu Okręgowi Przemysłowemu. W przeddzień drugiej wojny światowej wszystkie „Kuriery“ wychodziły w 120 tys. egzemplarzy, a na bazie gazety zdążył rozwinąć się, jak wiadomo, koncern prasowy oferujący wysokonakładowe tytuły ogólnopolskie.
     ***
     Ustalenie udziału sensacji prasowych odnoszących się do mordercy z Düsseldorfu w budowaniu sukcesu „Pałuczanina“ nie da się sprowadzić do wartości mierzalnych. Nie zaszkodzi jednak przypomnieć, że kilka dziesięcioleci wcześniej, w 1888 r. tabloid epoki wiktoriańskiej „The Illustrated Police News“ podwyższył swoją cyrkulację do 900 tys. egzemplarzy między innymi dzięki „przyglądaniu się“ poczynaniom Kuby Rozpruwacza. Nie bez powodu to właśnie morderca z Whitechapel, w którego „przygodach“ miał rozczytywać się „wampir“ z Düsseldorfu, stawiany jest w czołówce seryjnych morderców wykreowanych dzięki rozwojowi prasy wysokonakładowej na czarnych bohaterów masowej wyobraźni. W żnińskim „Pałuczaninie“ afirmację dla tego środka przekazu widać w powieści Alojzego Kuzio. Tajemniczy morderca wzorem Rozpruwacza śle listy do gazet, werbuje swoje przyszłe ofiary przez anonse prasowe, stamtąd dowiadują się o kolejnych morderstwach strażnicy porządku publicznego, w jej zwierciadle lubi przeglądać się szukający poklasku przestępca.

KATARZYNA WODNIAK
Literatura została przedstawiona w poprzednim numerze „Pałuk“
Pałuki nr 1342 (44/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry