Niemcy zaatakowali z Bydgoszczy i Nakła. Daty pokazują kiedy trwały najcięższe walki. O zmaganiach pod Kcynią napiszemy wkrótce.
    rys. Remigiusz Konieczka

Szubin, Rynarzewo, 1919, Powstanie Wielkopolskie, Grenzschutz
  
   W grudniu 1918 roku i na początku stycznia 1919 roku powstańcy opanowali większość Wielkopolski. Wydawało się wtedy, że końcowy sukces jest blisko. Żołnierze niemieccy uciekali w popłochu do domów. Jednak na ich miejsce zostali przysłani żołnierze Grenzschutzu. Wojska ochrony pogranicza składały się z osadników niemieckich, których pragnieniem było, aby niemieckie Kresy Wschodnie nie zostały oderwane od Rzeszy.

    Niemcy zaplanowali ofensywę, która miała umożliwić kontrolę północno-wschodniej Wielkopolski, by później mogli wkroczyć do Gniezna, a nawet Poznania. Planowana ofensywa rozpoczęła się 1 lutego 1919 r. Niemcy zamierzali przeprowadzić atak na szerokości frontu od Łabiszyna do Kcyni, zmieniając jednocześnie taktykę. Zaatakowali bowiem siły polskie na całym froncie, a nie jak dotychczas pojedynczymi grupami. Do przełamania polskiej linii oporu Niemcy zgromadzili większość sił w rejonie Bydgoszczy i Nakła, wyznaczając im kierunki działania.
    PLANY NIEMIECKIE
    Dowództwo Grenzschutzu podzieliło swe wojska na cztery grupy uderzeniowe i odwód. Natarcie rozpocząć miała grupa złożona z żołnierzy III baonu Grenzschutzu pod dowództwem kapitana Justa. Oddział ten miał najpierw zdobyć Chmielniki i połączyć się z prawym skrzydłem ugrupowań niemieckich, a następnie wykonać atak na Antoniewo i Nową Wieś. Miały to być działania pozorujące, które miały wprowadzić powstańców w błąd, sugerując im, że to właśnie na tym odcinku nastąpi właściwe uderzenie.
    Natomiast właściwe natarcie miały wykonać pozostałe oddziały z rejonu Nakła. I baon Grenzschutzu pod dowództwem majora Schemmela i V baon Grenzschutzu dowodzony przez mja von Meisela atakować miały Kcynię. Oddział 14 pułku piechoty pod dowództwem rotmistrza Scholia i oddział porucznika von Greiffenbera uderzać miał w kierunku Szubina. Natomiast celem IV baonu oraz ochotniczego oddziału marynarzy, którymi dowodził porucznik Parsenow, było Rynarzewo. W odwodzie pozostawiono II baon Grenzschutzu pod dowództwem kapitana Hubera. Całość sił niemieckich liczyła 3.000 żołnierzy uzbrojonych w broń maszynową, artylerię i pociągi pancerne. Całością sił dowodził generał von Belov.
    Słabą stroną wojsk niemieckich było kiepskie morale żołnierzy. Doskwierał im bowiem brak żywności i przenikające do szpiku kości zimno. Buntowi zapobiegły obietnice wypłacenia wysokiego żołdu i możliwość grabieży.
    PRZYGOTOWANIA POLSKIE
    Polacy, którym dostarczono informacje o ruchach wojsk niemieckich, nie pozostali biernymi. Przygotowania do odparcia ofensywy obejmowały umacnianie linii obronnych. Powstańcy umocnili najbardziej narażone odcinki, którymi były przeprawy na Noteci (m.in. Antoniewo i Dębionek), obsadzając je silniejszymi oddziałami. W odwodzie pozostawiono więcej wojsk, aby w razie potrzeby wspierać nimi zagrożone miejsca na linii frontu.
Po serii ataków niemieckich na polskie prawe skrzydło Frontu Północnego w ostatnich dniach stycznia Niemcy przystąpili 1 lutego 1919 r. do ofensywy głównej.
    POCZĄTEK STARĆ I ZMIANY ORGANIZACYJNE
    Już 29 stycznia 1919 r. na odcinku łabiszyńskim doszło do ciężkich walk. Niemcy, chcąc przełamać linię frontu, zaatakowali używając pociągu pancernego. Najcięższe boje toczono o wieś Kolankowo, która 29 i 30 stycznia przechodziła kilkakrotnie z rąk do rąk. Ponadto powstańcy zerwali linię kolejową Bydgoszcz - Inowrocław i uniemożliwili użycie pociągu pancernego przez Niemców. Sprawne kierowanie obroną tego odcinka przez kpt. Jana Tomaszewskiego przyniosło pożądany efekt. Polskie pozycje zostały utrzymane.
31 stycznia 1919 r. dowódca odcinka łabiszyńskiego otrzymał rozkaz, w którym stwierdzano, że: "...Pan Tomaszewski obejmuje prócz swego odcinka II - odcinek III [...] Dzisiaj przejmuje p. Tomaszewski /.../ odcinek szubiński i jest za niego odpowiedzialny. Kwaterą p. Tomaszewskiego jest Szubin". W jego zastępstwie odcinkiem łabiszyńskim miał kierować porucznik Chrzanowski. Jednak obydwa odcinki podlegać tymczasowo Tomaszewskiemu.
    Po przybyciu do Szubina nowo mianowany dowódca odcinka zastał ciężką sytuację: - "Nieprzyjaciel nacierał trzema falami ze znaczną artylerią, kulomiotami i minomiotaczami od północy i północnego-wschodu na Szubin i Rynarzewo. Oddziały odcinka III cofnęły się z Samoklęsk na Grzeczną Pannę z Friedbergu na Fridrichgrun, z Siedlisk na Schotland [Szkocję - przyp. rk], Zamość zajął nieprzyjaciel. Amunicji brak dotkliwy, rezerw żadnych" - pisał we wspomnieniach Jan Tomaszewski.
    Siły odcinka II przedstawiały się następująco: kompania szubińska pod dowództwem Goralewskiego, kompania samoklęska - dowódca Kolańczyk, oddział marynarzy pod komendą por. Adama Białoszynskiego, druga kompania juncewska - dowódca Kruszka. Do swojej dyspozycji Tomaszewski miał jeszcze dwa działa (kal. 77 i 105 mm) pod dowództwem Władysława Mettlera. Później, bo 1 lutego, dołączyły także posiłki ze Żnina i z Wągrowca w sile dwóch kompanii.
    Najcięższe walki w tej ofensywie toczyły się o małe miasteczko Rynarzewo, położone kilka kilometrów na północ od Szubina, na drodze Szubin-Bydgoszcz. Tego samego dnia, w którym mianowano nowego dowódcę III odcinka (31 stycznia 1918), Niemcy zaatakowali Rynarzewo. Na pozycje polskie, bronione przez oddział marynarzy, uderzył baon Grenzschutzu wspierany dodatkowo przez marynarzy i pociąg pancerny. Polacy wycofali się z miasteczka i ok. 23.00 zajęli pozycje obronne w odległości 1 km na zachód od Rynarzewa.
    Wytworzyła się bardzo groźna sytuacja. Bowiem dalsze posuwanie się Niemców zagrażało przerwaniem frontu i dawało im możliwość natarcia skrzydłowego na odcinki łabiszyński i kcyński. Aby temu zapobiec postanowiono uderzyć na Rynarzewo. Miało ono zagrozić wysuniętym do przodu wojskom niemieckim w okolicach Szubina. Do wykonania zadania wyznaczono: trzy kompanie dowodzone przez ppor. T. Fabiana, które miary atakować wzdłuż szosy Szubin-Rynarzewo kompanię por. Władysława Wkleńskiego i plut. Wincentego Plucińskiego, z kierunkiem ataku na Rudy-Florentowo-Rynarzewo oraz kompanię ppor. Józefa Dratwińskiego, która uderzać miała na Dębionek. Natomiast na odcinku łabiszyńskim skoncentrowano odwody na linii Kornelin-Bagno.
    RYNARZEWO PO RAZ PIERWSZY
    Atak na Rynarzewo rozpoczął się 1 lutego o 7 rano z Kołaczkowa. Początkowo natarcie rozwijało się pomyślnie. Po około dwóch godzinach (9.00) z Bydgoszczy nadjechał pociąg pancerny. To zmusiło powstańców do odwrotu. W walce poległ dowódca artylerii W. Mettler, a ranny został dowódca oddziału żnińskiego chorąży Wojciech Anioła. Kpt. J. Tomaszewski wspominał później, że miasto przechodziło trzy razy z rąk do rąk. Jeszcze wieczorem tego dnia ppor. Ignacy Mielżynski poprowadził kontratak. Jednak i ten załamał się w ogniu niemieckich karabinów maszynowych i dział pociągu pancernego. Niemcy wprowadzili nawet do boju dwa samoloty. Ostatecznie miasta nie zdobyto. 
    Tymczasem groźnie zrobiło się w samym Szubinie i okolicznych wsiach. Na północ od miasta zaatakował Polaków baon Grenzschutzu i doprowadził do ich wycofania się. Niemcy podeszli bliżej miasta i rozpoczęli ostrzał artyleryjski. Dowódca odcinka ściągnął pośpiesznie jedną haubicę i dwa ckm-y i wydal rozkaz wojskom II odcinka zaatakowania Niemców w Rynarzewie (od wschodu uderzenie miało pójść na niemiecką lewą flankę, aby w ten sposób odciążyć obrońców Szubina).
    Nieprzyjaciel podchodził jednak coraz bliżej, zajmując na pewien czas Szubin-Wieś. Ale w wyniku kontrataku i walki na bagnety Niemców odrzucono. Co nie przerwało ciągłej wymiany ognia.
    IMPAS
    Oddziały atakujące Rynarzewo wycofały się i skoncentrowały poza rzeką Gąsawką, a z resztą sił kpt. Tomaszewski około 20.30 wycofał się do Nowego Świata odległego o 1,5 km na południe od Szubina. 
    Znamienne, że echa ofensywy niemieckiej dotarły aż do Żnina i spowodowały wybuch paniki w mieście. Uciekinierzy z Szubina i Łabiszyna rozsiewali plotki o niemieckim pochodzie na Gniezno. Sytuacja jednak szybko została opanowana przez żandarmerię.
    Linia frontu na odcinku szubińskim przebiegała przez: Wolwark - Nowy Świat - Blumental - Łapigrosz - Fliesenhein.
    Dzień Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego 1919 r) upłynął na wzajemnym, polsko-niemieckim ostrzale artyleryjskim, kontratakach i zaciętych walkach na całej linii frontu odcinka szubińskiego.
    Nie mogąc się przebić z tej strony próbowali Niemcy obejść stanowiska polskie na styku odcinków łabiszyńskiego i inowrocławskiego pod Antoniewem. Skoncentrowali tam większe siły i rozpoczęli atak. Były to jednak działania pozorujące. Okazało się bowiem, że Niemcy obrali taktykę drążenia skały przez kroplę wody. Z uporem, ale skutecznie spychali oddziały powstańcze z ich linii obronnych. Jan Tomaszewski zmuszony był do ściągnięcia rezerw II odcinka. Zaczął kierować na front uciekinierów schwytanych przez żandarmerię. Tego dnia do większej potyczki doszło pod Florentynowem. Niemcom tego dnia nie udało się przebić przez polskie pozycje.
    PLANY I RZECZYWISTOŚĆ
    Nazajutrz (3 lutego 1919) Niemcy chcieli przełamać front na tym odcinku szubińskim, a później skierować większość sił w kierunku zachodnim i od tyłu zaatakować oddziały polskie broniące Kcyni. W tym celu zgromadzili znaczne siły. Byty to: dwa baony piechoty z półtorej baterii ciężkich dział w rejonie Zamościa, ochotniczy oddział marynarzy w Rynarzewie, wydelegowany oddział 14 pp w Szubinie z jedną baterią artylerii, wydelegowany oddział w Rennsdorfie z połową baterii, baon Grenzschutzu w Detsch Kruschin z jedną baterię ciężkich dział, pociąg pancerny w Zamościu, jeden baon na drodze Kcynia-Nakło wspierany przez półtorej baterii ciężkich dział oraz jeden baon na zachód od Kcyni z połową baterii artylerii.
Aby nie dopuścić do okrążenia oddziałów IV odcinka wokół Kcyni i połączenia wojsk Grenzschutzu operujących na wschodzie i zachodzie od Szubina, kpt. Jan Tomaszewski zdecydował się jeszcze raz zaatakować Niemców w Rynarzewie. Odcięło by to niemiecką załogę Szubina i zmusiło do wycofania się lub kapitulacji. Do wykonania tego zadania potrzebne były nowe, nie zmęczone trzydniową nieustanną walką oddziały. Miał je dostarczyć ppor. Paweł Cyms z odcinka inowrocławskiego w rejon Jeżewa i Antoniewa. "Jednak Inowrocław nie zastosował się do tego zarządzenia, tak, że byłem pozostawiony własnym siłom" - wspominał kpt. Tomaszewski.
    RYNARZEWO PO RAZ DRUGI 
    Od rana 3 lutego 1919 r. trwał ostrzał artyleryjski polskich pozycji. Później przy wsparciu tego ognia do ataku ruszyła niemiecka piechota. Powstańcy początkowo ugięli się pod naporem nieprzyjaciela. Jednak przeprowadzony kontratak odrzucił Niemców na pozycje wyjściowe pod Florentowem. Oddziały polskie poszły za ciosem i ponownie zaatakowały nieprzyjaciela. Opłaciło się to. Atak oskrzydlający, poprowadzony przez T. Fabiana i hrabiego Ignacego Mielżyńskiego zmusił baon mjra von Mersela do odwrotu z dużymi stratami. Niemcy początkowo wycofali się do Rynarzewa, ale i tam nie zdołali się utrzymać. Rynarzewo jednak nie zostało obsadzone przez Polaków ze względu na duże wyczerpanie żołnierzy. Zajęli pozycje obronne na południe od miasteczka. Jeszcze wieczorem oddziały Grenzschutzu przeprowadziły kontratak, który został odparty. Rynarzewo pozostało w strefie ziemi niczyjej. Polacy w tej bitwie stracili 4 poległych i 18 rannych. Atakując na Rynarzewo powstańcy zmusili Niemców do wycofania się z Szubina.
    PRZED ROZSTRZYGNIĘCIEM
    W tym czasie niemieckie oddziały nacierały także na Kcynię. Jednak historia walk o to miasto będą przedstawione w jednym z następnych numerów. Trzeba jednak zaznaczyć, że planowana skrupulatnie ofensywa niemiecka, poprzez śmiałe uderzenie na Rynarzewo, została powstrzymana. Nie znaczy to, że walki ustały.
    Już następnego dnia (4 lutego 1919 r) oddziały Grenzschutzu przełamały polską obronę pod wsią Rudy. I znowu przytomność polskich dowódców zapobiegła klęsce. Powstańcy przeszli do kontrataku i odrzucili Niemców ze wsi. Ale wycofujący się nieprzyjaciel na powrót umocnił się w Rynarzewie. Tego dnia nie udało się Polakom zająć miasteczka. "Tym niemniej dnia 4 lutego linia moja - jak pisał kpt. Tomaszewski - posunęła się w kierunku północno-wschodnim o jakieś 20 kilometrów" .
    RYNARZEWO PO RAZ TRZECI
    Rynarzewo zamierzali powstańcy zaatakować nazajutrz, tj. 5 lutego. Siły odcinka łabiszyńskiego miały zaatakować miasto od południa. Natomiast oddziały odcinka szubińskiego (dwie kompanie piechoty + artyleria) uderzyć miały od zachodu.
    Akcja przeprowadzona z samego rana (7.00, 5 lutego 1919 r.) powiodła się. Sami powstańcy zdziwili się, że poszło to wszystko tak gładko. Przecież przez cały tydzień miasteczko to było świadkiem krwawych zmagań obu stron, z których żadna nie ustępowała. Jednak zdziwienie szybko minęło. Niemcy wycofali się z Rynarzewa, unikając walk ulicznych. Zajęli natomiast umocnione pozycje na dworcu kolejowym w Zamościu i wzdłuż linii kolejowej Zamość-Bydgoszcz.
    Natarcie na te pozycje nieprzyjacielskie rozpoczęli powstańcy krótkim przygotowaniem artyleryjskim, aby potem przejść do ataku. Po krwawej walce wyparto Niemców z dworca. Uciekli do Bydgoszczy. O 1230 nastąpił koniec zmagań w dniu 5 lutego.
    Tym razem Polacy postanowili obsadzić zdobyte Rynarzewo. Posłużyły im do tego dwie kompanie: gnieźnieńska pod dowództwem marynarza Mariusza Wachtla oraz poznańska na czele z komendantem Sępińskim, wsparte przez artylerię Wiktora Rossy (2 działa kal. 77 mm). Obsadzono także wsie wokół Szubina, a tor kolejowy na linii Zamość-Bydgoszcz rozerwano.
    Na odcinku szubińsko-łabiszyńskim doszło jeszcze do starć 7 lutego 1919 r. pod Samoklęskami. Przez cały czas w Rynarzewie, Florentynowie i Zamościu powstańcy odpierali ataki niemieckie, które wspierane były przez artylerię i pociąg pancerny. Do 16 lutego prawie codziennie dochodziło do wymiany ognia.
    DO PANI STEFCI
    Rynarzewo zostało zniszczone. Ludność cywilna i w dzień i w nocy przebywała w piwnicach, chroniąc się przed ostrzałem. Ludzie wychodzili tylko wtedy, gdy kanonady cichły. Dowódca kompanii gnieźnieńskiej Mariusz Wachtel w jednym z listów wysianych z frontu tak pisał: "...Kochana Pani Stefciu! Często Pani posyłam wiadomości z frontu, wprawdzie krótkie, lecz Pani uwzględni jak czas pozwoli, chętnie piszę. Codziennie toczy się u nas walka, leżę w pierwszej pozycji i z całą kompanią bronię Rynarzewa, biedne miasteczko po części już w gruzy położone mieszka w nim wprawdzie jeszcze parę mieszczan. Niemcy huczą nam codziennie armatami, pociągiem pancernym, a liczba mojej kompanii ubywa codziennie, mówię mojej, bo ją prowadzę, Jak długo jeszcze, nie wiadomo. Cieszy mnie jednakże, że mniej choć z parę, lecz dzielnych żołnierzy mam na pierwszych miejscach [...] Potrzymamy się tu jakiś czas jeszcze, myślę, że szczęśliwie się zobaczymy. Proszę, niech mi Pani pisze bez obawy list dojdzie do moich rąk, niżej podam adres. Pozdrawiam Gruszyńskich, braci i siostrę. Serdeczne pozdrowienia: Marian".
    Obrona z trudem zdobytych pozycji wymagała ofiar i to zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej. Rynarzewo stało się jednym z symboli powstania wielkopolskiego. Pomimo podpisania rozejmu niemieckie ataki na to miasteczko nie ustawały, a Mariusz Wachtel niestety nie zobaczył się już z kochaną Panią Stefcią. Zginął 18 lutego w czasie ataku na pociąg pancerny, ale Rynarzewo do końca powstania pozostało w rękach Polaków.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 675 (12/2005)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry