Części do zachodnich maszyn rolniczych - PHU Tomasz Nowak

   
    Witryna PTTK na placu Wolności przypomina, że to już czwarta rocznica śmierci Tadeusza Małachowskiego. Zaznaczyła się ona wystawą portretów, którą zorganizowało w galerii Campari Żnińskie Towarzystwo Kulturalne oraz drukiem w Baszcie wspomnień o panu Tadeuszu pióra Daniela Włodarczyka.

    Na wystawie tej - niesłychanie potrzebnej - zgromadzono kilkanaście portretów. Pośród innych - uwagę zwraca piękna seria płócien przedstawiających mistrzów pióra - Gałczyńskiego, Hemingwaya, Homera... Wiemy dobrze, że oprócz oryginalnej twórczości malował też obrazy sławnych mistrzów. Celowo nie użyłem słowa kopiował, gdyż nazywanie go kopistą byłoby uproszczeniem. Tak, jak różni greccy dramatopisarze brali na warsztat ten sam mit o Edypie, tak jak gershwinowską Kołysankę grają wszyscy jazzmani - od Armstronga po Scoffielda - tak i on malował Bar w Folies Berger Maneta, Zatrutą studnię Malczewskiego czy obrazy Rembrandta, a to, co powstawało było - bez obrazy oryginału - i rembrandtowskie i jego. Czy odpowiednim tu byłoby stwierdzenie, że współczesnymi, sobie właściwymi środkami wyrazu oddawał to, co namalowali oni? Gdybym się - jak to mówią - znał na sztuce choć trochę - zaryzykowałbym to twierdzenie.
    Gdy przyglądałem się obrazom zebranym w galerii, zauważyłem to, co wcześniej wielokrotnie zwracało moją uwagę - że pan Małachowski nie lubił malować rąk. Proszę spojrzeć na wiszące w szpitalu czy w Liceum obrazy przedstawiające Śniadeckich. Z czego brała się ta niechęć?
    Obecny na otwarciu ekspozycji lekarz z Inowrocławia i przyjaciel pana Tadeusza - Daniel Włodarczyk - odczytał zakończenie swego szkicu o Małachowskim, którego pierwszy odcinek ukazał się tydzień wcześniej w Baszcie. Szkicu  skupiającego się na biograficznych wątkach, bardzo ciepło napisanego.
    Wystawa dzieł tego twórcy to świetny pomysł. Jest okazja przypomnieć prace artysty, który ze wszystkich znamienitych żninian, żninianinem był najbardziej - tu się urodził, tu mieszkał, tu malował. Nie w Wilnie, nie w Krakowie. Tu.  
    Wypijmy więc w ten dzień zaduszny za jego zdrowie. Nie, nie - nie szklaneczkę jarzębiaku! Dużą kawę z miodem - napój, którym częstował gości w swojej pracowni.

Dominik Księski
Pałuki nr 16 (16/1991)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry