Żołnierze generała Jana Henryka Dąbrowskiego przybyli do Łabiszyna, aby uczcić tu 224. rocznicę wkroczenia powstańców kościuszkowskich na Pomorze i Kujawy.

Rekonstruktorzy przemaszerowali z kościoła św. Mikołaja na rynek fot. Magdalena Kruszka
Rekonstruktorzy przemaszerowali z kościoła św. Mikołaja na rynek fot. Magdalena Kruszka

     29 września w kościele św. Mikołaja w Łabiszynie odprawiona została uroczysta msza święta. Po niej rekonstruktorzy, delegacje, młodzież, harcerze i mieszkańcy udali się na rynek, aby tam kontynuować rocznicowe obchody. Był to już piąty przemarsz szlakiem walk Jana Henryka Dąbrowskiego.
     224 lata temu Jan Henryk Dąbrowski przybył do Łabiszyna. Wydarzenie to upamiętnia tablica na murze ratusza. O historii walk stoczonych na tym terenie opowiadał historyk Maciej Banaś. Wyjaśniał, że sytuacja strategiczna podczas powstania kościuszkowskiego była taka, że po wybuchu duża część ochotników pochodziła z Kujaw, Pomorza i Wielkopolski. Oni udawali się pod komendę Kościuszki. Temu wszystkiemu przeszkadzały wojska pruskie, które postanowiły zablokować napływ ochotników, więc skierowały duże siły wojskowe na teren Pomorza i Wielkopolski. Były to siły pacyfikacyjne. Kościuszko podjął decyzję o wysłaniu dwóch brygad, czyli brygady Madalińskiego i brygady Dąbrowskiego naprzeciw wojskom pruskim. Całością dowodził Jan Henryk Dąbrowski, który miał pod sobą około 7.000 żołnierzy, z których część to powstańcy o umiarkowanej umiejętności bojowej. Początkowo chciał zdobywać Poznań, ale stwierdził, że takimi siłami stolicy Wielkopolski nie zdobędzie, wobec tego wysłał dwa szwadrony pod dowództwem majora Rzeszewskiego do Poznania, aby tam podjąć dywersyjne działania, wskazujące, że ma zamiar uderzyć na Poznań, natomiast główne siły skierował do Gniezna, gdzie przybył 2 września 1794 r. Generał Jan Henryk Dąbrowski podzielił swoje wojska na trzy części i kazał wędrować do Bydgoszczy, oznaczając Łabiszyn jako punkt zborny. W tym czasie Johann Szekely prowadzący akcję pacyfikacyjną, który pod swoją komendą miał około 1.000 żołnierzy, ruszył na Nową Wieś Wielką.
     Pierwsza do Łabiszyna dotarła brygada Madalińskiego, która po krótkim oporze wyparła armię piechoty z klasztoru, czyli z obecnego kościoła św. Mikołaja. Później dotarła pozostała część wojsk Jana Henryka Dąbrowskiego, które znienacka zostały ostrzelane przez artylerię pruską, znajdującą się na wzgórzu za klasztorem. Na to odpowiedziały siły Dąbrowskiego. Na czele piechoty i husarów ruszył on naprzeciw wojsk pruskich i bardzo szybko pokonał piechotę, ale z kolei nadział się na kontratak husarów i o mało nie dostał się do niewoli. Sytuację uratowała szarża II batalionu regimentu husarów, która zmiotła pruskie oddziały ze wzgórza, zdobywając dwie armaty.
     - Bitwa ta była dość zacięta - mówił Maciej Banaś. - Zabito konia pod hrabią Szekelym, a jego dowódca został dwukrotnie ranny. Po skutecznej szarży Polaków, Szekely zarządził odwrót i wycofał się przez Zielonkę do Bydgoszczy. Bitwa toczyła się w nocnych warunkach z 28 na 29 września 1794 r. O zaciętości tej bitwy świadczy bilans strat. Zginęło od 4 do 8 Polaków, według różnych źródeł i od 30 do 80 prusaków, według różnych źródeł.
     Generał Henryk Dąbrowski nakazał natychmiast pochować żołnierzy. Jest mowa o tym, że spoczęli oni pod murem cmentarnym, ale wówczas w Łabiszynie były dwa cmentarze - jeden na górce, a drugi przy farze. Wobec braku śladów pochówku na cmentarzu komunalnym przy św. Mikołaja, można domniemywać, że pochówki znajdowały się przy farze.
     Na pamiątkę tych wydarzeń delegacje złożyły wieńce pod tablicą znajdującą się na ratuszu.
     Więcej zdjęć w naszej galerii oraz film w zakładce Filmy.

Magdalena Kruszka, 2 X 2018

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry