Części do zachodnich maszyn rolniczych - PHU Tomasz Nowak

   
    27 września odbył się swoisty maraton teatralny. Był to kilkugodzinny wieczór jubileuszowy z okazji 5-lecia istnienia Teatru im. Alberta Tison. W roli jubilatów wystąpił aktualny skład tej amatorskiej grupy aktorów. Ale nie da się ukryć, że głównym bohaterem tego niecodziennego wydarzenia był założyciel i reżyser teatru -  Jerzy Lach. Zaledwie od 5 lat w Żninie i od tego czasu jego nazwisko jest zrośnięte z wszystkim, co oznacza amatorski ruch teatralny.

    Nie czuję się na tyle mocny, aby wystąpić w roli krytyka, nie jestem specem na tym poletku. Natomiast jako bardzo wierny (od 3 lat) kibic i podglądacz wszystkiego, co się w tej grupie dzieje, mogę się jedynie silić na próbę bilansu dokonań i osiągnięć Jurka Lacha i jego kolejnych zespołów aktorskich.
    Początki były trudne. Jedna klasa i świetlica LO (z życzliwości dyr. Bąka) służyły młodym amatorom sztuki teatralnej za wszystko. A więc scena, rekwizytornia, garderoba, przestrzeń teatralna... Żadnego prawa wyłączności, tylko praca późnym popołudniem, gdy w szkole już pusto i głucho. A jednak w tych warunkach powstał pierwszy spektakl. "Lekcja dykcji" miała dać aktorom podstawowe, acz niezbędne umiejętności warsztatowe. I dała.
    Potem była "Pluskwa" pieszczona gościnnie w świetlicy żnińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Tu ludzie z teatru sobie nieco nagrabili. Znieśli w gościnne mury tyle śmieci, ile chyba nie było na miejskim wysypisku. A miał być teatr. Tak więc z "Pluskwą - rocznik 70" (całkiem inna "Pluskwa") musieli szukać schronienia gdzie indziej.
    Przygarnęli ich w Żnińskim Domu Kultury. Zaraz też z marszu wzięli się za Witkacego. Zrobili "Wahazara", ale jego premiera odbyła się już w MDK-u.
    Jurek wreszcie dostał własną pracownię. Daleka ona od marzeń, ale jednak własna, niezależna od nikogo (?). Po dwóch latach tułaczki to prawdziwy luksus. Zespół poczuł się u siebie. No to już teraz poszli na całego, sztuka za sztuką, czasem dwie lub trzy jednocześnie. Kilka scenariuszy naraz szło na tapetę. Powstał drugi zespół "II Alternatywa Alberta", która przepoczwarzyła się po prostu z grupki teatru dziecięcego. Jeszcze grali "Idem per idem in memoriam", a także opracowywać "Marata/Sade'a".
    Zaczęły się konkretne kontakty z innymi teatrami amatorskimi i nie tylko. Pierwsze poważne zaproszenia, a wśród nich to bardzo znaczące, do Francji "Marat/Sade" w ostatecznej formie scenicznej jedzie do pięknego kurortu Thonon u stóp Alp. Tam wielki szok. Publiczność jest zauroczona, bo taka koncepcja, bo tak doskonały warsztat, bo cóż za wymowa...
    Ale w zespole coś się popsuło. Może nieoczekiwana zmiana miejsc, ról, pozycji. Może trochę wody sodowej. Może za szybko tak dobrze. Zespół się rozpadł. Pól obsady "Marata" należało wymienić. Ale nie było rezygnacji, tylko jeszcze większa pasja i determinacja. "Marata" trzeba ratować. Na szczęście w odwodzie była  "II Alternatywa" jako drugi garnitur. Przeszli do pierwszego i znów był tylko jeden zespół. "Marat" dał się postawić na nogi. A w międzyczasie powstała jeszcze "Wyprzedaż". Potem "Murti-Bing".
    Nie było to wszystko. Kto nie pamięta kabaretu "Albert" czy następnego "Jajo"? Ale były też mniejsze formy, hak chociażby monodram czy spektakle o dwu- trzyosobowej obsadzie. A kiedyś również Jurek reżyserował plenerowe widowisko historyczne. Teraz obydwoma nogami mocno stanął na gruncie teatru amatorskiego, ale tego niebanalnego, z perspektywami na jutro i pojutrze.
    Mapka podróży krajowych Teatru im. Alberta Tison jest gęstą siecią poplątanych kresek oznaczających trasy ich przejazdów. Z góry na dół dokładnie wszystko, z lewej na prawą trochę mniej. Ale to i tak dużo jak na ten jeden zespół. Podobnie jak mapa musi wyglądać również kalendarz na przełomie minionych 5 lat. Nie ma w nim wolnych dni. Jak nie występ lub wyjazd to próba, przewóz sprzętu, warsztaty, festiwale, prezentacje.
    Jest w tym moim opisie trochę chaosu, wydarzenia nie biegną zgodnie obok siebie, lecz się przeplatają, zazębiają, przenikają jedne przez drugie. Ale tak samo też jest w życiu Jurka zespołu. Wielowątkowa akcja jak w mocno zawiłym romansie rycerskim. I tak chyba musi być - pełna ekspresja i żywioł. trudno sobie wyobrazić pracę teatru w innych realiach. Ale też nie można sobie pozwolić na rozluźnienie dyscypliny. Pewnych zasad nie wolno łamać i wszyscy o tym dobrze wiedzą. Bo w końcu reżyser musi pociągać za wszystkie sznurki.

Andrzej Łuczak

    Trudno dziś odtworzyć z pamięci pięcioletni okres pracy. Jeśli jednak wierzyć Jurkowej pamięci, to wyreżyserowali wspólnie przez ten czas 21 pozycji repertuarowych, a na 83 przedstawieniach odegrano 173 role.

 
 Tytuł spektaklu  Ilość
ról
 Ilość
spektakli
 Lekcja dykcji 13 3
 Pluskwa 10 6
 Pluskwa - Rocznik 70 10
 Księżniczka Magdalena 10 4
 Wahazar 10 10
 Śmierć Leszka Białego 6 1
 Bal w Operze 1 4
 Fragment Teatralny II 2 2
 Wariat I Zakonnica  3 1
 Szelmostwa Lisa Witalisa 15 2
 Jagiełło w Żninie 5 1
 Kopciuszek 15 5
 Dokąd tupta jeż  3 4
 Idem Per Idem In Memoriam 12 4
 Kabaret (II edycja) 3 3
 Marat/Sade 10 8
 Noc Długich Noży 6 2
 Jajo 4 5
 Wyprzedaż 12 4
 Murti-Bing 10 8
 Har-Magedon 13 2

 
    Sobota, godzina 21. Sala wypełniona ludźmi. Są koledzy, rodzice, działacze kultury, burmistrz, paru członków Rady Miejskiej, paru dyrektorów (byłych - również), nieco młodzieży z Warszawy, znajomi aktorzy. Nie wszyscy otrzymali zaproszenia na czas, nie wszyscy mogli. Mnie - przypadkowo zupełnie - kolega wyrwał z głębokiego snu. Nie przyjść na imprezę Teatru im. Alberta Tison? Nie, tego bym sobie nie darował.
    Jubileuszowy raut prowadzi szef taetru - Jerzy Lach. Oglądamy po jednej scenie z niektórych spektakli - od Lekcji dykcji do Har-Magedona.
    Po pięciu latach pracy teatralnej można już zawsze powiedzieć, co kto jest wart, co stworzył, co swą sztuką chce powiedzieć. I rzeczywiście: przez całe pięć lat oglądaliśmy - można powiedzieć - kolejne części tego samego przedstawienia, kolejne słowa na jeden temat, przy czym przesłanie - raz widoczne lepiej, raz widoczne gorzej - było wciąż to samo. Otóż teatr Lacha jest działaniem w imię destrukcji.
    Nie pamiętam już, kto to powiedział, wiem tylko, że hasło to było mottem wcześniejszego o 16 lat kabaretu działającego w żnińskim Liceum Ogólnokształcącym: D... i sztuka nie podlegają     upaństwowieniu. Pluskwa obśmiewała ludzi będących produktami komunizmu. Wahazar w piękny sposób pokazywał wymianę elit. Marat stawiał wielki znak zapytania nad sensem rewolucji. W ostatnim spektaklu ludzie w ubraniach z worka (skąd oni wzięli takie worki?) idą na kolanach i - niczym u Brechta - zanoszą w niebo skargę o pracę. Ten teatr też nie podlega upaństwowieniu. - Kiedyś trzeba było być teatrem politycznym, teraz nie trzeba być teatrem politycznym, a ja myślę, że teatr powinien być po prostu teatrem i mówić zawsze od siebie - rzekł reżyser między fragmentem jednego i drugiego utworu.
    Recenzje, jakie ongiś trupie ze Żnina wystawiono - że skupiają się głownie na formie, że to, co mówią, nie przystaje do rzeczywistości - były albo niedostrzeżeniem treści, albo sprzeciwem wobec niej. Oczywiście, że jest to - i był zawsze - teatr polityczny. Proszę nie traktować tego wartościująco, tak po prostu jest. A że swej "opcji" nie zmienił? Że tak, jak kiedyś mówił o przekształcaniu ludzi przez władzę w kukiełki, tak i teraz mówi o przekształcaniu ludzi w kukiełki, że bierze stronę szarego człowieka i pokazuje brudne palce władców? Że kiedyś Paweł Tucholski potrafił w twarz naszego żnińskiego establishmentu rzucić Tuwimowskie promieniująca KURWA MAĆ,  a teraz jego następcy wsuwają szpile w obecny establishment?
    Tak, ta sztuka jest wołaniem na rzecz destrukcji. Czy jest skierowana przeciw komuś? Nie, jest raczej próbą szukania wolności, pokazaniem złości z faktu, że tę wolność tak trudno (sposobami, których się chwytają bohaterowie) osiągnąć. Pokazaniem cierpienia, słabości charakteru, zniewolenia schematami i uzależnienia się - nawet od swojego ja.
    Godzina 23. Spektakle skończone. Żnińskie Towarzystwo Kulturalne wręcza jubilatowi rzeźbioną piątkę. Nikomu zbytnio się nie chce wychodzić, przy winie i rozmowie goście zasiadują się. Jak to goście. Co na scenie - to na scenie. Co w życiu - to w życiu.

Dominik Księski
Pałuki nr 15 (15/1991)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry