Komentarze

     To hasło w skrócie ujmuje problem Polskiego Cukru.

     Zacząć muszę od kwestii dla żnińskiej cukrowni nieistotnej, ale istotnej dla europejskiego rynku cukru. Gdyby na tym rynku obowiązywała wolna konkurencja, wtedy kupowalibyśmy po złotówce cukier z trzciny cukrowej, produkowany na południowej półkuli, a wszystkie cukrownie europejskie zbankrutowałyby, bo nie wyprodukują nigdy tak tanio (włączając przewóz). To, żeby ta branża w Europie zbankrutowała za cenę podwyższenia stopy życiowej w Brazylii jest - warto nadmienić - jednym z postulatów antyglobalistów. Ale wolnej konkurencji nie ma, w Europie Zachodniej są wysokie ceny cukru, do których właśnie dociągamy - dlatego cukier drożeje w sklepach i będzie drożał, bo polski rynek cukru przestaje być rynkiem polskim a zaczyna być europejskim.

    Ponieważ każdy kij ma dwa końce, to utrzymywanie wysokich cen cukru musi być zrównoważone wprowadzeniem limitów na jego produkcję. Stąd jest ustalana międzynarodowa wielkość produkcji, którą może rzucić na rynek dany kraj, koncern i cukrowania. 
     Przy tak mocnej regulacji (nie dziwmy się, że system Unii Europejskiej amerykanie nazywają socjalizmem) w dłuższej perspektywie jedyną szansą na zwiększenie zysku nie jest zwiększenie produkcji, tylko zmniejszenie kosztów. 
     I tu dochodzimy do problemu Krajowej Spółki Cukrowej i cukrowni w Żninie. Wyobraźmy sobie modelową sytuację, że mamy trzy cukrownie. W pierwszej roczne koszta produkcji wynoszą 100 milionów, w drugiej 150 milionów, w trzeciej - 200 milionów. Każda produkuje 100.000 ton cukru. Która lepsza? Jeszcze nie wiemy. Bo pierwsza nie może wyprodukować więcej, niż  100.000 ton, druga - 200.000 ton przy kosztach 200 milionów, trzecia - 300.000 ton przy kosztach 250 milionów. 
     Takiej sytuacji się bałem. Bo w takiej sytuacji oczywistym dla każdego będzie, że zamknięcie pierwszych dwóch cukrowni spowoduje, że te same 300.000 ton wyprodukuje ta trzecia przy całościowych kosztach 250, zamiast 450 milionów. 
     Na jesieni bałem się, że rzeczywiście zamknięcie żnińskiej cukrowni może mieć ekonomiczne uzasadnienie. Nie ma. 
     Część polskiej gospodarki zależnej od Skarbu Państwa nie kieruje się zasadami rynkowymi. Decyzja o zamknięciu żnińskiej cukrowni ma przyczyny kumotersko-układowe, a nie ekonomiczne. Powtarzam - ukręcenie Żninowi głowy to główny cel działań jednego z członków zarządu Krajowej Spółki Cukrowej (instytucji gospodarczej) - Lechosława Draegera - polityka z Nakła, którego najistotniejszym celem (politycznym) jest ochrona nakielskiej cukrowni. 
     Nic dziwnego, że w telewizyjnej dyskusji panowie z KSC okazali się cieniutcy jak trawka. Bo nie mają argumentów. Żnińska cukrownia - choć mała - ma najlepsze wyniki ekonomiczne w koncernie. A inne, których się nie likwiduje, są tej samej wielkości.  Argument o starej kotłowni litościwie pominę.
     Cukier więc nasz. My go umiemy produkować, my dobrze zarządzaliśmy zakładem. Kilka lat temu inne cukrownie, by przetrwać, łamały prawo i sprzedawały towar poniżej minimalnej ceny (też socjalizm, ale obowiązywał) - my nie musieliśmy, bo mieliśmy niskie koszta produkcji. Dla Skarbu Państwa wypracowywaliśmy zysk. Płaciliśmy regularnie rolnikom. Wchodziliśmy do spółki w doskonałej kondycji. Więc cukier - nasz. 
     Dług - wasz. Bo inne zakłady (a jest ich większość) wchodzące w skład KSC są zadłużone po uszy i ze względu na te długi cała spółka ma kłopoty z kredytami bankowymi. 
     My, mieszkańcy powiatu żnińskiego, na własne oczy doświadczamy więc niekompetencji, arogancji i ekonomicznego myślenia do tyłu. Widzimy po raz kolejny, jak źle nasze państwo jest rządzone. 
     Nie łudźmy się, że ci, którzy pomagają żnińskiej cukrowni, będą nim umieli rządzić lepiej. Ani "Samoobrona", ani LPR, ani SLD nie mają pomysłu na gospodarkę. Bo nie o to chodzi, aby nie zamykać żadnej cukrowni. Chodzi o to, aby zamknąć nierentowną, podejmując decyzję uzasadnioną gospodarczo, a nie politycznie. 
     Bo koncern Polski Cukier - by przetrwać - musi obniżać koszta produkcji. Inaczej cały zbankrutuje. I - niestety - to mu wróżę, patrząc na to, jak się nim zarządza. 

Dominik Księski
Pałuki nr 636 (17/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry