Komentarz
   Błędy w dyktandzie
     Nie milkną echa po I Gminnym Dyktandzie o Pióro Burmistrza Żnina. Niestety nie tylko z tego powodu, że to dobry pomysł, ale przede wszystkim dlatego, że zakończyło się ono - ni mniej ni więcej - skandalem.

     Podstawowym błędem organizatorów, który pociągnął za sobą kolejne, i zaważył tym samym na jego prestiżu, było wykorzystanie dyktanda, które już kiedyś na konkursie się znalazło. Przypomnijmy, było to dyktando autorstwa prof. Jerzego Podrackiego Marzenia i mrzonki, które pisali uczestnicy eliminacji konkursu o tytuł Mistrza Polskiej Ortografii w 1999 r. Czy wzorem innych miast nie można było zamówić oryginalnego tekstu? Myślę, że chętnych do napisania by nie brakowało.
     Skutkiem tego błędu, dyktando można było przed konkursem znaleźć w Internecie, gdyż było powszechnie dostępne. Kto przygotowywał się do dyktanda na podstawie tekstów z poprzednich konkursów, a pewnie takich osób było niemało, mógł trafić i na ten, co dyskwalifikuje organizatorów i unieważnia konkurs, nawet jeśli żaden z laureatów nigdy go wcześniej na oczy nie widział. W Żninie mówi się o przecieku, a przecież nie musiało go wcale być, bo wybierając właśnie takie dyktando sprzed lat organizatorzy sami dokonali, zapewne zupełnie nieświadomie, przecieku publicznego. W dobie wszechobecnego Internetu była to z ich strony duża naiwność i lekkomyślność, zresztą ze szkodą dla samego konkursu, którego idei nikt przecież nie podważa. Można powiedzieć, iż w tej sytuacji zabrakło organizatorom czujności i wyobraźni.
     Wybór tekstu z 1999 roku skutkował też jeszcze jednym błędem, może nawet poważniejszym, bo odsłaniającym niekompetencję ortograficzną organizatorów. Chodzi mianowicie o traktowanie przez jury jako błąd pisowni z łącznikiem nazwy miejscowości Busko-Zdrój, podczas gdy od 2004 roku jest ona zatwierdzona przez Radę Języka Polskiego jako jedynie obowiązująca. W 1999 roku pisownia bez łącznika była jeszcze poprawna, ale od 8 lat już nie jest. Nikt z organizatorów, a pewnie i wielu uczestników konkursu, nie zdawało sobie z tego sprawy.
     Nie był to jedyny błąd. Wiadomo, że aby mieć szansę poprawnego napisania tekstu, musi on być poprawnie przeczytany. Niestety na tym dyktandzie to nie nastąpiło - fragmenty podawanego piszącym tekstu często mijały się z podziałami składniowymi. Postawić przecinek tam, gdzie powinien stać zgodnie z regułami interpunkcji? Tam, gdzie został przeczytany?
     Innego rodzaju nietrafioną decyzją była pora, na którą wyznaczono pisanie dyktanda, a więc dzień powszedni i środek dnia. Któż w takim terminie może sobie pozwolić na sprawdzenie swojej wiedzy z zakresu ortografii? Jedynie chyba uczniowie, którzy posłużyli w takiej sytuacji za wypełniaczy sali, ciesząc się zapewne, że nie muszą być w szkole na lekcji np. matematyki. Błąd z terminem spowodował, że na sali była niemal wyłącznie młodzież. Frekwencja innych mieszkańców o tej porze musiała być znikoma, a należy podkreślić, iż było to gminne dyktando. Rodzi się pytanie, ile osób spoza Żnina (nie licząc uczniów dojeżdżających do szkoły) wzięło udział w konkursie? Czy dano im szansę sprawdzenia swojej ortograficznej wiedzy? A co ze studentami, którzy w środku tygodnia byli na uczelni i też zostali z dyktanda już na starcie wykluczeni? Wiadomo że żaden termin nie jest idealny, ale wybrano chyba najgorszy z możliwych. Czyż nie można było przeprowadzić konkursu w sobotę bądź w niedzielę? Wówczas mielibyśmy miarodajny obraz faktycznie zainteresowanych konkursem, z możliwością udziału w nim większej liczby osób z całej gminy, a nie tylko ze Żnina.
     Niedogodna pora konkursu sprawiła też, że kilku nagrodzonych nie mogło wziąć udziału w ceremonii wręczenia nagród, a i sala była w tym czasie niemal pusta, bo młodzież w konkursie udział wzięła, ale już na ogłoszeniu wyników w większości się nie pojawiła, bo już była po lekcjach albo nie mogła się urwać z kolejnych.
     Przyjęło się mówić, że błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi, aczkolwiek poprawiać je trzeba. Do pewnego stopnia błędy usprawiedliwia również fakt, że to dopiero początek przygody Żnina z dyktandem. Dlatego można być raczej pewnym, iż kolejne edycje będą stały na wyższym poziomie organizacyjnym.
     W przyszłym roku, bo organizatorzy zamierzają kontynuować konkurs (co oczywiście należy pochwalić), przede wszystkim powinno się zamówić tekst u uniwersyteckiego językoznawcy, któremu można podsunąć kilka nazw własnych z naszego regionu do wykorzystania, aby nadać zarazem wydarzeniu charakter lokalny. Zalakowaną kopertę należałoby otworzyć - jak na egzaminie - dopiero przed samym dyktandem. Wówczas błędów i kontrowersji, które pojawiły się przy okazji tegorocznego konkursu na pewno da się uniknąć.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1048 (11/2012)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry