Komentarz
Miałem sen
    Moja poniedziałkowa rozmowa z wiceprezesem KSC Stanisławem Pawlakiem rozwiała wszelkie wątpliwości co do przyszłości cukrowni. Wcześniej myślałem, że jest szansa na to, że przez rok będzie jeszcze działać. Dziś twierdzę, że nie.

     Moje pierwsze przypuszczenie wzięło się z tego, że Ministerstwo Skarbu poparło postulat pracowników, który mówił o utrzymanie jeszcze przez rok produkcji cukru w Żninie. Takie stanowisko miało być przekazane zarządowi KSC na piątkowym zebraniu Rady Nadzorczej. Stanisław Pawlak powiedział wprost, że ze strony ministerstwa nikt nie mówił o zmianie decyzji o likwidacji cukrowni. Co się zatem stało? Mówi się, że przed rozpoczęciem owego zebrania prezes KSC Krzysztof Kowa wziął na stronę wiceministra skarbu Józefa Woźniakowskiego i powiedział mu albo Żnin zostaje, albo zarząd poda się do dymisji, a Polski Cukier pada. I co miał zrobić wiceminister. W takim wypadku najlepiej było nic nie mówić. I na zebraniu milczał.
     Nie bez znaczenia jest także fakt, że jesteśmy w chwili formowania nowego rządu przez Marka Belkę. Leszek Miller odchodzi i wraz z nim jego ministrowie. KSC chce przeprowadzić reformę zanim przyjdzie nowe. Z jednej z ogólnopolskich rozgłośni radiowych dowiedziałem się, że w rządzie Belki ma być doradczyni prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Katarzyna Duczkowska-Małysz. Tak, to ta sama pani, która w telewizyjnym programie "Na żywo" kazała zarządowi KSC wycofać pismo o likwidacji cukrowni. Nowa władza mogłaby zatem odrzucić plan restrukturyzacji KSC. Pozostaje tylko pytanie, jaki resort obejmie Katarzyna Duczkowska-Małysz i czy w ogóle będzie ministrem skarbu.
     Pielgrzymki parlamentarzystów do żnińskiej cukrowni były jedną wielką mistyfikacją. Zarówno prawica jak i lewica nie zrobiły nic co wcześniej deklarowały. Rację ma wiceprezes Stanisław Pawlak mówiąc, aby politycy nie składali obietnic bez pokrycia. Przyznaję, że największe przedstawienie urządził Jerzy Wenderlich. Posłom "Samoobrony" rzucanie haseł bez pokrycia można jeszcze wybaczyć. Oni robią to zawsze. Zresztą cóż to były za obietnice: "Jak wygramy wybory, to żadna cukrownia nie zostanie zlikwidowana". Jak ja wygram wybory, to Żnin będzie stolicą Polski.
     Blef w wykonaniu posła Wenderlicha jest o tyle bolesny, że wszyscy uważali go za tego, który naprawdę może pomóc. otwarcie mówił o utrzymaniu cukrowni, a po tygodniu okazało się, że stoi na równi z posłami "Samoobrony". Z takimi samymi hasłami i deklaracjami bez pokrycia. Po zachowaniu polityków SLD bliskich Leszkowi Millerowi widać, jak ta partia stacza się w dół. Lokalni działacze nie mają wsparcia z góry, bez którego najbliższe wybory z pewnością będą przegrane.
     Same władze KSC nie cofną decyzji o likwidacji cukrowni i ja ich po części rozumiem. Spróbowałem wejść w skórę członków zarządu i doszedłem do wniosku, że zmiana decyzji o likwidacji cukrowni byłaby podcinaniem gałęzi, na której siedzą. Restrukturyzacja jest dla zarządu pępowiną, jaka ich łączy ze środkami na zakup surowca i dokapitalizowanie spółki. Jeśli nie będzie restrukturyzacji, nie będzie pieniędzy, jak nie będzie pieniędzy, to spółka pada, a jak pada, to tracimy pracę. Kto przy zdrowych rozsądkach podejmie decyzję, dzięki której może pozbawić się zatrudnienia. Ja sam takiej decyzji nie podjąłbym.
     KSC ma długi, bo cukrownie, które przejęła ją miały. Kilka zarządów nie mogło się uporać z restrukturyzacją i pojawiła się szansa, że wreszcie coś się zmieni. Zresztą muszę przyznać, że między tym a poprzednim zarządem widoczna jest różnica. Ale trzeba przyznać, że zarząd popełnił kilka grzechów, za które my, jako mieszkańcy Żnina, rozgrzeszenia dać nie możemy. Grzechem głównym było zwlekanie i zwodzenie wszystkich z podjęciem decyzji o zaprzestaniu produkcji w Cukrowni Żnin. Pracownicy i plantatorzy chcieliby mieć pewność co do własnej przyszłości, a tak z dnia na dzień pozbawia się ich perspektyw.
     Na razie nawet nie wiedzą czy będą pracować w innych zakładach czy w Żninie, na jakich zasadach jedni zostaną na miejscu, a drudzy będą wyjeżdżać. Gdzie buraki odstawią plantatorzy? Te pytania nurtują wszystkich. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby przesunięcie decyzji o rok. Nie byłaby to zmiana decyzji o likwidacji. Nastąpiłaby ona, ale rok później. W tym czasie można poszukać  inwestora, zaplanować nową produkcję w starym zakładzie.
     Nie wiem jak skończy się protest głodowy i blokada magazynów. Pracownicy są zdesperowani. Wszelkie formy dialogu - ich zdaniem - wyczerpały się. Politycy ich oszukali, a zarząd twardo stoi przy swoim.
     W latach sześćdziesiątych pewien amerykański pastor Martin Luther King walczył o równouprawnienie dla mieszkających i dyskryminowanych w USA czarnych. Słynne stało się jego przemówienia zaczynające się od słów "I have a dream" (pol. Miałem sen). Pracownicy także mieli sen, że ich wysiłek zostanie nagrodzony, że zakład będzie działał rok, a oni będą mogli pracować. Ja miałem sen, że likwidacji cukrowni towarzyszyć będzie przestawienie jej na inną produkcję.
     Martin Luther King mówił o równości między ludźmi. My też powinniśmy o tym mówić, bo coraz częściej w naszym kraju jest tak, że są równi i równiejsi.

 Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 637 (18/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry