Reklama w kalendarzu

Komentarz
Kult interpelacji, kult burmistrza
    Ciekawą metamorfozę poglądów przechodzi burmistrz Duszyński.

     Gdy w poprzedniej kadencji Rady Miejskiej pytania i interpelacje stawiał na sesjach Rady Miejskiej Przemysław Majcherkiewicz, to w burmistrzu aż się gotowało. Potrafił to złośliwie i ironicznie skomentować. Przygryzał i przycinał radnemu. Denerwował się na to, że radny przygotowuje się do sesji i wie o czym mówi zadając pytania. Takim kulminacyjnym momentem okazywania zdenerwowania było zazwyczaj oskarżanie radnego o to, że on sam był zastępcą burmistrza przez 16 lat, to mógł to sam zrobić, a nie teraz zadawać pytania.
     Burmistrz nie przewidział jednak, że punkt interpelacje powoli stawał się wręcz kultową częścią każdej sesji. Radnego w poprzedniej kadencji wspierał w ilości interpelacji radny Nawrot i radny Olejnik. Wtedy burmistrz wyciągnął kolejny oręż. Cała trójka to pracownicy Starostwa Powiatowego i na pewno interpelacje to element dywersyjnej polityki niechętnego mu powiatowego środowiska ludowców.
     I czego się doczekaliśmy.
     Mamy nową kadencję. Nie ma już radnego Majcherkiewicza, a interpelacje nie umarły. Ziarno zasiane przez niego trafiło na podatny grunt nie tylko ludowców, ale także coraz częściej radnych pozostałych klubów. Dzisiaj ten punkt razem z odpowiedziami burmistrza rozrasta się czasami do 2 godzin.
     Gdy na wrześniowej sesji znowu zadano ponad 20 interpelacji oniemiałem, gdy usłyszałem, jak skomentował to burmistrz Duszyński. Bardzo dużo pytań padło, co świadczy o państwa aktywności i bardzo dobrze - powiedział. Co się stało? Szybko minęła mi wiara w odmianę burmistrza. Na sali siedział po prostu senator PO Jan Rulewski i burmistrz inaczej nie mógł. Zagrał wizerunkowo. Chciał, by w Bydgoszczy na salonach mówiono, że burmistrz szanuje demokratyczne reguły gry.
     Rozrastającemu się kultowi interpelacji towarzyszy duże zainteresowanie sołtysów i gości przychodzących na sesję. Sala w tym czasie zawsze jest pełna. Samo przyjmowanie uchwał już tak nie wielu interesuje, dlatego po pierwszej ogłoszonej przerwie sala pustoszeje. Zauważyła to radna Sarnowska, która w wyścigu na ilość interpelacji nie bierze udziału i zaproponowała, by przenieść je na koniec sesji. W domyśle chciała, by sołtysi i goście wytrzymali na sesji dłużej niż tylko przez pierwsze punkty.
     A wyścig na interpelacje trwa.
     Kulminacyjnym momentem wyścigu jest ogłoszenie szczęśliwych liczb przez przewodniczącą Kujawę. To taki moment jak szóstka w Toto Lotka. Przewodnicząca odczytuje: Nawrot - 7 interpelacji, Golis - 3 interpelacje, Stochliński - 2 interpelacje, Gajewicz - 6, Szarzyńska - 2, itp. W taki sposób jest podsumowana aktywność radnych na poprzedniej sesji i wywiązywanie się burmistrza z odpowiedzi na interpelacje - także odpowiedzi pisemne.
     Jest jeszcze jedna zmiana zauważalna od kilku miesięcy w postępowaniu burmistrza.
     Gdy w poprzedniej kadencji, radny Majcherkiewicz prosił kilka razy o spotkanie wszystkich radnych z burmistrzem we wrześniu na etapie tworzenia kolejnych budżetów - zawsze usłyszał, że takich spotkań nie będzie lub jakieś inne wymijające odpowiedzi.
     Teraz na taką samą propozycję radnych mówi tak: - To jest dobry pomysł, aby się spotkać i omówić prace na temat tworzenia przyszłorocznego budżetu.
     Do takiego spotkania doszło.
     Osobiście jestem załamany tym co zobaczyłem. Burmistrz ustawił sobie spotkanie tak jak chciał. Stworzył pozory, że radni razem z nim uczestniczą w wielkim dziele tworzenia projektu budżetu, a tak naprawdę wszystko ograniczyło się do totalnej niemocy. Nie padły żadne konkretne informacje. Tego nie było, tamtego nie ma, nic nie wiadomo, dopiero się okaże. Tak mniej więcej wyglądała dyskusja. Do tego dyrektorzy wydziałów ciągle podrzucali burmistrzowi, że on wie to, wie tamto i wszystko wie najlepiej. Kult jednostki albo film Miś. Można coś skręcić na festiwal filmów satyrycznych, które szykuje dyrektor Szymański w MDK.
     Ale burmistrz osiągnął efekt psychologiczny. Wciągnął radnych w tę grę i to na jego warunkach. Tak naprawdę radni nic nie osiągnęli, nic nie przeforsowali z własnych pomysłów, ale mam wrażenie, że byli zadowoleni, bo zostali dopuszczeni przez burmistrza do stołu, gdzie projekt budżetu się przygotowuje, smaży, piecze i przyrządza.
     Burmistrz jeszcze przed tym spotkaniem mówił: - Jedno niebezpieczeństwo widzę, po pierwsze koncert życzeń - nie wiadomo skąd wziąć pieniądze na to. I to, że jesteście państwo przedstawicielami okręgów jednomandatowych, a więc małych okręgów i zawsze będziecie walczyć, żeby jak najwięcej zrobić u państwa w tych okręgach wyborczych. Przepraszam, ze sobie pozwalam to powiedzieć. Natomiast ja jestem burmistrzem całej gminy i muszę myśleć o całej gminie.
     Sprytny zabieg socjologiczny. Prawda jest taka, że praca 21 radnych rozkłada się równomiernie na całą gminę. Gdyby realizować w każdym z okręgów wyborczych różne rzeczy, to cała gmina będzie zadowolona. Burmistrz mógłby wtedy powiedzieć, że jest burmistrzem wszystkich.
     I tu dochodzimy do sedna sprawy.
     Leszek Duszyński zorientował się po wywróceniu mu tzw. prezydium Rady, że daleko nie zajedzie stosując dotychczasową politykę. Stara się otworzyć na wszystkich radnych, nie patrząc na opcje polityczne. Dlatego zaprosił radnych do dyskusji o przyszłorocznym budżecie gminy.
     Dziś zadaję sobie tylko jedno pytanie. Czy radni zgodzą się na dyktat burmistrza i taki rodzaj współpracy, który jest wygodny dla niego, i zabezpiecza tylko jego interesy. Spotkanie w bibliotece pokazało, że ta taktyka na razie wygrywa. Burmistrz osiągnął swój cel, a radni są zadowoleni, że mogli się z nim spotkać w mniej oficjalnym miejscu.
     Przemysławowi Majcherkiewiczowi na pewno nie chodziło o taki rodzaj wpływu radnych na kształt kolejnych budżetów gminy Mogilno.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1234 (40/2015)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry