Rozmowa z Dominikiem Księskim, założycielem i wydawcą Tygodnika "Pałuki", prezesem ogólnopolskiego Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.
  
   Turystyka Kulturowa: Nie jest Pan „rodowitym” Żninianinem. A przecież także po studiach znowu wrócił Pan tutaj właśnie i to wrócił jako jeden ze "spiritus movens" tego miasta i całego regionu, jeden z tych, którzy nadają mu jego dzisiejsze oblicze. Co było wyzwalaczem dla takiego przywiązania i takiej aktywności na rzecz małej ojczyzny z wyboru?

   Dominik Księski: Mieszkam w Żninie w wyniku konsekwencji pierwszej wojny światowej – to chyba stara metryka? Wyboru dokonał stryj mej babci, Franciszek Malisz – potem były już tylko oddziaływania magnetyczne. Moi dziadkowie zamieszkali w Żninie w maju 1945 roku, po opuszczeniu Kresów. Tato w latach pięćdziesiątych wyjechał stąd na studia w świat, ja z tego świata w latach siedemdziesiątych wróciłem. Magnesem Żnina jest jego piękno, ludzie, tradycje, zwyczaje. To, że urodziłem się w Lublinie, nie przeszkadza mi w tym, żeby być ze Żnina.
   Wiadomo, że o Pałukach pisano sporo i od dawna, miały one też szczęście do wybitnej regionalistki w osobie Wandy Dobaczewskiej, która - tak jak Pan później - wybrała to miejsce dla siebie i swojej twórczości. Czy jest taka książka, która najlepiej oddaje pałuckiego ducha i pałucką tożsamość, a może taka, od której trudno się oderwać, gdy się jest stąd i czuje "po tutejszemu"?
   DK: Nietrudno wskazać: to wywiad - rzeka Wiesława Zajączkowskiego z Walentym Szwajcerem – odkrywcą Biskupina.
   Dziś Pałuki dość powszechnie identyfikuje się ze Żninem, jest on nawet nazywany ich niekwestionowaną stolicą. Tymczasem to obszar znacznie większy niż powiat żniński a i różne miejsca są wskazywane jako jego historyczne stolice. Skąd się wziął tak oczywisty prymat Pańskiego miasta w czasach najnowszych?
   DK: O tym, gdzie są Pałuki, wiedzą tylko ci, którzy tu mieszkają. A że żniniacy najczęściej przyznają się do tego, że są z Pałuk - to sprzyja identyfikacji.
   Kto zasłużyłby według Pana na tytuł Żninianina wszechczasów? Czy któryś z ludzi tego regionu znacznie bardziej niż inni wywarł swoje piętno na dziejach tej ziemi, a może najbardziej ze wszystkich wsławił ją w skali kraju?
   DK: Nominację powinni dostać: Jakub ze Żnina – arcybiskup gnieźnieński, który po śmierci Krzywoustego nadzorował podział dzielnicowy Polski, Klemens Janicki – najwybitniejszy polski poeta przed Kochanowskim, Jan Śniadecki – profesor Akademii Krakowskiej, Jędrzej Śniadecki – twórca polskiej terminologii chemicznej. Myślę, że tytuł ten należałby się Braciom Śniadeckim – obu naraz. Mówi się bowiem o Żninie: Gród Śniadeckich, a to wyraźny sygnał. Odczuwalne do dziś piętno wywarła zaś na Żninie rodzina Krzyckich – przedwojennych przedsiębiorców, drukarzy i redaktorów prasy; najbardziej znaną w Polsce żnińską gazetą była przed wojną „Przyjaciółka” – dwutygodnik o nakładzie 250.000 egz., prekursor masowej prasy kobiecej w Polsce.
   Jaki typ szeroko pojętej aktywności kulturalnej i jacy przedstawiciele tej dziedziny stanowią Pańskim zdaniem najważniejsze i najciekawsze wizytówki współczesnej Ziemi Żnińskiej?
   DK: Nie widzę niczego, co by było typowe – jak na przykład koniakowskie koronki. Żnin jednak zaznacza się na mapie kraju w kilku dziedzinach i zawsze to jest związane z konkretną osobą. Po pierwsze – teatr i to jest Jerzy Lach, którego już w Żninie nie ma, ale który stworzył w latach dziewięćdziesiątych teatr szkolny tak dobry, że pisały o nim ogólnopolskie gazety. Po drugie – piosenka turystyczna i to jest Marek Nowak, którego zespół Paszczurki zdobył na ogólnopolskich festiwalach wiele nagród. Po trzecie – szkolna gazeta „Wzrok Ludu”, od kilkunastu lat zdobywająca regularnie pierwsze nagrody w rozlicznych konkursach dla gazet szkolnych - to z kolei jest praca Tomka Kanarkowskiego i Darka Żelaznego.
   Czy Pańskie miasto ma jakieś może mniej znane, ale magiczne miejsce, o którym można opowiadać długo, lub może właśnie bez wielu słów długo tam przesiadywać i czuć się wyjątkowo, tak najbardziej tutaj?
   DK: To miejsce jest bardzo znane. Rynek i ławeczki pod wieżą dawnego ratusza, zwaną basztą. Jest nawet piosenka – napisana w dobrym, przedwojennym filmowym stylu przez żniniaka, Gabriela Leśniewskiego: „Spotkamy się przed starą basztą...”. Żnin swych uroków nie chowa. Jest pięknym pod względem urbanistycznym małym miasteczkiem. Widać to w albumie Zbigniewa Zwierzykowskiego „Żnin na starych pocztówkach”: z jednym wyjątkiem każdy fragment miasta jest bez trudu rozpoznawalny, prawie wszystkie budynki, które zostały sfotografowane sto lat temu – stoją nadal.
   Od czasu odkrycia osady w Biskupinie Żnin jest kojarzony z tym niezwykłym miejscem. Czy Żninianie w swojej masie identyfikują się z "Polskimi Pompejami", odczuwają ich pozytywny wpływ na popularność także swojego miasta, czy może czują się nieco przytłoczeni sławą tej niewielkiej wioski?
   DK: Choć Biskupin leży w gminie Gąsawa, każdy żniniak traktuje go jak własne przedmieście – co to jest sześć kilometrów? Tam się jeździ na wagary kolejką wąskotorową, tam się dorabia jako przewodnik, tam się sprzedaje pamiątki. Zagadnienia archeologiczne w szkołach są traktowane z naciskiem i tchnienie tego olbrzyma kultury, jakim jest Biskupin, cały czas w mieście czuć.
   Czy czujecie Wy, Żninianie obecność i funkcjonowanie kulturowego Szlaku Piastowskiego na Waszej ziemi? Jak ocenia Pan jego wpływ na życie gospodarcze powiatu, na ile wpływa na kształt jego życia kulturalnego?
   DK: Miasta leżącego o kilka godzin jazdy konnej od stolicy Piastów nie można pominąć na Szlaku Piastowskim. Na szczęście turyści nie zmieniają oblicza miasta, nie dominują w nim. Żnin można cały czas zwiedzać jako normalne, małe miasteczko, przyjazne turystom, ale nie żyjące głównie z nich. Wpływu na gospodarkę powiatu Szlak Piastowski wielkiego nie ma, a życie kulturalne zależy od nas.
   Gdyby miał Pan (a na pewno miewa) zaprzyjaźnionych gości z daleka na dwa, trzy dni, gdzie by ich Pan zaprowadził lub zawiózł, co by im Pan koniecznie pokazał w swoich okolicach?
   DK: Gotyckie kościoły, współczesne muzea i średniowieczny układ urbanistyczny miasta. Trzeba posiedzieć na rynku, przejść się wieczorem nad jeziorem i na molo, a rano popłynąć kajakiem do Biskupina. Potem warto wybrać się rowerem na objazd półwyspów z nie odkopanymi grodami podobnymi do biskupińskiego i grobowców megalitycznych – Złotowo, Kierzkowo. Dla młodzieży – gra terenowa „szukamy głazu narzutowego w Annowie”. Lubię wieczorne wypady samochodem na poszukiwania zwierząt przez lornetkę: wpadają w nasze szkła zające, sarny, olbrzymie gęsi, czasem jeleń. Nie zapomniałbym też o pieszej wycieczce lasami nad jeziorem Chomiąskim czy Oćwieckim. A jeśli moi goście by surfowali, nie mogliby zapomnieć o desce – taka piękna fala, jaką mają po wschodniej stronie Dużego Jeziora Żnińskiego zdarza się w Polsce niezmiernie rzadko.
   Czy Pana zdaniem turystyka kulturowa nie odkryła jeszcze jakiegoś cennego albo niezwykłego miejsca w mieście lub okolicach, albo odkrywa je zbyt powoli, kto i co mógłby na tym zyskać?
   DK: Cały czas nie ma kompleksowej oferty kulturowo-rekreacyjnej dla aktywnych miłośników archeologii z całego świata.
   Czego Pańskim zdaniem brakuje w Ziemi Żnińskiej najbardziej w punktu widzenia nowoczesnej turystyki? Za co w pierwszym rzędzie powinni wziąć się ci, którzy za to na miejscu odpowiadają?
   DK: Brak pomysłów, które sprzęgałyby walory przyrodnicze, kulturowe i rekreacyjne Pałuk w formie zintegrowanych, wielobarwnych propozycji.
   Gdzie się w Żninie lub w pobliżu najlepiej jada, gdzie są potrawy, jakich nie ma nigdzie indziej, panuje najlepsza atmosfera na miłą kolację - a może to nie jest tylko jedno miejsce?
   DK: Jadam wyłącznie w domu, a gdy wyjeżdżam na urlop, gotuję na ognisku w kociołku, więc nie mam wiedzy, by odpowiedzieć na to pytanie. Dawniej poleciłbym żnińskie piwo, ale browar jest zamknięty i po piwie żnińskim pozostała tylko piosenka Jaka Kowalskiego (Monogramisty JK).
   Kiedy najlepiej przyjechać do Żnina: w jakiejś szczególnej porze roku a może na czas jakiegoś niepowtarzalnego eventu, imprezy?
   DK: Myślę, że jesień jest najciekawsza. Polecam festyn archeologiczny w Biskupinie (w tym roku od 13 do 21 września), jarmark Sztuki Ludowej (21 września). Pałuki są wspaniałym turystycznie miejscem, bo jest tu wszystkiego po trochu i mają w miniaturze wszelkie atrakcje zarówno krajoznawcze, kulturalne, historyczne, jak i sportowo-rekreacyjne: zamki i konie, muzea i plaże, głazy narzutowe i letnie koncerty, pałac w Lubostroniu i zaniedbane zakątki – na przykład walący się dworek beatyfikowanej przez Jana Pawła II Matki Marii Karłowskiej w Karłowie – patronki Pałuk. Megality i rowery. Środek Europy pod Kcynią i mistrzostwa motorowodne. Kajaki i Szlak Piastowski. Moreny i Szlak Cysterski. Zawody w powożeniu. Targi rolne. Dąbrowy. Jeziora. Paryż, Rzym, Wenecję...
   TK: Dziękujemy za wspólny spacer po dziejach i teraźniejszości Pańskiego miasta.

 

Artykuł przedrukowany z Turystyki Kulturowej nr 2/2009 z lutego 2009 r.

(data wydania: 29 stycznia 2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry