Tadeusz Wilk złożył wniosek formalny, by z programu sesji usunąć projekt uchwały o zmianach stawek za śmieci i wstrzymać się z tymi decyzjami do czasu rozstrzygnięcia nowego przetargu fot. Sylwia Wysocka
Tadeusz Wilk złożył wniosek formalny, by z programu sesji usunąć projekt uchwały o zmianach stawek za śmieci i wstrzymać się z tymi decyzjami do czasu rozstrzygnięcia nowego przetargu fot. Sylwia Wysocka

Kcynia, ZGKiM, PSZOK, uchwała, odpadki, stawki, podwyżka
    
     Ogłoszony zostanie nowy przetarg i w przypadku wyboru innej firmy nawet 30 pracowników ZGKiM straci pracę. Proponowana uchwała zakładała stawki 12,50 zł za segregowane i 36 zł za odpady zmieszane, co miało zapewnić finansowanie działalności PSZOK do końca roku. Teraz Urząd Miejski musi środków szukać gdzie indziej.

     Na wspólnym posiedzeniu komisji Rady Miejskiej w Kcyni wśród projektów uchwał znalazł się projekt zmian stawek za odbiór nieczystości stałych, zarówno segregowanych, jak i zmieszanych.
     Przed rokiem wprowadzone zostały zmiany stawek, czemu przyświecały dwa cele: zbilansowanie systemu, który powinien być finansowany wyłącznie z opłat pobieranych od mieszkańców oraz zmobilizowanie ich do segregacji odpadów w celu osiągnięcia minimalnej ilości poziomu recyklingu. Poziom recyklingu wyniósł w omawianym okresie 20%, jednakże od przyszłego roku będzie on systematycznie zwiększany. - Wymaganego poziomu recyklingu nie osiągniemy, jeżeli nie będziemy mobilizowali mieszkańców do segregacji odpadów. Dodatkowo okazało się, że za miniony rok zabrakło nam do zbilansowania systemu ponad 40.000 zł i otrzymaliśmy opinię z RIO o przedłożonym sprawozdaniu z wykonania budżetu za 2015 rok, gdzie jest uwaga dotycząca braku zachowania zasady finansowania systemu gospodarowania odpadami, który w całości winien się finansować z opłat uzyskanych od mieszkańców. Opinia składu orzekającego wnosi o podjęcie takich działań, by zrealizować normę prawną i system gospodarki odpadami komunalnymi się samofinansował - wyjaśniała wiceburmistrz Bogna Adamska.
     PROBLEM Z PSZOK-IEM
     Wiceburmistrz zaznaczyła, że Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Kcyni wypowiedział gminie obsługę PSZOK-u, w związku z czym od lipca należy zabezpieczyć dodatkowe środki na pokrycie działalności punktu. Efektem rozmów włodarzy z prezesem ZGKiM Henrykiem Grobelnym jest porozumienie, że zakład komunalny będzie prowadził PSZOK do końca roku na podstawie odrębnej umowy.
     W okresie wakacyjnym rozpisany zostanie przetarg, który w całości będzie obejmował gospodarkę odpadami w gminie, czyli zbiórkę i wywóz oraz działalność punktu selektywnej zbiórki.
     Piotr Mantych zajmujący się gospodarką odpadami w gminie wyjaśniał, że obecnie obowiązują stawki: 12 zł od osób segregujących, których jest 7.661 i 19 zł od odstawiających odpady zmieszane, a takich osób jest 3.318. Zadanie za 2015 rok nie bilansuje się na kwotę 41.718,95 zł. Takie same stawki od lipca oraz 15.000 zł miesięcznie na funkcjonowanie PSZOK spowodowałoby niezbilansowanie systemu na kwotę 240.000 zł i to jeszcze przy założeniu, że 90% mieszkańców segreguje odpady.
     Obecnie na mocy aktu powierzenia, PSZOK-iem zarządza ZGKiM, który przedstawił sprawozdanie finansowe i straty z funkcjonowania punktu, gdzie koszty są większe niż sprzedaż odzyskanych materiałów.
     Radna Dorota Tecław podkreślała, że nie ma żadnych działań ze strony zakładu prowadzącego gospodarkę odpadami, by obniżyć koszty. - Paliwo staniało a koszty rosną, nie chodzi nam o zmniejszenie a utrzymanie dotychczasowych stawek - mówiła Dorota Tecław.
     Bogna Adamska wyjaśniała, że obecnie gmina ma ograniczony wpływ. - Ogólnie stawki zawarte są w przeprowadzonym przetargu i nie możemy mówić wykonawcy, że ma zmniejszyć koszty, bo staniało paliwo a on nie ma prawa żądać od nas dopłaty, gdyby to paliwo zdrożało - tłumaczyła Bogna Adamska. Zapewniła, że z rozmów prowadzonych z innymi gminami wie, że gminy do PSZOK-ów dopłacają, bo śmieci nie są taką żyłą złota, jak to zapowiadano. - Dodatkowo jest wiele firm mobilnych, które jeżdżą po wsiach i odbierają elektrośmieci, folie rolnicze, to co się opłaca zbierać i sprzedawać. Podbierają opłacalne odpady ZGKiM a zakład komunalny odbiera całą resztę, w tym też te zupełnie nieopłacalne - podkreślała Bogna Adamska.
     Koszt funkcjonowania PSZOK wzrósł w stosunku do roku 2014 o 31,65% a ilość odpadów przerobionych w punkcie wzrosła o 1/4, co też wymaga większych nakładów pracy.
     Wiceburmistrz odpowiadając na pytanie radnego Zbigniewa Witczaka wyjaśniła, że wzrost kosztów funkcjonowania punktu selektywnej zbiórki o ponad 31% to koszty wynagrodzeń i zarządu.
     Dorota Tecław zauważyła, że dziwi ją informacja prezesa ZGKiM, że w PSZOK-u zatrudnionych jest siedem osób, z czego tylko dwie tam przebywają, co sprawdziła kilka razy, a zdarzały się sytuacje, że nie było nikogo. Bogna Adamska zapewniła, że w ubiegłym tygodniu trafiła na sześć osób pracujących w punkcie. Przyznała, że Kcynia jest w tej niewygodnej sytuacji, że nie ma własnego terenu pod PSZOK i musi go dzierżawić.
     GDZIE JEST PONAD 2 TYSIĄCE MIESZKAŃCÓW?
     Radny Henryk Kuliberda podkreślił, że ustalenie nowej stawki za śmieci w chwili obecnej, czyli przed przetargiem, zasugeruje ceny potencjalnym oferentom. Podobne stanowisko wyraził Tadeusz Wilk i dlatego proponował odłożyć tę uchwałę do czasu przetargu.
     Bogna Adamska tłumaczyła, że gmina nie może pozwolić sobie na to, by nie podnieść stawek obecnie, bo musi mieć środki na zapłacenie półrocznej działalności PSZOK a cała gospodarka śmieciowa musi się samofinansować. Wyjaśniała, że jeśli w przetargu wygra firma zewnętrzna, która ma już PSZOK, to może dojść do sytuacji, że w Kcyni będzie tylko punkt odstawy a cała segregacja będzie prowadzona gdzie indziej. Radna Urszula Stachowiak mówiła, że taka sytuacja spowoduje zwolnienia mieszkańców i co za tym idzie konieczność zwiększenia zasiłków wypłacanych przez opiekę społeczną.
     Radny Jan Kurant wyliczył, że był półroczny okres straty i nawet przyjęta teraz podwyżka nie sprawi, że system ten się zbilansuje. - Jeśli nie dokonamy racjonalnych decyzji, to będzie problemem dla burmistrza, chociażby w kontekście RIO. Systemem objętych jest 10.994 osób. Liczba mieszkańców gminy wynosi 13.480, więc pytam od dwóch lat, gdzie jest ponad 2.000 osób, czy oni wszyscy są za granicą, czy tylu studiuje albo się uczy - nie sądzę. Zakładam, że z tej liczby uwzględniając emigrację i edukację brakuje nam około 1.000 osób, które powinny być objęte systemem, co by dało rocznie 144.000 zł. Gdybyśmy mieli tę liczbę zadeklarowanych osób, która nam zniknęła, to byśmy nie mieli problemu - tłumaczył Jan Kurant.
     Bogna Adamska przekonywała radnych do podjęcia uchwały o podwyżkach, bo jak mówiła nie stać jej na to, by dołożyć 100.000 zł do funkcjonowania gospodarki odpadami. Tadeusz Wilk zaznaczył, że radni we własnych środowiskach muszą żyć cały czas i takie ciągłe fundowanie podwyżek budzi społeczne niezadowolenie. Wiceburmistrz zapewniła, że rozumie sytuację, ale z jednej strony jest ekonomia a z drugiej dobro mieszkańców i to są ciągłe dylematy, z jakimi przyszło się im borykać.
     Radny Bartłomiej Muzolf proponował, by stawkę pozostawić do czasu rozstrzygnięcia przetargu, który ma nadzieję przyniesie oszczędności w stosunku do dotychczasowych kwot. Jeśli jednak wypadnie drożej, to będzie trzeba podnieść stawkę konkretnie, by rozwiązać problem kompleksowo i nie wracać do tego co pół roku.
     Bogna Adamska tłumaczyła, że podwyżka ma dać szansę na zabezpieczenie środków na działalność PSZOK-u do końca roku w związku z nową umową z ZGKiM, po tym jak Zakład wypowiedział jego prowadzenie na dotychczasowych warunkach i ustalono stawkę 15.000 zł miesięcznie.
     Dyskusję postanowił przerwać Tadeusz Wilk składając wniosek o wycofanie z porządku obrad projektu uchwały w sprawie metod ustalania opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi oraz ustalenia wysokości stawek do czasu przetargu. Za wycofaniem uchwały było 8 radnych, przeciwna wycofaniu była jedna osoba a 4 się wstrzymały od głosu. Taki wynik spowodował, że projekt uchwały został odłożony.
     W CZARNYM SCENARIUSZU NAWET 30 ZWOLNIONYCH
     Do tematu na sesji powrócił Jan Kurant, który nawiązał do wycofanego z porządku obrad projektu uchwały dotyczącej metody ustalenia opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. - Wiemy, że zostanie wkrótce ogłoszony przetarg na wywóz odpadów i moje pytanie do prezesa ZGKiM Henryka Grobelnego, co stanie się w sytuacji, kiedy przetarg wygra inna firma niż zakład komunalny z Kcyni? Co w takiej sytuacji i ile osób straci pracę? - pytał radny.
     Henryk Grobelny zapewnił, że czarny scenariusz, że spółka kcyńska przegra przetarg, jego zdaniem się nie sprawdzi, bo jest to spółka komunalna, która nie jest nastawiona na zysk a jej podstawowym zadaniem jest realizowanie zadań własnych gminy przy bilansowaniu się przychodów i kosztów. - Oferta, jaką złożymy, jeśli gmina zdecyduje się ogłosić przetarg, będzie ofertą, która bilansuje koszty tego procesu z przychodami z tytułu płatności - mówił Henryk Grobelny. Przypomniał, że wiele zakładów komunalnych zostało w pierwszych przetargach odrzuconych z uwagi na monopolistów, którzy weszli z cenami dampingowymi właśnie po to, by wykończyć spółki komunalne, a po roku czy dwóch zmianami ofert sięgającymi nawet 50% wyższych stawek zrekompensowali sobie straty poniesione na początku. - Ogłoszenie kompleksowego przetargu jest decyzją gminy, ale podkreślić należy, że obecnie jest prawny wymóg ogłoszenia przetargu wyłącznie na odbieranie odpadów z nieruchomości zamieszkanych. Jeśli jednak gmina chce zrobić przetarg na odbieranie i prowadzenie PSZOK-u, to ma takie prawo - tłumaczył Henryk Grobelny.
     Prezes ZGKiM mówił, że jeśli sprawdzi się czarny scenariusz i zakład przetargu nie wygra, to skutki takiego stanu rzeczy nie będą jednorazowe i gwałtowne, ponieważ zakład prowadzi w zakresie gospodarki odpadami wiele różnych działań, nie tylko odbieranie odpadów z nieruchomości zamieszkanych, i nie tylko prowadzenie PSZOK-u, ale też zakład przetwórstwa odpadów, żeby przygotować odpady do celów handlowych, by uzyskać możliwie najwyższą cenę. - To co nie zostanie objęte przetargiem, będziemy dalej prowadzili i stopniowo zwijali się z rynku. PSZOK może prowadzić jedna osoba przez dwie godziny w tygodniu i tak można go prowadzić, bo ustawa nie mówi o zakresie jego prowadzenia. My prowadzimy go w ten sposób, że zbieramy ze wszystkich możliwych źródeł odpady segregowane, przetwarzamy je i staramy się sprzedać w jak najlepszych cenach. Gromadzimy masę tych odpadów, żeby gmina uzyskała najwyższe możliwe poziomy recyklingu i odzysku, co osiąga dzięki naszym zabiegom - wyjaśniał Henryk Grobelny. Zapewniał on, że jeśli ZGKiM nie będzie w takim zakresie prowadził zbiórki, PSZOK-u i zakładu przetwórstwa, to można zapomnieć o wymaganych prawem poziomach recyklingu. Skutek może być taki, że gmina będzie płaciła 500% opłaty na rzecz Urzędu Marszałkowskiego za niewywiązanie się z progów recyklingu i będą to kwoty wielokrotnie wyższe niż kosztuje prowadzenie tej całej gospodarki odpadami.
     - Na podstawie umów indywidualnych zawartych z właścicielami czy zarządcami nieruchomości niezamieszkanych będziemy prowadzili nadal odbiór, dopóki potencjalna firma, która w czarnym scenariuszu wygra przetarg, nie doprowadzi do tego, że nam zostaną te umowy wypowiedziane, a rynek zmonopolizowany - mówił prezes ZGKiM.
     Odnośnie zwolnień poinformował, że w przypadku ograniczenia działania PSZOK-u zwolnione zostaną 4 osoby, kiedy w ogóle wyjdą z PSZOK-u, to zwolnią osiem osób, jeśli natomiast przegrają przetarg na odbieranie z posesji zamieszkanych, to zwolnią 12 osób, jeśli w ogóle zostaną wyeliminowani z gospodarki odpadami - to zwolnią kolejnych 10 osób.
     Zaznaczył też, że ZGKiM prowadzi nieopłacalne zadania, takie jak chociażby wywóz nieczystości stałych z terenów wiejskich wielkości 1 m3, czego nikt nie będzie chciał robić, bo to się nie opłaca.
     - Likwidacji spółki taka sytuacja nie spowoduje, bo spółka pozostanie wodociągowo-kanalizacyjną, ale łącznie pracę straci około 25-30 osób - tłumaczył prezes ZGKiM.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1265 (19/2016)

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry