Proces po wypadku w Wójcínie
Kto w końcu prowadził?
     W przedostatniej relacji z procesu informowałam czytelników, że biegli z zakresu mechaniki pojazdowej - dr Wiesław Garbatowski i lekarz nedycyny sądowej Czesław Żaba nie mają wątpliwości, kto prowadził samochód, opinię tę podważa jednak adwokat oskarżonego Marka J.

      Twierdzi on, że biegli nie wyjaśnili wszystkich możliwości obrażeń ciała, jakie mógł doznać kierowca i w związku z tym prosi, aby sąd zezwolił na powołanie nowych biegłych.
     Nie zgodził się z tym pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego (czyli matek zmarłych), informując, że nie ma nic przeciwko przesłuchaniu świadków, jednak sprzeciwia się dopuszczeniu dowodów nowych biegłych. Pani prokurator również sprzeciwiła się powołaniu nowych biegłych, ponieważ według niej opinia biegłych jest pełna. Wypowiedzieli się też jednoznacznie na temat obrażeń Marka O. Jeden z biegłych wyraźnie stwierdził, że osoba zastana w chwili wypadku za kierownicą jest sprawcą wypadku.
     W pewnym momencie matka oskarżonego chciała koniecznie coś powiedzieć, jednak przewodniczący na to się nie zgodził.
     Następnie zeznawała świadek Beata J., która wraz z mężem była w tym okresie właścicielka dyskoteki. Świadek twierdziła, że ma wyjątkową pamięć i pamięta dokładnie, co wydarzyło się 17 października 1992 roku. Pamięta godzinę, o której przyjechały późniejsze ofiary wypadku, co zamawiali, z kim się bawili i jak byli ubrani, pamięta, że na dyskotece razem z Markiem O., Aleksandrą Z., i jeszcze jednym chłopcem była Barbara K. Opisała nawet, jak Barbara była ubrana. Twierdziła, że na dyskotece nie było Marka J.
     W czasie przesłuchania raz twierdziła, że była znajomą Aleksandry Z., za chwilę, iż to bliska koleżanka, by na końcu określić ją jako najserdeczniejszą przyjaciółkę. Kilkakrotnie podkreślała, że ma bardzo dobrą pamięć i zapamiętuje bardzo ważne daty. Skąd wiedziała, że dzień 17 października jest tak ważny, trudno powiedzieć. O wypadku dowiedziała się na dyskotece następnego dnia. Przesłuchiwana Barbara K. stwierdziła, iż na dyskotece w Szczepanowie nie była w ogóle, ponieważ w tym dniu późno wróciła do domu z Włocławka, gdzie studiuje.
     Pani Beata J. jednak, pomimo znakomitej pamięci, nie mogła podać daty, kiedy odwiedziła ją w domu matka oskarżonego, pokazując zdjęcia. Zeznania męża pani J. różniły się od jej zeznań, dlatego oskarżyciel posiłkowy Andrzej L. wniósł, aby sąd odebrał od świadków przyrzeczenie.
     Ponieważ już pod koniec zeznań Beata J. mieniła się przyjaciółką Aleksandry Z., oskarżyciel posiłkowy zapytał czy rozmawiała już po śmierci Oli z jej matką. Odpowiedziała: nie. Pełnomocnik stwierdził: - Na to była pani rzeczywiście serdeczną przyjaciółką, skoro o ostatnich godzinach życia jej córki nie chciała się pani podzielić z jej matką.
     Na końcu zeznawali policjanci z Barcina, których zadaniem było zawiadomić rodziny poszkodowanych o wypadku. Ponieważ nie było dokładnych danych o dziewczynach, policjanci budzili po kolei pięć rodzin, które nazywały się tak jak jedna ze
zmarłych dziewczyn, pytając czy mają córkę ubraną ”tak i tak”, która przebywa poza domem. Dopiero piąta rodzina okazała się tą właściwą.
     Po przesłuchaniu świadków i przeanalizowaniu wszystkich wniosków obrońcy Marka J. sąd postanowił dopuścić nowych biegłych z dziedziny ruchu drogowego i medycyny sądowej, ponieważ sprawa jest dużej wagi.

Maria Warda
Pałuki 103 (5/1994)


Inne teksty na ten temat:

...a z ust czuć było alkohol

Kto prowadził?

Nie pamięta rozmów, których nie było

Nie ten psychiatra i kolejny świadek

Marek J. apeluje: sądzić jeszcze raz!

Psychiatrzy zakończyli ponowne badanie Marka J.

Marek J. znów badany przez psychiatrów

Psychiatrzy: nie teraz do więzienia

Marek J. w szpitalu psychiatrycznym

Świadek w wypożyczalni

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry