Drukuj

Szubin, Sąd Rejonowy, wyrok, Stanisław T., ubek
    
     28 lutego w Sądzie Rejonowym w Szubinie zapadł wyrok skazujący Stanisława T., funkcjonariusza Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szubinie, na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Ponadto wobec Stanisława T. zasądzona została kara grzywny w wysokości 3.000 zł.

     78-letni Stanisław T., obecnie mieszkaniec Bydgoszczy, sądzony był w Szubinie z powództwa Instytutu Pamięci Narodowej za to, że brał udział w znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad aresztowanym i przesłuchiwanym Stanisławem Jackiewiczem, wobec którego w szubińskim UB prowadzone było w latach 1952-1953 śledztwo za przynależność do Związku Młodzieży Antykomunistycznej. O tej sprawie dwukrotnie szeroko pisaliśmy na łamach Pałuk w numerze 2 z 16 stycznia i 6 z 13 lutego bieżącego roku.
     Na pierwszym posiedzeniu sądu, które odbyło się 4 lutego pod przewodnictwem sędziny Ewy Sozańskiej, oskarżony Stanisław T. nie przyznał się do przedstawionych mu przez Mieczysława Górę, prokuratora Komisji do Spraw Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zarzutów. Stanisław T. zeznał wtedy, że był pracownikiem UB, ale nigdy nie uczestniczył w przesłuchiwaniu Stanisława Jackiewicza i nie brał udziału w jego pobiciu, nigdy też nie widział przez 5 lat swojej pracy w szubińskim UB, aby ktokolwiek był tam bity. Natomiast świadek i zarazem posiłkowy oskarżyciel Stanisław Jackiewicz złożył wtedy wstrząsające zeznania dotyczące brutalnych i okrutnych metod stosowanych podczas przesłuchań w szubińskim UB, nie tylko wobec niego.

     OPINIA BIEGŁEGO
    
28 lutego na drugim posiedzeniu sądu w sprawie pobicia Stanisława Jackiewicza (był bity gumowym pasem klinowym po bosych stopach) wypowiedział się osobiście chirurg Marian Geppert, biegły z listy Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. Zapytał on pokrzywdzonego, czy na stopach były rany po biciu. Stanisław Jackiewicz odpowiedział, że ran nie było, były siniaki. Biegły podtrzymał swoją opinię wydaną 2 IX 2002 r. w oparciu o protokół zeznań pokrzywdzonego. Uznał, że w wyniku bicia po podeszwach stóp pokrzywdzony doznał obrażeń naczyń krwionośnych podskórnych. Były to krwiaki nie naruszające ciągłości skóry, ani też ciągłości tkanki podskórnej. Były to obrażenia bardzo bolesne, uniemożliwiające chodzenie przez kilka dni, kwalifikujące się jako naruszenie czynności ciała do 7 dni.
     STWORZYLI SPÓŁKĘ DO BICIA
    
Prokurator Mieczysław Góra w swojej mowie oskarżycielskiej przypomniał historię Stanisława Jackiewicza aresztowanego 6 czerwca 1952 r. i skazanego 30 maja 1953 r. przez Sąd Wojskowy w Bydgoszczy na 6 lat pozbawienia wolności za działalność w antykomunistycznej grupie młodzieżowej. Karę (zmniejszoną o połowę w wyniku amnestii) odbył Stanisław Jackiewicz, pracując w ciężkich warunkach w kopalni. 13 września 1991 r. Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy unieważnił ten wyrok z uwagi na to, że czyny przypisane pokrzywdzonemu były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. - W świetle analizy akt nie ma wątpliwości, że pokrzywdzony Stanisław Jackiewicz przebywający prawie rok w areszcie śledczym w Szubinie był wielokrotnie bity podczas przesłuchań przez funkcjonariusza Edwarda S. W tych przesłuchaniach uczestniczyli i przyglądali się biciu funkcjonariusze Stanisław T. i Tadeusz M. Wszyscy oni tworzyli spółkę do bicia. Stanisław Jackiewicz wie również, że w szubińskim UB byli bici inni więźniowie, jak Marchlewski, Furtak, Majchrzak, obecnie potwierdziły to ich rodziny, oni sami już nie żyją. Również w szczególnie okrutny sposób znęcano się podczas przesłuchań nad Zdzisławem Walickim i Władysławem Janowiakiem, którzy razem ze Stanisławem Jackiewiczem otrzymali wyroki za przynależność do Związku Młodzieży Antykomunistycznej - mówił prokurator.
     W OBLICZU PRAWA
    
- Przeciwko Edwardowi S. i Tadeuszowi M. śledztwo zostało umorzone, ponieważ obydwaj od kilku lat nie żyją. Oskarżony Stanisław T. jest asystentem faktu pobicia Stanisława Jackiewicza przez Edwarda S. - podkreślił w swoim wystąpieniu prokurator wnosząc o uznanie oskarżonego Stanisława T. współwinnym dokonanego pobicia i wymierzenie mu kary jednego roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 4 lat oraz zasądzenie 100 stawek dziennych po 30 zł za każdy dzień i nawiązki w wysokości 1000 zł. Obrońca oskarżonego w swojej mowie utrzymywał, że Stanisław T. jest niewinny. Nie bił i nie odzywał się podczas bicia Stanisława Jackiewicza przez Edwarda S.
     - Mój klient ani przez moment nie stosował przemocy. Mój klient patrzył, ale to nie jest asysta faktu pobicia. Jak miał się sprzeciwić Edwardowi S.? Jeżeli Stanisław T. nie bił, to nie może ponieść kary - przekonywał obrońca. Jego zdaniem obrońcy, Stanisław T. mieszkając przez wiele lat w Szubinie zawsze mógł patrzeć pokrzywdzonemu prosto w oczy. W UB znalazł się przypadkowo i odszedł stamtąd z własnej woli. Całe swoje dalsze życie spędził jako szanowany obywatel, przykładny mąż i ojciec rodziny. - Akt oskarżenia i cała ta sprawa przeciwko Stanisławowi T. to nieporozumienie - przekonywał obrońca, który dodał jeszcze, że wnioski ludzi chcących, aby zlikwidować Instytut Pamięci Narodowej, w sytuacji takiej jak jego klienta wydają się być zasadne i prawdziwe. Takiemu wywodowi sprzeciwił się zdecydowanie prokurator. - Akt oskarżenia dotyczy współudziału - przypomniał obrońcy. - Asysta w świetle prawa to współudział. To nie znaczy, że oskarżony musiał bić. Ale to znaczy, że oskarżony godził się na bicie. Prawo, obojętnie jaki był system w naszym kraju, zawsze zabraniało wywierania przemocy fizycznej i psychicznej na podejrzanych w czasie przesłuchań. W tamtych czasach w sądach wojskowych toczyły się rozprawy wobec funkcjonariuszy UB za znęcanie się nad więźniami podczas prowadzonych śledztw. Instytut Pamięci Narodowej nie ściga za to, że ktoś był funkcjonariuszem UB. Ściga za stosowanie przemocy w śledztwie celem wymuszania określonych zeznań - wyjaśniał prokurator.

     KARA ZA WSPÓŁSPRAWSTWO
    
Sąd po rozpoznaniu sprawy uznał Stanisława T. winnym przedstawionego zarzutu i wymierzył mu karę pozbawienia wolności na jeden rok i sześć miesięcy w zawieszeniu na okres czterech lat. Sędzia Ewa Sozańska ogłaszając wyrok powiedziała: - Ta kara w zawieszeniu ma bardziej wymiar moralny. A ponieważ za tego rodzaju przewinienie musi być odczuwalna kara, dlatego sąd ukarał winnego dodatkowo grzywną 100 stawek dziennych, każda 20 zł, oraz nawiązką w wysokości 1000 zł na rzecz Hospicjum im. św. Jana Kantego w Poznaniu. Dodała również, że przy ustalaniu wysokości kary zostały uwzględnione okoliczności łagodzące, takie jak: czas rozpatrywanych zdarzeń i obecny wiek oskarżonego. 
     - Tych okoliczności łagodzących mogłoby być więcej, gdyby Stanisław T. przyznał się i powiedział prawdę. Gdyby opowiedział o sytuacjach, które miały miejsce w szubińskim UB - mówiła pani sędzia. - Oskarżony nie przyznał się, że uczestniczył w przesłuchaniach. Jego oświadczenia zdaniem sądu są pokrętne. Pamięta i wymienia nazwiska swoich szefów. Mówi, że był zastępcą dowódcy wartowni. Ale utrzymuje, że nie uczestniczył nigdy w przesłuchaniach. A przecież jako oficer UB był szkolony i przygotowywany głównie do prowadzenia przesłuchań . Sąd całkowicie daje wiarę pokrzywdzonemu Stanisławowi Jackiewiczowi, który nie ma powodu żeby kłamać i o nic dla siebie nie prosi. On powiedział prawdę. Bił Edward S., a Stanisław T. stał i patrzył. Sąd rozpoznał tę sprawę w ten sam sposób, jak rozpoznaje się w obecnych czasach sprawy o pobicie. Osoba odpowiedzialna za współudział, to również ta osoba, która stoi na czatach. Stanisław T. widział, że Edward S. bije i nie zareagował. Wiem, że tamte czasy były okrutne, ale Stanisław T. powinien pójść do przełożonego i powiedzieć, że śledczy znęca się nad przesłuchiwanym - mówiła uzasadniając wyrok sędzia Ewa Sozańska.

Aurelia Kaszewska
Pałuki nr 577 (10/2003)

 

Przejdź do forum.