Strażacy w trakcie przepłukiwania kanalizacji ściekowej fot. Jacek Mielcarzewicz
Strażacy w trakcie przepłukiwania kanalizacji ściekowej fot. Jacek Mielcarzewicz

Gąsawa, szkoła, uczniowie, zatrucie, przyczyny
    
     Przyczyną pierwszego zatrucia dzieci w Szkole Podstawowej w Gąsawie najprawdopodobniej były wyziewy z kanalizacji, co było przyczyną drugiego, które miało miejsce w poniedziałek - nie wiadomo.

     DECYZJA O WZNOWIENIU ZAJĘĆ
     W ubiegły czwartek i piątek płukano kanalizację ściekową. Przebywające w szpitalu dzieci między czwartkiem a sobotą wypisywano do domów. W sobotę o 14:00 zebrał się sztab kryzysowy, w skład którego wchodzili: wójt Zdzisław Kuczma, zastępca komendanta komendy powiatowej Państwowej Straży Pożarnej Waldemar Ditrich, pracownik żnińskiego Sanepidu Alicja Bylska, dyrektor placówki Jacek Superczyński, pracownik Urzędu Gminy Janusz Cichowicz i komendamt OSP Gąsawa Wojciech Kończal. Sztab podjął decyzję o otwarciu szkoły w poniedziałek. Komendant OSP w Gąsawie Wojciech Kończal zapewnia, że w sobotę wszystko było w porządku, nie było żadnego zapachu.

 

     W środę 5 marca w Zespole Publicznych Szkół w Gąsawie po drugiej godzinie lekcyjnej do szkolnej pielęgniarki zaczęli zgłaszać się uczniowie z bólami brzucha, głowy i zaburzeniami świadomości. W budynku szkoły czuć było bardzo duszący zapach. Dyrekcja szkoły podjęła decyzję o ewakuacji szkoły.
     Na miejsce przybyły jednostki ze żnińskiej straży pożarnej. Strażacy ustalili, że duszący zapach wydobywał się z pobliskiej kanalizacji ściekowej, w której wykryto substancję ropopochodną. Po godzinie od czasu przybycia na miejsce strażacy z OSP w Gąsawie przystąpili do płukania kanalizacji. Użyto do tego celu rozpuszczonego w wodzie specjalnego środka neutralizującego, jakim był płyn Ludwik. (rk)


     W sobotę w Gąsawie był także powiatowy inspektor sanitarny Sylwester Popiołek. - W sztabie było siedem osób i stwierdziły, że nie stoi nic na przeszkodzie, aby dzieci przyszły do szkoły - powiedział inspektor. Dodał także, że sale były wywietrzone, kanalizacja przepłukana, a w powietrzu nie było czuć oparów oleju.
     Decyzja o wznowieniu zajęć w szkole podjęta została na podstawie odczuć organoleptycznych. Nie była podparta wynikami badań laboratoryjnych.
     Wojciech Kończal powiedział, że w wyniku trzydniowego płukania w powietrzu nie było już zapachu oparów olejowych. - Nawet zapach z kanalizacji został usunięty - mówił. - Doszliśmy do wniosku, że szkoła może zostać otwarta.
    
POWTÓRNY ATAK
     Przed pierwszym poniedziałkowym dzwonkiem na lekcje słychać było wśród uczniów rozmowy na temat wydarzeń z ubiegłego tygodnia. Uczniowie przeszukiwali szkołę w poszukiwaniu pozostawionych podczas ewakuacji tornistrów czy też odzieży, dzielili się wrażeniami i przeżyciami z pobytu w szpitalu. Nauczyciele snuli rozważania nad przyczyną środowych wydarzeń. Wszystkim wydawało się, że sobotnie postanowienie Gminnego Sztabu Kryzysowego o wznowieniu zajęć szkolnych dawało gwarancję bezpiecznego prowadzenia zajęć lekcyjnych.
     Niestety, już po pierwszych godzinach lekcyjnych wiadomo było, że znów jest problem. Tym razem nic nie było czuć, ale objawy zatruć u dzieci były takie same jak w środę - bóle głowy, brzucha, utrata świadomości, drgawki. Poszkodowanym udzielano pomocy, pozostałych ewakuowano na miejscowy stadion. Przybyło pogotowie, straż pożarna, policja. Do przewożenia dzieci do szpitala podstawiono autobus, busy, samochody prywatne. Najciężej poszkodowanych uczniów transportowano karetkami pogotowia. Personel szpitala był telefonicznie powiadomiony i przygotowany na przyjęcie dzieci z gąsawskiej szkoły.
     W SZPITALU
     Uczniów rozlokowano na kilku oddziałach, ale najbardziej obciążony był oddział dziecięcy. Jego ordynator Tomasz Zwolenkiewicz miał pełne ręce roboty, dopiero po kilku godzinach sytuacja na tyle się uspokoiła, że mógł wydać oświadczenie.
     - Objawy u przyjętych dziś dzieci są lżejsze niż w środę - powiedział Tomasz Zwolenkiewicz. - Przyjęliśmy 59 dzieci z bólami brzucha, nudnościami i zawrotami głowy. Przywieziono także dzieci, których w środę nie było. Kilkoro z nich było pod tlenem. Na podstawie badań toksykologicznych nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czym się zatruły.
    
Hospitalizowanym uczniom podano glukozę, sól fizjologiczną i preparaty nawadniające GHS.
     - Jak szłam do szkoły to dobrze się czułam. Dopiero na przerwie zrobiło mi się słabo - powiedziała leżąca w szpitalu Marika. - U pielęgniarki był pełen gabinet. Jak weszłam do środka to zemdlałam.
     - Już w autobusie bolał mnie brzuch -
mówi uczennica drugiej klasy gimnazjum. - W szkole po pierwszej lekcji zaczęły się omdlenia. Na języku polskim nie byłam, siedziałam u pielęgniarki. Pielęgniarka zadzwoniła po pogotowie, a potem była straż i policja.
    
Do szpitala w Żninie w poniedziałek przywieziono 59 uczniów, tego samego dnia wypisano 52 osoby.
     SĄ WYNIKI
     We wtorek po 14:00 do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej dotarły wyniki badań próbek pobranych w ubiegłą środę z sieci kanalizacyjnej w Gąsawie, Godawach i Żninie. Tadeusz Kosiara ze żnińskiego Sanepidu powiedział, że wykryto obecność substancji ropopochodnej w ilości większej niż mogła się dostać ze ściekami.
     - Największą ilość substancji ropopochodnej wykryto w Gąsawie - przekraczała dwa miligramy na litr - mówił Tadeusz Kosiara. - W Godawach ta ilość była mniejsza.
     POSTAWIENIE ZARZUTU
     Po pierwszym zatruciu uczniów policja podjęła czynności, w wyniku których jako świadek został przesłuchany pracownik nadzorujący olejową kotłownię w gąsawskich blokach mieszkaniowych Edmund J. Komendant Jacek Nowakowski powiedział, że po przesłuchaniu i przeprowadzeniu przeszukania pomieszczeń należących do Edmunda J. zostały postawione mu dwa zarzuty - przywłaszczenie mienia i sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób. Obecnie mężczyzna jest pod nadzorem policji, a o jego winie bądź niewinności rozstrzygnie sąd.
     - Zarzucono mu czyn mający cechy przestępstwa, który polegał na myciu urządzeń kotłowni ogrzewania olejowego - powiedział komendant Jacek Nowakowski. - Swym zachowaniem doprowadził do przedostania się niebezpiecznej ilości zanieczyszczeń do kanalizacji.
    
Komendant Jacek Nowakowski poinformował, że zatrzymany mężczyzna przyznał się do tego, że czyścił urządzenia kotłowni i część zanieczyszczeń mogła trafić do kanalizacji ściekowej.
     Dowiedzieliśmy się, że Edmund J. był przesłuchiwany przez kilkunastu funkcjonariuszy. Ze względu na to, że zasłabł (jest chory na serce) został w sobotę odwieziony do szpitala; istnieje obawa, że może dojść do zawału. Jak ocenia ordynator oddziału wewnętrznego w Szpitalu Powiatowym w Żninie Ignacy Goc, przyczyną pogorszenia stanu zdrowia były przeżycia nerwowe związane z wypadkiem zatrucia dzieci w gąsawskiej szkole.
     KTO TRUŁ W PONIEDZIAŁEK
     - W środę powodem zatrucia były opary oleju opałowego, ale teraz coś mi tu nie pasuje - mówił w poniedziałek Sylwester Popiołek.
     Powołano nowy sztab kryzysowy, którego członkami zostali: przewodniczący sztabu Piotr Murawski, przedstawiciele wojewódzkiego Sanepidu  Andrzej Sadowski i Marek Nojman oraz Alicja Bylska ze żnińskiego Sanepidu, przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, zastępca komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej Krzysztof Gerc, przedstawiciel kuratorium oświaty Grzegorz Klonowski, starosta Zbigniew Jaszczuk, wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma, komendant Powiatowej PSP Andrzej Porębski, komendant żnińskiej policji Jacek Nowakowski oraz dyrektor Zespołu Publicznych Szkół w Gąsawie Jacek Superczyński i Henryk Ciesielczyk dyrektor Gminnego Zespołu Oświaty, Kultury i Kultury Fizycznej w Gąsawie.
     Nowy sztab kryzysowy wydał w poniedziałek oświadczenie, w którym stwierdził, że wykluczono organoleptycznie obecność środków ropopochodnych oraz, że pobrano próbki ścieków, wody i powietrza. Budynek szkolny zamknięto do końca tygodnia. Młodzież od środy do piątku uczestniczyć będzie w rekolekcjach wielkopostnych, które zostały specjalnie przełożone. Młodzież postanowiono objąć opieką psychologiczną.
     TRZEBA CZEKAĆ
     Z Bydgoszczy w poniedziałek ściągnięto zastęp chemiczny. Specjalistyczna aparatura pomiarowa, która wykrywa ok. 34 związków chemicznych, nie wykazała we wnętrzu przepompowni żadnej szkodliwej substancji.
     - W tej chwili w pomieszczeniach są zamontowane urządzenia pomiarowe, które monitorują stan powietrza - powiedział Grzegorz Rutkowski. - Będą one pracować przez trzy doby. W tej chwili potrzebny jest czas. Powoli będziemy zbliżać się do odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
    
Grzegorz Rutkowski dodał, że branych jest pod uwagę kilka hipotez co do przyczyny zatrucia dzieci w poniedziałek. Pierwsza dotyczy materiałów budowlanych użytych przy wznoszeniu oddanej rok temu sali gimnastycznej lub użytych przy remoncie szkoły. Natomiast druga hipoteza bierze pod uwagę możliwość, że ktoś umyślnie lub nieumyślnie przyniósł szkodliwą substancję do szkoły.
     SALA BEZ EKSPERTYZY
    
W trakcie dociekania możliwej przyczyny zasłabnięć dzieci w szkole okazało się, że od chwili zakończenia budowy sali gimnastycznej nie wystawiono ekspertyzy żnińskiego Sanepidu, która jest w takich wypadkach konieczna. Dyrektor Gminnego Zespołu Oświaty, Kultury i Kultury Fizycznej w Gąsawie Henryk Ciesielczyk, powiedział, że w czasie oddawania sali do użytku nie wiedział, że taka ekspertyza musi być zrobiona.
     Sylwester Popiołek, powiatowy inspektor sanitarny, jeszcze przed zatruciem dzieci zlecił wykonanie badań na obecność substancji szkodliwych na sali gimnastycznej ze względu na dający się wyczuć wewnątrz specyficzny zapach.
     - Badania miały być wykonane 17 marca, ale obecne wydarzenia przyspieszyły je - powiedział Henryk Ciesielczyk. - My jako użytkownik mieliśmy zgodę na użytkowanie obiektu. W tej chwili badanie trwa.
    
Sylwester Popiołek podkreślił, że zapach z sali gimnastycznej nie miał nic wspólnego z tym, co działo się w środę. Dodał także, że skłaniałby się do drugiej hipotezy, wysuniętej przez strażaków, a mianowicie do tego, że na teren szkoły ktoś wniósł szkodliwą substancję.
     Zastępca wojewódzkiego inspektora sanitarnego Tadeusz Mościcki wyraził opinię, że salę oddano do użytku rok temu i szkodliwa substancja powinna się uaktywnić od razu.
     CO SZKODZI UCZNIOM?
    
Przyjmowane do szpitala dzieci skarżyły się głównie na bóle głowy, brzucha oraz omdlenia. Ordynator oddziału dziecięcego Tomasz Zwolenkiewicz powiedział, że wyniki badań laboratoryjnych mogą rozjaśnić kwestię źródła zatrucia. Dodał jednak, że same opary ropy czy benzyny takich objawów nie dają oraz, że musiała nastąpić jakaś reakcja chemiczna, której produkt oddziaływał na drogi oddechowe czy centralny układ nerwowy.
     Kierownik Zakładu Toksykologii Środowiska Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie prof. Jan K. Ludwicki powiedział, że objawy zatrucia są niespecyficzne: - Takie objawy można wywołać wieloma substancjami. Na pytanie, czy olej opałowy po wejściu w reakcje z substancjami znajdującymi się w kanalizacji ściekowej może spowodować zatrucia, profesor odpowiedział, że olej jest substancją, która trudno wchodzi w reakcje z innymi związkami i raczej nie powinien spowodować zatrucia.
     - Z oceną sytuacji wstrzymałbym się do ustalenia wyników badań, aby nie wyciągnąć pochopnych wniosków - zakończył profesor.
     Ordynator oddziału dziecięcego Tomasz Zwolenkiewicz powiedział, że objawy wskazywały na zatrucie substancją, która dostała się do organizmu drogą wziewną. Wykluczył drogę pokarmową. Dodał także, iż na stan zdrowia dzieci mógł wpłynąć stres, jaki przeżyły.
     - U podłoża takiego stanu zdrowia uczniów leży kontakt z substancją o charakterze trującym - podsumował Tomasz Zwolenkiewicz i dodał, że głosy o symulowaniu przez uczniów są najgłupszym stwierdzeniem, jaki słyszał. Ocenia jednak, iż w poniedziałek wystąpiła zbiorowa reakcja nerwicowa wywołana stresem, który u niektórych dzieci przyjętych w poniedziałek dominował.
     - Na razie nic nie wiadomo. Sprawdzamy czy czegoś nie ma w powietrzu. Próbujemy coś znaleźć, ale trudno cokolwiek powiedzieć. Poruszamy się po omacku - mówi Tadeusz Mościcki, zastępca wojewódzkiego inspektora sanitarnego.
     Dzisiaj (czwartek) ostatnie trzy poszkodowane uczennice z gąsawskiej szkoły mają wrócić do domu.
     GĄSAWA
    
Cała Gąsawa żyje tą sprawą. Liczne są głosy krytyki, iż zdecydowano, by wznowić zajęci w oparciu o organy powonienia, a nie poczekano na wyniki badań.
     Wyczuwalny jest drastyczny spadek zaufania instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo dzieci. Ludzie nie bardzo wiedzą, na podstawie czego tym razem uwierzą, że szkoła jest bezpieczna.

Remigiusz Konieczka
Jacek Mielcarzewicz
Pałuki nr 577 (10/2003)

Inne teksty na ten temat:

Szybka akcja ratunkowa

Sztab: warunki w szkole nie stanowią zagrożenia

 

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry