Części do zachodnich maszyn rolniczych - PHU Tomasz Nowak

Na pytanie sędziny: - Czy widział pan kiedykolwiek, jak urzędnicy UB w Szubinie bili więźniów? - Stanisław T., funkcjonariusz UB oskarżony o udział w biciu Stanisława )., odpowiedział: - Nie, nigdy. Przez 5 lat mojej pracy nie widziałem, aby ktokolwiek tam był bity.

    W Rejonowym Sądzie w Szubinie toczy się proces przeciwko Stanisławowi T. oskarżonemu przez Instytut Pamięci Narodowej o to, że od czerwca 1952 roku do końca lutego 1953 roku jako funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szubinie uczestniczył w przesłuchaniach Stanisława J., nad którym prowadzący śledztwo ubecy znęcali się fizycznie i psychicznie. Stanisław J. był aresztowany i więziony za przynależność do Związku Młodzieży Antykomunistycznej. Organizacja ta założona w Szubinie pod koniec 1949 r. działała w mieście i okolicy do jesieni 1951 r.
    4 lutego w szubińskim sądzie odbyła się przy drzwiach otwartych pierwsza rozprawa o wielokrotne pobicie 18-letniego wówczas Stanisława J. przez Edwarda S., któremu podczas przesłuchań asystował Stanisław T. Rozprawie przewodniczyła sędzia Ewa Sozańska. Akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi T., obecnie 78-letniemu mężczyźnie, przedstawił prokurator Mieczysław Góra. Zarzucił on oskarżonemu m.in. udział w biciu Stanisława J. pasem klinowym w podeszwy stóp. Przed sądem zeznania złożył oskarżony Stanisław T. i pokrzywdzony Stanisław J.
    Wyrok w sprawie nie zapadł. Na posiedzenie sądu nie przybył biegły lekarz, który w swojej opinii wydanej na podstawie dokumentacji dotyczącej rozprawy (w tym zeznań złożonych przez pokrzywdzonego Stanisława J. w 2002 r. przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej) stwierdził u pokrzywdzonego obrażenia naruszające czynności narządów ciała do 7 dni. Zdaniem sędziny Ewy Sozańskiej, zeznania złożone przez pokrzywdzonego Stanisława J. podczas rozprawy 4 lutego mogą wskazywać na obrażenia naruszające czynności narządów ciała powyżej 7 dni, a to zmieniłoby kwalifikację czynu oskarżonego. Sąd zdecydował, że jeszcze raz w tej kwestii musi wypowiedzieć się biegły. W związku z tym następny termin rozprawy wyznaczony został na 28 lutego.

    NIE CZUJE SIĘ WINNY
    Na posiedzeniu sądu 4 lutego oskarżony Stanisław T. nie przyznał się do postawionych mu zarzutów. Na rozprawę przybył ze swoim obrońcą i mimo iż nie musiał odpowiadać na pytania, to chętnie składał wyjaśnienia przed sądem. Powiedział, że do pracy w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Szubinie został skierowany w stopniu oficera prosto z wojska pod koniec 1948 r. Jako funkcjonariusz UB pracował do końca 1954 r.
    - Byłem zwykłym wywiadowcą. Zajmowałem się zwykłymi przestępcami, łapałem złodziei i bandytów. Nie byłem pracownikiem wydziału śledczego i nie uczestniczyłem w żadnych przesłuchaniach. Z Urzędu Bezpieczeństwa odszedłem na własną prośbę z powodów rodzinnych i zatrudniłem się w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni "Samopomoc Chłopska " w Szubinie. Pokrzywdzonego Stanisława J. po raz pierwszy zobaczyłem w Instytucie Pamięci Narodowej podczas konfrontacji. Nigdy wcześniej go nie widziałem - mówił oskarżony. Stanisław T. przyznał przed sądem, iż znał Edwarda S., który pracował w wydziale śledczym, ale jednocześnie zapewnił, że nigdy nie uczestniczył w prowadzonych przez niego przesłuchaniach. - Edward S. nie był moim przełożonym. Moimi bezpośrednimi przełożonymi przez te ponad pięć lat byli: Michalak, Hryńciszyn, Biliński i Lange, wszyscy oni nie żyją - mówił.
    Na pytanie sędziny: - Czy widział pan kiedykolwiek, jak urzędnicy UB w Szubinie bili więźniów? - odpowiedział: - Nie, nigdy. Przez 5 lat mojej pracy nie widziałem, aby ktokolwiek tam był bity. - Dlaczego więc pokrzywdzony Stanisław J rozpoznaje pana? - padło następne pytanie. - Nie wiem, dlaczego mnie rozpoznał. Może pomylił mnie z osobą o podobnym nazwisku do mojego - wyjaśnił podając bardzo podobne do swojego nazwisko funkcjonariusza, który pracował w wydziale gospodarczym szubińskiego UB.

    NIE ZAPOMNĘ DO KOŃCA ŻYCIA
    Poszkodowany Stanisław J. przedstawiając swoją sprawę sądowi powiedział, że dokładnie pamięta moment aresztowania.
    - Byłem wtedy uczniem II klasy Technikum Elektrycznego w Bydgoszczy. 2 czerwca 1952 r. zostałem wysłany ze szkoły z listem na komisariat przy ul. Kanałowej. Tam już czekali na mnie funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Powiedzieli mi, że zostałem aresztowany za przynależność do organizacji antykomunistycznej. Zostałem tam pobity. Grożono mi, że już więcej nie zobaczę rodziny. Ci oprawcy dużo więcej wiedzieli o tej organizacji niż ja sam - opowiadał. Z komisariatu na ul. Kanałowej został przewieziony do gmachu UB przy ul. Chodkiewicza. Przebywał tam 3 tygodnie. Mówił, że w tym czasie wielokrotnie poddawano go wielogodzinnym przesłuchaniom, zarówno w dzień, jak i w nocy. Był bity przez funkcjonariuszy podczas przesłuchań, jak również poszturchiwany i kopany przez konwojentów doprowadzających go na przesłuchania. Po trzech tygodniach został przewieziony do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szubinie i osadzony w areszcie przy ul. Kościuszki. W celi przebywał sam. W tym czasie w Szubinie w innej celi przetrzymywano Zdzisława W., a w Bydgoszczy Władysława J. - jego kolegów z szubińskiego Związku Młodzieży Antykomunistycznej.
    - Przesłuchiwał mnie śledczy ze Żnina i Edward S. z Szubina. Nie tylko znęcali się nade mną fizycznie, ale i psychicznie. Nazwiska śledczego ze Żnina nie pamiętam, po prostu nie znałem go. Natomiast nigdy do końca mojego życia nie zapomnę Edwarda S., który był moim głównym oprawcą. Byłem bity przez niego pasem klinowym po stopach - opowiadał przed sądem Stanisław J., demonstrując pas klinowy podobny do tego, jakiego używał Edward S. do bicia podczas przesłuchiwania. - Taki pas, tylko jeszcze większy, przenosił silę kata na ofiarę. Musiałem leżeć i trzymać stopy piętami do góry. Bil mnie takim pasem po stopach. Nie dlatego przestawał mnie bić, że potwornie krzyczałem z bólu, ale dlatego, że nie miał już siły bić. Kiedy Edward S. bił mnie, obok stal i przyglądał się Stanisław T. On nie bił mnie i nie odzywał się, tylko patrzył. Taką samą rolę podczas przesłuchań spełniał Tadeusz M. Wiedziałem, że oni byli po to, aby w razie potrzeby pomóc Edwardowi S., gdybym się bronił. Po takim biciu nie mogłem stanąć na nogi. Do celi byłem wleczony. Potwornie bolały mnie nogi, kręgosłup i głowa. Długo nie mogłem chodzić. Skutki tego znęcania się nade mną odczuwam do dziś. Przy silnym stresie ból wraca. Jestem inwalidą wojennym. Wśród szubińskich ubeków, z którymi miałem w tamtym czasie do czynienia, był tylko jeden ludzki funkcjonariusz. Nazywał się Tadeusz D. Gdy on miał służbę, to w areszcie panował raj - mówił Stanisław J.

    TO TA SAMA OSOBA
    Odpowiadając na pytania Stanisław J. stwierdził, że oskarżony Stanisław T. obecny w sądzie to ta sama osoba, która brała udział w jego przesłuchaniach. - Podczas tych przesłuchań zapamiętałem go jako oficera UB. Widziałem go niejeden raz . Od 1962 r. mieszkam w Szubinie i Stanisława T. widywałem przez wiele lat. Również kiedy w Instytucie Pamięci Narodowej pokazano mi jego zdjęcia, nie miałem żadnych wątpliwości, że jest to Stanisław T. - zapewniał.
    Stanisława J. w areszcie szubińskim przetrzymywano do wiosny 1953 r. Potem został przewieziony do więzienia przy ul. Wały Jagiellońskie w Bydgoszczy. Wyrok w jego sprawie zapadł 30 maja 1953 r. Karę kilku lat pozbawienia wolności odbył ciężko pracując w ekstremalnych warunkach w kopalni.

    INNI OSKARŻENI
    Instytut Pamięci Narodowej w 2002 r. umorzył śledztwo przeciwko Edwardowi S. i Tadeuszowi M., ponieważ ci funkcjonariusze UB od kilku lat nie żyją.

Aurelia Kaszewska
Pałuki nr 573 (6/2003)

 

Inne teksty na ten temat:

Oskarżony ubek

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry