Advertisement
Artykuł tygodnia
  • Ogrodowa zamknięta
    Ogrodowa zamknięta

    Od 19 października przez 6 najbliższych tygodni zamknięta dla ruchu będzie ul. Ogrodowa w Szubinie. Zamknięcie spowodowane jest remontem. 

Advertisement

Wojciech H. i jego syn Patryk H. z Annowa, oskarżeni o znęcanie się nad pracownikami, nie przebywają już w areszcie tymczasowym. Będą odpowiadać z wolnej stopy. Dotąd przesłuchano dwóch z pięciu pokrzywdzonych mężczyzn. Dwóch innych nie doczekało rozprawy.

Na dwie rozprawy mężczyźni zostali doprowadzeni przez policję w kajdankach z zakładu karnego. Na kolejnych będą odpowiadać z wolnej stopy. fot. Magdalena Kruszka
Na dwie rozprawy mężczyźni zostali doprowadzeni przez policję w kajdankach z zakładu karnego. Na kolejnych będą odpowiadać z wolnej stopy. fot. Magdalena Kruszka

    W ubiegłym tygodniu w Sądzie Rejonowym w Szubinie rozpoczęła się rozprawa przeciwko Marii H., jej mężowi Wojciechowi H. i synowi Patrykowi H. Tydzień temu pisaliśmy o wyjaśnieniach składanych przez mężczyzn. Kobieta odmówiła ich składania. Mężczyźni natomiast zeznali, że nad nikim się nie znęcali, lecz pomagali ludziom będącym w trudnej sytuacji życiowej. Podkreślali, że ludzie, którzy są w tej sprawie pokrzywdzeni, nadużywali alkoholu. Starszy z mężczyzn uznał, że pomagał im, oferując dach nad głową i zapewniając wyżywienie w zmian za pomoc. Młodszy z mężczyzn przyznał się do nielegalnego posiadania broni. Zaprzeczył, że bił pracowników pięściami po głowie, czy prętem po ciele.
     SPRZECZNE ZEZNANIA
     Po zeznaniach składanych przez oskarżonych przed sądem w charakterze pokrzywdzonego stanął 47-letni Waldemar K., który w zeszłym roku targnął się na swoje życie, wbijając sobie nóż w szyję. Przed sądem zeznał, że Wojciech H., który na targowisku w Bydgoszczy sprzedawał wieńce i kwiaty, zaczepił go i zaproponował pracę przy zwierzętach. Wówczas pokrzywdzony był bezdomny i mieszkał w schronisku. Był po terapii odwykowej, którą odbył w zakładzie karnym.
     - Powiedział, że nie mam o co się martwić, bo będę miał wszystko zapewnione - mówił Waldemar K. Początkowo nie podjął tej pracy, ale po dwóch tygodniach stwierdził, że skorzysta z propozycji. Do Annowa zawiózł go Patryk H. Jego praca miała polegać na opiekowaniu się zwierzętami - kurami, gęsiami i kaczkami. Mężczyzna miał wyrzucać obornik i karmić je. Co jakiś czas miał też wylewać szambo wiaderkami na pole. Zeznał także, że rąbał drewno i jeździł z Patrykiem H. je sprzedawać. Palił także w piecu.
     - On pokazał mi miejsce, gdzie mam spać, to było w kotłowni - zeznawał pokrzywdzony. - Tam były tragiczne warunki. Bród, smród i ubóstwo. Śmierdziało stęchlizną i wszystkim po kolei. Podjąłem decyzję, że zostanę. Od czasu do czasu porządki sobie zrobiłem. Zimą tam było ciepło, było akurat, ale latem też trzeba było palić tam w piecu, aby ogrzać wodę i było nie do wytrzymania.
     Waldemar K. mówił, że pracował od rana do wieczora. Zeznał przed sądem, że dostawał wyżywienie, więc nie chodził głodny, ale stosowano wobec niego przemoc fizyczną. Bito go za to, że zwierzęta są głodne i że nie mają posprzątane. Mówił, że był bity otwartą ręką po głowie, a raz został kopnięty w krocze.
     - Prętem bił mnie Patryk za to, że nie było napalone w piecu i że temperatura spada, że jest to moja wina - zeznawał pokrzywdzony. - Uderzał mnie prętem po rękach. Byłem w ten sposób bity kilkanaście razy. Raz uderzyła mnie też wężem po plecach pani Maria. Oni mówili do mnie: gówno, kibel, śmierdziel. Może tylko dwa razy zwrócili się do mnie po imieniu.
     Waldemar K. mówił, że miał rentę w wysokości 650 zł, po którą zawsze jeździł z Patrykiem H., który zabierał mu te pieniądze. Stwierdził, że nie prosił go o ich zwrot, ponieważ się go bał.
     - Skoro było tam tak źle, to dlaczego pan tam siedział? - pytał sędzia Jacek Tadych.
     - A gdzie miałem pójść? - odpowiadał pokrzywdzony. - Telefon miałem zabrany, nawet nie miałem się jak skontaktować z kimkolwiek.
     14 września ubiegłego roku wstał rano, żeby napalić w piecu, ale zgubił śrubę od komina pieca. Wtedy postanowił skończyć z sobą. Chwycił nóż i wbił go sobie w szyję. Wtedy wszedł Patryk H. Pokrzywdzony zeznał, że nie pamięta, co się dalej działo. Przyznał, że w przeszłości miał dwie próby samobójcze.
     Sędzia Jacek Tadych odczytał wcześniejsze zeznania Waldemara K. Najpierw pokrzywdzony zeznał, że Wojciech H. praktycznie od samego początku źle go traktował. Codziennie go wyzywał i mówił do niego: gówno, kibel, pedał. Był ciągle niezadowolony i szukał pretekstu, żeby wyzywać. Ciągnął go za uszy i uderzał w głowę i w twarz pięścią, przypalał na szyi papierosem. Podczas pierwszego przesłuchania zeznał też, że biła go również Maria H., natomiast Patryk H. i jego dziewczyna nie bili go i nie wyzywali.
     Utrzymywał, że podobnie traktowani byli inni pracownicy, którzy wraz z nim spali w kotłowni w łóżku oraz na porozrzucanej obok łóżka odzieży. Ponadto podczas pierwszego przesłuchania zeznał, że w dniu, w którym próbował popełnić samobójstwo, pogotowie wezwał Patryk H. Na sali sądowej Waldemar K. podtrzymał te zeznania, a sędzia i obrońcy pytali o różnice w obu zeznaniach. Zapytany, dlaczego wcześniej zeznał, że Patryk go nie bił, powiedział, że była między nim a Patrykiem umowa, żeby wszystko zwalić na ojca, zawarta w chwili, kiedy pokrzywdzony wbił sobie nóż w szyję, a do kotłowni wszedł Patryk, który nakazał mówić, że to wszystko przez jego ojca.
     Oskarżony Wojciech H. pytał Waldemara K., czy brakowało mu jedzenia i czy chował to jedzenie do mikrofalówki. Odpowiedział, że jedzenia było wystarczająco, ale skarżył się Patrykowi, że jedzenia jest za mało. Chował to jedzenie, robiąc zapasy na później. Przyznał też, że kiedy przyjechał do Annowa, to w kotłowni było czysto i nikt mu nie zabraniał potem sprzątać. Pozwalano mu także spać w ciągu dnia.
     Sędzia odczytał kolejne zeznania pokrzywdzonego z postępowania przygotowawczego, w których Waldemar K. zeznał, że bili go i wyzywali zarówno Wojciech z Marią, jak i Patryk. Mówił, że bito go między innymi młotkiem po kolanach i trzonkiem od siekiery. Bite były także inne osoby w gospodarstwie. Zeznał również, że Patryk kazał mu wcześniej zeznawać tylko przeciwko ojcu i straszył, że ma wszędzie ludzi. Przyznał, że wcześniej nie obciążył Patryka, bo się go bał.
     - Dlaczego w pierwszych zeznaniach mieliśmy jedną wersję, że uzgodnił pan z Patrykiem jak było wzywane pogotowie, że będzie pan obciążał ojca? - zwrócił uwagę sędzia. - W drugiej wersji, jak ratownicy medyczni pana odwozili, to padło to słowo o obciążaniu ojca. Później była jeszcze jedna wersja, że uzgodniliście to w razie czego o wiele wcześniej. A teraz mamy czwartą wersję, że pan się tak bał Patryka, dlatego tak zeznawał pierwszy raz, żeby go nie obciążyć. Co jest wreszcie prawdą?
     Waldemar K. przyznał, że bał się Patryka H., dlatego w pierwszych zeznaniach go nie obciążył.
     W kolejnych zeznaniach pokrzywdzonego odczytywanych przez sędziego pojawił się jeszcze wątek telefonicznych gróźb Patryka H. i rzekomego listu, który pisała do niego ciotka o tym, że był u niej Patryk H. i odgrażał się. Zeznań tych nie potwierdziła ciotka pokrzywdzonego, która także została przesłuchana przed sądem. Waldemar K. tych zeznań nie podtrzymał.
     Sędzia zapytał pokrzywdzonego, czym się kierował składając takie zeznania. Na to pytanie nie uzyskał jednak odpowiedzi.
     Drugim pokrzywdzonym zeznającym w sądzie w Szubinie był 45-letni Sławomir P. Mówił, że szukał noclegu i pracy, dlatego podszedł na targowisku do Wojciecha H. Wówczas miał trudną sytuację życiową. Miał pomagać Wojciechowi przy straganie. Dostawał za to różne stawki. Bywał także w Annowie. Tam spał w kotłowni razem z Waldemarem K.
     - Nigdy żaden z oskarżonych mnie nie uderzył - podkreślił Sławomir P. - W Annowie to nic nie robiłem. Pomagałem rozładować samochód, który wracał z rynku.
     Sędzia Jacek Tadych odczytał jego wcześniejsze zeznania, w których mówił, że był przez oskarżonych wyzywany od dziwek, prostytutek i zdarzało się, że dostał chlapacza, a czasem był też kopany, kiedy przychodził w stanie nietrzeźwości. W postępowaniu przygotowawczym zeznał, że z czasem przestał dostawać wynagrodzenie, a ludzie na rynku śmiali się, że pracuje dla idioty, który wyzywa go od kurew i dziwek. Mówił wcześniej, że u Wojciecha pracował zawsze, gdy nadużywał alkoholu, a jak trzeźwiał, to starał się o inną pracę.
     Sędzia także Sławomira P. pytał o niezgodności w zeznaniach z postępowania przygotowawczego i w zeznaniach przed sądem. Pokrzywdzony przyznał, że nie wszystkie zeznania z postępowania przygotowawczego są prawdziwe. Potwierdził jednak, że był wyzywany, kiedy był pod wpływem alkoholu. Przyznał, że został uderzony w twarz przez Wojciecha H. i że był wyzywany przez Marię H.
     - Dlaczego dzisiaj pan powiedział, że żadna przemoc nie była wobec pana stosowana? - zapytał sędzia Jacek Tadych.
     - Ja to odczuwam, że to nie była przemoc, to były przepychanki, ale to była moja wina - mówił Sławomir P. Przyznał również, że był kopany, gdyż przychodził w stanie coraz bardziej nietrzeźwym.
     W kolejnych zeznaniach złożonych w postępowaniu przygotowawczym Sławomir P. mówił, że nikt go nie wyzywał, nikt się nad nim nie znęcał, a on nie widział, żeby inni pracownicy byli źle traktowani. Mówił o swojej chorobie alkoholowej i lukach w pamięci spowodowanych tą chorobą.
     Prokurator Piotr Szwarc zauważył, że te zeznania różnią się między sobą i pytał, czy ktoś rozmawiał ze Sławomirem P. pomiędzy zeznaniami i czy ktoś próbował wpłynąć na jego zeznania. Pokrzywdzony zaprzeczył.
     - To zeznanie wygląda tak, jakby pan chciał się usprawiedliwić mówiąc o alkoholizmie - stwierdził prokurator.
     ZEZNANIA ŚWIADKÓW
     Świadkami w sprawie byli także Sławomir M. i Ewa D., rodzeństwo pokrzywdzonego Grzegorza M., który już nie żyje od dwóch lat. Zmarł z powodu rozlanego wrzodu żołądka. Oboje mówili, że brat pracował u Wojciecha H. i skarżył się na to, jak jest tam traktowany. Mówił, że był przetrzymywany w Annowie i bity, a którejś nocy uciekł stamtąd bez butów. Sławomir M. przyznał, że jego brat bał się oskarżonych, których nazywał mafią. Z kolei Ewa D. zeznała, że kiedy jej brat przyjechał kiedyś do niej po pobycie w Annowie, to miał siniaki na ciele. Nie powiedział jednak, skąd je ma, bo się wstydził.
     Przed sądem zeznawała również Karolina S., córka pokrzywdzonego Andrzeja S., który miał być świadkiem w tej sprawie, pokrzywdzony zmarł jednak 5 września tego roku w szpitalu. Jego córka mówiła, że miał on problem z alkoholem i jak nie miał dostępu do alkoholu, to się skarżył, a jak było wszystko dobrze, to chwalił Patryka H. Nie potrafiła powiedzieć, czy ojcu działa się krzywda w gospodarstwie w Annowie, nie widziała u ojca żadnych obrażeń ciała.
     Świadkiem w tej sprawie jest także inny z pracowników gospodarzy z Annowa, 55-letni Czesław L., który nie jest pokrzywdzonym. Zeznawał, że zdarzało się, że pomagał w gospodarstwie państwa H., z którymi utrzymywał relacje towarzyskie. Bywało, że spał u nich, nieraz w kotłowni, nieraz w domu Patryka. Chwalił wyżywienie, podkreślał, że on i inni pracownicy dostawali papierosy i alkohol.
     - Nie widziałem, żeby ktoś z oskarżonych używał przemocy wobec mnie albo innych mężczyzn - stwierdził Czesław L., a zapytany, czy byli wyzywani odpowiedział, że ostatnio szef też do niego powiedział ty durniu. Uznał, że kotłownia była w złym stanie, bo do tego stanu doprowadzili ją przebywający tam mężczyźni. Mówił, że nie miał określonego czasu pracy, podobnie jak inni. Zeznał, że Waldemar K. cały czas spał i często nie był w stanie nawet nakarmić drobiu. Mówił, że każdy z mężczyzn w każdej chwili mógł opuścić gospodarstwo, w którym pracy nie było aż tyle, żeby wypełniała cały dzień.
     - Wojtek jest krzykliwy, wybuchowy, przeklina, ale nie widziałem, żeby komuś zrobił krzywdę - powiedział Czesław L. - Inni w gospodarstwie bali się Patryka, ale chyba ze względu na jego posturę.
     O złym traktowaniu pracowników przez Patryka H. mówił natomiast inny świadek - Grzegorz M., dla którego pracownicy Patryka wykonywali usługi przy malowaniu elewacji. Mówił, że Patryk znieważał swoich pracowników słownie.
     UCHYLENIE ARESZTU
     Po przesłuchaniu wszystkich świadków 21 września mecenasi Wojciecha H. i Patryka H. wnieśli o uchylenie wobec oskarżonych aresztu tymczasowego. Prokurator przychylił się do tego wniosku.
     Wobec tego sędzia uchylił dla obu mężczyzn areszt tymczasowy. Mężczyźni na wieść o tym, że będą odpowiadać z wolnej stopy, popłakali się. Wojciech H. wyprowadzany jeszcze przez policję z sali sądowej na korytarzu powiedział do syna: - Tak, dzieciak! Prawda stara mówi, że litość to zbrodnia.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1337 (39/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry