Danuta Cesarz oglądała w telewizji program kryminalny 997. Usłyszała pukanie do drzwi. Gdy je otworzyła ujrzała Macieja K., który szarpnął i wyciągnął ją z mieszkania. Bił po całym ciele. Danutę Cesarz uratował sąsiad. Szubińska prokuratura zastosowała wobec Macieja K. dozór policyjny. Mężczyzna nie może zbliżać się do kobiety na odległość 500 metrów.

Na twarzy Danuty Cesarz widać jeszcze ślady pobicia fot. Arkadiusz Majszak
Na twarzy Danuty Cesarz widać jeszcze ślady pobicia fot. Arkadiusz Majszak

     Jeszcze 4 lata temu Danuta Cesarz mieszkała w tym samym budynku co Maciej K. Podkreśla, że z sąsiadami miała dobre relacje. Nie wie jedynie w czym przeszkadzała mamie Macieja K.
     Danuta Cesarz mówi, że mama Macieja K. ciągle jej ubliżała i obrzucała różnymi wyzwiskami. Pewnego razu w niezdrowe relacje wkroczył Maciej K. Uderzył Danutę Cesarz, gdy wracała do domu.
     - Wezwałam policję. Gdy po niego przyjechali, strasznie im naubliżał. Zapytali mnie na zeznaniach, czy chcę założyć sprawę. Powiedziałam wówczas, że nie chcę sprawy. Policjantów uczuliłam, by przepowiedzieli mu do rozsądku. Policjanci sami założyli mu sprawę, bo im strasznie naubliżał. Jak się dowiedział, że będzie sprawa myślał, że to ja ją wniosłam i dowiedziałam się, że szykuje się na moich synów. Pewnej nocy pomylił się i ugodził przypadkowego przechodnia nożem. Myślał, że to mój syn. To nie był mój syn, a ten mężczyzna, którego ugodził, cudem przeżył. Trochę za to odsiedział. Nie odzywał się. Był spokój - opowiada Danuta Cesarz.
     Gdy Maciej K. wyszedł z więzienia na widok Danuty Cesarz, która przeprowadziła się już do innego mieszkania, pluł i używał słów powszechnie uznanych za nieprzyzwoite. Wspomina, że 2 miesiące temu podszedł do niej na ulicy i uderzył.
     - To było w biały dzień. Wracałam z ośrodka od lekarza. To się działo na ulicy 4 Stycznia. Nikogo w tym czasie oprócz nas nie było na ulicy. Przejeżdżały tylko samochody. Powiedziałam, że nie mogę tego dłużej tolerować. Jak długo mam bać się chodzić po mieście? Tolerowałem opluwanie i wyzwiska. Ten cios pięścią w twarz zgłosiłam na policję i wnioskowałam, by wnieśli sprawę - mówi kobieta.
     KOPAŁ PO CAŁYM CIELE
     Minęły 2 miesiące. W ubiegły poniedziałek późnym wieczorem Danuta Cesarz oglądała w telewizji program kryminalny 997. Usłyszała pukanie do drzwi. Nie była pewna. Zaświeciła światło. Podeszła do drzwi i zapytała: - Kto jest? Nikt się nie odezwał. Czuła jednak, że ktoś za nimi stoi. Kiedy je otworzyła ujrzała Macieja K. Natychmiast chciała zamknąć drzwi. Mężczyzna jej na to nie pozwolił i wywiązała się szamotanina. Chwycił ją za nocną koszulę. Wyciągnął na korytarz. Krzyknął: - Za to co zrobiłaś to cię zabiję i uderzył ją z całej siły pięścią w twarz.
     - To kawał chłopa. Nie dałam rady zamknąć drzwi. Dostałam strzał, a później widziałam jak mi nogi latają. Zaczął mnie kopać po całym ciele.
     - Próbowałam jakoś się podnieść. Krzyczałam z prośbą o ratunek. Modliłam się, żeby ktoś mnie usłyszał. Nawet nie wiem ile było kopniaków. Nie wiem jak długo to trwało. Chwilowo chyba traciłam przytomność. Na nogach miał glany. Kopał mnie gdzie popadło. Moje krzyki usłyszał sąsiad, który wyszedł zobaczyć co się dzieje na korytarzu. Wtedy on uciekł. Ja schroniłam się w mieszkaniu sąsiada. K. chyba jeszcze się cofnął, bo gdy wróciłam do mieszkania nie było na ławie komórki, starej "nokii" i nie mogłam zadzwonić na policję. Jakie to szczęście w nieszczęściu, że on wypchnął mnie na korytarz. Gdyby mnie wepchnął do mieszkania, to pewnie nikt by tego nie słyszał i by mnie zatłukł - opowiada ofiara pobicia.
     Danuta Cesarz poszła do mieszkającej piętro wyżej sąsiadki, by o sprawie poinformować policję.
     Funkcjonariusze wezwali pogotowie, gdyż poszkodowana miała zakrwawioną całą koszulę. Z łuku brwiowego tryskała krew. Policjanci pytali o szczegóły zdarzenia. Przybyły lekarz dokonał obdukcji. Później ofiara pobicia pojechała z funkcjonariuszami na posterunek, gdzie jej zeznania zostały zaprotokołowane. Policjant z wydziału kryminalistyki zabezpieczył ślady.
     W czasie, gdy ofiara była przesłuchiwana, oprawca został zatrzymany przez policję. Odwieziono go do izby zatrzymań w Żninie.

Danuta Cesarz podkreśla, że szczęściem w nieszczęściu było to, że Maciej K. wyciągnął ją na korytarz. Nie wie, jak by się to zakończyło, gdyby bił ją w domu. fot. Arkadiusz Majszak
Danuta Cesarz podkreśla, że szczęściem w nieszczęściu było to, że Maciej K. wyciągnął ją na korytarz. Nie wie, jak by się to zakończyło, gdyby bił ją w domu. fot. Arkadiusz Majszak

     POMOC SĄSIADA
     Mówi Bożena, sąsiadka, która mieszka naprzeciw ofiary: - Ja tylko słyszałam, że pani Danuta wołała pomocy. Słyszałam głosy szarpaniny. Uderzanie o drzwi. Bał am się otworzyć drzwi. Otworzyłam je dopiero, gdy przyszła policja. Wtedy dowiedziałam się kim był napastnik. Za ścianą odnosiło się takie wrażenie, jakby tu przyszła cała banda. Gdy to się działo oglądałam akurat "997". Słyszałam tylko krzyk: -"ratunku, bo mnie zabije". Gdy przyjechała policja zobaczyłam jak wygląda sąsiadka. Cała była we krwi. Na podłodze i na ścianie było mnóstwo krwi. Osobiście tę krew zmywałam. Dziwię się, że tak poturbowanej kobiety pogotowie nie zabrało do szpitala. Mogła mieć przecież wstrząśnienie mózgu. A gdyby był w głowie jakiś krwiak i rano by się nie obudziła? Nie zrobiono jej również żadnego prześwietlenia - ubolewa Bożena.
     Druga sąsiadka, której mąż odważył się pomóc Danucie Cesarz spała w momencie zdarzenia. Mąż oglądał wówczas telewizję. Obudziła się dopiero, gdy mąż wprowadzał do mieszkania sąsiadkę.
     - Myślałam, że mam nocne zwidy lub oglądam jakiś film. Sąsiadka wyglądała potwornie. Nie było miejsca na jej ciele, które nie byłoby poplamione krwią. Krew leciała z nosa i łuku brwiowego. Mąż również miał ręce, plecy i nogi od krwi - mówi sąsiadka.
     Bożena dodaje, że gdyby sąsiad nie otworzył drzwi, to byłoby po kobicie.
     KARA JAK DLA PIJAKA
     Danuta Cesarz nie ukrywa, że aż zaczęła się trząść ze strachu, gdy dwa dni po zdarzeniu dowiedziała się od sąsiadów, że Maciej K. chodził sobie swobodnie po Barcinie. Dodaje, że zapanowała panika, bo Maciej K. jest postrachem Barcina. Do jego ulubionych zajęć należy oglądanie filmów akcji takich jak Rambo, Comando, Wejście Smoka i innych, w których głównych bohaterów grają Sylwester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Bruce Lee, Bogusław Linda. Uwielbia też militaria. Zakłada spodnie moro, hełm i wciela się w postać jednego ze swoich idoli. Wcześniej o mało nie pozbawił życia jednego z mieszkańców Barcina, kiedy ugodził go nożem. Z pewnych źródeł wiemy, że Maciej K. mogł być odpowiedzialny za zatrucie studni substancją ropopochodną na Starym Barcinie.
     - Spotkałam jednego z policjantów. Zapytałam dlaczego wyszedł. Nie potrafił mi odpowiedzieć. Mam kuratora, którego poprosiłam o pomoc. Był na posterunku w Barcinie oraz w prokuraturze w Szubinie. Powiedział mi, że policja zrobiła w tej sprawie wszystko. Wnioskowali o zastosowanie aresztu tymczasowego. Kurator rozmawiał też z prokuratorem, by zmienił decyzję. Prokurator powiedział, że nie zmieni decyzji. K. dostał dozór policyjny. Raz dziennie ma się stawić na posterunku. Do mnie nie może się zgłaszać na odległość 500 metrów. Dla mnie jest to bzdurna decyzja. Ja sobie tego nie wyobrażam - ubolewa Danuta Cesarz.
     Pierwszy raz od chwili zdarzenia kobieta widziała Macieja K. w piątek, gdy wracała z ośrodka zdrowia.
     Był na drugiej stronie ulicy. Szła wówczas z synem i jego kolegą.
     - Do mnie nic nie mówił, ale kolegę mojego syna pytał później czy robi u mnie jako ochrona - twierdzi Danuta Cesarz.
     - Dzieciaki to również bardzo przeżywają. Są zastraszone. Mąż również otrzymywał pogróżki. Może dopiero gdyby mnie wywieźli w worku, to zostałby zamknięty? - dodaje Danuta Cesarz.
     Po zdarzeniu obawy, przede wszystkim o własne dzieci, mają również sąsiedzi Danuty Cesarz. Mówi sąsiadka, której mąż podjął interwencję podczas zdarzenia: - Nie wiemy co on teraz może zrobić. A przecież mamy dzieci. Cały dom postawił na nogi. Boimy się, kogo sobie teraz upatrzy? Nie czujemy się bezpiecznie we własnym domu. On powinien być zamknięty. Spotkała go taka sama kara, jak pijaka, który narozrabia i zostanie zamknięty na 48 godzin.
     Danuta Cesarz zapytana przez nas co mogło zirytować Macieja K. do tego stopnia, że bił ją, mówi, że prawdopodobnie otrzymał, zawiadomienie o wszczęciu postępowania z powodu pobicia przed dworna miesiącami.
     PROKURATOR NIE MUSI SIĘ TŁUMACZYĆ
     Podkomisarz Krzysztof Jaźwiński ze żnińskiej policji przyznał, że policja wnioskowała o zastosowanie wobec sprawcy tymczasowego aresztu.
     Szef szubińskiej prokuratury Dariusz Mańkowski powiedział, że nie musi się przed nami tłumaczyć, dlaczego zastosował inny środek zapobiegawczy niż ten, o który wnioskowali policjanci. - Akt oskarżenia na pewno zostanie sporządzony. Ten mężczyzna zostanie ukarany. Pięć razy w tygodniu musi zgłosić się na policję. Nie może również zbliżać się do poszkodowanej. Jeśli złamie ten zakaz to zostanie złożony wniosek o tymczasowe aresztowanie. Akt oskarżenia będzie na 200% - zapewnia prokurator.
     Kurator Danuty Cesarz powiedział nam, że nie wolno mu z nami rozmawiać.

Arkadiusz Majszak
Tygodnik Barciński Pałuki nr 206 (25/2005)

 

KOMENTARZ

Pomóżcie Rambo

     Pamiętam, będąc dzieckiem oglądałem z zapartym tchem filmy z udziałem Rambo na kasetach video. Lata 80. były bowiem dekadą królowania tego sprzętu na polskim rynku. Posiadanie magnetowidu, czy choćby odtwarzacza VHS było szczytem marzeń. Ja takowego nie miałem, ale spotykaliśmy się u kolegi całą grupą i tam oglądaliśmy z zapartym tchem m.in. filmy z bohaterem akcji: Johnem Rambo.
     Było to dla nas niesamowite przeżycie, jak to dla nastolatków, którym imponował John: silny, odważny mężczyzna, który ratuje z opresji dobrych ludzi. Pamiętam min. taką scenę, gdzie uwięzieni w bodajże wietnamskim, czy też radzieckim więzieniu (już nie wiem, w którym) torturowani przez komunistycznych oprawców, żołnierze amerykańscy dodają sobie otuchy słowami: "Rambo tu przyjdzie. Rambo nam pomoże".
     W Barcinie też jest człowiek zwany Rambo. Pisze o nim kolega Arek w dzisiejszym dodatku barcińskim do Pałuk. Tylko, że tutejszy Rambo jest przeciwieństwem tego z filmowej fikcji. Barciński Rambo też wprawdzie, jak filmowy John jest Biczem Bożym (niczym Atylla, król Hunów) dla wrogów, i ratunkiem dla przyjaciół. Tyle tylko, że tych wrogów obiera sobie nie wiadomo na jakiej zasadzie.
     Parę lat temu trafił do więzienia, bo nieomal pozbawił życia przy użyciu noża, przypadkowego mężczyznę. Po wyjściu z więzienia atakuje swego sąsiada, bo uważa go za wroga. Przy czym jego agresja przybiera charakter czysto atawistyczny, pierwotny, bo np. pozbawia głowy cięciem maczety kotkę należącą do tego sąsiada. Ostatnio zaś bestialsko pobił żonę tego sąsiada, która jednak mieszka w innej części miasta. Po prostu wtargnął do jej mieszkania i bestialsko ją pobił. Po tym wszystkim nadal swobodnie porusza się po mieście, wzbudzając panikę mieszkańców.
     Jaki będzie następny krok, jakiego czynu dokona Rambo znad Noteci? Czy trzeba czyjejś śmierci z rąk nieprzewidywalnego wojownika, żeby odpowiednie służby zareagowały po męsku?
     Ale jest też druga natura barcińskiego Rambo: to zagubiony, młody człowiek, któremu dobro miesza się ze złem. Chcę bowiem powiedzieć, o czym też pisałem w dzisiejszym reportażu w Pałukach, że to właśnie Rambo pozwolił wyrzuconemu przez swego gospodarza z domu, Rafałowi Skowronowi rozbić namiot na swoim ogrodzie.
     Dlatego nie uważam, żeby Rambo znad Noteci był z gruntu zły. Jego problem, który staje się problemem całego Barcina jest znacznie głębszy.
     I z tego właśnie powodu proszę, dodając sobie otuchy jako mieszkaniec tego miasta, niczym żołnierz z filmowego więzienia, które miał zdobyć John Rambo: "policjo, prokuraturo, wymiarze sprawiedliwości, służbo zdrowia, burmistrzu, i ktokolwiek jeszcze może - pomóżcie Maciejowi zwanemu Rambo, a w ten sposób pomożecie i nam."
     Inaczej dojdzie do ogromnej tragedii, tak jak ostatnio w Szczecinie, gdzie złe rozpoznanie stanu emocjonalnego kobiety, i wypuszczenie jej spod opieki do własnego domu skończyło się zabiciem przez szczeciniankę jej córki, a następnie samobójstwem samej dzieciobójczyni. Nie chcę, by w moim miasteczku stało się coś równie tragicznego. Dlatego proszę raz jeszcze: pomóżcie Rambo.

Karol Gapiński
Pałuki nr 697 (25/2005)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry