Strzeleńscy działacze i politycy, obrońcy szpitala czuli się na spotkaniu z Magdaleną Daszkiewicz - jak to określa Krzysztof Mleczko - persona non grata. Choć to oni ją zaprosili, nie mieli żadnego wpływu na to, jak ta wizyta wyglądała.

Po obejrzeniu szpitala w Mogilnie uczestnicy spotkania z dyrektorem wydziału zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy Magdaleną Daszkiewicz udali się do filii szpitala w Strzelnie fot. Damian Stawski
Po obejrzeniu szpitala w Mogilnie uczestnicy spotkania z dyrektorem wydziału zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy Magdaleną Daszkiewicz udali się do filii szpitala w Strzelnie fot. Damian Stawski

    WIZYTA
     23 maja dwa obiekty szpitalne SP ZOZ w Mogilnie i Strzelnie wizytowała dyrektor Wydziału Zdrowia Kujawsko-Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego przy Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy Magdalena Daszkiewicz. Po obiektach oprowadzili ją wicestarosta Krzysztof Szarzyński, radny powiatowy Krzysztof Mleczko, dyrektor SPZOZ Marek Gotowała, wicedyrektor Barbara Buzała, działacze związkowi Sławomir Śródecki i Grzegorz Kulczycki. W spotkaniu uczestniczył też dyrektor ds. planów inwestycyjnych i zastępca pani Daszkiewicz, która zajmuje się inwestycjami.
     Wcześniej delegacja w składzie: burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak, Grzegorz Kulczycki i Andrzej Pruczkowski, jako grupa przy burmistrzu walcząca o utrzymanie status quo szpitala w Strzelnie pojechali do Urzędu Wojewódzkiego i prosili, by dyrektor Magdalena Daszkiewicz przyjechała i obejrzała dwie jednostki szpitalne w Mogilnie i Strzelnie.
     W MOGILNIE OGÓLNIE
     W końcu pani dyrektor zdecydowała po ich kolejnej wizycie, że przyjedzie.
     - No i przyjechała, 23 maja. My o jej wizycie powiadomieni zostaliśmy przez wicestarostę Krzysztofa Szarzyńskiego i pojechaliśmy - powiedział nam Krzysztof Mleczko.
     - Ja myślałem, że skoro bezstronna osoba przyjeżdża, ze będzie na zasadzie, że wypowie się dyrektor SP ZOZ i my też zostaniemy do rozmowy dopuszczeni. Ale okazało się, że nasz przyjazd był niepotrzebny, bo pani dyrektor zainteresowana była tylko rozmową o rozwoju lecznicy w Mogilnie. Na naszą prośbę, żebyśmy wspólnie zeszli i zobaczyli jak wygląda podziemie starego szpitala w Mogilnie i jak może wyglądać podziemie nowego budowanego szpitala nie było z jej strony zainteresowania. A jeżeli nie zrobią tam dodatkowych prac, które nie były przewidywane, a teraz muszą być wykonane, a nie zostały prawdopodobnie w ogóle wycenione, bo trzeba będzie zrobić takie zabezpieczenie, żeby woda nie wchodziła do przewidywanego obiektu pod ziemią, który będzie dla dzieci, a podejrzewam, że dzieci będą mogły uczyć się tam pływać zanim tam dotrą. W piwnicy starego budynku jest spora ilość wody. Tam jest jeszcze dodatkowy problem, bo dowiedziałem się, że tam znajdują się nowo zakupione urządzenia do gazów technicznych. To wszystko zostało zalane wodą i to jest ogromna niegospodarność dyrektora SPZOZ. 3 lata jest dyrektorem i nic z tym nie zrobił i zastanawiam się, czy to nie jest niegospodarność właśnie jego. Podczas spotkania próbowałem wtrącić się w rozmowę pani dyrektor Daszkiewicz z dyrektorem SPZOZ, to zostałem od razu strofowany, że ona rozmawia z panem dyrektorem, a nie ze mną. Więc przeprosiłem i wycofałem się do tyłu. Pochodzili, popatrzeli, ja zwróciłem jeszcze uwagę, że sufit w klatce schodowej spadł, ale pani dyrektor nie była tym zainteresowana, ani wejściem do piwnicy, ani tym, że się tam różne cuda dzieją. W ogóle nie zwiedzała tego obiektu wewnątrz, tylko zewnątrz. W Strzelnie natomiast przeszła wszystkie budynki od góry do dołu. Popatrzyła też na plac. My sugerowaliśmy, że jest tam duże miejsce na zrobienie lądowiska dla helikopterów LPR, w razie skomplikowanych wypadków śmigłowiec ląduje i zabiera poszkodowanego np. do Bydgoszczy. Nam nie chodziło o tworzenie nowego oddziału z helikopterem, bo nas na to nie stać. Dyrektor Gotowała dosłownie ofuknął, że my nie przewidujemy takiego oddziału, już nie chciałem mówić, że my nie mówimy o tworzeniu nowego oddziału, ale o zabezpieczeniu w przypadku ciężkich wypadków, mając karetki na miejscu, mając drogi krajowe w mieście wypadki są, wtedy karetka odbiera, przywozi szybko pod podstawiony helikopter i 20 minut i już są w Bydgoszczy na sali operacyjnej. Niestety w ogóle nie było możliwości porozmawiania. My, którzy ją zaprosiliśmy, nie dyrektor, nie starosta Barczak, tylko my ją zaprosiliśmy czuliśmy się na tym spotkaniu jak persona non grata. Ona rozmawiała tylko z dyrektorem. Ja jestem tak zbulwersowany, że hamuję się, żeby tutaj nie wybuchnąć i staram się być spokojny – powiedział nam Krzysztof Mleczko.
     KOSZTY
     Dodał też, że budowa nowego szpitala w Mogilnie będzie kosztowała więcej niż 13 mln zł. Mówił, że wystarczy spojrzeć, na to, że będzie musiała być wybudowana niecka betonowa lub tzw. płaszcz okalający, żeby woda nie podchodziła pod nowy obiekt, gdzie właśnie część piwniczna będzie zagospodarowana pod oddział dziecięcy. Ta woda w tej chwili wybija w starym budynku cyklicznie, czyli w nowym obiekcie też będzie wybijać i dlatego musi być wykonane odwodnienie.
     - Pytanie zatem, kto kogo robi w balona z kosztami tej inwestycji? A może to my zaczniemy budować, a zakończy to spółka żnińska, która przejmie ten obiekt za złotówkę? A może Strzelno przejmie firma, która prowadzi tam stację dializ. Bo może dyrektor też jakiś myk zrobi, bo jest prawnikiem i poszuka rozwiązania, żeby ta spółka właśnie i przejmie strzeleński szpital w użytkowanie. Oczywiście Rada Powiatu musiałaby wyrazić na to zgodę, ale sądząc po obecnych głosowaniach, to Rada zawsze może taką zgodę wyrazić. Ta wizyta nic nam nie dała. Poczekamy na opinię. Nie chcę podsumowywać panią dyrektor. Jednak ona do systemu JOWISZ, który ocenia inwestycje poda odpowiednie dane.
     NIEWPUSZCZENI DO GABINETU
     Było podczas spotkania jeszcze coś, jak mówi radny Mleczko, bardzo ważnego. Po obejrzeniu obiektów wszyscy udali się do biura dyrektora Gotowały.
     - My też tam poszliśmy. Ja jako radny powiatowy i przewodniczący komisji rewizyjnej, bo środki publiczne połyka nasz SPZOZ niczym woda topielców, był też Grzegorz Kulczycki, jako strona społeczna i Sławomir Śródecki, jako przedstawiciel „Sierpnia 80”. Spytałem, czy możemy wejść do gabinetu, dyrektor spojrzał na nas i powiedział, że za chwilę. Wyszła wtedy z gabinetu pani wicedyrektor Buzała, wzięła kalendarz, wasz kalendarz z „Pałuk”, nie wiem ,co na tym było, ale chyba chciała pokazać nasz powiat mogileński. Wyszła, spojrzała na nas ,weszła z powrotem, zamknęła szczelnie drzwi. My czekaliśmy. Wszyscy wyszli z gabinetu, my jako niechciani petenci, taka persona non grata staliśmy w korytarzyku nie zostaliśmy do rozmowy dopuszczeni. Nie wiem, czy bali się, że przy pani dyrektor jakąś rozróbę zrobimy, bo może jesteśmy jacyś nieokrzesani. Można różnie myśleć. To zachowanie świadczy jednak nie o nas. Pomimo, że to my panią Daszkiewicz zapraszaliśmy, zostaliśmy potraktowani persona non grata, jako osoby nieodpowiednie i może niekompetentne – dodał Krzysztof Mleczko.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1319 (21/2017)

 

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry