Mieszkańcy mają już dość walki z uciążliwymi muchami, które - jak twierdzą - pochodzą z pobliskiej fermy norek. Właściciel fermy Paweł Hildebrański temu zaprzecza i chce, aby sprawę zbadał entomolog.

Marlena Przybylska pokazuje zawieszone niedawno na domu, lepy które szybko pokrywają się muchami fot. Roman Wolek
Marlena Przybylska pokazuje zawieszone niedawno na domu, lepy które szybko pokrywają się muchami fot. Roman Wolek

    PROBLEM POWRACA
     Po raz kolejny mieszkańcy Smolar i okolic (gm. Trzemeszno) nie mogą sobie poradzić z plagą much na ich terenie. Jak twierdzą, muchy te przedostają się z pobliskiej fermy norek należącej do gnieźnieńskiego przedsiębiorcy Pawła Hildebrańskiego.
     Przypomnijmy, że o sprawie tej pisaliśmy już 2 lata temu. Latem 2015 r. do burmistrza Trzemeszna Krzysztofa Derezińskiego wpłynęło pismo mieszkańców. Osoby te zwracały się o pilną interwencję i pomoc w sprawie wyjątkowo licznej ilości much pochodzących z fermy norek. Informowali m.in., że muchy są mniejsze od zwykłych, bardzo dokuczliwe, pełne krwi i stanowią zagrożenie dla zdrowia mieszkańców. Twierdzili, że w okolicy nastąpił wzrost zachorowań małych dzieci na choroby układu pokarmowego. Pod pismem podpisało się wtedy 31 osób.
     W ostatnim czasie podczas wspólnego posiedzenia komisji Rady Miejskiej w Trzemesznie radny Tadeusz Pawlak informował, że mieszkańcy Smolar pytają go, czy znów latem będzie w okolicy to samo co wcześniej z muchami. Prosił o wyjaśnienia w tej sprawie.
     Wiceburmistrz Dariusz Jankowski odpowiadał, że ten temat jest cały czas monitorowany przez Urząd. Prowadzona jest korespondencja z właścicielem fermy norek. Odpowiedź, jaką ratusz otrzymał od przedsiębiorcy w tej sprawie, nie satysfakcjonuje jednak urzędników. Zwrócono się więc ponownie pisemnie o przedłożenie ekspertyz, które mają wykazać działanie ze strony właściciela fermy.
     - Mam nadzieję, że ta sytuacja uciążliwości się nie powtórzy w roku 2017. Ten pan deklarował wykonanie pewnych badań, których nie wykonał. Tłumaczył się względami od niego niezależnymi - wyjaśniał wtedy zastępca burmistrza. Radny Pawlak o wyjaśnienia w tej sprawie prosił później także na sesji Rady Miejskiej.

Niepełnosprawny Adam Bronś wykorzystuje gałązki do oganiania się od much fot. Roman Wolek
Niepełnosprawny Adam Bronś wykorzystuje gałązki do oganiania się od much fot. Roman Wolek

     ŻYCIE STAŁO SIĘ KOSZMAREM
     Jak się jednak okazuje, plaga much ponownie dokucza mieszkańcom. Mieszkanka Smolar Marlena Przybylska, żona leśniczego Sergiusza Przybylskiego z Leśnictwa Smolary twierdzi, że problemy z muchami pojawiły się kilka lat temu, gdy po wybudowaniu pobliskiej fermy norek zwiększano obsadę hodowanych tam zwierząt. I od tamtej pory zmaga się z muchami właściwie co roku od maja do września. Jak opowiada, w mieszkaniu nie można wtedy otwierać okien, a założone moskitiery niewiele dają, bo owady i tak dostają się do środka. Muchy w szczególnie dużych ilościach przebywają w ogrodzie na różnych roślinach i drzewach, a także na ścianach domu, szczególnie od nasłonecznionej strony. Jest ich tak dużo, że nie można się od nich opędzić. Praktycznie nie można przebywać na zewnątrz domu i w ogóle korzystać z tarasu lub altany. Aby walczyć z muchami Marlena Przybylska wydaje duże środki na lepy na muchy, muchozole oraz pułapki na te owady. Nie przynosi to jednak zbyt dużych rezultatów. Jak relacjonuje mieszkanka Smolar, codziennie rano wiesza np. na oknie kilka lepów na muchy i już po niedługim czasie są one całkowicie pokryte owadami. Równie szybko zapełniają się wieszane na drzewach pułapki na muchy. Jak twierdzi, muchy dokuczające mieszkańcom Smolar i okolic to plujki, które mogą roznosić wiele chorób.
     - Brak słów na to. To jest walka z wiatrakami, syzyfowe prace. Życie stało się dla nas koszmarem. To jest koszmar jak z filmu Hitchcocka. Tam ptaki wchodziły wszędzie, a tu jest to samo z muchami. To jest XXI wiek, a u nas jakby był XIX - komentuje Marlena Przybylska. Mieszkańcy szukali pomocy w różnych instytucjach. Żadnych rezultatów nie przyniosły jednak interwencje i kontrole: Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego, Inspekcji Weterynaryjnej oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
     - Nie wiem już, gdzie się udać, żeby zmusić tego pana, żeby zrobił z tym porządek - mówi o właścicielu fermy norek mieszkanka Smolar.

Sabina Bronś codziennie wydaje pieniądze na lepy na muchy zawieszane w pomieszczeniach domu fot. Roman Wolek
Sabina Bronś codziennie wydaje pieniądze na lepy na muchy zawieszane w pomieszczeniach domu fot. Roman Wolek

     KANAPKI Z MUCHAMI
     Niedaleko leśniczówki w Smolarach mieszka Sabina Bronś, która potwierdza dużą uciążliwość much od czasu powstania fermy norek. Jak twierdzi, kiedyś muchy też się pojawiały, ale było ich bez porównania mniej. Sabina Bronś opowiada, że nie można w domu otworzyć okna ani gotować. Codziennie wydaje pieniądze na lepy na muchy, które szybko pokrywają się owadami. Jak dodaje, przez muchy pielęgniarka niechętnie przyjeżdża do jej niepełnosprawnego syna Adama.
     Adam Bronś relacjonuje, że gdy siedzi na podwórku na wózku inwalidzkim i próbuje zjeść kanapkę, to już po chwili na kanapce siedzi pełno much. Dlatego nosi ze sobą zawsze gałązkę, żeby się przed nimi oganiać. Jak dodaje, muchy są szczególnie dokuczliwe chwilę po tym, gdy się umyje.

Pułapki zawieszane na drzewach w ogrodzie szybko wypełniają się muchami fot. Roman Wolek
Pułapki zawieszane na drzewach w ogrodzie szybko wypełniają się muchami fot. Roman Wolek

     WINNE OKOLICZNE GOSPODARSTWA?
     Z zarzutami mieszkańców nie zgadza się właściciel fermy norek Paweł Hildebrański.
     Jak powiedział Pałukom, muchy, na które narzekają mieszkańcy Smolar i okolic, nie pochodzą z jego fermy. Z jego obserwacji wynika, że muchy lecą tylko na maksymalną odległość 1 km od fermy i niemożliwe jest, aby mogły pokonać las i dolecieć na odległość 2 km.
     Właściciel fermy zapewnia, że w jego firmie używane są środki na muchy i inne owady, a niekoniecznie są one stosowane w okolicznych gospodarstwach. Zwraca uwagę, że np. muchy mogą pochodzić z obory, która powstała w Jastrzębowie.
     - Od swoich obejść ludzie powinni zacząć, a nie mówić, że muchy są z fermy - uważa Paweł Hildebrański. Dodaje, że na terenie fermy można zauważyć, że więcej much jest od strony lasu, a wewnątrz jest ich mniej, co może świadczyć o tym, że muchy przylatują skądś na teren fermy, a nie na odwrót. Zapewnia, że w przyszłym tygodniu ma przyjechać powołany przez niego biegły, który ma zbadać, czy muchy pojawiające się w okolicy pochodzą z fermy, czy też nie. I ma to być także wyjaśniane w trzemeszeńskim Urzędzie Miejskim.
     PO POMOC DO ENTOMOLOGA
     Kilka dni temu burmistrz Krzysztof Dereziński udzielił pisemnej odpowiedzi na pytania w tej sprawie radnego Tadeusza Pawlaka. Jak poinformował, Urząd Miejski wystąpił do właściciela fermy o przekazanie ustaleń i wniosków z ekspertyzy Polskiego Towarzystwa Entomologicznego, której przeprowadzenie deklarował Paweł Hildebrański. Jednak - jak się okazało - właściciel fermy nie miał tej ekspertyzy, ponieważ nie została ona przeprowadzona. Właściciel fermy przekazał jedynie, że przeprowadza dezynsekcje zgodnie z zaleceniami i konsultacjami lekarza weterynarii oraz stosuje preparaty wskazane przez Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, natomiast obornik, odpady i nieczystości płynne wywożone są zgodnie z potrzebami.
     W następstwie tej niesatysfakcjonującej odpowiedzi dotyczącej niewykonania zadeklarowanej ekspertyzy, Urząd Miejski ponownie wystąpił o udzielenie dokładnej informacji o podjętych działaniach i efektach podejmowanej współpracy, uzyskanych opiniach i zaleceniach specjalistów. Jak przekazał burmistrz, właściciel fermy poinformował, że nawiązał kontakt z Agatą Piekarską - entomologiem, która zdecydowała się podjąć się przeprowadzenia analizy entomologicznej. W tej sprawie planuje się spotkanie, którego miejsce i termin zostaną ustalone.
     Do tematu wrócimy w Pałukach.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1323 (25/2017)

Inne teksty na ten temat:

Instytucje i samorząd bezsilne wobec plagi much

Zapłacą właściciel fermy i gmina

Wyniki badań utajnione

Muchy gnębiące mieszkańców pochodzą z fermy norek

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry