Advertisement
Artykuł tygodnia
  • Ogrodowa zamknięta
    Ogrodowa zamknięta

    Od 19 października przez 6 najbliższych tygodni zamknięta dla ruchu będzie ul. Ogrodowa w Szubinie. Zamknięcie spowodowane jest remontem. 

Advertisement

Julia Iciak z Pińska cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Cały czas przechodzi rehabilitację. Teraz pojawiła się deformacja stóp, którą trzeba jak najszybciej zoperować. NFZ każe czekać dziewczynce na zabieg trzy lata. Można szybciej, prywatnie, ale na to potrzeba kilkanaście tysięcy złotych.

Julia Iciak wraz z Eweliną Wodnicką, neurologopedą uczy się komunikacji ze światem zewnętrznym fot. Remigiusz Konieczka
Julia Iciak wraz z Eweliną Wodnicką, neurologopedą uczy się komunikacji ze światem zewnętrznym fot. Remigiusz Konieczka

     Julka urodziła się 12 stycznia 2011 roku. Ciąża przebiegała prawidłowo i dziecko również prawidłowo się rozwijało. Przyszła na świat w 42. tygodniu ciąży. Ważyła 3.520 g i miała 54 cm długości. Mama urodziła ją naturalnie, ale podczas porodu okazało się, że wody płodowe mają zielony kolor. Jak mówi mama Julki, dziewczynka opuszczała szpital w dobrym stanie, z dobrymi ocenami personelu medycznego w Szubinie. Jednak po trzech dobach Julka trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej w stanie krytycznym. Doszło do niedotlenienia mózgu. Trafiła do szpitala dziecięcego w Bydgoszczy. Lekarze nie gwarantowali, że dziewczynka przeżyje nawet noc.
     Zielone wody płodowe to zespół zaburzeń oddychania związany z przedostaniem się do dróg oddechowych smółki płodu. Smółka to pierwszy stolec wydalany przez noworodka po urodzeniu. Zawiera on głównie wody płodowe, maź płodową, złuszczony nabłonek śluzówki przewodu pokarmowego oraz enzymy trawienne. Najczęściej płód oddaje smółkę do wód płodowych w wyniku niedotlenienia wewnątrzmacicznego lub zakażenia. Niedotlenienie może stymulować ruchy oddechowe u płodu i już wewnątrz macicy smółka dostaje się do tchawicy i oskrzeli.
     - Jeszcze w szpitalu w Szubinie pediatra powiedziała mi, że nie wiadomo, jak długo Julka w tych zielonych wodach przebywała - mówi pani Agnieszka. - Mogła być długo, bo miała cienką, szorstką skórę. Nie wiadomo ile tej wody się napiła. Ale personel szpitala zapewniał, że stopniowo organizm miał się oczyścić. W trzeciej dobie zaczęło się coś dziać. Pojechaliśmy do doktora Domżały. Ten jak ją zobaczył, to zaraz polecił, by zawieźć ją na oddział. Tam zabrali ją do góry, próbowali się wkłuć, nie mogli, bo żyły były zapadnięte. Wkłuli się w główkę i podali tlen, glukozę. Stopniowo zaczynała nabierać koloru, bo wcześniej była sina. Prze kilka dni walczyli o nią. Jak się stan córki ustabilizował, to okazało się, że to było zakażenie wewnątrzmaciczne. I przez to ten cały bałagan powstał.
     Lekarze stwierdzili m.in. encefalopatię, hipoglikemię, bakteriemię, odwodnienie. Jeszcze w szpitalu została ochrzczona. Po chrzcie jej stan się polepszył. Pobrano płyny mózgowo-rdzeniowe do badania. Wynik badania okazał się dobry. Julia w szpitalu była trzy tygodnie. Została wypisana 3 lutego 2011 r. Jeszcze w tym samym miesiącu pojawiły się pierwsze ataki padaczki.
     - To wyglądało, jakby Julka się czegoś przestraszyła, w kwietniu po badaniu i wykonaniu EEG okazało się, że jest to padaczka, a dokładniej Zespół Westa - padaczka lekooporna - mówi mama Julki.
     W grudniu 2011 roku napady się nasiliły. Lekarze wprowadzili nowe leki i stan dziewczynki się ustabilizował. Już w trzecim miesiącu życia lekarze sugerowali, że mogło dojść do dziecięcego porażenia mózgowego. Rodzice przyznają, że nie chwytała zabawek, nie bawiła się rączkami i to już wskazywało na porażenie mózgowe. Równocześnie rozpoczęła się rehabilitacja dziewczynki metodą Bobath i Vojta. Do tych dwóch rehabilitacji doszły zajęcia z logopedą. Zaczęła wyjeżdżać na turnusy rehabilitacyjne.
     - Rehabilitacja przeprowadzana jest po to, by Julka nie miała przykurczy. Julka jest pionizowana przy piłce. Teraz ma HKAFO, ma ortezy i dzięki temu stawia pierwsze kroki. Chodzi o to, by nie miała przykurczy czy skoliozy. Teraz zaczęły pojawiać się deformacje stóp. Prawa stopa jeszcze jest dobra. Szczególnie lewa stopa ucieka, jest naprężona, bardziej podkurcza. Nie można ubrać ortezy. Nie mieści się.
     Rodzice pojechali do ortopedy, który stwierdził, że obie stopy wymagają zabiegu. - Na prawej stopie wystarczy lekkie nacięcie i gips na 6 tygodni, a w lewej nacięcie nie wystarczy. Trzeba usunąć kawałek kości, założyć drut i gips na dziesięć tygodni. Nowe ortezy i rehabilitacja, po tej operacji będzie jej łatwiej stać. Już teraz płacze, jak ma wstać. Zapisaliśmy się w kolejkę w Poznaniu. Czas oczekiwania - trzy lata. Prywatnie - trzy miesiące. Jeśli mielibyśmy pieniądze, to zapisujemy, wyznaczany jest termin i można czekać na zabieg.
     Problem polega na tym, że rodzice nie mają pieniędzy na to, by przeprowadzić operację prywatnie. Sama operacja kosztuje 9,5 tys. zł. Do tego wymiana gipsu, wizyty, zmiany opatrunków i specjalne ortezy. Razem potrzeba ok. 15.000 zł. Stan dziewczynki nie pozwala na czekanie trzy lata. Jak rodzice poczekają, to Julka może już nie stawać w pionizatorze. Chodzi o to, by Julka kontynuowała rehabilitację.
     - Jak będziemy mieć 50%, to umówiłabym termin operacji. Na razie nie mamy tyle - rozkłada ręce mama Julki. - Byłoby dobrze, gdyby operacja została wykonana w listopadzie czy grudniu.
     Julka często się uśmiecha, skacze, jest pogodna mimo tego, że padaczka nie ustępuje. Julka ma ataki podczas budzenia. Padaczka trzyma ją krótko, by po kilku minutach puścić. Dziewczynka uczy się komunikacji z ludźmi. Na razie, gdy nie jest zadowolona, gdy coś ją boli, płacze. Kiedy jest zadowolona, to się śmieje.
     Rodzinie trudno zebrać kwotę potrzebną na operację, bo mają spore wydatki na co dzień. Koszt godziny rehabilitacji wynosi 100 zł. Julka wymaga rehabilitacji codziennie od poniedziałku do piątku, czasem w sobotę. Rehabilitacja trwa 1,5 godzimy, więc dziennie na rehabilitację rodzina wydaje 150 zł. Do tego dochodzi logopeda - 50 zł za godzinę. Julka ma terapię czaszkowo-krzyżową z masażem, terapię metodą PNF - około 200 zł dziennie. To wszystko razy 20 dni w miesiącu daje ok. 4.000 zł. Do tego dochodzą opłaty za leki, około 100 zł w miesiącu. Rodzice muszą kupić też pampersy. To kolejne 120 zł w miesiącu. Ortezy pomagające w rehabilitacji robią się za małe. Nowe kosztują ok. 2.300 zł. Julka już otrzymała pomoc, m.in. w zakupie wózka. Pomogli też mieszkańcy Pińska, którzy zorganizowali festyn charytatywny. Były turnieje piłkarskie. Teraz najpilniejsza jest operacja stóp, dlatego rodzice proszą o wsparcie.
     Julkę i jej rodziców można wesprzeć dokonując wpłaty na konto Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko o numerze: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010 z dopiskiem Julia Iciak 11/I.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1328 (30/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry