Od tygodnia trwa protest ratowników medycznych w nakielsko-szubińskiej lecznicy. Protestujący żądają podwyżki wynagrodzeń. Na razie w rozmowach jest impas, ale obie strony są gotowe do dalszych negocjacji.

Janusz Frąckowiak oprócz tego, że jest ratownikiem medycznym w szpitalu w Szubinie, jest kierowcą w transporcie sanitarnym. We wtorek pełnił swój kolejny 24-godzinny dyżur będąc w każdej chwili gotowy do wyjazdu. fot Remigiusz Konieczka
Janusz Frąckowiak oprócz tego, że jest ratownikiem medycznym w szpitalu w Szubinie, jest kierowcą w transporcie sanitarnym. We wtorek pełnił swój kolejny 24-godzinny dyżur będąc w każdej chwili gotowy do wyjazdu. fot Remigiusz Konieczka

     Protest ratowników medycznych Nowego Szpitala w Nakle i Szubinie trwa od 18 października. Ratownicy medyczni w Nowym Szpitalu w Nakle i w Szubinie od dłuższego czasu bezskutecznie domagają się wzrostu wynagrodzeń oraz zwiększenia nakładów finansowych na zespoły ratownictwa medycznego w powiecie nakielskim. Ostatnią podwyżkę wywalczyli w 2009 roku. Gdy 8 lat temu organizowali masowy protest, nie sądzili, że sytuacja będzie musiała się powtórzyć.
     Ratownicy informują, że po ogólnopolskim proteście ratowników medycznych, zawieszonym w lipcu tego roku, Ministerstwo Zdrowia, oprócz przekazania na podwyżki państwowych środków finansowych, wskazało na konieczność zaangażowania przez dysponentów dodatkowych pieniędzy na wzrost wynagrodzeń w ratownictwie medycznym. Okazuje się jednak, że dla dyrekcji Nowego Szpitala sprawa nie wydaje się być tak oczywista i nie pomagają przytaczane racjonalne argumenty i szczegółowe kalkulacje.
     Jak można wyliczyć z ogólnodostępnych źródeł informacji, Nowy Szpital, w ramach finansowania zespołów ratownictwa medycznego, otrzymuje dobowo 4.166 zł na karetkę „S“ oraz 3.123 zł na każdą z trzech karetek „P“. Przy takim budżecie każdego roku szpital „zarabia“ na ratownictwie medycznym ponad milion trzysta tysięcy złotych. Na nic zdają się więc tłumaczenia dyrekcji o braku możliwości wzrostu płac dla pracowników - czytamy w komunikacie ratowników.
     Większość ratowników medycznych jest na umowach kontraktowych. Wskazują, że koszty prowadzenia działalności są nieporównywalnie większe niż w 2009 roku. Wzrost stawek składek ZUS o prawie 500 złotych miesięcznie, koszty dojazdów oraz prowadzenia księgowości, wzrost cen żywności sprawiają, że realnie zarabiają dużo mniej niż 8 lat temu. Ratownik na etacie z wieloletnim doświadczeniem zarabia ok. 1.800 złotych netto. Na umowach kontraktowych nie jest dużo lepiej. Gdyby pracowali w takim wymiarze godzin, co ci na etacie, zarabialiby, w zależności od wykształcenia, od 1.050 do 1.770 zł na rękę. Dodatkowo ratownicy medyczni są jedyną grupą zawodową, którą 3 lata temu pozbawiono płatnego urlopu wypoczynkowego.
     Gdyby nie pasja do tego, co robimy, pewnie większość z nas dawno byłaby już za granicą. Ale pasją rodzin nie wykarmimy - twierdzą.
     Podkreślają, że miesięcznie przepracowują tyle godzin, że starczyłoby na 2-3 etaty. Nie przysługują im żadne urlopy. Pracują w nocy, w święta, w deszczu, w śniegu i w upale, często w skrajnie ciężkich warunkach. Przy dużym wysiłku fizycznym i pod ogromną presją emocjonalną biorą odpowiedzialność za życie i zdrowie pacjentów. Wyciągają ich z rozbitych samochodów, wykonują resuscytacje podczas zatrzymania krążenia, ratują w stanach zagrożenia życia, ale także muszą mierzyć się ze śmiercią, którą spotykają znacznie częściej niż inni. Niestety pomimo ukończonych szkół, dziesiątek szkoleń i kursów, wciąż zarabiają zupełnie nieadekwatnie do wykonywanych zadań i kompetencji.
     Z tymi postulatami nie zgadza się Jarosław Gierszewski, członek zarządu Nowego Szpitala w Nakle i Szubinie. Powiedział, że stawka wynagrodzenia ratowników uzależniona jest od formy zatrudnienia, stażu i kwalifikacji. Różnice między najwyższą a najniższą stawką mogą dochodzić do 8-9 zł za godzinę. Formy zatrudnienia ratowników są różne. Na 33 ratowników tylko trzech jest na etacie (to wersja dyrekcji, przedstawiciel ratowników powiedział, że jest 32 ratowników i dwóch z nich jest na etacie), reszta na umowach-zleceniach lub kontraktach. Formę - jak wyjaśnił nasz rozmówca - wybierają sami ratownicy. Większość wybiera formę kontraktu, ponieważ wtedy dłuższy jest dyżur. Ratownik na etacie pełni dyżur przez 12 godzinny, a na kontrakcie 24 godzinny. W ślad za tym idzie więcej stawek godzinowych, ale również konieczność odprowadzenia przez ratownika na kontrakcie koniecznych składek, m.in. do ZUS. Niższe stawki od podanej średniej otrzymują np. strażacy, którzy są zatrudnieni na umowach-zleceniach. Na podwyżkę w wysokości 20% szpital nie chce się zgodzić, bo nie ma na takową środków. Jarosław Gierszewski przypomina, iż w lipcu tego roku ratownicy już dostali podwyżkę 10% z budżetu państwa. Dodaje, że 8 lat temu, kiedy otrzymali podwyżkę, pozostałe grupy zawodowe zatrudnione w szpitalu takowej nie dostały. Teraz płace wszystkich grup się wyrównały i stąd się wziął - zdaniem wicedyrektora - postulat płacowy ratowników.
     Przedstawiciel protestujących ratowników Piotr Trychoń wyjaśnił nam, że to nie jest do końca tak, że protest sprowadza się tylko do podwyżki wynagrodzeń. Postulaty można ująć w czterech punktach: zwiększenie finansowania zespołów ratownictwa medycznego, poprawa warunków socjalnych, powrót do płatnych urlopów i zwiększenie płac. Kiedy zapytaliśmy o postulat 20% podwyżki, nasz rozmówca wyraził zdziwienie, bo to nie jest tak, że ratownicy chcą 20%, a szpital nie chce dać. Wyjaśnił, że w lipcu podczas protestu ogólnopolskiego ratownicy postulowali, by ich stawki były takie same jak pielęgniarskie. Z pieniędzy rządowych udało się wynegocjować połowę podwyżki, a drugą połowię mieli dołożyć dysponenci zespołów ratowniczych, a tego Nowy Szpital w Nakle i Szubinie nie zrobił. Stąd się wziął protest, który polega na oflagowaniu pojazdów i przeprowadzeniu akcji informacyjnej. Ratownicy nie mogą sobie pozwolić na to, by nie przystępować do wykonywania swoich obowiązków, dlatego są w pracy i wyjeżdżają na każde wezwanie. Na dojście do porozumienia ze szpitalem dają sobie czas do końca miesiąca, ale - jak zaznaczył Piotr Trychoń - nie oznacza to, że od 1 listopada karetki przestaną wyjeżdżać. Ratownicy zaznaczają, że ich protest nie oznacza zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów.
     W mediację ma się włączyć starosta Tomasz Miłowski. Obie strony mają nadzieję na porozumienie.
     - To fajny zespół bardzo dobrych ratowników, którym zależy na pracy - powiedział Jarosław Gierszewski. - Trzeba zrozumieć, że tak samo jak ratownikom, także szpitalowi wzrastają koszty. Nie ma środków, ale rozmawiamy. Nie mówimy „nie, bo nie“. Chcemy się dogadać i myślę, że się dogadamy. Musimy wypracować jakieś porozumienie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1341 (43/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry