Advertisement
Artykuł tygodnia
  • Ogrodowa zamknięta
    Ogrodowa zamknięta

    Od 19 października przez 6 najbliższych tygodni zamknięta dla ruchu będzie ul. Ogrodowa w Szubinie. Zamknięcie spowodowane jest remontem. 

Advertisement

Po wykryciu bakterii z grupy coli, dwa tygodnie temu sanepid zamknął stację wodociągową w Ryszewie, a do rur popłynęła woda z rogowskiego ujęcia, mieszkańcy mogą też pobierać wodę z beczkowozów. Jedna i druga jest słabej jakości. Przez cały czas trwały prace celem zlokalizowania miejsca ewentualnego skażenia oraz dezynfekcja całego układu. Dziś pobrane zostaną próbki i jeśli wyniki będą pozytywne - woda może popłynąć jeszcze przed niedzielą. Mieszkańcy są rozgoryczeni, że nie otrzymali informacji, dlaczego ujęcie zostało zamknięte, i nie wiedzą, kiedy woda znów będzie dostarczana.

Radny Dariusz Kośmider apelował do wójta o nowe ujęcie wody zasilające między innymi mieszkańców Ryszewa i Gołąbek fot. Sylwia Wysocka
Radny Dariusz Kośmider apelował do wójta o nowe ujęcie wody zasilające między innymi mieszkańców Ryszewa i Gołąbek fot. Sylwia Wysocka

     ZDANIEM URZĘDU
     Maciej Zygaj, podinspektor do spraw zaopatrzenia w wodę Urzędu Miejskiego w Rogowie poinformował, że badania prowadzone zgodnie z harmonogramem wykazały w wodzie dostarczanej mieszkańcom z ujęcia w Ryszewie bakterię grupy coli. W związku z tym prowadzone są tam działania naprawcze wykonywane razem z sanepidem. - Prowadzony jest harmonogram działań naprawczych do czasu uzyskania pozytywnych wyników parametrów wody. Próbki wody do badań pobrane zostały w środę, po 48 h będą wyniki i jeśli nie będą zadowalające, to zostaną powtórzone. O sytuacji 24 października poinformowaliśmy „sanepid“, informacja została zawarta na BIP urzędu gminy i otrzymali ją sołtysi sołectw korzystających z tego ujęcia celem wywieszenia na tablicy ogłoszeń - zapewnił Maciej Zygaj.
     Urzędnik wyjaśnia, że nie są w stanie ogłosić terminu przywrócenia wody z ryszewskiego ujęcia, bo jest on uzależniony od wyników badania próbek wody. Informuje, że zmieniły się przepisy, wcześniej było można prowadzić procedurę naprawczą nie wyłączając ujęcia, teraz takiej możliwości nie ma. Do czasu przywrócenia właściwych parametrów ujęcie musi być wyłączone, zaostrzone zostały też wymogi co do parametrów wody.
     - Ciśnienie jest słabe, bo teren jest rozległy, a obecnie zasilanie jest z wodociągu rogowskiego, co jest sytuacją awaryjno-kryzysową. Mieszkańcy mają zapewniony dostęp do wody z beczkowozu - mówi Maciej Zygaj.
     NIEZADOWOLENIE RADNEGO
     Temat jakości wody został poruszony przez Dariusza Kośmidra, radnego Rady Gminy w Rogowie. - Inwestycje czynione na stacji uzdatniania wody w Ryszewie przekraczają kilkadziesiąt tysięcy złotych, a poprawy jakości wody brak. Była dyskusja na temat barwy tej wody, bo mieszkańcy z oburzeniem pytają, dlaczego mają płacić tak jak inni, tę samą stawkę za wodę, gdy dostarczana jest im woda brunatna - mówił radny Kośmider.
     Radny zauważył, że nie musi nikomu tłumaczyć, jaki problem w życiu codziennym stanowi brak wody. - Już wcześniej wnioskowałem o to, by stworzyć nowe ujęcie wody dla tego terenu, bo jak powiedziałem, tej wody nie odbarwimy, a mamy coraz większe problemy z jej pozyskaniem.
     Radny podkreślał, że to wójt projektuje budżet, decyduje o tym, jakie będą w nim inwestycje. Dlatego zwrócił się do niego z wnioskiem o zaprojektowanie nowego ujęcia i wójt zaprojektował nowe ujęcie wody w Czewujewie wraz z przyłączem wody do Złotnik, kiedy doskonale było wiadomo, że Złotniki nie otrzymają dofinansowania. - Dlaczego czyni pan inwestycje w Czewujewie, skąd czysta woda odprowadzana jest nawet do Bożejewic, do sąsiedniej gminy, a mieszkańcy naszej gminy, którzy tu łożą podatki, korzystać muszą z takiej wody, z której - o ile ją mają - są niezadowoleni? Kiedy Gołąbki będą miały czystą, nieskażoną wodę i w jaki sposób wójt chce tego dokonać? - pytał Dariusz Kośmider. Niestety, nie doczekał się odpowiedzi w trakcie obrad, a jedynie zapewnienie, że odpowiedź udzielona zostanie pisemnie.

Woda z ujęcia w Ryszewie przez pokłady torfowe posiada charakterystyczne zabarwienie, które po kilku godzinach osadza się na dnie naczynia fot. Sylwia Wysocka
Woda z ujęcia w Ryszewie przez pokłady torfowe posiada charakterystyczne zabarwienie, które po kilku godzinach osadza się na dnie naczynia fot. Sylwia Wysocka
Po kilku godzinach osad opadł na dno fot. Sylwia Wysocka
Po kilku godzinach osad opadł na dno fot. Sylwia Wysocka

     GOSPODYNIE NIE DAJĄ JUŻ RADY
     Alicja Wolska z Gołąbek ma dwoje dzieci w wieku szkolnym, co oznacza częste prania, a automat nie chodzi na tak niskim ciśnieniu wody. Pilnuje po nocach, kiedy pobór wody jest niższy i tym samym mieszkając na parterze może liczyć na to, że z kranu trochę wody zleci. Natomiast mieszkańcy zamieszkujący piętra budynków wody nie mają w ogóle. - Słyszymy, że podłączeni jesteśmy teraz pod ujęcie z Rogowa i że jesteśmy jako Gołąbki na końcu sieci, dlatego nie mamy ciśnienia. Podstawiany jest beczkowóz, woda jest czysta, klarowna, zdatna do spożycia, jednak ma charakterystyczny zapach wyczuwalny w herbacie, i o tym mówią mieszkańcy. Dlatego nie używam tej wody do celów spożywczych, kupuję wodę w baniakach 5-litrowych. Uważam, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, że my trzeci tydzień nie mamy wody - mówi Alicja Wolska.
     Teresa Czerwińska do pracy chodzi na wczesne godziny ranne, kiedy wraca do domu, to akurat popołudniowo-wieczorny pobór wody jest duży, więc u niej w kranie susza. Nie może też wyczekiwać do północy, żeby zrobić pranie, bo musi wcześnie wstać do pracy. - Trzeba wodę przynieść, zagrzać, na co zaraz idzie znacznie więcej gazu. Miało się to rozwiązać w poniedziałek, teraz słyszymy, że wody nie będzie do piątku i pytam, do którego piątku, bo minęły już dwa tygodnie. Mamy XXI wiek, a tu nie możemy korzystać z pralki, zmywarki, spłuczki w toalecie, prysznica. Wodę nosimy w wiadrach, grzejemy na gazie i nikt nam nie jest w stanie powiedzieć, kiedy ten koszmar się skończy - mówi Teresa Czerwińska.
     Alicja Łopińska mówi, że jej cierpliwość dobiega końca, jest na skraju wyczerpania, nie ma już siły i rozważa możliwość zawiezienia prania do Urzędu Gminy z wnioskiem, by jej je uprali, bo ona nie ma warunków. - Mam troje dzieci, mąż z pracy wraca późnym wieczorem, sama na piętro do łazienki targam wodę do mycia po wcześniejszym zagrzaniu, a są to też koszty. Z braku wody spaliła się pompa od centralnego, to też ponad 350 zł, a hydraulik przyjeżdżał późnym wieczorem, by wody dopuścić, żeby coś z wodociągu uzyskać. Tak się nie da żyć, to totalny zawrót głowy. Zostaliśmy odłączeni od wody bez żadnego powiadomienia i tylko dzięki dobrym ludziom, którzy poinformowali kierowcę z beczkowozem, że mieszkam na końcu wsi, dotarł do mnie z wodą. Zamiast gotować obiad, to ja w garnkach gotuję bieliznę dzieciaków. W automacie się wyprało, a w rękach trudno doprać skarpetki dzieci. Przyprowadziłam się tu z Gdańska, i co, mam spakować pranie i jechać 250 km, żeby je u rodziny wyprać? Uważam, że w takich wypadkach gmina powinna mieć na stanie cztery pralki tzw. „franie“ z podgrzewaczem wody i je nam udostępnić - mówi Alicja Łopińska.
     Dodaje, że skoro dopływ wody został zamknięty, to w wodzie musiało być duże zanieczyszczenie. Mówi też, że sprawdza tablicę ogłoszeń i nie ma żadnych informacji, kiedy woda w kranach się pojawi, czy co jest przyczyną jej braku.
     Krzysztof Hałajczak uważa, że problem z wodą w Ryszewie jest problemem odwiecznym, bo ujęcie wody pobudowane zostało na pokładach torfu i woda ma kolor brunatny z zanieczyszczenia torfem. Do tego dochodzą częste awarie w tej hydroforni. Kiedy nie ma prądu, nie ma też wody, bo nie jest ona wyposażona w agregat. - Teraz nie mamy żadnej wiedzy, czym woda została zatruta, w jakim stopniu. Zostaliśmy podłączeni do sieci rogowskiej i woda jest dobra, czysta, ale nie ma ciśnienia. Trzeba pilnować, kiedy leci. Uważam, że nie jest to normalne, żeby takie rzeczy działy się w tych czasach. Uważam, że ta woda z ujęcia w Ryszewie nie powinna w ogóle kwalifikować się do użytku w domach, do spożycia. Montowaliśmy filtry to wytrzymywały 2-3 tygodnie - mówi Krzysztof Hałajczak.
     NADLEŚNICTWO CHCE DOFINANSOWAĆ
     Marek Malak, nadleśniczy z Gołąbek zapewnia, że życie obecnie przypomina średniowiecze - miski, miseczki, grzanie wody. - Jest fatalnie. Od tylu lat szef miejscowej gminy obiecuje nowe ujęcia wody koło Lubcza, czy w innych lokalizacjach. Jakość wody jest fatalna. Kobiety próbując utrzymać dom na pewnym poziomie muszą stosować środki chemiczne wybielające kabinę, sedes, bo w przeciwnym razie są one żółte, brązowe, przypominają zapuszczone i zaniedbane.
     Nie mówię już o białych koszulach czy bieliźnie, gdzie wybielacz jest niezbędnym środkiem. Jest to trudne i przykre - mówi Marek Malak.
     Nadleśniczy podkreśla, że od lat słyszą tylko obietnice, z których nic nie wynika. Zaznaczył, że przy 80% dofinansowania z PROW na tego typu inwestycje na terenach wiejskich i przy deklaracji dofinansowania poprzez Nadleśnictwo Gołąbki w wysokości 150.000-200.000 zł taka inwestycja nie powinna stanowić problemu dla gminy. - Przy naszym dofinansowaniu budowaliśmy już wspólnie ze starostą żnińskim, gnieźnieńskim czy włodarzami Trzemeszna, jak i właśnie Rogowa wspólnie drogi. Jestem w stanie pozyskać dofinansowanie, jeśli padnie deklaracja budowy wodociągu czy kanalizacji do budynków pracowników nadleśnictwa, czy naszych budynków administracji - mówi Marek Malak.
     Był kiedyś świadkiem płukania sieci, która kończy się za nadleśnictwem i zapewnia, że z sieci leciała woda koloru rudego, czarnego, brązowego, ogólnie nie przypominało to w niczym wody zdatnej do picia. - Płacimy, jak za normalną wodę, o normalnym standardzie, a rzeczywistość skrzeczy. Od dostarczających wodę w beczkowozach słyszę, że mają grafik dostaw rozpisany do poniedziałku, a więc wcześniej pewnie na wodę nie mamy co liczyć - powiedział Marek Malak.
     ZWIERZĘTA CHCĄ PIĆ
     Iwona Kania podkreśla, że prowadzenie gospodarstwa rolnego, zwłaszcza zmechanizowanego, gdzie zwierzęta same dawkują sobie wodę, w sytuacji kiedy jej nie ma, albo leci bardzo wolno, jest bardzo trudne.
     - Bydło beczy, bo wody jest mało, w świniarni tuczniki mają paśniki i też same piją w miarę potrzeby, a teraz stan tej wody jest znacznie ograniczony - mówi Iwona Ciążyńska.
     Urszula Budna również prowadzi gospodarstwo rolne w Ryszewie i zapewnia, że produkcja zwierzęca w sytuacji, kiedy nie ma wody, bądź jej wielkość jest ograniczona, sprawia duże kłopoty. - Wszystko się bardzo przedłuża, trzeba uzbroić się w cierpliwość, żeby napuścić wody dla świń, bydło ma poidła i wciąż w nie puka czekając na wodę. Lepsze ciśnienie jest późnym wieczorem, w dzień jest słabe i woda wolno leci, a bywało też tak, że nie było jej w ogóle. Dobrze, że taka przerwa w dostawie nie miała miejsca w żniwa, czy w okresie oprysków, kiedy woda jest potrzebna w większych ilościach. Teraz spowalnia karmienie zwierząt - mówi Urszula Budna.
     SANEPID
     Inspektor żnińskiego sanepidu Tadeusz Kosiara potwierdził, że decyzją sanepidu dwa tygodnie temu stacja wodociągowa w Ryszewie została unieruchomiona, a przyczyną były bakterie z grupy coli, wykryto podczas badań okresowych wody. Wodociąg został podpięty pod rogowski, jednak rozległy teren powoduje spadek ciśnienia i woda do oddalonych punktów nie dociera. Zapewnił też, że za zaopatrzenie mieszkańców w wodę, jak i informację o sposobach jej dystrybucji w czasie wyłączenia ujęcia, odpowiada gmina.
     - Trwały prace celem zlokalizowania miejsca ewentualnego skażenia wody oraz dezynfekcja całego układu na ujęciu wody, by zwalczyć bakterie. Z tego co się orientuję, próby pobrane będą w czwartek, a wynik będzie w czasie od od 24 do 48 godzin. Jeśli woda będzie spełniała wymagane parametry, to nawet pomimo tego, że będzie to sobota - wydamy decyzję umarzającą zakaz korzystania z ujęcia wody w Ryszewie i wyrazimy zgodę na jego ponowne uruchomienie - zapewnił Tadeusz Kosiara.
     Film w zakładce Filmy.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1343 (45/2017)

Inne teksty na ten temat:

Przyczyna nieznana, ale efekt jest

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry