Prawo własności kontra brak tytułu do dożywocia
    
     Renata i Bronisław Plewowie mieszkali w budynku należącym do siostry pani Renaty. Nie mieli żadnej umowy najmu i dzierżawy, nie płacili czynszu - jak w rodzinie. Z nowym właścicielem, spadkobiercą siostry Renaty Plewy (jej wnukiem) - nie mogli się już dogadać. Muszą się przeprowadzić.

Renata Plewa opowiada, że wykonała ten pomost we własnym zakresie. Przychodziła tutaj odpocząć. Właściciele domków letniskowych zabrali deski na ognisko i zniszczyli ławki. Teraz nie ma gdzie usiąść.    fot. Arkadiusz Majszak

     Renata Plewa od 70 lat mieszka w Oćwiece. Trafiła tam wraz z rodzicami i rodzeństwem, kiedy przesiedlili ich Niemcy. W 1958 roku wyszła za mąż za Bronisława Plewę. Zamieszkali w budynku, który został zaadaptowany na mieszkania po świniarni. Połowę domu zajmowali Renata Plewa i jej mąż - jako najemcy. Drugą połowę siostra pani Renaty - i to ona była  właścicielką całego domu (otrzymała go w spadku po poprzednim właścicielu - Jerzym Wesołowskim w zamian za opiekę). Siostra Renaty Plewy przekazała nieruchomość synowi. Ten zapisał nieruchomość swojemu synowi i obecnym właścicielem domu jest wnuk siostry Renaty Plewy - policjant.
      BEZ UMOWY
      Małżeństwo Plewów to starsi ludzie. Pani Renata ma 76 lat. Mąż o 2 lata więcej - po wylewie, z pierwszą grupą inwalidztwa i pod stałą opieką żony. Oboje chorują na miażdżycę i choroby układu krążenia. Mieszkanie zajmowane przez Plewów to pokój, kuchnia, korytarzyk i toaleta o łącznej powierzchni 36 m2. Wcześniej był tam chlew, który zaadaptowali na część mieszkalną. Podczas kilkudziesięcioletniego pobytu w mieszkaniu małżeństwo dobudowało na własny koszt pomieszczenie gospodarcze, chlewik, garaż, pomieszczenie do przechowywania opału, wymienili pokrycie dachowe, doprowadzili wodę oraz wybudowali szambo.
      Dawniej Renata i Bronisław Plewowie nie mieli żadnej umowy najmu i dzierżawy. Nie płacili czynszu. Ponosili tylko koszty utrzymania mieszkania i przynależnych pomieszczeń gospodarczych, polegające na wymianie okien, drzwi oraz przeprowadzaniu koniecznych remontów.
      KONFLIKT
      Nowy właściciel zaczął korzystać ze swojego prawa do nieruchomości. Robił porządki w drzewostanie, z ujęciem wody dla letników, zaproponował także ciotce podpisanie umowy najmu.
Tymczasem Renata Plewa starała się o nabycie prawa do mieszkania przez zasiedzenie. Sąd oddalił wniosek. Wniosła apelację do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, która również została oddalona.
      Właściciel twierdzi, że konflikt rozpoczął się właśnie wtedy, gdy Renata Plewa wystąpiła do sądu o zasiedzenie mieszkania, które jest jego własnością. Tłumaczy, że odkąd przegrała sprawę, wykorzystuje wszystkie metody walki z nim, łącznie z pismami do jego przełożonego. Jako najświeższą sprawę podaje, że tydzień temu Renata Plewa urządziła awanturę właścicielom domków letniskowych, znajdujących się na terenie właściciela mieszkania, że zginęły jej 4 deski z pomostu. Twierdzi, że wyzywała letników.
      Według Renaty Plewy konflikt rozpoczął się, gdy wnuk siostry podłączył rurę wodociągową do sąsiedniego, niezamieszkanego mieszkania i doprowadził stamtąd ujęcie do domków letniskowych. Kiedy letnicy czerpali wodę, w jej mieszkaniu woda z kranu ledwo kapała. Zwracała uwagę właścicielowi domu, że ma odłączyć wodę w domkach od jej mieszkania, bo nie ma wody i płaci większe rachunki. - Powiadomiłam gminę, żeby odcięli podłączenie. Powinien się podłączyć do głównej sieci, a nie mojej. I on od tego czasu zaczął się mścić - wspomina płacząc nasza rozmówczyni.
      Właściciel twierdzi, że Renata Plewa oskarżyła go przed urzędnikiem, że kradnie jej wodę, a ona płaci przez to wysokie rachunki. Dodaje, że woda do domków letniskowych podłączona jest legalnie, na co posiada pozwolenia.
      Leszek Kuchciński, kierownik Zakładu Robót Publicznych w Gąsawie wyjaśnia, że właściciel otrzymał warunki na przyłącze wody do mieszkania, a nie na działki. Otrzymał już zalecenia, które musi wypełnić. - My sprawdzimy, czy te zalecenia wykonał. Jeżeli nie, to będzie miał wodę odciętą. Warunki były wydane na mieszkanie, a nie na działki. Tymczasem faktycznie korzystają z tego domki znajdujące się na gruncie tego pana - przyznaje Leszek Kuchciński.
      NIESTETY CZŁONEK RODZINY
      Renata Plewa mnoży przykłady przykrych zdarzeń, których doświadczyła z mężem od  właściciela. Relacjonuje, że właściciel mieszkania zniszczył urządzenia wybudowane w przeszłości przez małżonków.
      -  Ściął wierzbę, pozbawiając nas latem miejsca wypoczynku. Kiedy były mrozy pootwierał okna w sąsiednim, niezamieszkałym mieszkaniu, przez co przemarzały ściany od strony naszej kuchni. Pomimo że ogrzewaliśmy mieszkanie, w kuchni było tak zimno, że nie można było w niej przebywać. Zagrodził nam dostęp do kur i musieliśmy zrezygnować z dalszej hodowli. Wyrzucił nam wędzarnię na podwórko. Zaczął rozbierać szopkę. Mówił przy tym, że jest policjantem, więc mu wszystko wolno. Wezwałam policję i uniemożliwili mu to - opowiada pani Renata.
      Właściciel ripostuje: - Niczego tej pani nie zniszczyłem. Obciąłem jedynie gałęzie, które zagrażały dachowi budynku. Rynna była pełna liści. Zaznacza, że złożył przeciwko ciotce pozew do sądu o zadośćuczynienie za naruszenie jego dóbr osobistych.
      Nasza rozmówczyni interweniowała u komendanta powiatowego policji w Żninie Piotra Stachowiaka, przełożonego właściciela posesji.
      - Funkcjonariusz policji, którego zadaniem jest obrona i ochrona obywatela jak również aspekt zaufania społecznego do instytucji policji w naszym wypadku absolutnie nie ma zastosowania, a wręcz przeciwnie obawiamy się o nasze życie i zdrowie ze strony takiego funkcjonariusza, który nie dość, że jest naszym sąsiadem, to jeszcze niestety członkiem rodziny.(...) Teraz na stare lata przychodzi nam nie spać po nocach i ubolewać nad takim traktowaniem. Każda rozmowa z właścicielem lokalu jest przez niego nagrywana telefonem komórkowym. (...) Postawa moralna jaką reprezentuje pana pracownik daleko odbiega od norm społecznych zwyczajowo przyjętych jak również w naszym odczuciu podważa autorytet instytucji policji jako organu prawa i porządku publicznego w demokratycznym państwie polskim - czytamy w piśmie do komendanta.
W odpowiedzi komendanta Piotra Stachowiaka czytamy, że głównym zadaniem policjantów była reakcja na zgłoszenie Renaty Plewy i niedopuszczenie do naruszenia prawa i porządku publicznego. Policjanci próbowali również nakłonić skłócone strony do zawarcia ugody. Nie dopatrzyli się działań niezgodnych z obowiązującymi przepisami. Nie potwierdzono, by zarzuty kierowane pod adresem właściciela mieszkania znalazły swoje odzwierciedlenie. Komendant uznał, że skarga w kwestii naruszenia przez właściciela mieszkania zasad etyki zawodu policjanta poza służbą jest bezzasadna.
      MIELI MIESZKAĆ DO ŚMIERCI
      - Co nam panie życia zostało? To jeszcze będę się musiała przenosić. Nie wiem jak mąż to zniesie; jest bardzo przyzwyczajony do tego mieszkania - mówi Renata Plewa. Jej brat nie może nadziwić się, jak starszym, schorowanym ludziom można nakazać przeprowadzać się w inne miejsce.
      - Przecież wolą starszego brata było, żeby siostra mieszkała tu do śmierci. Pierwszy właściciel tej nieruchomości - Jerzy Wesołowski - w testamencie zapisał ją starszemu bratu i siostrze. Starszy brat mówił, że Renata może mieszkać tu do śmierci. To jest sedno tej sprawy - zaznacza brat pani Renaty. Jak usłyszeliśmy, starszy z braci nie był zainteresowany nieruchomością, dlatego jedyną właścicielką została siostra jego i Renaty Plewy.
      Właściciel mówi, że pierwszy raz słyszy, by cokolwiek babcia mówiła, że ciotka ma do śmierci mieszkać w mieszkaniu, które zostało na niego przepisane. - Nigdzie takie coś nie było zapisane, że będzie tam mieszkać - dodaje ojciec właściciela mieszkania, poprzedni właściciel, siostrzeniec pani Renaty.
      Sołtys Oćwieki Józef Budzicki nie chce się wypowiadać na temat konfliktu, gdyż - jak mówi - są to sprawy rodzinne. Dodał, że z obiema stronami konfliktu żyje w zgodzie.
      CO TERAZ
      Renata Plewa twierdzi, że za mieszkanie płaci 1.000 zł miesięcznie. Nowy właściciel zaprzecza. Zaproponował rodzinie podpisanie umowy na kwotę 300 zł co miesiąc, ale po negocjacjach zgodził się obniżyć czynsz do 150 zł miesięcznie. Umowę podpisał na pół roku. Był gotów przedłużyć ją pod warunkiem, że ciotka przestanie jątrzyć, ale ze względu na ciągłe konflikty - nie przedłuży. Staruszkowie mogą mieszkać w mieszkaniu policjanta do końca października.
      Pani Renata - Cóż, musimy się wyprowadzić, chociaż z moją siostrą byłam dogadana, że będę mieszkać tu do śmierci. Na stare lata musieliśmy sobie znaleźć nowe mieszkanie i niedługo się przeprowadzimy - żali się.
      BRAK USTANOWIENIA PRAWA DOŻYWOCIA
      Siostrzenica pani Renaty, córka dawnej właścicielki podkreśla, że nie może się pogodzić, że starsi ludzie będą musieli się wyprowadzić z domu, w który spędzili całe swoje wspólne życie.
      - Ciocia Renata i moja mama to są siostry. One żyły w zgodzie - mówi kobieta. I dodaje: - To są starzy, chorzy ludzie. Też mi ich żal. A teraz idą w obce miejsce. Starych drzew się nie przesadza. Jak mama była właścicielką domu, to było wciąż mówione, że do śmierci mogą w tym mieszkaniu mieszkać.
      Radca prawny Bogusław Szymczak, który w sprawie o zasiedzenie reprezentował państwa Plewów w sądzie, wyjaśnia, że aby uniknąć sytuacji, w jakiej znaleźli się Renata Plewa z mężem, powinno się ustanowić jeszcze za życia właściciela prawo dożywocia w formie aktu notarialnego. - Wówczas wnuk nie miałby prawa nic zrobić - tłumaczy Bogusław Szymczak. - Tylko brak notarialnego ustanowienia prawa dożywocia spowodował problemy państwa Plewów - zaznacza Bogusław Szymczak.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 957 (25/2010)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry