Tułaczka między Wapiennem, Pakością i Piechcinem
   
    Bożena Kamińska i jej rodzina to dawni mieszkańcy Wapienna. Ich blok jednak został wraz z innymi na tym osiedlu wyburzony. Podobnie, jak inni mieszkańcy, wzięli odprawy i zaczęli szukać mieszkania. Znaleźli je w Pakości, w prywatnej kamienicy. Jednak, po zainwestowaniu tam w remonty i wyposażenie, zostali usunięci z tego lokalu. Teraz tułają się po Piechcinie i nie mogą dla siebie znaleźć miejsca. Od wielu miesięcy pozostają bez zameldowania. Żyją w mieszkaniu cioci, która jednak też będzie musiała się ze swego lokum wyprowadzić.


    Piechcin ul. Zaleska - to część popegerowskiego osiedla. W ponury wieczór wita nas pod jednym z bloków Adam Kamiński: - Gazeta jest dla nas ostatnią deską ratunku. Jesteśmy z rodziną bezdomni od wielu miesięcy. Znikąd nie widać pomocy.
    Pan Adam prowadzi nas schodami do mieszkania, które należy do jego cioci - To Feliksa Kościelska, która bliskim użyczyła wielotygodniowej gościny. Jednak i ona będzie niedługo musiała wyprowadzać się ze swego mieszkania, bo ze względów sanitarnych nie można go użytkować.

 
Adam Kamiński martwi się o zdrowie mamy
fot. Karol Gapiński

    BURZENIE WAPIENNA

    Bożena Kamińska jest mamą pana Adama. Niegdyś mieszkała wraz z dziećmi na osiedlu w Wapiennie. Jednak z uwagi na zagrożenia katastrofą budowlaną związaną z działalnością w górnictwie, wszystkich mieszkańców trzeba było z tamtych bloków usunąć.
    Tak się stało. Osiedle uległo wyburzeniu. Mieszkańcy zaś otrzymali od koncernu Lafarge rekompensaty pieniężne. Tym, którzy mieszkań zamiennych nie otrzymali, pieniądze miały pomóc w poszukiwaniach lokali na wolnym rynku.
    Państwo Kamińscy otrzymali 26.850 zł rekompensaty. Z tą kwotą zaczęli poszukiwać mieszkania. Trafili do Pakości.

    W KAMIENICY
    - Znaleźliśmy dla siebie mieszkanie na ul. Mieleńskiej w Pakości, w jednej z kamienic, która należy do pana Krzysztofa Lotka, przedsiębiorcy z Torunia - opowiada Adam Kamiński. - Mieszkaliśmy tam dokładnie do ubiegłego roku. Większa część pieniędzy za Wapienno poszła na to mieszkanie; na zaliczkę, a przede wszystkim na remont i wyposażenie. Bo tam nie było wody, sanitariatów, elektryki, sami zakupiliśmy płyty do przedzielenia mieszkania, gdyż tam było tylko jedno pomieszczenie. Obliczam, że 18.000 zł w te remonty włożyliśmy. Pan Krzysztof Lotka tłumaczył, że jeśli na remonty stracę, to on odciągnie te sumy mamie z czynszu tak, że będzie płaciła mniej. Nie byliśmy tam nawet zameldowani. Z początku płaciłam, choć później powstało trochę zadłużeń -przyznaje Bożena Kamińska. Dodajmy tutaj, iż utrzymuje się ona wraz z dwoma synami z renty.
    ZRUJNOWANE ZDROWIE
    Bożena Kamińska zwraca uwagę, iż z powodu złych warunków panujących w pakoskim mieszkaniu, podupadła na zdrowiu.
    Było tam bowiem bardzo wilgotno. Jej problem dotyczy nerek i serca. Zaczął się zaś właśnie w mieszkaniu w Pakości.
    Teraz schorowana pani Bożena jeździ do inowrocławskiego szpitala na dializy i czeka na przeszczep nerki. - To, że do dzisiaj nie mam zameldowania wpływa, że nie chcą mi przeszczepić nerki. Już jeden termin przeszczepu mi minął. Zaczęły się również kłopoty z sercem - mówi pani Bożena. Jej syn Roman dodaje, że również brak zameldowania wpływa w jego przypadku na niemożność uzyskania renty.
    Szefowa Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Barcinie
    Dorota Dokładna wyłuszcza: - Znamy sytuację tej rodziny. Pomagamy im materialnie i socjalnie (Bożena Kamińska otrzymuje 120 zł z opieki społecznej, przypis kg). Wspieramy ich też w zakresie poradnictwa. Nie jest prawdą, że brak zameldowania wpływa na niemożność przeprowadzenia przeszczepu nerki. Tu wystarcza adres pobytu. A to, że pani Kamińska czeka, to nie zależy od zameldowania, a od tego, że organów nie ma i jest też kolejka oczekujących na nie. Oni zresztą muszą z nami.- Jego człowiek pojechał na policję i kiedy przyjechał z powrotem, to powiedział, że nie mam co Uczyć na policję, bo ona nam już nie pomoże. Mieliśmy w ogóle opuścić Pakość, bo tam nas nikt nie chce. Nawet dzisiaj, jak jeżdżę tam na zakupy, to się ciągle nas czepiają. Siostrę, która tam mieszka, też nachodzili policjanci i opieka społeczna. A 8 maja meble nam wynieśli na dwór. Na dodatek to wszystko było w dniu dializowania mojej mamy.
    W ogóle tam innych lokatorów też wywalił. A jego ludzie powiedzieli, że nie mamy nagłaśniać tej sprawy, bo oni nas wszędzie znajdą i się z nami rozliczą. Ale jednak, choć się tego boimy, to jednak zdecydowaliśmy się mówić - mówi Adam Kamiński.

    KTO JEST SKRZYWDZONY
    Toruński przedsiębiorca całkiem inaczej widzi sprawę: - Przede wszystkim, to oni sami się wyprowadzili. Nie mieli pieniędzy, żeby płacić, to ja mogłem egzekwować swoje prawo do lokalu. Przede wszystkim oni tam nie mieli stałego meldunku, tylko w Wapiennie. 250 zl wynosił ich czynsz, a mieli zaległości około 2.000 zł, czyli za kilka miesięcy. Trudno też mówić o inwestycji w to mieszkanie ze strony pana Kamińskiego, bo to, że on tam postawił płytę przedzielającą, nie jest żadną inwestycją. Tylko teraz muszę to uprzątnąć, żeby przygotować lokal pod innych najemców. A tamtą ubikację, którą założyli, wzięli ze sobą. Jeśli panowie Kamińscy czują się skrzywdzeni na duszy, to ja mogę tylko powiedzieć, że to nasze państwo jest skrzywdzone, że ma takich obywateli, choć wiem, że i oni muszą być. Ja im wychodziłem naprzeciw. Powiedziałem, że mogą u mnie odpracować dług. Na budowie na terenie magazynu mieli sprzątać. Przyjechali bodajże jeden raz i nie chciało im się robić. To była żenada. Jeszcze jedna rodzina miała podobne problemy i oni też się wyprowadzili. Co zaś do zarzutów, że ktoś im groził, to nie wiem, bo mnie tam nie było. Ale był tam mój pracownik i w ogóle nie wierzę, że on mógł im takie rzeczy mówić, że ich odnajdzie i rozliczy się z nami. Prawda jest taka, że nadal są moimi dłużnikami. Gdyby znaleźli pracę, to bym rościł do tych pieniędzy pretensje, ale nie wierzę, że oni pracę znajdą gdziekolwiek mówi Krzysztof Lotka
    TUŁACZKA
    W gminie Pakość urzędnicy tłumaczą, że opieka społeczna państwu Kamińskim pomagała. Choćby uregulowała dużą część ich długu wobec przedsiębiorstwa komunalnego z tytułu rachunku za wodę. Ponadto sekretarz gminy Szymon Łebski zaznacza, że sam konstruował na bazie przedstawionych przez Adama Kamińskiego rachunków, pismo, w którym zainteresowany miał się ubiegać o zwrot kosztów remontów od Krzysztofa Lotki. Ponadto pakoscy urzędnicy do dają, że państwo Kamińscy w ogóle nie podjęli później prób znalezienia mieszkania. Chociaż powinni, bo kiedy opieka społeczna załatwiła dla nich skierowanie do schroniska w Grudziądzu, to zainteresowani podpisali się, że rezygnują i będą szukać mieszkania na własną rękę.
    W miesiącach letnich państwo Kamińscy mieszkali w jednej z altanek na terenie ogródków działkowych Kalina w Piechcinie. A od jesieni przyjęła ich pod swój dach ciocia, Feliksa Kościelska, która mieszka na ul. Zaleskiej w Piechcinie.

    ROBAKI JAKOBY LECĄ Z SUFITU
    - Odkąd się tutaj przeprowadziliśmy, cały czas uwagi wobec nas mają mieszkańcy tej klatki schodowej. Że niby robaki, smród, mieszkanie się wali i grozi katastrofą mieszkaniową. Dwa psy nasze im przeszkadzają. W październiku wezwali "Sanepid", ale ten nie kazał nam nic robić, więc chyba jest dobrze pod tym względem, nie? - żali się Feliksa Kościelniak, która oprócz tego, że mieszka teraz ze swoją rodziną, to ma jeszcze tutaj zameldowaną inną osobę.
    Administrowaniem popegeerowskim osiedlem w Piechcinie zajmuje się dla Agencji Nieruchomości Rolnych Steklińska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Konkretnie jej biuro w Cieślinie. Mówi Janina Kowalska, pełniąca obowiązki administratora w cieślińskim oddziale spółdzielni: -Tam robaki na głowę zaczęły spadać. "Sanepid" wyraził opinię, że oni już nic tam nie zrobią, że tego nie można nawet remontować, tylko wyprowadzić meble.

    WSPÓLNOTA CHCIAŁA EKSMISJI
    - Wspólnota mieszkaniowa w tym bloku przy Zaleskiej zwróciła się do nas z prośbą o wszczęcie eksmisji, ale my nie możemy ze względów formalnych tego robić - kontynuuje Janina Kowalska.
    DLA JEDNYCH ZASTĘPCZE, DLA DRUGICH - SCHRONISKO?
    W efekcie Feliksa Kościelska i inni mieszkańcy lokalu mają teraz nakaz opuszczenia mieszkania w Piechcinie do końca roku. Nie wiadomo, co się stanie przy tej okazji z państwem Kamińskimi. Dorota Dokładna nie wyklucza, że może nawet będą musieli skorzystać ze schroniska. Chociaż bronili się przed tym w Pakości i robią to też na terenie gminy Barcin.
    Co zaś do Feliksy Kościelskiej i jej oficjalnej współlokatorki, to Janina Kowalska zapewnia, że z pewnością nie trafią one na bruk. Jest faktem, że gdyby do końca roku właścicielki mieszkania nie zastosowały się do nakazu, to wszczęta zostanie procedura sądowa.
    - Ale z pewnością nie trafią one na bruk. Pani Kościelska jest właścicielką i teoretycznie nie mamy obowiązku zapewniać jej lokalu zastępczego, ale przecież i my wiemy, jaka jest sytuacja. Dlatego mogę teraz obiecać, że już mam dwa wstępnie wytypowane lokale zastępcze dla mieszkanek z ul. Zaleskiej. Nie zdradzę jednaj jeszcze w jakich to miejscowościach, bo pełno łudzi zgłosiłoby mi się tutaj, wyrażając zainteresowanie - kończy Janina Kowalska.

    SMUTNE ŚWIĘTA
    Państwo Kamińscy smutno żegnają się z nami, życząc zdrowych i wesołych świąt:
    - Bo dla nas te święta nie będą radosne. Nie mamy mieszkania, nie mamy zameldowania, nie wiemy, czy od stycznia wylądujemy na śniegu.
    - Sytuacja mieszkaniowa jest w gminie trudna. Jest duża kolejka potrzebujących mieszkań, a państwo Kamińscy, niestety częściowo z własnej winy, nie są w niej na początku. Ale nie będzie takiej sytuacji, że znajdą się na ulicy - mówi Dorota Dokładna.

KAROL GAPIŃSKI
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry