Niepotrzebny konflikt
   
    Pani Bogumiła Dąbrowska wraz z mężem Czesławem mieszka w bloku przy ul. Nowej 9 w Szubinie. Państwo Dąbrowscy są bezdzietnym małżeństwem. Obecnie przebywają na emeryturze. W ubiegłym tygodniu pani Dąbrowska przyszła na nasz dyżur reporterski w Szubinie, by prosić o pomoc w sprawie, z którą w żaden sposób od kilku lat nie może sobie poradzić.

    Kobieta narzeka na nadmierny hałas dobiegający z mieszkania jednego z sąsiadów. - Mój mąż pracował ciężko jako konwojent w szubińskiej firmie transportowej STW, dźwigał towary rozwożone po wsiach. Kilka lat temu przeszedł wylew, jest poważnie chory. Najpierw przebywał na rencie, teraz już jest na emeryturze. Ja przez 35 lat pracowałam w "Romecie", najpierw na produkcji, a potem przez 10 lat w kontroli jakości. Choruję na nadciśnienie. Potrzebujemy spokoju, a jesteśmy ofiarami hałasu - mówi kobieta.

 
Bogumiły i Czesław Dąbrowscy wskazują miejsce słyszalnego hałasu.
fot. Piotr Bembenek

    Państwo Dąbrowscy w bloku na I piętrze mieszkają od 1970 roku. - Przez wiele lat mieszkało nam się dobrze. Nigdy nie mieliśmy problemów z sąsiadami. Nigdy też nie doświadczaliśmy nadmiernych hałasów. Sytuacja się zmieniła, kiedy w mieszkaniu nad nami dorósł Kamil S. Od kilku lat jesteśmy terroryzowani przez hałasy niosące się z sufitu i zakłócające spokój w naszym mieszkaniu. Kamil S. miał najpierw jakiś instrument klawiszowy, potem grał na gitarze podłączonej do kolumn, a od jakiegoś czasu ma wieżę z kolumnami. Głośna muzyka niesie się z sufitu po całym naszym mieszkaniu. Do tego dochodzą jeszcze odgłosy przesuwania jakichś urządzeń. My z mężem odbieramy to tak, jakby coś metalowego czy drewnianego suwane było po gołej podłodze. Domyślamy się, że to chyba jest jakieś urządzenie do ćwiczeń kulturystycznych. To powtarza się codziennie, zwłaszcza wieczorem, kiedy my chcielibyśmy odpoczywać w spokoju. Czasami tego hałasu jest mniej, ale kiedy do Kamila S. przychodzą koledzy, trwa to całymi godzinami - mówi kobieta, zaklinając się na wszystkie świętości, że nie przesadza. - Jest to hałas nie do zniesienia, który budzi nas już wcześnie rano i często zakłóca nasz spokój po południu i wieczorem, a także nie pozwala spać w nocy. Najpierw prosiliśmy, zwracaliśmy uwagi, ale to nie skutkowało. Spokój jest wtedy, kiedy ten młody człowiek przebywa w szkole. Nawet jeśli go nie ma, to żyjemy w napięciu, myśląc o tym, kiedy wróci i kiedy się znowu zacznie hałasowanie. Tak jest od kilku lat - opowiada Bogumiła Dąbrowska.
    Kobieta w sprawie hałasu, który stał się kością niezgody, interweniowała wiele razy w Spółdzielni Mieszkaniowej, wzywała kilka razy policję, złożyła skargę u burmistrza i w szkole Kamila S. Sprawa nawet trafiła do sądu. - Sąd nakazał Kamilowi S. się uspokoić. Niestety, on hałasuje nadal. Wyszło na to, że ja się czepiam. Wszyscy uważają, że to my powinniśmy się dostosować, bo to jest mieszkanie w bloku. Nam nie przeszkadza ani płacz dzieci, ani śmiech, czy też inne normalne odgłosy życia dochodzące z mieszkań sąsiadów. My nie możemy wytrzymać tego piekielnego hałasu niosącego się z sufitu - płacze kobieta.
    Skargi i pretensje
    W Spółdzielni Mieszkaniowej znajduje się dość gruba teczka pism krążących między panią Dąbrowską, policją, Radą Nadzorczą Spółdzielni i Sądem. Pierwsza skarga w sprawie hałasu została złożona na piśmie w lutym 2003 roku. Włodzimierz Gozdur, pracownik administracyjny w Dziale Gospodarki Zasobami Mieszkaniowymi Spółdzielni uważa, że sprawa pani Dąbrowskiej to złożony problem. - Pani Dąbrowska ma pretensje do Kamila S. mieszkającego piętro wyżej, nad jej mieszkaniem, że hałasuje. Tego hałasu jednak nie udało się stwierdzić ani pracownikom Spółdzielni, ani też interweniującym policjantom. Na uciążliwe hałasy ze strony Kamila S. jak dotąd nie skarżą się pozostali sąsiedzi z tej klatki - mówi pan Gozdur, pokazując pisma w tej sprawie.
    Kamil S. liczy 19 lat i obecnie jest uczniem maturalnej klasy szubińskiego LO. Mieszka z babcią Aleksandrą K., starszą emerytką, osobą schorowaną, która zadała sobie trud wychowania wnuka. - Wszyscy, którzy znają bliżej tą panią, są dla niej pełni podziwu. Kamil ma opinię spokojnego i grzecznego chłopaka zarówno w szkole jak i u sąsiadów. Tak się składa, że ja sąsiaduję z mieszkaniem Aleksandry K. Praktycznie najczęściej przebywam w pokoju sąsiadującym bezpośrednio z pokojem Kamila. Dzieli nas tylko ściana. Jest to mały pokój. Szczerze przyznaję, że w tym pokoju przebywam najczęściej i nie słyszę żadnych hałasów, które mogłyby zakłócać spokój. Głośną muzykę słyszę czasami z sąsiedniego bloku, natomiast głośnej muzyki nie słyszę zza ściany. To prawda, że ja mieszkam obok. A głos może rezonować w układzie pionowym - mówi pan Gozdur. Wyjaśnia także, że po interwencjach pani Dąbrowskiej pracownicy Spółdzielni starali się przeprowadzić dochodzenie. Próbowali ustalić, czy hałasy są dokuczliwe. - Udaliśmy się do mieszkania młodego człowieka bez uprzedzenia go o naszej wizycie. Siedział przy komputerze i słuchał muzyki. Muzyka nie była zbyt głośna. Jeden z pracowników zszedł do mieszkania państwa Dąbrowskich. Nie potwierdził hałasu, który byłby uciążliwy, czy też nie do zniesienia. W pokoju Kamila nie było też żadnego urządzenia do ćwiczeń kulturystycznych. Zauważyłem, że na podłodze w jego pokoju nie ma dywanika, który mógłby stłumić odgłosy chodzenia, czy też suwania fotelem od komputera. Dałem Kamilowi mały dywanik, aby położył go przy biurku, gdzie najczęściej przebywa. Ponadto rozmawiałem osobiście z każdym lokatorem z naszej klatki. Nikt nie potwierdził hałasu dochodzącego z mieszkania Aleksandry K. Mamy takie oświadczenia lokatorów na piśmie. Natomiast doskonale jest słychać stukanie pani Dąbrowskiej w rury lub sufit. Ponieważ jestem pracownikiem Spółdzielni, to na tle tego hałasu ogarnia mnie też już jakaś psychoza. Jak tylko słyszę stukanie w rury, biegnę do mieszkania Kamila S. i sprawdzam, co się dzieje. Czasem jest to sprzątanie odkurzaczem, innym razem przenoszenie ławy. Najwięcej problemów było, kiedy Kamil wraz z kolegami tapetował sobie ściany pokoju - opowiada pan Gozdur.

    Nie ma ugody
    Z akt sprawy wynika również, że Spółdzielnia chciała doprowadzić do ugody, ale się nie udało. Podczas spotkania w biurze Spółdzielni pani Dąbrowska w sposób ubliżający odniosła się do Kamila. Ten obraził się i wyszedł. Podczas reporterskiej wizyty w mieszkaniu państwa Dąbrowskich kobieta potwierdza, że do ugody nie doszło. - Kamil w moim odczuciu mówił nieprawdę. A ja zdenerwowałam się i powiedziałam coś, co go uraziło. Wyszedł obrażony z tego spotkania. Ale ja również nieraz zostałam znieważona przez Kamila i jego bliskich podczas moich interwencji przez telefon. Dlatego teraz nie dzwonię, ale stukam w rury albo w sufit. Zdarza się, że na stukanie Kamil S. odpowiada waleniem w podłogę - mówi kobieta.
    - To nie jest jedyny przypadek sporu o hałas w naszym blokowisku. Ale zawsze po wizji lokalnej sąsiedzi potrafili się dogadać. Należy się spokój państwu Dąbrowskim, ale również należy się spokój pani Aleksandrze, która jest już nie tylko tą sprawą zmęczona, ale czuje się bardzo zastraszona. To są już trzy lata walki, wiele interwencji i nieuzasadnionych pretensji z obydwu stron - mówi pan Gozdur. Spółdzielnia w kwietniu 2004 roku skierowała sprawę do sądu przeciwko Kamilowi S. Rozprawa odbyła się 23 czerwca ubiegłego roku. W rozprawie uczestniczyli opiekunowie Kamila S. Sąd oddalił pozew. Pomiędzy Kamilem S. a Spółdzielnią została zawarta ugoda. Kamil zobowiązał się do przestrzegania regulaminu porządkowego, obowiązującego mieszkańców Spółdzielni. Zdaniem pani Dąbrowskiej Kamil S. hałasuje nadal. - Teraz po tych wszystkich skargach, które właściwie nic nie dały, to odczuwam, że Kamil zachowuje się jeszcze bardziej złośliwie - mówi pani Dąbrowska.
    Hałasy dochodzące z sufitu potwierdza Mariusz Z., który przynajmniej dwa razy w tygodniu bywa u państwa Dąbrowskich. - W ostatnim czasie nie słychać nadmiernie głośnej muzyki. Głośne odgłosy powoduje jakby przewracanie, czy przesuwanie po podłodze jakiegoś sprzętu. Słuchanie tego często i długo na pewno jest uciążliwe nawet w dzień. Natomiast jak jest z tym hałasowaniem w nocy, to ja nie wiem - mówi. Pan Dąbrowski również zapewnia, że jego żona nie przesadza. - Ja po wylewie gorzej słyszę, ale żona ma dobry słuch i dlatego to ją męczy. Dla mnie te hałasy są najbardziej dokuczliwe wieczorem i w nocy - mówi.

    Potrzebuję spokoju do nauki
    Kamil S. jest tegorocznym maturzystą. Próbne egzaminy maturalne ma już za sobą. Przed nim jeszcze dużo intensywnej nauki. Po zdaniu matury zamierza dalej się uczyć w Bydgoszczy. Jego marzeniem jest studiowanie medycyny. Jak mówi, ma już dość tej całej afery hałasowej wokół jego osoby. Młody człowiek chętnie zgodził się na rozmowę, kiedy przyszliśmy do niego niezapowiedzianie w ubiegły piątek, późnym popołudniem. Grzecznie zaprosił nas do mieszkania. W pokoju Kamila zastaliśmy jego kolegów siedzących przy komputerze. Byli w skarpetkach. Swoje buty zostawili w przedpokoju. Zero hałasu w pokoju Kamila. - Nie chodzę po mieszkaniu w butach. Nie mam też żadnych urządzeń do ćwiczeń kulturystycznych - mówi Kamil, oprowadzając nas po swoim małym pokoiku. Rozbawiony zapewnia, że nie jest ani kulturystą, ani sportowcem. - W moim pokoju była jeszcze po mamie ławeczka do ćwiczenia brzuszków. Kiedy pani Dąbrowska zaczęła zgłaszać pretensje, wyniosłem ją do kolegi. Przez jakiś czas chodziłem z kolegą na siłownię, ale teraz nie mam na to czasu. Nie gram też w domu na gitarze. Należę do zespołu CODE, jestem gitarzystą tego zespołu, ale ćwiczymy w Domu Kultury. W domu mam tylko wieżę. Kilka tygodni temu przepalił mi się wzmacniacz. Nie dam go już do naprawy. Muzyki słucham z komputera. Ja też potrzebuję spokoju do nauki i normalnego życia w naszym mieszkaniu. A niestety tak nie jest, bo nigdy między mną a panią Dąbrowską nie doszło do spokojnej rozmowy, w której mógłbym wyjaśnić i przedstawić swoje racje. Po tych wszystkich interwencjach, w ubiegłym roku uzyskałem słabsze oceny w szkole, bo nie mogłem się uczyć po godzinie 20.00. Wystarczyło, że tylko przesunąłem fotel od komputera i od razu była wzywana policja. Mało tego, musiałem przenieść się ze spaniem do pokoju babci. Śpię u niej na materacu rozłożonym na podłodze, bo nie mogę w moim pokoju rozkładać na noc fotela. Gdy rozkładałem fotel, pani Dąbrowska natychmiast interweniowała, że hałasuję. Największy horror przeżywałem podczas tapetowania ścian mojego pokoju. Pani Dąbrowskiej przeszkadzało nawet poklepywanie tapety, celem wyrównywania jej na ścianie. Nie policzyłbym wizyt policji i pana Gozdura. Musiałem się też tłumaczyć w szkole przed dyrektorem. Ta pani psuje mi opinię, gdzie może i jak może - mówi rozżalony Kamil. - Nie wypieram się, że raz, no może dwa tupałem nogą w podłogę, kiedy pani Dąbrowska waliła czymś w rury. Byłem u kresu wytrzymałości - przyznaje.
    Babcia Kamila pani Aleksandra K. uważa, że pani Dąbrowska uprzedziła się do jej wnuka. - Wystarczy byle puknięcie w naszym mieszkaniu, a już zgłasza pretensje pod adresem Kamila - mówi, podając wiele przykładów takich przykrych sytuacji.

    Pierwszy krok do zgody
    W trakcie pobytu w pokoju Kamila zastanawialiśmy się, co właściwie mogłoby być tym źródłem piekielnych hałasów dochodzących z sufitu u pani Dąbrowskiej. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że chyba tylko fotel na plastikowych kółkach do komputera może powodować te przykre odgłosy potęgowane przez strop, w którym nie ma izolacji wyciszającej hałasy. Urządziliśmy próbę hałasu. Jeżdżąc z zapałem fotelem po gołej podłodze w pokoju Kamila zeszliśmy na dół do mieszkania pani Dąbrowskiej, która już od progu pytała, co powoduje ten hałas. - Właśnie z takim hałasem walczymy od kilku lat - mówiła. Zdaliśmy relację państwu Dąbrowskim z naszych spostrzeżeń w mieszkaniu Kamila. - Ja nie chcę, żeby Kamil spał na materacu w pokoju babci. Gdybym wiedziała, że przyczyną tego hałasu jest fotel do komputera i fotel do spania, to dałabym szeroki chodnik, żeby wyciszyć podłogę. Niedawno taki chodnik wydałam komuś - mówi przejęta kobieta. Udało nam się również namówić panią Dąbrowską, żeby poszła z nami do pokoju Kamila i przekonała się na własne oczy, jak to jest z tymi hałasującymi urządzeniami naprawdę. - Ten hałas wydawany przez plastikowe kółka fotela, tutaj jest dużo słabszy, niż u nas na dole - powiedziała, kiedy zademonstrowaliśmy jej to hałasujące urządzenie. - U nas odbieramy to, jakby ktoś suwał jakimś żelastwem po betonie - stwierdziła. Pani Dąbrowska w naszej obecności kilkakrotnie powtórzyła, że do Kamila nie jest uprzedzona. - Po prostu walczyłam z tymi hałasami - tłumaczyła babci Kamila. - Nie chcę też, żeby Kamil spał na materacu - powtarzała kilkakrotnie. - Trzeba by zdobyć jakiś dywanik albo chodnik, aby wyciszyć całą podłogę, bo ten dywanik przy komputerze zakrywa tylko mały kawałek podłogi - mówiła kobieta zadowolona, że wreszcie sprawa hałasu się wyjaśniła.
   
Tylko co dalej?
    Spokojna rozmowa obu pań, to wspaniały pierwszy krok w stronę prawdziwej ugody. Gdyby jeszcze ktoś mógł jak najszybciej pomóc pani Aleksandrze i jej wnukowi w zdobyciu wyciszającej podłogę wykładziny lub większego dywanika, to ten gordyjski węzeł niezgody wywołanej hałasem zostałby przecięty raz na zawsze z korzyścią dla przyszłości maturzysty i zdrowia schorowanych emerytów sąsiadujących ze sobą przez nieszczęsny sufit-podłogę.

Aurelia Kaszewska

Pałuki

Już 5 grudnia, razem z 49. numerem Pałuk KALENDARZ 2020
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry