maria5.jpg
Pierwsze kroki po operacji stawiają  pani Maria (z prawej) i pani Janina z Szubina fot. Arkadiusz Majszak

Korekta... tym razem stawu biodrowego
   

   
Maria Bartkowiak od 1977 r. zmagała się z bólem prawego stawu biodrowego. Łagodziły go tabletki, pobyty w sanatorium i rehabilitacja. W 2005 r. zdjęcie rentgenowskie wykazało zmiany w stawie biodrowym, które można wyeliminować jedynie poprzez wstawienie endoprotezy. Maria Bartkowiak jest już po operacji.


    Maria Bartkowiak, mieszkanka podżnińskiego Podgórzyna, pracuje w redakcji naszego tygodnika w dziale korekty. To przez jej ręce przechodzi wiele tekstów, które oddają reporterzy, a następnie mają Państwo okazję przeczytać. Pani Maria wnikliwie czyta każdy tekst, ogłoszenie i reklamę, by wyczyścić go z błędów stylistycznych, ortograficznych i literówek. Jest dla nas bezlitosna.
    Przez pewien czas pani Maria nie będzie mogła wykonywać swych obowiązków w redakcji. Powodem stały się trudne już do wytrzymania bóle w prawym stawie biodrowym, z którymi zmaga się od 1977 r. Od tego też czasu zaczęły się regularne wizyty u lekarzy. Z biegiem czasu bóle stawały się coraz silniejsze, toteż pani Maria w celu ich złagodzenia musiała zacząć przyjmować tabletki.
Od czasu, gdy pani Maria zaczęła chorować, była trzy razy w sanatorium, dwa razy w roku  była poddawana zabiegom rehabilitacyjnym.
   
Wyrok na RTG 
    - "To się ciągnęło przez lata z większymi i mniejszymi bólami aż do sierpnia 2005 r. Wtedy to wykonane zdjęcie rentgenowskie prawego stawu biodrowego wykazało, że już jest taki stan, iż wymaga operacji" - wspomina Maria Bartkowiak.
    Na zabieg wstawienia endoprotezy stawu biodrowego pani Maria musiała czekać w kolejce. W sierpniu zeszłego roku była 27.
    W ostatnich miesiącach chory staw biodrowy utrudniał pani Marii pracę i normalne funkcjonowanie. Kiedy wstawała z krzesła trzymała się ręką za biodro i wyprostowywała nogę. Utykając, robiła kilka kroków i dopiero po kilku minutach mogła chodzić swobodnie. Robiła to w tak dyskretny sposób, że niewielu wiedziało o jej problemie. 
Skąd wzięły się kłopoty ze stawem biodrowym, tego Maria Bartkowiak nie wie. Lekarze stawiają hipotezę, że staw mógł zostać naderwany podczas narodzin.
   
... myślę, że wszystko będzie dobrze
    14 marca została poinformowana telefonicznie, że 3 dni później ma się zgłosić do szpitala, ponieważ zostanie poddana operacji.
    17 marca o 8.00 pani Maria zgłosiła się w towarzystwie męża Tadeusza w izbie przyjęć szpitala i przyjęta została na oddział urazowo-ortopedyczny. Lekarze obejrzeli zdjęcie stawu biodrowego, wykonano EKG i zrobiono morfologię. Operację zaplanowano na 20 marca.
    - "Boję się, bo chyba każdy boi się przed operacją. Jeszcze bardziej będę się bała w niedzielę, dzień przed operacją. Lekarze, pod których opieką jestem, cieszą się dobrą opinią i wierzę w to, że wszystko się powiedzie. Pacjentki, które już są po operacji, w samych superlatywach mówią o lekarzach i oddziale. Podkreślają, że pielęgniarki i rehabilitantki są bardzo cierpliwe. Pacjentki są zadowolone, więc myślę, że wszystko będzie dobrze" - mówiła na 3 dni przed operacją pani Maria.
    Przed zabiegiem operacyjnym dla każdego pacjenta zabezpiecza się odpowiednią ilość krwi do ewentualnego przetoczenia.
   
Dwie godziny: tylko i aż
    W sobotę i w niedzielę myśl o zbliżającym się terminie zabiegu nie dawała pani Marii spokoju. Emocje były powodem nieprzespanej nocy z soboty na niedzielę. Przed snem z niedzieli na poniedziałek odwiedził ją anestezjolog, który przeprowadził rozmowę. Pytał na co się leczy oraz jaki rodzaj znieczulenia byłby dla niej najbardziej odpowiedni. Otrzymała również tabletkę na sen.
    W poniedziałek 20 marca o 7:45 pielęgniarki przygotowały panią korektor do operacji i przewiozły na blok operacyjny. Po anestezjologu do pracy przystąpili lekarze: ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego Wojciech Hoffmann oraz Bogumił Gąsior i Andrzej Nadolski. Po dwóch godzinach operację zakończono. Pani Maria została przywieziona na oddział. Kiedy się obudziła było wczesne popołudnie. Powoli zaczęło do niej docierać, że jest po operacji.
    - "Działają wtedy jeszcze środki znieczulające. Jest się podłączonym do tlenu i kroplówki. Po jakimś czasie tlen odłączają i podają środki przeciwbólowe. W pierwszym dniu po operacji nie można nic jeść. Ja dostałam tylko tyle herbaty, by umoczyć usta. We wtorek dostałam już normalny posiłek. Opieka medyczna i pielęgniarska jest bardzo dobra, za co wszystkim bardzo dziękuję" - powiedziała po trzech dniach od operacji Maria Bartkowiak.
   
Panewka, trzpień, głowa
    Ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego Wojciech Hoffmann wyjaśnia, że endoprotezę stawu biodrowego wstawia się, kiedy u pacjenta występują rozległe zmiany zwyrodnieniowe, charakteryzujące się nocnymi bólami oraz znacznym ograniczeniem ruchomości stawu, co utrudnia poruszanie się.
    - "Gdyby pani Maria nie poddała się zabiegowi cierpiałaby. Takie zmiany prowadzą do ciężkiego trwałego kalectwa" - dodał ordynator.
    W zależności od stopnia trudności, co jest związane z rozległością zmian zwyrodnieniowych, zabiegi wstawienia endoprotezy stawu biodrowego trwają od 1,5 do 2 godzin. W tym roku żniński szpital planuje wykonać blisko 70 takich zabiegów. 
    Endoprotezy, które wstawia się pacjentom składają się z trzech części: polietylenowej panewki stawu biodrowego, trzpienia, który składa się z różnych stopów metali (tytan, wanad, molibden) oraz ceramicznej głowy. Fragment chorego stawu biodrowego, który jest usuwany, trafia do utylizacji. Niekiedy głowę stawu wykorzystuje się do przeszczepów kostnych, które wzmacniają panewkę przed wstawieniem endoprotezy.
    - "Do każdej endoprotezy przystępujemy we  trzech: doktor Gąsior, doktor Nadolski i ja. Jeden drugiego wspiera. Zmieniają się operatorzy. Jedną endoprotezę wstawiam ja, kolejną doktor Gąsior, następną doktor Nadolski. Wszyscy są bardzo zaangażowani, gdyż to zabieg trudny i pracochłonny. Trzeba to zrobić dobrze i skutecznie, aby pacjent był zadowolony. Przed zabiegiem wszyscy są spokojni, by zrobić to dobrze. Nie można tego traktować jak rutynę. Trzeba podejść do zabiegu poważnie. Każdy przypadek jest tak traktowany" - zapewnia ordynator.
   
Zaczynają się schody
    Dwa dni po operacji Maria Bartkowiak pierwszy raz po zabiegu wstała z łóżka i przy pomocy balkoniku przeszła kilka metrów. Następnego dnia, 23 marca przebyła kilka metrów więcej. Rehabilitantki instruowały, jak stawiać stopę, jak układać kolana i wykonywać inne czynności. Pani Maria musi się dostosować do wielu zaleceń, które mają przyczynić się do sprawnego poruszania się. Po operacji nie należy: krzyżować nóg, zakładać nogi operowanej na zdrową, klękać, obciążać operowanej nogi, jeździć rowerem i ćwiczyć na rowerze treningowym. Przy siadaniu cały ciężar ciała utrzymuje się na zdrowej nodze i rękach. 
    Wszystkich pacjentów po operacji wstawienia endoprotezy obowiązują dwie zasady: przy wchodzeniu po schodach najpierw muszą stawiać zdrową nogę, a przy schodzeniu po schodach - nogę chorą. Pani Maria nie może również zapomnieć o zaleconych ćwiczeniach, np. odwodzeniu nogi oraz zginaniu i prostowaniu kolana. - "Nie mogę siadać w głębokich fotelach i na kanapie. Mogę siadać jedynie na twardym krześle i pamiętać, że noga musi być podczas siedzenia pod kątem prostym, nie mogę zakładać nogi na nogę" - wyjaśnia Maria Bartkowiak.
    Ordynator Wojciech Hoffmann zapewnia, że w drugiej i trzeciej dobie po operacji wstawienia endoprotezy stawu biodrowego pacjent rozpoczyna rehabilitację polegającą na nauce chodzenia przy pomocy balkoniku i o kulach.
    - "W 10-14 dobie, gdy pacjent umie samodzielnie poruszać się po schodach, zostaje wypisany do domu. Kontynuacją naszego leczenia jest leczenie sanatoryjne. Po około 3 miesiącach pacjent dochodzi do pełnej sprawności" - mówi ordynator.
   
Teraz powrót do domu
    1 kwietnia rano Maria Bartkowiak dostała wypis ze szpitala. W południe została odwieziona do domu karetką. - "Pacjenci po operacji endoprotezy odwożeni są do domu karetką. Przenieśli mnie na noszach i w domu postawili na nogi" - opowiada pani Maria.
    Pani Maria miło wspomina pobyt w szpitalu. Poznała tutaj inne kobiety, które również zostały poddane zabiegowi wstawienia endoprotezy stawu biodrowego. Najmilej wspomina panią Janinę z Szubina, z którą co prawda nie wymieniła adresu, ale znalazła wspólny język. Wiele czasu spędzały na rozmowach i oglądaniu seriali, przede wszystkim "M jak miłość", który jest ulubionym serialem pani Marii. W salach, w których leżą kobiety na oddziale urazowo-ortopedycznym są dwa telewizory. W salach przeznaczonych dla mężczyzn nie ma telewizorów, a dla pacjentów leżących oglądanie telewizji, to duża przyjemność. Pani Maria prosi: - "Jeżeli ktoś ma w domu niepotrzebny telewizor, aby przekazać to "okno na świat" na oddział, co umili czas leżącym tu pacjentom".
    Codziennie panią Marię odwiedzał mąż, który wierzył, że operacja się powiedzie.
    - "Mąż odegrał tutaj dużą rolę. Nie tylko podtrzymywał mnie na duchu przed operacją, ale teraz po wyjściu ze szpitala pomaga mi w codziennych czynnościach. Nie mogę się schylać, więc zawiązuje mi sznurowadła (buty muszą być pewnie osadzone na nogach, żadne klapki), robi zakupy oraz dba o porządek w domu" - podkreśla pani Maria.
   
...a praca czeka
    Przez najbliższy czas Maria Bartkowiak będzie chodzić o kulach. Po miesiącu od wypisu ze szpitala zgłosi się na wizytę kontrolną w poradni ortopedycznej. Po leczeniu szpitalnym pacjentka pojedzie do sanatorium, w którym będzie przebywać 21 dni. 
    Pani Maria nie ukrywa, że po świętach wielkanocnych najchętniej przyszłaby do pracy, jednak zamiar ten utrudnia problem z dojazdem do pracy. Wsiadanie do samochodu jest dla niej teraz najbardziej ryzykowne. Pani Maria wierzy, że po powrocie z sanatorium będzie sprawna i z wsiadaniem do samochodu nie będzie problemu.
    A praca czeka...

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 739 (15/2006)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry