"- On mi mówił, że chce mieć rodzinę. Ja też o tym marzyłam.
Tak było do sierpnia tego roku, kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, i że urodzę mu dziecko" - opowiada pani Beata.

fot. Remigiusz Konieczka

Mężczyzna, kobieta, odpowiedzialność i żal

    Historia zaczęła się na pogotowiu. Zrodziła się miłość, pojawiły się perspektywy i nadzieja na świetlaną przyszłość. Po trzech latach jest rozczarowanie, smutek i żal. On nie chce jej znać, ona urodzi dziecko. Jak mają postępować niechciane przez nikogo, samotne matki?

    - Złamałam nogę. Musiałam udać się na pogotowie. On miał dyżur. Tam po raz pierwszy go spotkałam. Później spotkaliśmy się na kontroli. Dał mi swoją wizytówkę. Prosił o kontakt. W końcu sam przyjechał do mnie z kwiatami. Po kilku miesiącach wprowadziłam się do niego. To co się stało było dla mnie spełnieniem marzeń, bo u siebie nie miałam dobrych warunków mieszkaniowych. On mi mówił, że chce mieć rodzinę. Ja też o tym marzyłam.

   Tak było do sierpnia tego roku, kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, i że urodzę mu dziecko - opowiada pani Beata.
    Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach. Ona, dziewczyna dwudziestokilkuletnia, po związku, który nie przetrwał próby czasu. Owocem związku jest kilkuletni syn. On, człowiek z perspektywą błyskotliwej kariery lekarskiej. Połączył ich zabieg nastawienia złamanej kości. Było to 3 lata temu.
    Początkowo mieszkali w jednym ze żnińskich bloków na osiedlu przed torami. - Później on mnie zostawił i przeniósł się. Ale nasze drogi znowu się połączyły.    Wróciłam do niego i dla niego. Mogłam wyjechać z synem do Stanów, a zostałam - mówi pani Beata.

    JUŻ NIE JADA W DOMU
    Dodała, że układało im się dobrze, że dla niej i dla jej syna koszmar zaczął się po przekazaniu wiadomości o ciąży. On przestał jadać w domu i z nią rozmawiać. Dla Beaty powstała sytuacja jest niezrozumiała. Tym bardziej, że jeszcze kilka miesięcy temu mieli wspólne plany na przyszłość.
    Tę przyszłość pani Beata łączyła ze wspólnym mieszkaniem, w którym - i tu rodzi się problem - ani ona, ani jej syn nie są zameldowani. Przyznaje, że nie myślała o zmianie zameldowania. Wierzyła, że przyszłość sama się ułoży. Teraz obawia się, że pewnego dnia nie będzie miała gdzie wrócić. Podejrzewa, że on chce ją wyrzucić z mieszkania.
    - Wiem, że chce wyjechać do pracy za granicę. Ma to zrobić zaraz po uzyskaniu dwójki [drugiego stopnia specjalizacji - przyp. rk]. Ja nie mogę do tego dopuścić. On wyjedzie, a ja zostanę sama z dzieckiem. To będzie syn, chcę mu dać imię i nazwisko ojca. - Słyszałam, że ma zamiar wykupić mieszkanie i po wyjeździe wynająć.

    Prowadzimy z synem dyżury. Jak wychodzę do miasta, to syn zostaje w domu. Jak jego nie ma, to ja zostaję. Boję się tego, że wrócę i będą wymienione zamki w drzwiach - skarży się pani Beata. - Dodatkowo pokazuje mnie i siebie w fałszywym świetle w pracy i przed moją rodziną. Robi z siebie anioła, a złotówki mi nie da.
    ŻYCIE Z ALIMENTÓW
    Kobieta dodaje, że najgorszy koszmar przeżywa jej syn, na którego spadają szykany mężczyzny.
    - On do mnie się nie odzywa, tylko do syna. I to dopiero wtedy, gdy wychodzę z domu. Twierdzi wtedy, że idę do swoich facetów. Szykanuje go i mówi w sposób niecenzuralny: wyp... stąd, czy sp... stamtąd. Ostatnio nasłał na mnie policję - mówi pani Beata.
    - Jestem tym psychicznie wykończona. Przeżywam koszmar. Powinnam się spakować i wyprowadzić, ale nie mam dokąd. Jestem w ósmym miesiącu ciąży i nie powinnam teraz szukać mieszkania.
    Powiedziała też, że jej stan nie pozwala na powrót do lokalu, w którym jest zameldowana, ponieważ są tam kiepskie warunki bytowe dla kobiety w ciąży. Teraz jej jedynym źródłem utrzymania są alimenty, które otrzymuje na syna z poprzedniego związku. Jest to nieco ponad 300 zł. Pomagają jej także znajomi.

    ODPOWIEDZIALNOŚĆ MĘŻCZYZN
    - Niedawno przyszedł dzielnicowy. On chce, żebym się wyprowadziła - mówi pani Beata.
Pani Beata po interwencji policji zaczęła szukać pomocy. Znalazła ją w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie. Pomocną dłoń wyciągnęła Maria Zwolenkiewicz, dyrektor PCPR.
    - Bardzo przykrymi są takie sprawy jak los tej pani, jeśli wierzyć jej słowom, a wszystko wskazuje na to, że mówi prawdę. Po trzech latach wspólnego życia okazać się kimś zbędnym i to w dodatku wraz z jeszcze nienarodzonym dzieckiem - to jest przeżyciem traumatycznym. Niestety tak czasem bywa. Na odpowiedzialność panów i ich poczynania patrzymy zastanawiając się, ile w tym człowieku jest człowieka i jak wygląda owe człowieczeństwo - mówi dyrektor PCPR.
    Z pomocą PCPR pani Beata złożyła we wtorek do sądu w Żninie pozew o przyznanie alimentów. Złożyła także doniesienie do prokuratury o znęcanie się nad dzieckiem (szef żnińskiej prokuratury nie ma jeszcze informacji o doniesieniu).
    Henryk Pawlaczyk, prawnik z Punktu Konsultacyjnego dla Ofiar Przemocy w Żninie, wyjaśnił, że kodeks rodzinny i opiekuńczy przewiduje możliwość ubiegania się przez matki spodziewające się dzieci ze związku pozamałżeńskiego o roszczenia związane z wydatkami na ciążę i poród. Regulują to przepisy wynikające z artykułu 141 i 142.
    - Potocznie mówi się o wystąpieniu do sądu o przyznanie alimentów, ale z treści wynika, że matka może wystąpić przeciwko ojcu dziecka o pokrycie wydatków związanych z ciążą i porodem oraz kosztów trzymiesięcznego utrzymania matki w okresie porodu. Roszczenia przysługują także matce w przypadku, gdy dziecko urodzi się nieżywe. Matka może ubiegać się o roszczenia w okresie trzech lat od dnia porodu. Dodatkowo art. 142 mówi, że jeśli ojcostwo zostało uwiarygodnione, to matka może żądać, aby mężczyzna jeszcze przed urodzeniem dziecka wyłożył określoną sumę na utrzymanie matki. W takich wypadkach równocześnie z wnioskiem dotyczącym roszczeń powinien być skierowany wniosek do sądu o ustalenie ojcostwa - wyjaśnia Henryk Pawlaczyk.
    Pani Beata powiedziała, że zaraz po urodzeniu dziecka wystąpi do sądu o ustalenie ojcostwa.
    - Ta pani otrzyma od nas pomoc każdą, jaka będzie konieczna - mówi Maria Zwolenkiewicz. - W tym pomaganiu nie będziemy sami, bo jak zawsze włączy się Miejski Ośrodek Po-mocy Społecznej. W chwili obecnej poczekamy na rozstrzygnięcia sądu. Do tego czasu panią tą zajmie się MOPS, udzielając stosownej pomocy. Mogę zagwarantować, że na pewno nie będzie tak, aby ta kobieta z dziećmi została sama. W zależności od tego, jakie będą występowały potrzeby, takie będą działania. Będę także nalegała, aby sprawa odbyła się jak najszybciej.

    JAKA POMOC
    Kierownik MOPS w Żninie Maria Bursztyńska powiedziała, że gdy przychodzi do nich samotna matka z dzieckiem, to nie zostaje pozostawiona sama sobie. Może być jej udzielona pomoc różnego rodzaju. Przede wszystkim może zwrócić się do Pomocy Społecznej o zasiłek celowy lub okresowy. MOPS może także pomóc przy wystąpieniu do sądu z wnioskiem o przyznanie alimentów. Po urodzeniu dziecka Pomoc Społeczna może przyznać zasiłek rodzinny. Jeśli alimenty zostaną przyznane, to może być wypłacany dodatek do zasiłku dla samotnych matek. Jeśli alimentów sąd nie przyzna, to do zasiłku przyznawany jest dodatek alimentacyjny.
    - Jak matka jest wypędzana z domu, jeśli nie ma gdzie się podziać, to kierujemy ją do "Caritasu" - wyjaśnia Maria Bursztyńska.
    - W tej chwili przygotowujemy mieszkanie dla wypędzonych matek w Paryżu, ale będzie gotowe dopiero w 2006 roku. Jeśli kobiety proszą nas o pomoc, to mogą się o nią ubiegać poprzez złożenie wniosku. Przyznajemy pomoc w ramach decyzji.
PCPR radzi kobiecie, aby pozo-stała w mieszkaniu ze względu na dobro jej i dzieci.
    - W tym momencie przeprowadzka byłaby rzeczą nieludzką. Trzeba ją wzmocnić psychicznie ze względu na nią i dziecko. Ona musi dojść do siebie. Jeśli wytrzymał z nią trzy lata, wytrzyma jeszcze kilka miesięcy. Natomiast dalsze decyzje w związku z jej pobytem w mieszkaniu musi podjąć sąd - mówi Maria Zwolenkiewicz.
    Dyrektor PCPR nie wykluczyła także tego, że dla 9-letniego syna będzie potrzebna pomoc psychologiczna. Na pewno będzie zgłoszony do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. O tym, czy skierowany zostanie do psychologa, zadecyduje wywiad środowiskowy, jaki przeprowadzą pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
    - Najbardziej bolesne, z punktu widzenia ludzkiego i społecznego, są sprawy dotyczące rodziny, a zwłaszcza dzieci. Zainteresowanym osobom, które pozostają w sporze, brakuje cierpliwości i chęci wsłuchania się w słowa drugiej strony. Brakuje woli i umiejętności rozwiązywania problemów i skutków podejmowanych działań. Obowiązkiem obojga rodziców, także poczętego dziecka, jest zapewnienie mu jak najlepszych warunków czasowego pobytu po sercem matki i później po urodzeniu - apeluje Henryk Pawlaczyk.
    Mężczyzna nie chciał rozmawiać o swojej sytuacji. Powiedział, że prawnymi organami do ich rozstrzygania są prokuratura i sąd, a nie łamy prasy. Dodał, że tylko przed sądem będzie wyjaśniał relacje pomiędzy nim a kobietą, z którą mieszka.
Pani Beata chce zagwarantować godną przyszłość dziecku, które w styczniu się urodzi. Jak sama mówi, w głębi serca czuje żal. Miało być inaczej.
    - Szkoda mi go po prostu czasami. Żywi się na mieście pizzami, jogurtami i chipsami. Jest wykształconym człowiekiem, a zachowuje się jak dzieciak - mówi wzruszona.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 720 (48/2005)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry