Kiedyś były tu owczarnie
   
    Jeszcze rok temu budynki po byłym Okręgowym Przedsiębiorstwie Obrotu Zwierzętami Hodowlanymi w Nowym Dąbiu wyglądały tak, jakby je nawiedziło trzęsienie ziemi, tornado lub wojna. Mimo to Irena i Mirosław Napierałowie oraz ich córka Katarzyna z mężem Tomaszem postanowili zainwestować i rozpocząć tu hodowlę indyków. Ryzyko opłaciło się. Pierwsze ptaki trafiły już do kontrahenta.

    W sierpniu ub.r. podczas dożynek gminnych w Nowym Dąbiu odprawiający mszę św. proboszcz parafii św. Mikołaja w Łabiszynie ksiądz Jerzy Witucki wspomniał, że kiedyś w Nowym Dąbiu tętniło życie. Zwrócił się wówczas do władz gminnych i powiatowych, by zagospodarować niszczejące budynki. Nie przypuszczał, że niecałe pół roku później jego słowa okażą się prorocze i Nowe Dąbie znów będzie miało szansę zatętnić życiem kilkudziesięciu tysięcy indyków.

To oni spowodowali, że słowa księdza Jerzego Wituckiego stały się prorocze. Po lewej Katarzyna i Tomasz Sawa oraz Irena i Mirosław Napierałowie.
        fot. Arkadiusz Majszak

    ELDORADO W GRUZACH 
    W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Nowe Dąbie rzeczywiście tętniło życiem. Okręgowe Przedsiębiorstwo Obrotu Zwierzętami Hodowlanymi było dużym zakładem, w którym pracowało wielu mieszkańców wsi. Sytuacja zaczęła zmieniać się po 89 roku. W okresie transformacji OPOZH spotkał ten sam los co Państwowe Gospodarstwa Rolne. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych budynki po OPOZH przejęła Giełda Bydgoska. Jej działalność nie trwała długo i nie przyniosła korzyści gminie. Giełda doprowadziła do dewastacji budynków oraz pozostawiła gminę z ogromnym długiem z tytułu podatków od nieruchomości. W zbankrutowanej firmie pojawił się likwidator.
Jesienią ubiegłego roku pomieszczeniami po byłym OPOZH zainteresowało się małżeństwo z gminy Złotniki Kujawskie, Irena i Mirosław Napierała.
    Zadecydował o tym przypadek. Baza po byłym OPOZH rzuca się po prostu w oczy. Każdy kto przejeżdżał przez Nowe Dąbie zastanawiał się, dlaczego budynki są niezagospodarowane.
    - "Szukaliśmy obiektów pod hodowlę indyka. Zwróciłam się do pani sołtys z pytaniem, kto jest zarządcą pomieszczeń. Pani sołtys powiedziała, że była baza OPOZH jest objęta procesem likwidacji. Postanowiliśmy więc pod koniec listopada zeszłego roku nawiązać kontakt z likwidatorem. Był zainteresowany sprzedażą tego terenu. O kupnie nie było jednak wówczas mowy, gdyż baza była obciążona wierzytelnościami. Likwidator zaproponował nam więc dzierżawę na 7 lat" - opowiada Irena Napierała.
    Mogłoby się wydawać, że baza po byłym OPOZH to eldorado dla potencjalnych inwestorów. Byłoby tak, gdyby nie dewastacja budynków, która trwała przez lata. Powybijane okna, zniszczona elewacja zewnętrzna oraz zrujnowane wnętrza. Brakowało również doprowadzenia ujęć wody, kanalizacji i prądu. Pomimo zastanego pobojowiska, nowi inwestorzy zdecydowali się  przygotować pomieszczenia pod hodowlę indyków.
    - "To co zastaliśmy, to jest nie do pomyślenia, że takie budynki można doprowadzić do takiego stanu. Tak jak mąż mnie tu przywiózł, tak szybko chciałam wracać. Przewracaliśmy się o gruz. Wszystkie szyby były powybijane. Były ślady po ognisku. Wszystko wskazuje na to, że była tu melina. Blacha była zdjęta z dachu. Dewastację trzeciego piętra określa się na 95%. Jest ono przeznaczone do rozbiórki. Ja mówiłam na to budynek czeczeński, gdyż wnętrza przypominały zdjęcia z telewizji relacjonujące wojnę w Czeczenii. Córka Kasia i zięć Tomek zdecydowali jednak, że wspólnymi siłami doprowadzimy to do stanu użyteczności. Tym bardziej łatwiej było nam podjąć decyzję o zakupie terenu. Pan likwidator zaproponował nam kupno. Wygraliśmy przetarg, kupiliśmy budynek i działamy z dziećmi jako współwłaściciele" - mówi Irena Napierała.
    CYKL HODOWLANY
    Sprzedaż byłej bazy OPOZH w Nowym Dąbiu była możliwa dzięki umorzeniu przez wierzycieli należności, które zalegała im Giełda Bydgoska. Dzięki temu likwidator mógł zakończyć proces likwidacji, a w konsekwencji sprzedać pomieszczenia. Gmina Łabiszyn umorzyła Giełdzie Bydgoskiej 573.993,20 zł.
    - "Umożliwiło to dokończenie likwidacji Giełdy Bydgoskiej i wyczyszczenie obciążeń hipotecznych, których likwidator nigdy by nie zaspokoił. Było to intencją wszystkich wierzycieli. Nie tylko gminy, ale również Urzędu Skarbowego i ZUS. Każdy proporcjonalnie umorzył pewną część należności. Nam bardzo zależało, by powstał nowy obiekt gospodarczy. Ponadto budynkowi biurowemu groziła katastrofa budowlana" - powiedział burmistrz Łabiszyna Jacek Kaczmarek.
Sołtys Nowego Dąbia Bożena Sika podkreśla, że budynki OPOZH stały i jedynie szpeciły wieś.
- "Na dzień dzisiejszy widać, że coś jest robione. Co prawda chcielibyśmy, żeby te budynki z zewnątrz nie szpeciły, ale w krótkim czasie nie są w stanie tego zrobić. Pierwsze rezultaty już są i myślę, że w niedługim czasie będzie to widoczne. Myślę ponadto, że dzięki zagospodarowaniu tych pomieszczeń ludzie znajdą pracę i będzie ogólne zadowolenie" - dodaje pani sołtys.
    Państwo Napierałowie zdecydowali się na uruchomienie hodowli indyków, ponieważ Mirosław Napierała od 1992 r. zajmuje się drobiarstwem. Ponadto przez wiele lat pracował jako zootechnik.
Obecnie w halach hodowlanych znajduje się około 10.000 piskląt, 10.000 indyczek w wieku 11 tygodni oraz tyle samo ptaków w wieku 15 tygodni. Docelowo planuje się hodować około 80.000 indyków rocznie. Cykl hodowlany trwa 16 tygodni. Temperatura w halach hodowlanych jest sterowana automatycznie. W przypadku piskląt wymagana temperatura wewnątrz hali wynosi od 30 do 31 stopni Celsjusza, a pod promiennikiem (tzw. kwoka) 45 stopni. W przypadku gdy ptaki są już opierzone i dojrzałe, wystarczy temperatura otoczenia, od 13 do 15 stopni Celsjusza. Pasza dla zwierząt jest podawana automatycznie przez paszociągi. Praca ludzka polega tylko na dozorze piskląt i starszych osobników oraz utrzymaniu higieny w kurniku. W październiku kolejne indyki z Nowego Dąbia trafią do kontrahentów. Pierwsze załadunki miały miejsce we wrześniu.
Państwo Napierałowie współpracują z firmą z Dolnej Saksonii w Niemczech, od której kupują pisklęta. Następnie tuczą ptaki. Dla indyczki jest to okres 16 tygodni, a dla indora od 20 do 22 tygodni. Mają podpisaną umowę kontraktacyjną z firmą z Łukty koło Ostródy. Jest to piąta firma co do wielkości w Polsce w branży drobiarskiej. Indyki ładowane są na specjalne samochody, które wysyła kontrahent.
    PRACA DLA MIEJSCOWYCH
    Hodowane w Nowym Dąbiu indyki są pod stałą kontrolą weterynaryjną. Fermy regularnie odwiedza zarówno powiatowy lekarz weterynarii,  jak lekarze z gminy Łabiszyn. Hale, w których przebywają zwierzęta zostały gruntownie wyremontowane. Wcześniej, za czasów OPOZH, służyły jako owczarnie.
    Obecnie dzięki rozpoczęciu hodowli indyków w Nowym Dąbiu pracę w fermie znalazło 8 pracowników. W przyszłości będzie tu pracować 10, a może i więcej osób. Właściciele fermy oraz współwłaściciele: Katarzyna i Tomasz Sawa (córka i zięć) zamierzają w przyszłości stworzyć w Nowym Dąbiu potężny zakład pracy. Warunki ku temu są doskonałe. Działka, którą kupili ma 4,34 ha powierzchni. Powierzchnia budynków produkcyjnych wynosi 5.200 m2. Budynek biurowy ma około 1.100 m2. Jego część została zaadaptowana na biuro oraz mieszkania. W przyszłości cały teren będzie zagospodarowany. W celu obniżenia kosztów produkcji właściciele fermy zamierzają sami uprawiać zboże, by pozyskiwać słomę, która stanowi ściółkę dla indyków.
Mirosław Napierała podkreśla, że hodowla indyków jest mało uciążliwa.
    Choć początki były bardzo trudne, państwo Napierałowie kroczą drogą, którą sobie wyznaczyli. Ich marzeniem jest praca i godne życie. Zamierzają modernizować i ulepszać fermę, którą kiedyś przekażą córce i zięciowi.
 

Arkadiusz Majszak

Pałuki nr 711 (39/2005)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry