Przy ul. Żnińskiej
   
    W jednym pokoju mieszka osiem osób. Minimum narzucone przez prawo wskazuje, że na 1 osobę powinno przypadać przynajmniej 5 metrów kwadratowych. Jednak oni - zamiast na przynajmniej 40 metrach, jak wynika z prostego rachunku - cisną się na trochę powyżej 25 metrach kwadratowych. Warunki mają jak w lokalu socjalnym. Jest to jednak lokal komunalny, a płacą za niego więcej niż płaciliby za mieszkanie socjalne.

bonna6.jpg
Aneks gospodarczy, który mógłby też spełniać funkcję toalety. Pan Robert kupił nawet muszlę klozetową, którą tutaj trzyma pod stołem.                                fot. Karol Gapiński
    O budynku komunalnym przy ul. Żnińskiej w Barcinie pisaliśmy już, gdy z ubikacji znajdujących się na zewnątrz tego budynku, wylewały się  ścieki na ulice, a wokół biegały szczury. Tak było jeszcze w zeszłym roku latem. Po naszych publikacjach w 2004 i 2005 r. w tym budynku odziedziczonym po policji (mieścił się tam niegdyś komisariat) gmina wreszcie założyła kanalizację. Lokatorzy liczyli, że będą mieć łazienki i ubikacje - dla każdej rodziny oddzielne. Nie mają.
    Na parterze są 2 mieszkania komunalne i jedno socjalne. Mieszkania, to jednak za dużo powiedziane. O ile 3 lokatorów w jednym lokalu komunalnym i tylko 1 lokatorka w jedynym socjalnym mają dla siebie trochę przestrzeni życiowej, o tyle już 8-osobowa rodzina w jednym pokoju może tylko o takiej marzyć.
    Wszyscy mieszkańcy tych 3 lokali, czyli 12 osób, korzystają z jednej, wspólnej toalety, którą przerobiono z dawnej celi policyjnej. - Nie tak miało być, nie to nam obiecywano. Czujemy się, jak w "Świecie według Kiepskich". Do toalety, zwłaszcza rano, tworzą się kolejki. To żenujące - mówi pan Robert, głowa 8-osobowej rodziny.
   
MIAŁO BYĆ TYMCZASOWE
    Ustawione w pokoju o powierzchni 25,37 metra kwadratowego regały tworzą jakby ściany odgradzające dwa pomieszczenia: mniejsze i większe. Chodzi o zapewnienie choćby pozorów intymności, gdy któryś z członków 8-osobowej rodziny pana Roberta chce się umyć.
    W 1990 r. upadło Bydgoskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłu Pomorze w Bydgoszczy, w którym pracował pan Robert. Mieszkał wtedy z założoną przez siebie rodziną, wówczas  jeszcze nie tak liczną, w Barcinie Wsi. Od 40 lat, czyli od urodzenia, był tam wtedy zameldowany. Dom był spadkiem rodzinnym. - Gdy mąż miał stałą pracę, wzięliśmy kredyty - opowiada pani Wiesława. - Niestety, po 1990 nie miałem stałej roboty. Tylko jakieś umowy-zlecenia, albo na "czarno", albo byłem bezrobotnym. Nie byliśmy w stanie spłacić tych kredytów. Odsetki narastały. Wreszcie w 2000 r. nasz dom o ponad 100 metrach kwadratowych powierzchni mieszkalnej przejął bank PKO. Wylądowaliśmy na bruku. Zgłosiliśmy się do gminy po pomoc - wspomina pan Robert.
bonna3mr.jpg
Na kanapie znalazło się miejsce dla dużej maskotki, która należy do najmłodszej latorośli pani Wiesławy i pana Roberta. Niestety dziewczynka rzadko ma okazję pobawić się tym pluszakiem z rówieśnikami. Na zdjęciu koleżanka dziewczynki - Julia.
                   fot. Karol Gapiński

    Jesienią 2000 r. - jak wspomina ówczesna wiceburmistrz Stanisława Ciesielska, jednak wtedy sprawująca najwyższą władzę wykonawczą w gminie po śmierci burmistrza Mariana Jachimowicza - trzeba było natychmiast zorganizować pomoc dla rodziny, która straciła dom. Wtedy była to już rodzina ośmioosobowa. - Przydzielono im ten lokal na Żnińskiej, ale była to sytuacja wymuszona, nie mogliśmy ich zostawić z małymi dziećmi bez dachu nad głową. Oni deklarowali, że będą szukać większego lokum. Zameldowani więc zostali tymczasowo - mówi Stanisława Ciesielska.
   
KOMUNALNE
    - GORSZE
    NIŻ SOCJALNE
    Minimum powierzchni mieszkaniowej to w Polsce 5 metrów kwadratowych na osobę. Mieszkanie, które otrzymała rodzina (na prośbę bohaterów artykułu nie użyliśmy w tekście ich nazwiska), musiałoby być o 15 metrów większe niż obecnie, by to minimum spełnić. Rodzinie przydzielono też kilka metrów kwadratowych pomieszczenia gospodarczego, gdzie mają zlew, robią pranie i trzymają w lodówce żywność. Pomieszczenie to jednak nie wchodzi w skład powierzchni mieszkalnej.
    Myją się w misce. Wodę do mycia gotują na maszynce. Jedzą, uczą się przy jednym stoliku. Gdy najmłodsza córka była jeszcze niemowlęciem, regały ustawiono tak, aby wydzielić córeczce miejsce na łóżeczko. Gdy niemowlę płakało nocami, nie było mowy, żeby starsze dzieci mogły wyspać się do szkoły. Najstarsze z nich to obecnie 23-letni syn. Pozostałe to córki. Najstarsza ma 20 lat, a kolejne 17, 13, 11 i 6 lat.     
    Pełnoletnie dzieci są zmuszone korzystać z jednej kanapy, trzy kolejne córki śpią na drugiej kanapie, rodzice na trzeciej. Jedna z córek musi spać na podłodze na materacu. I tak już 6 lat. Nie o to chodzi, że nie stać ich na meble. Po prostu kolejne kanapy już się tam nie mieszczą.
Starają się żyć, jak mogą. Znalazło się na jednym z regałów miejsce na akwarium z rybkami, które tata podarował jednej z córek na pierwszą komunię świętą. Na innych półkach stoją wieże stereofoniczne i telewizor. Nie bardzo jednak jest jak słuchać muzyki, czy oglądać telewizor, gdy inni się uczą. Zwłaszcza, że ledwie 2 tygodnie temu poradnia psychologiczno-pedagogiczna wydała opinię, że jedna z córek ma opóźnienia w nauce i żeby je nadrobić, a później normalnie się rozwijać, muszą być spełnione liczne warunki w wychowaniu dziecka w szkole i w domu. Jednym z nich jest cisza i spokój podczas odrabiania lekcji w domu. - Już nie mówię o tym, że dzieci cierpią z takich błahych wydawałoby się powodów, jak ten, że praktycznie nie mogą zaprosić do domu koleżanek, czy kolegów, bo nie ma miejsca - stwierdza matka rodziny.
Pan Robert pracował w czasie kilku poprzednich lat za granicą. Ostatnio znalazł etat w firmie budowlanej w Bydgoszczy. Jeśli mieli jakieś zadłużenie wobec gminy, to jest to już przeszłość. Teraz czynsz i za wodę Zakładowi Usług Miej-skich, który gospodaruje mieszkaniami socjalnymi i komunalnymi, płacą regularnie. Mają nawet nadpłacone 700 zł za czynsz. Roman Wcisło, dyrektor zakładu potwierdza, że za ten lokal faktycznie nie ma zadłużenia, ale nadpłata nie jest czymś wyjątkowym, a raczej wynika z faktu, iż ZUM stosuje system zaliczkowy pobierania należności, a po rozliczeniu następuje zwrot nadpłaty.
    Pracownik referatu gospodarki komunalnej w ratuszu przyznaje, że tak liczna rodzina w ogóle nie powinna być ulokowana w tak małym pomieszczeniu. Warunki są gorsze niż w mieszkaniu socjalnym, które teoretycznie powinno być o gorszym standardzie niż komunalne. Za komunalne płaci się czynsz w granicach 2,50 zł za metr kwadratowy. Uzależnione to też jest od tego, w jakie media jest wyposażony lokal.    
    Natomiast mieszkanie socjalne jest obciążone czynszem o 50% niższym niż komunalne.
 - W zeszłym roku tłumaczył pan kierownik Lambert Rydlewski z ZUM-u, że nie założą osobnych toalet i łazienek, bo lokatorzy są zadłużeni. Tymczasem prawda jest taka, że zadłużenie ma już tylko jedno z tych 3 mieszkań. Ja nawet wracając po pracy, a jestem budowlańcem, nie mam jak się porządnie umyć - narzeka pan Robert.
   
ROBIĄ TO, CO ZLECI RATUSZ
    Roman Wcisło odpiera zarzut. ZUM, jak mówi jego dyrektor, wykonuje tylko te inwestycje w obiektach komunalnych, które zleca mu ratusz. W tym przypadku zlecił wykonanie tylko jednej toalety z klozetem i zlewem z zimną wodą.
    - Ale co to za kibel, co to za zlew? Kibel jest non stop rozwalony, a zlew ciągle zapchany, bo jedna z rodzin korzystających z tej toalety nie ma u siebie wody i tutaj przychodzi po wodę i myć naczynia - mówi pani Wiesława.
    Pan Robert w zeszłym roku, gdy ZUM założył w budynku kanalizację ściekową, ubiegał się o możliwość wykonania łazienki, bądź choćby toalety dla swej rodziny poprzez wykorzystanie swego pomieszczenia gospodarczego albo pomieszczenia, które w korytarzu znajduje się obok, za zamkniętymi drzwiami i nie jest wykorzystywane.
    Pan Robert chciałby jednak, żeby materiały dał ZUM, bo przecież jego rodzina mieszka tam wciąż tylko tymczasowo, i jest ryzyko, że włoży  w wykonanie takiej łazienki nie tylko robociznę, ale i pieniądze, a później nagle nie przedłużą im umowy na to mieszkanie.
    Roman Wcisło powiedział, że teoretycznie wnioski mieszkańców proszących o możliwość zainwestowania w lokal komunalny, które będą realizowane w 2007 roku, można było składać tylko do połowy września. Jednak zdaniem dyrektora, jeśli zostaną spełnione 2 warunki, to nawet te wnioski, które wpłynęły później mają szansę na realizację. Te warunki to, że wnioskujący nie zalega z czynszem, i że Rada Miejska przyzna na gospodarkę komunalną odpowiednie kwoty w nowym budżecie.
   
DLA LOKATORÓW MIESZKAŃ SOCJALNYCH
    Poszukiwania większego lokalu przez naszych bohaterów na własną rękę nie dały skutku. Pani Wiesława i pan Robert mogliby teoretycznie liczyć, że w ubogiej w mieszkania komunalne gminie Barcin w najbliższych miesiącach pojawi się kilka nowych lokali o lepszym standardzie niż ich pokój. Otóż gmina w ostatnich miesiącach zdołała doprowadzić do zakupu od GS Barcin połowy obiektu, gdzie mieści się sklep wiejski (sklep ten pozostanie, bo nadal należy do GS), po od dawna nieczynnym barze Zagłoba. Udało się też pozyskać od Regionalnej Orkiestry Kujawy w Piechcinie budynek, gdzie była jej siedziba. Orkiestra przeniesiona zostanie do budynku stadionowego KS Zagłębie. Obydwa pozyskane domy mają być na wiosnę zaadaptowane na mieszkania socjalne.
    Jednak dla Wiesławy i Roberta oraz ich sześciorga dzieci nie musi to oznaczać szansy. Jeśli bowiem dojdzie do zamian lokatorów ze starych mieszkań należących do gminy na te, które zostaną zaadaptowane, to będzie się to odbywało wśród lokatorów mieszkań socjalnych. Tymczasem opisana przez nas rodzina mieszka w lokalu zaliczanym do komunalnych, zatem nie należy do grupy, która może liczyć na zaadaptowane mieszkania.
    Uchwałę o zmianie statusu mieszkania z komunalnego na socjalne może podjąć Rada Miejska. Dotychczas jednak w sprawie mieszkania zajmowanego przez bohaterów naszego artykułu nie było takiej decyzji.

Karol Gapiński
Tygodnik Barciński Pałuki nr 282 (50/2006)


Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry