Edmund Polaczek ma pod opieką 6 dzieci, w tym 8-miesięczne i dwuletnie, a matka ich nie daje znaku życia
             fot. Karol Gapiński

Praca dla ojca i...
    
     Matka ośmiorga dzieci wyjechała zimą do pracy za granicę. Od ponad 3 miesięcy nie daje znaku życia. Jej mąż - Edmund Polaczek opiekuje się teraz sześciorgiem dzieci, bo dwoje dzieci jest w domu dziecka. Opieka społeczna pomogła mu znaleźć pracę i zorganizować opiekę nad dziećmi.

     Edmund i Elżbieta Polaczkowie mają ośmioro dzieci, ale dwoje przebywa obecnie w domu dziecka. Dzieci są w wieku od kilku miesięcy do 17 lat. Rodzina mieszka w zaadaptowanym pomieszczeniu gospodarczym dawnej szkoły w Buszkowie.
Małżeństwo ma ograniczone prawa i obowiązki rodzicielskie względem całej ósemki dzieci. Wszystko z powodu niskich dochodów rodziny deklarowanych w zeznaniu podatkowym. Niemożność utrzymania dzieci może być powodem dla ograniczenia praw rodzicielskich. Tak się stało w przypadku państwa Polaczków.
     W 2003 r. Sąd Rodzinny w Szubinie uznał, że dwie córki państwa Polaczków mają się wychowywać w Domu Dziecka w Kołdrąbiu. Powodem dla zakwalifikowania dwójki dziewczynek do domu dziecka również były niskie dochody rodziny. Obecnie dziewczyny mają 15 i 16 lat. - Dzieci państwa Polaczków są uczynne i dobre. W odwiedziny do nich wcześniej przyjeżdżała pani Elżbieta, a teraz pan Eugeniusz Polaczek, co najmniej raz w tygodniu - mówi Maria Mrówińska, dyrektor Domu Dziecka w Kołdrąbiu.
     ZAGINIONA
     Ponieważ rodzice nie mogli znaleźć stałej pracy w Buszkowie i okolicach, na przemian przez kilka lat wyjeżdżali do pracy za granicę. W zeszłym roku po 2 latach pracy w Danii powrócił do Buszkowa Edmund Polaczek. Natomiast 16 lutego br. za pośrednictwem Biura Pracy w Toruniu podjęła pracę w Hiszpanii w okolicach miasta Huelva na plantacji truskawek 34-letnia Elżbieta Polaczek. - Do początków marca utrzymywaliśmy stały kontakt telefoniczny. Żona była zadowolona. Mówiła, że pieniądze za to obrabianie owocowych krzaczków są wypłacane. Nagle jednak przestała odpowiadać na telefony. Dowiedziałem się, że na plantacji już nie pracuje. Myślę, a w zasadzie jestem przekonany, że sama zrezygnowała z tej pracy i gdzieś po prostu sobie poszła. Wiem, że później miała jakiś kontakt telefoniczny ze swoimi siostrami - mówi Edmund Polaczek.
     Od początków marca na wniosek Edmunda Polaczka poszukiwania jego żony prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Żninie. Próby odnalezienia Elżbiety Polaczek czyniono również korzystając z polskich służb dyplomatycznych w Hiszpanii, ale były to próby bezskuteczne. Jak powiedział komisarz Krzysztof Jaźwiński, już po 3 dniach poszukiwań, jeśli są one bezskuteczne, osoba uznana zostaje za zaginioną.

Dziećmi zgodził się zająć na czas, gdy ich ojciec będzie w pracy, ich dziadek Jerzy Polaczek
             fot. Karol Gapiński

      PRACA DLA OJCA
     Żeby utrzymać rodzinę Edmund Polaczek chciał znowu wyjechać za granicę do pracy, ale nie mógł zostawić dzieci, mimo iż mieszka z nim teraz jego ojciec, który - jak sam przyznał - podjąłby się opieki nad sześciorgiem wnucząt. Edmund Polaczek zgłosił się więc po pomoc do opieki społecznej w Łabiszynie.
     - Przeprowadziliśmy rozmowy z panem Jerzym Polaczkiem (ojcem pana Edmunda), czy nie zgodzi się opiekować dziećmi, gdy syn będzie pracował w Gminnej Spółce Wodnej w Łabiszynie. Nawiasem mówiąc pan Edmund Polaczek wcześniej pracował w tej spółce, ale później zrezygnował, żeby wyjechać do pracy za granicę. Pan Jerzy Polaczek zgodził się, że zostanie z dziećmi na razie do końca roku, a później będziemy kontynuować rozmowy. Jednak trzeba było tę sytuację również usankcjonować, a ponadto pan Jerzy też powinien mieć jakiś dochód, skoro pełnić ma obowiązki opiekuna dla dzieci. Gdyby był zarejestrowany w PUP w Żninie, sprawę załatwilibyśmy od razu. Jednak on wciąż jest zarejestrowany formalnie w PUP w Kołobrzegu. Poleciliśmy mu się wyrejestrować stamtąd i zarejestrować w PUP w Żninie. Dzięki temu do końca roku zostanie jako opiekun wnuków zatrudniony w ramach prac społecznych - mówi Regina Słowińska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łabiszynie. Prace społeczne dotyczą osób będących na długotrwałym bezrobociu. Polegają na utrzymaniu zieleni miejskiej, czystości na chodnikach, ale też na wielu specjalistycznych zadaniach. W ramach prac społecznych może być nawet - jak w tym przypadku prawdopodobnie będzie - zatrudniony opiekun dla dzieci. System prac społecznych gwarantuje, jako program aktywizacyjny, płacę za dwie godziny dziennie po 6,80 zł na godzinę, co miesięcznie będzie dawało Jerzemu Polaczkowi 272 zł. Edmund Polaczek będzie mógł pracować w spółce wodnej do końca roku, bo wtedy jego ojcu skończy się okres prac społecznych, a dzieciom znów będzie potrzebny ktoś, kto ma formalne podstawy do opieki nad nimi.
     Opieka społeczna pomaga rodzinie pana Edmunda również w innych formach, jak zakup opału, czy żywności.
     WNIOSEK O ALIMENTY
     Tymczasem uznanie Elżbiety Polaczek za zaginioną pozwoliło Sądowi Rodzinnemu w Szubinie ustalić dla niej kuratora, który sprawuje też stałą opiekę nad rodziną Polaczków i m.in. stara się o ustanowienie przez sąd z funduszu alimentacyjnego pieniędzy na dzieci. Kuratorem jest kurator społeczna w Urzędzie Miejskim w Łabiszynie Aleksandra Klinger. Jak nam powiedziała, jeszcze w czerwcu w sądzie odbędzie się rozprawa w celu wyznaczenia, bądź też nie alimentów na rzecz dzieci Polaczków. Aleksandra Klinger jest przekonana, że sąd pozytywnie rozpatrzy ten wniosek. A jeśli tak się stanie, to możliwe będzie napisanie przez panią kurator wniosku do Sądu Rodzinnego, o scalenie całego, 8-osobowego rodzeństwa pod kuratelą ojca i powrót dwóch dziewcząt z Domu Dziecka do domu rodzinnego w Buszkowie.
     SCALENIE RODZINY
     Zdaniem Reginy Słowińskiej, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, lepiej byłoby, gdyby  rodzeństwo nie było rozdzielone, zwłaszcza, że ojciec kocha swoje dzieci i nie są obserwowane w tej rodzinie złe relacje między rodzicem a jego pociechami. - Sytuacja dzieci jest sprawdzana przez kuratora na co dzień. Jeśli za tydzień zapadnie wyrok o alimentach z tytułu zaginięcia matki, to nie można wykluczyć, że dwie dziewczynki trafią z powrotem do taty. Sąd nie faworyzuje bowiem, wbrew ogólnym opiniom, rodziców z powodu płci. Ojciec jest tak samo rodzicem, jak i matka. To, czy dziewczęta będą po ewentualnym wyroku sądu w sprawie alimentów mogły trafić do taty, to już będzie przedmiotem innego postępowania - powiedziała pani sędzia Grażyna Stankiewicz-Calińska, przewodnicząca Sądu Rodzinnego i dla Nieletnich w Sądzie Rejonowym w Szubinie.

Karol Gapiński
Pałuki nr 905 (24/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry