Najstarszy Mariusz ma 31 lat, najmłodszy Krzysztof 17 lat
    
     Maria Mikołajczak kupowała synom w dzieciństwie zamiast karabinów-zabawek atrapy muzycznych instrumentów. - Potem już sami te talenty u siebie wyszukali - mówi.

     W życiu braci Mikołajczaków muzyka odgrywa dużą rolę. Oprócz więzów rodzinnych łączy ich pasja grania. Słowem muzyka można opisać lwią część ich życiorysów. Sami uważają, że rodzinne muzykowanie to nie tylko sposób na karierę, to przede wszystkim sposób na doskonałe braterskie stosunki.

Wszyscy bracia pokochali instrumenty dęte. Razem grają w Mogileńskiej Orkiestrze Dętej. Więcej we wkładce magazynowej.  
                 fot. Paweł Lachowicz

      TALENTY MUZYCZNE
      Mariusz, Tomasz, Daniel, Marcin, Arkadiusz, Adrian i Krzysztof pochodzą ze Strzelna i wszyscy w swoim życiu otarli się o muzykę, a szczególnie o grę na dętych instrumentach muzycznych. Wszyscy zaczynali w strzeleńskiej Orkiestrze Dętej OSP, później zapełnili szeregi Mogileńskiej Orkiestry Dętej. - Mariusz jest tym całym mózgiem i motorem. Od niego się zaczęło i on tak wszystkich za sobą pociągnął. Myślę, że jeden drugiemu trochę zazdrościł i tak po kolei się uczyli - zaczyna opowieść o pasji swoich synów Maria Mikołajczak.
      W rodzinie Mikołajczaków - jak udało nam się ustalić - nikt nie grał na żadnym instrumencie dętym. - Może trochę ktoś na grzebieniu, czy na harmoszce pograł - mówi Maria Mikołajczak.  Pasję do grania wzbudziła w chłopakach najprawdopodobniej właśnie ich mama, która bardzo kocha muzykę. Sama jako uczennica kl. V chciała grać na akordeonie. Niestety, ze względu na niski wzrost nie mogła utrzymać instrumentu i z grania nic nie wyszło. Może jej niespełnione marzenia stały się zaczątkiem wzbudzania pasji muzycznej w swoich synach. Bowiem - jak sama mówi - już w dzieciństwie zamiast karabinów, z którymi po podwórku biegali inni chłopcy, ona kupowała swoim synom do zabawy instrumenty muzyczne, oczywiście były to atrapy prawdziwych bębenków, trąbek czy też cymbałków. - Mąż mówił „coś ty wymyśliła”, ale każdy z nich chciał, żeby mu kupić, bo koniecznie chcieli grać, to były takie ich początki. Do innych rzeczy jakoś ich nie ciągnęło. Sąsiadka również mi powiedziała, że chyba zwariowałam, że im takie prezenty pokupowałam, że później tylko hałasują i nic więcej. Kupowałam im te instrumenty, żeby oni sami u siebie te talenty wyszukali - opowiada Maria Mikołajczak. Wszyscy po kolei rozpoczynali swoją przygodę z muzyką w wieku 12, 13 lat.
      ZACZĘŁO SIĘ OD MARIUSZA 
      Jako pierwszy tę przygodę rozpoczął dziś 31-letni Mariusz. U niego spotkanie z muzyką zaczęło się w wieku 13 lat od nauki gry na trąbce przy orkiestrze OSP w Strzelnie pod batutą Romana Hyżego, a następnie Piotra Barczaka. W szkole średniej był członkiem Zespołu Pieśni i Tańca Białe Kujawy w Bielicach. Jednak to nie z muzyką związał swoje zawodowe życie. Dziś jest inżynierem rolnictwa. Ukończył Wydział Rolnictwa na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. W 1995 r. związał  się z Orkiestrą Dętą działającą przy Mogileńskim Domu Kultury w Mogilnie. Już po 4 latach w 1999 r. został jej kapelmistrzem. W trakcie swojej muzycznej kariery uczestniczył w wielu festiwalach i przeglądach orkiestr dętych. Jest laureatem dwóch nagród marszałka województwa kujawsko-pomorskiego za działalność kulturalną. Jako kapelmistrz wprowadził zmiany w repertuarze mogileńskiej orkiestry, wprowadził do niej także werblistki. Dzięki jego inicjatywie co roku odbywają się warsztaty muzyczne oraz koncerty w całej Polsce i za granicą, promujące mogileńską orkiestrę. Wspomaga także orkiestry dęte w Wilczynie i Orchowie. Gra na trąbce. Jego hobby to przede wszystkim muzyka, ale także taniec i ogrodnictwo. Jako jedyny z wszystkich braci jest żonaty. Wspólnie z żoną Katarzyną mają syna Pawła. Obecnie wraz z braćmi Tomaszem, Danielem i Arkadiuszem prowadzą prywatną firmę ogrodniczo-handlową oraz muzyczną.
      Chronologicznie, co roku kolejny z braci wiązał się z muzycznym graniem.

To nie Boys Band tylko siedmiu braci występujących w Mogileńskiej Orkiestrze Dętej
                 fot. Paweł Lachowicz

      OD BARYTONU DO PUZONU
      Pierwszy w ślad za Mariuszem poszedł Tomasz. Urodził się w 1981 r. Gra na trąbce, ale na potrzeby orkiestry przerzucił się na baryton. Mieszka w Strzelnie, gdzie ukończył technikum. Prowadzi sklep i współpracuje z Mariuszem, Danielem i Arkadiuszem. - Jest motorem tego naszego grania. Jak on nie przyjedzie, to reszta też nie przyjedzie. On motywuje pozostałych chłopaków - opowiada Mariusz Mikołajczak.
      Daniel urodził się w 1982 r. i jak opowiadają członkowie rodziny Mikołajczaków, to taki szybki wicher. Gra na puzonie wentylowym. Ukończył strzeleńskie technikum. - On był najbardziej oporny w graniu. Trzeba było go bardziej zachęcać i motywować - opowiada Mariusz Mikołajczak.
      Marcin urodził się w 1983 r. Obecnie mieszka w Poznaniu. Jest kierownikiem sprzedaży w firmie Vertex, w której produkują żaluzje. Gra na flecie poprzecznym.
      Arkadiusz urodził  się w 1985 r. Jest absolwentem Technikum Mechanicznego w Strzelnie. Jego przygoda z muzyką zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej, gdy miał 13 lat. - Wtedy zacząłem uczyć się na klarnecie w szkolnej orkiestrze w Strzelnie pod batutą Piotra Barczaka - opowiada Arek Mikołajczak. Obecnie studiuje pedagogikę w Poznaniu. Oprócz muzyki interesuje się sportem. Gra w sumie w trzech orkiestrach OSP w Strzelnie, w Mogilnie oraz Wilczynie.
      Adrian urodził  się w 1990 r. Uczy  się w Technikum Ekonomicznym w Strzelnie, gdzie pełni funkcję przewodniczącego szkoły. Jest teraz w klasie maturalnej. Oprócz tego jest uczniem IV roku Państwowej Szkoły Muzycznej w Inowrocławiu w kierunku oboju i fortepianu. Śpiewa w chórze Harmonia w Strzelnie. Jak opowiada naszemu reporterowi, od dziecka interesowała go muzyka, a zwłaszcza saksofon. Od 13. roku życia gra na saksofonie tenorowym w Orkiestrze Dętej w Strzelnie oraz Młodzieżowej Orkiestrze Dętej w Mogilnie i w Szkolnej Orkiestrze Symfonicznej w PSM w Inowrocławiu. - Od kilku lat biorę czynny udział w konkursach recytatorskich na szczeblu powiatowym. Bardzo chętnie udzielam się w przedstawieniach teatralnych i nie tylko. Bardzo lubię śpiewać. Jeśli mam siebie określić to powiem, że jestem takim lokalnym aktywistą. Mam bardzo dużo talentów, wielu jeszcze nieodkrytych - opowiada Adrian Mikołajczak. Największym osiągnięciem Adriana była nagroda prezesa Rady Ministrów za wyniki w nauce.
      Najmłodszy z braci Mikołajczaków jest Krzysztof. Urodził  się w 1992 r. Uczy  się w II klasie Technikum Ekonomicznego w Strzelnie. Gra na puzonie w Mogileńskiej i Strzeleńskiej Orkiestrze Dętej oraz śpiewa w chórze Harmonia.
      PASJA
      Mariusz Mikołajczak opowiada naszemu reporterowi, że ich zamiłowanie do grania rodziło się stopniowo. Nie był to od razu wielki zapał. Pasja muzyczna rodziła się pomalutku.
     - Ja dzisiaj od młodzieży wymagam, żeby się uczyli i ćwiczyli, ale sam, jak pamiętam, to wymigiwałem się od ćwiczeń. Wszystko się we mnie rozwijało, gdy byłem coraz starszy. Podczas nauki w technikum w Bielicach grałem w „Białych Kujawach”, to wówczas trąbka stawała się coraz większą moją pasją. Wiele razy mówiłem, że trąbka to moja żona i nie zamienię jej na inną kobietę - opowiada Mariusz Mikołajczak.
      Podczas swojej muzycznej przygody trzej bracia: Mariusz, Tomasz i Marcin przy Mogileńskiej Orkiestrze Dętej założyli własny big band pn. Mikoli Band.
      - Czym człowiek starszy, to nie zawsze ma czas, ale wszyscy cały czas uczestniczymy i jeździmy na różne koncerty. Często dzwonię, to mówią „Mariusz daj spokój, niedziela jest”. Ale mówię im „Potrzebuję was, przyjedźcie”. Nieraz muszę ich trochę przymusić, bo nie zawsze każdy z nas ma czas, bo przecież każdy ma jakieś swoje życie - opowiada Mariusz.

Maria Mikołajczak za żadne skarby nie zamieniłaby swoich synów na córki
               fot. Paweł Lachowicz

     WSPANIALI SYNOWIE
     W domu Mikołajczaków zawsze panowała wspaniała rodzinna atmosfera. Rodzice nigdy nie bronili grać im na instrumentach w domu. Tutaj chłopacy po raz pierwszy zetknęli się z muzyką. - Jedyne co, to można współczuć sąsiadom, że przez te 18 lat wysłuchują naszego grania - opowiadają bracia. Jednak mama chłopaków mówi, że zawsze uważała, aby w domu nie grali za głośno. Kazała im zamykać wszystkie drzwi oraz okna, żeby jak najmniej przeszkadzać sąsiadom.
      Podczas rozmowy mama chłopaków nie ukrywa, że jest bardzo dumna ze swoich synów. Ojciec Andrzej po ciężkiej chorobie zmarł w 2001 r. Wówczas wychowanie siedmiu synów spoczęło na barkach ich mamy Marii. Jednak - jak sama mówi - są oni wspaniałymi synami. Wszystkich zna od tzw. podszewki. - Tomek jest jak z tego wiersza o dwóch Michałach, gdzie jeden był duży, a drugi mały. On zawsze koło Mariusza się kręcił i co Mariusz kazał mu zrobić, on bez gadania to zrobił. Zawsze mu pomagał. Najczęściej są razem. Po śmierci męża tak się nawzajem uzupełniają. Daniel jest trochę samotnik. Kręcił się zawsze koło siebie i lubi zawsze postawić na swoim. Arek jest spokojny i zawsze się zgodzi, a i Krzysztof jest bardzo ugodowy i raczej godzi się na wszystko. Marcin ma pracę w Poznaniu. Mieszka tam już 7 lat i jakoś sobie sam radzi. Mariusz, Tomasz, Daniel i Arek mają swoje firmy i razem współpracują. Trochę im pomagam w sklepie. Jest to branża ogrodnicza, więc mają sklep warzywny. Adrian i Krzysiu jeszcze się uczą. Oprócz tego Adrian jest lektorem i udziela się w kościele. Krzysiu zawsze lubił mi pomagać. Powiem szczerze, że chciałam mieć córkę, ale w tej chwili na córki nigdy bym się nie zamieniła. Ja w domu nic prawie nie muszę robić. Okna mam pomyte, zawsze jest posprzątane. Krzysiu najczęściej robi zakupy. Nieraz mu mówię, że mógł pomyśleć i kupić to, co jest potrzebne, a on mówi „mama, ja już to kupiłem”. Po śmierci męża jest potrzeba, żeby iść na cmentarz. Wówczas też o nic się nie muszę martwić, bo czy lato, czy zima Krzysiu zawsze znajdzie czas i posprząta koło grobu, światełko zapali i kwiaty postawi. Ja zawsze mówię, że wolę chłopaków niż dziewczyny - opowiada pani Maria.
      O tym, że bracia są bardzo zżyci z sobą, świadczy chociażby fakt, że pomimo swoich licznych obowiązków zawsze znajdują dla siebie czas. Trzymają się zawsze razem. Gdy jeden z nich potrzebuje pomocy, nie szuka jej u obcych lub jakiś znajomych. Pierwsi są zawsze bracia i każdy z nich na ile tylko potrafi, na tyle jeden drugiemu pomaga.
      Z instrumentami spotykają się najczęściej podczas prób, czy wspólnych wyjazdów na koncerty. Żeby usiąść i pograć razem w domu jest już  rzadkością. - Jak byliśmy młodsi to wspólnie kolędowaliśmy. Jechaliśmy czy do Kruszwicy nad Gopło, czy do Bielska lub Podbielska i chodziliśmy w piątkę, grając na instrumentach. Graliśmy tak, żeby to ładnie brzmiało. Kiedyś przybiegli po nas ludzie, żebyśmy przyszli zagrać dzieciom. A że mieliśmy czapki mikołajów, to tak kolędowaliśmy. Bardzo fajne wspomnienia, bardzo to lubiłem - opowiadają bracia Mikołajczakowie.

Tych chłopaków rozpiera energia. Widać było to na każdym kroku sesji zdjęciowej do artykułu w mogileńskim parku. 
               fot. Paweł Lachowicz

      NAJWAŻNIEJSZY DOM
      Oprócz wspólnego grania wszyscy interesują się domem. Pielęgnują wpojone im przez rodziców tradycje rodzinne oraz szacunek do drugiego człowieka. Co roku przy okazji świąt Bożego Narodzenia szykują dla swojej mamy niespodziankę. - Zawsze mówię im, że nie mają mi nic kupować, żadnych perfum, że nie mają pieniędzy wydawać - mówi Maria Mikołajczak.
      W tym roku w ramach gwiazdkowego prezentu synowie postanowili przeprowadzić remont mieszkania. - Oni się złożyli, kupili materiał i farbę i sami robią remont. Powiedzieli mi „mama siedź sobie w kuchni, my tu wszystko zrobimy”. Zawsze się blisko mnie trzymali. Mąż przeważnie chorował, sporo czasu w szpitalu przeleżał i w pracy przebywał. Jak trzeba było porozmawiać z dziećmi, to zawsze mnie wypychał. Jak chłopcy poszli do niego, to ich odsyłał do mnie i mówił „idźcie do mamy, niech ona wam pofilozofuje”. Jestem z nich wszystkich bardzo dumna - powiedziała Maria Mikołajczak.
      Na uwagę zasługuje tutaj fakt, że w rodzinie Mikołajczaków rodzi się kolejny talent muzyczny. 5-letni syn Mariusza - Paweł - świetnie radzi sobie z grą na perkusji, lubi również grać na trąbce. - Kiedyś wziąłem go z sobą, to się bardzo zdziwiłem, bo dobrze trzymał rytm, grając na perkusji. Na trąbce również lubi grać - dodał Mariusz. Ponieważ - jak sam powiedział - wspólnie z żoną planują większą rodzinę, być może kiedyś pasją jego dzieci również stanie się muzyka.

Paweł  Lachowicz
Pałuki nr 932 (51/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry