Artykuł tygodnia
  • Uwaga na oszustów
    Uwaga na oszustów

    Żnińscy policjanci zwracają się o czujność i ostrożność w kontaktach z nieznanymi osobami. Oszuści często wykorzystują otwarte drzwi wejściowe do mieszkania, bez żadnych skrupułów wchodzą do środka i w ciągu kilku minut dokonują kradzieży. Często wybierają posesje znacznie oddalone od pozostałych.

Henryk Zachulski z Łabiszyna twierdzi, że nie zakopał rowu. Utrzymuje, że gdyby tak zrobił, działałby na swoją szkodę, gdyż powodowałoby to, że woda będzie zalewać także jego pola. Renata Kwiatkowska z Gminnej Spółki Wodnej widzi sprawę inaczej: rów został zaorany i w takim kształcie, w jakim pozostał, nie spełnia swojej funkcji.

Henryk Zachulski pokazuje zdjęcia rowu, biegnącego przez jego działkę, a także rowów głównych, które - jak twierdzi - nie czyszczone, nie spełniają swojej funkcji fot. Magdalena Kruszka
Henryk Zachulski pokazuje zdjęcia rowu, biegnącego przez jego działkę, a także rowów głównych, które - jak twierdzi - nie czyszczone, nie spełniają swojej funkcji fot. Magdalena Kruszka

     Henryk Zachulski mieszka w Łabiszynie, a przez kilkadziesiąt lat uprawiał 5 hektarów gruntu w Łabiszynie Wsi, tuż przy drodze wojewódzkiej nr 254. Grunt ten obecnie należy do jego córki, ale to on cały czas zajmuje się obróbką tego pola. Od kilku lat jet w sporze z Gminną Spółką Wodną w Łabiszynie. Twierdzi, że spółka nie wywiązuje się ze swoich obowiązków i nie czyści rowów melioracyjnych. Przyznaje, że przestał płacić składki, a dwa lata temu podjął bezskuteczną próbę wystąpienia ze spółki.
     Przez jego grunt biegnie rów melioracyjny, a wzdłuż gruntu droga gminna. W ubiegłym roku poprosił geodetów o dokładne wytyczenie granic pola, aby wiedzieć, w jakim zakresie może je uprawiać.
     - Od 47 lat mam to pole, a nie mogę w całości go użytkować, bo przez to pole biegnie rów melioracyjny - skarży się Henryk Zachulski. - Ten rów zabiera mi część gruntu. To prawda, że ja częściowo nawoziłem to pole, żebym mógł je w większym zakresie użytkować i chyba o to im chodzi. Ale rów jest, tylko on jest zarośnięty. Jak on ma spełniać swoją funkcję, skoro w nim rosną korzenie drzew? On nie był nigdy czyszczony. Jaką miałbym korzyść z zasypania tego rowu, skoro wiem, że poprzez to na moje pole poszłaby woda i na nim by stała, zamiast odpłynąć? Problemem jest to, że rów główny nie jest czyszczony. Ja szedłem aż do Noteci i tam nawet nie jest tknięte.
     Sprawa trafiła na policję, a Henryk Zachulski został wezwany na przesłuchanie. W notatce policyjnej pojawiła się informacja o tym, że w okresie od września do października 2016 roku na miejscu Łabiszyn Wieś 11 na gruncie rolnym uszkodził urządzenie melioracyjne w postaci zasypania rowu melioracyjnego odprowadzającego wodę z pobliskich pól i łąk, czynem tym powodując zalewanie pól i drogi gminnej, to jest o czyn z art. 155 paragraf 1 kodeksu wykroczeń, który mówi, że kto na gruncie leśnym, rolnym niszczy lub uszkadza urządzenia melioracyjne, podlega karze grzywny.
     - Taki zdenerwowany jestem, że cały się trzęsę - mówi rolnik i relacjonuje, że 23 marca przyszedł do niego policjant. Nie zastał go w domu, więc córce zostawił dla niego wezwanie na komisariat na kolejny dzień. 24 marca zeznawał na komisariacie w Łabiszynie. - Byłem tak zszokowany, że na początku nie wiedziałem, co ten policjant czyta. Dwa razy kazałem sobie to czytać, bo to do mnie nie docierało. Potem poszedłem jeszcze raz, żeby dał mi to na piśmie. Czytałem i nic mi się tu nie zgadza. Łabiszyn Wieś 11 to jest adres sąsiada, który nawet nie graniczy z moim polem. To nawet nie jest numer działki. Więc jak ja mógłbym tam szkodę zrobić? Poza tym przecież we wrześniu i październiku na moim polu rosła jeszcze kukurydza, więc jak ja mógłbym cokolwiek robić na tym polu? Właściwie to ja nie wiem, o jaki rów chodzi, skoro ja nie graniczę z posesją Łabiszyn Wieś 11. Powiedzieli mi, że to pójdzie do sądu do Szubina. Według mnie problemem nie jest rów przy moim polu, ale przepust pod drogą wojewódzką, który jest zasypany i biegnący dalej rów do Noteci, który nie jest czyszczony. To Gminna Spółka Wodna powinna trafić przed sąd, a nie ja.
     Rolnik przyznaje, że nawiózł ziemi w okolice rowu, ale nie zasypując go. Twierdzi, że była to zwykła rekultywacja. Od kilku lat regularnie podnosił poziom pola tam, gdzie bagno było. Dzięki temu może je uprawiać w większym zakresie. Zaznacza jednak, że rowu przy tym nie zniszczył, ani nie zasypywał. Pokazywał, w którym miejscu nawiózł piach na pole, a w którym biegnie rów. Dowodził, że woda może swobodnie odpływać do rowu głównego, bo rów istnieje.
     Problem polega na tym, że według mapy rów powinien przecinać jego pole, a biegnie na końcu jego działki, kilkadziesiąt metrów dalej.
     - Gnębią mnie, bo ja jako jedyny się odzywam - twierdzi Henryk Zachulski. - A jak czytam tę notatkę policyjną, to wychodzi na to, że ja jeździłem po czyimś polu, bo tam jest podany adres, numer domu, a nie działka.
     Renata Kwiatkowska z Gminnej Spółki Wodnej przyznaje, że rozmowy z Henrykiem Zachulskim są trudne. Mówi, że od trzech lat regularnie zasypuje on rów biegnący przez jego pole, co powoduje, że nie spełnia on swojej funkcji. Poprzez to woda nie odpływa do rowu głównego, tylko pozostaje na polu i zalewa pobliską posesję. Zadzwoniła do geodezji w Starostwie Powiatowym, aby tam dowiedzieć się, jak skłonić rolnika do odkopania rowu. Tam usłyszała, że sprawę musi skierować na policję.
     - Poprosiłam, żeby policja sprawdziła, kto ten rów zaorał - mówi Renata Kwiatkowska.
     - On musi być odkopany i musi spełniać swoją funkcję. Musi być połączony z rowem głównym, który prowadzi do drogi wojewódzkiej. Jak ja tam byłam, to tego rowu nie było.
     Renata Kwiatkowska przypomina, że kilka lat temu ten rów został wyczyszczony i wtedy rolnik zaczął się w niego worywać podczas uprawy pola, więc potem, kiedy już był zasypany, to Gminna Spółka Wodna go nie czyściła.
     - Ten rów nie jest w takich granicach, w jakich powinien być, dlatego nie spełnia swojej funkcji - mówi przedstawiciela Gminnej Spółki Wodnej.
     - Pan Zachulski nie może przesuwać sobie rowu bez naszej wiedzy, opinii i pozwolenia. Poza tym decyzję w takich sprawach podejmuje starostwo.
     Renata Kwiatkowska podkreśla jednocześnie, że Henryk Zachulski od 2012 roku nie uiszcza składek melioracyjnych, a w Spółce nie był od dwóch lat. Zaznacza, że najbardziej zależy jej na tym, żeby rolnik osobiście przyszedł, wyraził chęć współpracy i dogadał się w kwestii newralgicznego rowu.
     Henryk Zachulski chcąc przekonać reportera, że rów faktycznie jest, zademonstrował całą długość tego rowu udowadniając, że on istnieje. Idąc polem do samego końca widać, że rów istnieje, choć jest zarośnięty trzciną. Stoi w nim woda, a na końcu pola łączy się on z rowem głównym.
     Rolnik odgarniając trzciny wchodził do niego i pokazywał, jak głęboko sięga woda. Film z tego spaceru można zobaczyć w zakładce Filmy.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1311 (13/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry