Dzika zwierzyna robi coraz większe szkody w uprawach, ale myśliwi nie chcą przyjmować nowych członków do swojego koła.

Koło Łowieckie nr 4 „Knieja” w Orchowie podczas obrad reprezentowali Michał Ziółkowski (z lewej) i Stanisław Czernek fot. Roman Wolek
Koło Łowieckie nr 4 „Knieja” w Orchowie podczas obrad reprezentowali Michał Ziółkowski (z lewej) i Stanisław Czernek fot. Roman Wolek

     ZA MAŁO MYŚLIWYCH
     Gospodarka łowiecka i szkody wyrządzone przez zwierzynę łowną to jeden z tematów odbywającego się 25 maja wspólnego posiedzenia komisji Rady Gminy. Na obrady przybyli przedstawiciele Koła Łowieckiego nr 4 Knieja w Orchowie: Michał Ziółkowski i Stanisław Czernek. Wiele pytań i wątpliwości związanych z działalnością myśliwych mieli orchowscy radni.
     Zenon Czwójdak przypominał, że już rok temu podczas obrad mówiono, iż jest za mało myśliwych. Dociekał więc, dlaczego nie chcą przyjmować młodych myśliwych do koła z terenu Orchowa. Pytał o jeden, jak stwierdził, znany przypadek, gdy takiego kandydata nie przyjęto. Dopytywał, czy był jakiś zarzut względem niego, że kilkakrotnie odmówiono mu przyjęcia do koła łowieckiego.
     Michał Ziółkowski odpowiadał, że w ciągu 5 lat nie przyjęto nikogo do koła. Na staż kandydacki przyjęto około 10 osób, w tym kilka z Orchowa, z których jeden miejscowy zdał egzaminy i posiada już prawo zakupu broni. Nie mieli natomiast stażystów spoza terenu.
     TRZEBA SIĘ ZAPRZYJAŹNIĆ
     Wyjaśnił też sprawę myśliwego nieprzyjętego do koła, o którym mówił radny.
     - Ten myśliwy nie został przyjęty przez zarząd ze względu na atmosferę ubiegłorocznego walnego zgromadzenia, na którym było bardzo głośno o tej osobie i były podnoszone różne kwestie, żeby jednak tego człowieka do koła nie przyjmować - tłumaczył Michał Ziółkowski. Dodał, że zarząd nie mógł postąpić inaczej i musiał dać decyzję odmowną. Myśliwy miał prawo odwołać się od tej decyzji do walnego zgromadzenia. Takie zgromadzenie odbyło się 1 maja. W tajnym głosowaniu osoba ta otrzymała tylko 5 głosów za przyjęciem do koła, a w kole jest kilkunastu myśliwych miejscowych i oni też byli za tym, aby tej osoby nie przyjmować do koła. Więc zarząd zgodnie ze statutem nie miał żadnego wyboru, gdyż wykonuje tylko uchwały walnego zgromadzenia. Zapewnił, że jako łowczy robi wszystko, aby ten myśliwy mógł chociaż polować. Uważa, że zgody na gościnne odstrzały powinny być wydawane bez ograniczeń ze względu na wysokie szkody łowieckie. Jak dodał, ten myśliwy nie był u nich na stażu łowieckim. Jest myśliwym niestowarzyszonym.
     - Po prostu dwa lata polując, nie potrafił się jakoś z tymi myśliwymi zaprzyjaźnić - stwierdził Michał Ziółkowski.
     O ŁAPÓWKACH I ODSZKODOWANIACH
     Radny Czwójdak zastanawiał się więc, co trzeba zrobić, żeby dostać się do tego koła łowieckiego. Tłumaczył, że mieszka na pograniczu trzech kół łowieckich i w innych nie ma problemów, żeby zostać przyjętym.
     - Nie wiem. Łapówki już się chyba wycofały i nikt nie bierze, tak, że nie wiem, co trzeba robić, żeby akurat przekonać myśliwych - zastanawiał się Zenon Czwójdak.
     Michał Ziółkowski zapewnił, że na walnym zgromadzeniu bardzo głośno przekonywał, żeby myśliwy ten otrzymał zgodę na gościnny odstrzał bezterminowy, bo zależy mu na myśliwych, którzy mogliby pilnować pól. Ale na to też nie było przyzwolenia.
     Radny Czwójdak poruszył także sprawę zbyt niskiego odszkodowania za łąkę. Łowczy Kniei odpowiadał, że w tym przypadku rolnik chciał bardzo duże odszkodowanie za bardzo zachwaszczoną łąkę. Nie chciał jednak w ogóle rozmawiać o rekultywacji tego terenu. - W ubiegłym roku ten rolnik dostał 500 kg nawozu na to, żeby zasilić łąkę, bo niby mu zgryzają jelenie. Nie wiadomo, gdzie ten nawóz poszedł, bo na tej łące naprawdę tego nawozu nie widać - tłumaczył Michał Ziółkowski podkreślając, że myśliwi muszą dbać też o swój interes i nie mogą dawać każdemu odszkodowania, jakie chce.

Radny Zenon Czwójdak dopytywał, jak można dostać się do koła łowieckiego fot. Roman Wolek
Radny Zenon Czwójdak dopytywał, jak można dostać się do koła łowieckiego fot. Roman Wolek

     POJAWIŁ SIĘ WILK
     Grzegorz Mikuła przyznał, że dzikie zwierzęta robią teraz bardzo duże szkody i sam się o tym przekonał, bo takich szkód, jak w bieżącym roku, to nie miał już od 25 lat. Potwierdzają to także mieszkańcy innych wsi. - Od 25 lat nie było takiego nasilenia dzika na wiosenne uprawy - tłumaczył łowczy.
     - Podejrzewamy, że pojawia się wilk na terenie Miradza i na terenie Skorzęcina w dużych kompleksach leśnych. I on wypycha dzika w pola. Bo innego wytłumaczenia nie ma - wyjaśnił Michał Ziółkowski. Uzasadniał, że strzelają też o 200% więcej do jeleni, więc to wilki muszą je widocznie wyganiać z lasów. Zapewnił, że myśliwi chcieliby większej współpracy z rolnikami, a nie ma rolnika, któremu odmówili przekazania pastucha do ochrony pola. Ale informował, że są rolnicy, którzy mówią, iż sami nie będą grodzić pola i chcą, żeby zrobili to myśliwi, bo twierdzą, że zwierzyna jest ich.
     Radny Mikuła dziwił się, że jest coraz więcej zwierzyny, a myśliwi nie chcą do koła przyjąć nowego członka. Według radnego, sami sobie robią tym szkodę i powinni odstawić na bok jakieś stare naleciałości.
     Według Michała Ziółkowskiego, to jest rola właśnie tego myśliwego, którego nie chcą przyjąć do koła. - Ja powiedziałem myśliwemu: „twoim zadaniem jest zrobić to, żeby ciebie polubili, żeby ciebie chcieli” - stwierdził łowczy. Opowiadał, że jest rolnik, który w Orchówku zasiał 15 ha kukurydzy przy samym lesie i dziki mu wszystko zjadły, koło musiało mu wypłacić odszkodowanie, a teraz znów posadził w tym samym miejscu kukurydzę, mimo że w sporządzonej ugodzie zapisano, że miał posadzić coś innego.
     ZOSTAWIĆ KRZAKI
     Według radnego Stanisława Zawady, nie ma rolnika, któremu by dziki, jelenie lub sarny nie narobiły szkód. A duże szkody robi też ptactwo. Stwierdził, że myśliwi nie dają rady, więc jeśli ktoś jest chętny, to powinni zdobywać nowych członków, szczególnie miejscowych, którzy dobrze znają okolicę. Ryszard Świtek pytał, czy coś się robi, żeby zmniejszyć zagrożenie ze strony wilków.
     Michał Ziółkowski wyjaśniał, że wilk jest pod ścisłą ochroną, więc myśliwy nawet jak zobaczy wilka, to nie weźmie broni do ręki. Według łowczego, za kilka lat wilk będzie wielkim problemem, a ekolodzy twierdzą, że myśliwi w ogóle nie powinni polować, bo przyroda sama da sobie radę.
     Łowczy Kniei zapewnił, że koło robi wszystko, aby na tym terenie pojawiła się drobna zwierzyna: zające, kuropatwy, bażanty. W ubiegłym roku wpuszczono 350 bażantów na teren łowiska. Apelował o ochronę zakrzaczeń i szuwarów, szczególnie przy rowach. Informował, iż koło złożyło wniosek do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Poznaniu o zrefundowanie zakupu 500 kuropatw. Na terenie łowiska są też dzikie króliki. Drobna zwierzyna nie robi szkód w łowisku, a jest atrakcją, głównie dla dzieci.
     - Tego porannego krzyku bażanta, tego krzyku kuropatwy dzieciaki nasze już prawie nie słyszały. I tu jest próba, żeby jednak trochę przyhamować z tym wycinaniem - apelował łowczy. Jak dodał, rowy melioracyjne można czyścić z jednej strony, a druga strona może zostać zakrzaczona. Maszyna da radę wtedy wyczyścić rów. Opowiadał, że chemizacja i ingerencja maszyn jest tak duża, że np. zające nie mają szans, nie mają gdzie się schować i rozmnażać.
     BORSUKA NIE OMIJAĆ
     Przewodniczący komisji rolnictwa Maciej Stube zwracał uwagę, że duże szkody robią też borsuki. Michał Ziółkowski tłumaczył, że borsuk jest trudnym przeciwnikiem, bo prawo łowieckie daje myśliwym tylko dwa miesiące w roku (październik i listopad) na jego odstrzał. A kary za odstrzał w okresie ochronnym są bardzo dotkliwe. Takiego myśliwego pozbawia się wtedy prawa do polowania i posiadania broni. Informował, iż w ubiegłym roku odstrzelono 9 borsuków, a w innych latach w ogóle ich nie odstrzeliwano, a borsuk jest silnym drapieżnikiem, potrafi zabić małe sarny.
     Prezes OSP Słowikowo Waldemar Gruszczyński opowiadał, że w jego okolicy co roku 2, 3 borsuki giną pod samochodami.
     - To jest też bardzo dobrze, że one giną pod samochodami. Tu akurat nie ma tej ochrony. Wlazł, to przejechany. Powiem wam prywatnie, że jak tego, to nie omijam - zapewnił łowczy Michał Ziółkowski.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1320 (22/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry