Takie i inne pytania mogli zadawać uczestnicy spotkania z prof. Henrykiem Okarmą, specjalistą zajmującym się wilkami. Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem ze względu na to, że na Pałuki powróciły wilki.

Zdaniem Henryka Okarmy, w Polsce za kilka lat trzeba będzie podjąć temat gospodarowania gatunkiem wilka fot. Remigiusz Konieczka
Zdaniem Henryka Okarmy, w Polsce za kilka lat trzeba będzie podjąć temat gospodarowania gatunkiem wilka fot. Remigiusz Konieczka

     Nadleśnictwo Szubin w Dzień Dziecka zorganizowało wykład, podczas którego prof. dr hab. Henryk Okarma opowiedział o wilkach. Obalił przy tym kilka mitów na temat tych zwierząt. Mówił też o tym, z jakimi problemami spotykają się leśnicy i myśliwi w związku z coraz liczniejszą populacją tych drapieżników. Wyjaśnił, że wilk nie jest zwierzęciem zagrożonym, tylko wydobytym z zagrożenia. W Europie (od Portugalii do Rosji) jest ok. 10.000 sztuk wilków.
     JAK ŻYJĄ WILKI
     Zwierzęta te od innych drapieżników różni m.in. to, że nie są one samotnikami. Żyją w grupach rodzinnych, zwanych watahami. Normalnie jest w niej 6-8 wilków. Przy dziesięciu można uznać, iż jest to duża grupa. Charakterystyczne jest to, że grupa rodzinna ma swoją wewnętrzną strukturę.
     - W rodzinie rządzi tata i mama. Mamy samca dominującego i samicę dominującą. Oni są najważniejsi. Oprócz nich, mamy osobniki niżej w hierarchii socjalnej. Wilki się nie gryzą i nie zabijają w ramach jednej rodziny. One funkcjonują na zasadzie pewnych sygnałów dominacji i czasami jeden drugiego musi trącić i lekko ugryźć - wyjaśnił Henryk Okarma.
     Profesor mówił, że w grupie rodzinnej, nawet jeśli jest kilka samic i samców zdolnych do rozrodu i wydania potomstwa, to rozmnaża się tylko jedna para. Właśnie ta dominująca. Nawet jeśli są dwa mioty, to rzadko się zdarza, by druga samica wyprowadziła miot do dojrzałości. Henryk Okarma obalił mit, że samica dominująca zagryza inne niż swoje potomstwo. Młode samicy nie dominującej giną z głodu, bo nie jest w stanie sama ich wyżywić. Populacja grupy rodzinnej jest stabilna, bo młode, jak są wystarczająco dorosłe, odchodzą ze względu na kolejkę do pożywienia. Zgodnie z hierarchią najpierw jedzą rodzice, potem dzieci (jak z głodu zginie potomstwo, to dorosła para może mieć kolejne potomstwo, jak zginą rodzice, to zginą żyjące młode, a i cała wataha zniknie). Drugi powód jest taki, że jest konkurencja płciowa i ograniczona możliwość rozrodu. Młode wilki, które odejdą z watahy, zakładają własne grupy rodzinne.
     Każda rodzina wilcza ma swoje terytorium dochodzące nawet do 200 km2 (ok. 20.000 ha) w Polsce. Wilcza rodzina ma ogromne zapotrzebowanie na przestrzeń, ponieważ na małym obszarze taka wataha nie wyżywi się. Wilki te terytoria znakują kałem i moczem, nie tylko na pograniczach, a znakują miejsca strategiczne. Wycie spełnia dwie funkcje. Komunikowanie się wewnątrz grupy i oznajmianie o obecności na własnym terenie.
     DLACZEGO WILKI ZABIJAJĄ
     Wilki jędzą wszystko. Zimą najczęściej mięso, a latem również owoce. Naukowcy ustalili, że przeciętna wilcza rodzina w ciągu roku musi mieć ok. 180 jeleni. Proporcja zdobyczy zależy od tego, co jest na danym terenie. Wilki polują co drugą noc. Zabijają najsłabsze osobniki z danej populacji. Generalnie preferowany jest jeleń ze względu na proporcje związane z ilością mięsa do możliwości upolowania go przez watahę. Większość badań pokazuje, że polują na osobniki młode.
     Przy okazji polowania rozprawił się z kilkoma mitami. Pierwszy to taki, że wilki zabijają, kiedy chcą i ile chcą. Sukces łowiecki dużych drapieżników wynosi 20%. Na 100 prób, 20 zakończy się sukcesem. Wilki próbują polować, ale większość ofiar im ucieka. Nie należy wierzyć w to, że tak łatwo im się poluje. Wilki ścigają swoje ofiary 400-500 metrów i jak nie dogonią, to odpuszczają. Ekonomia pościgu jest bezwzględna. Wilkom nie kalkuluje się tracić zbyt dużo energii na dalekie pościgi. Ale też wilki stosują różne techniki. Polują z nagonką, urządzają zasadzki na swoje ofiary (potoki, urwiska) i zaczynają wykorzystywać konstrukcje człowieka.
     Kolejny mit jest taki, że wilki są żądne krwi i nie ustają w zabijaniu do chwili aż się zmęczą. Henryk Okarma przyznał, że rodzi się pytanie dlaczego, bo przecież wilk nie ma potrzeby zabijać aż tylu ofiar.
     - One są skonstruowane jako drapieżniki działające na zasadzie odruchu. Jeżeli wilk wpadnie w grupę jeleni, to jakby piorun trafił. Jelenie biegają wokoło i wilk ma marne szanse, aby coś upolować. A jak się podkopie do stada danieli? I to ogrodzonych jeszcze? Zabije jedno zwierzę, podniesie głowę, a tam drugie - trach, trzecie - trach. Dopóki będzie miał coś przed celownikiem, to zabije. Wilk jest tak skonstruowany. Jest taki termin - nadmierne zabijanie. Dzieje się to rzadko, ale najczęściej wtedy, gdy ofiary maja problemy, by uciec - wyjaśnił profesor.

Spotkanie z prof. Henrykiem Okarmą, specjalistą zajmującym się wilkami cieszyło się dużym zainteresowaniem fot. Remigiusz Konieczka
Spotkanie z prof. Henrykiem Okarmą, specjalistą zajmującym się wilkami cieszyło się dużym zainteresowaniem fot. Remigiusz Konieczka

     CO DAJE OBECNOŚĆ WILKÓW
     Kiedy na danym terenie pojawią się wilki, to zmienia się zachowanie zwierząt. Dotychczas jelenie i sarny nie musiały być czujne, ponieważ nie miały w sąsiedztwie wroga. Z chwilą pojawienia się wilków ta czujność jest. Jelenie nie spędzają czasu li tylko na przysłowiowym zjadaniu lasu. Ta szata roślinna nie odradza się. Jelenie na terenie bez wilków spędzały 32% czasu na żerowaniu. Kiedy eksperymentalnie w lecie pojawiły się odchody wilków, czujność jeleni wzrosła, a czas spędzony na żerowaniu zmalał nawet do 10%. Pojawienie się drapieżników wpływa na cały ekosystem, bo upolowane przez wilki zwierzęta zjadają też inne gatunki. Na zostawionym pożywieniu korzystają inni, dziki, sikorki itd.
     Z miotu przeżywa średnio połowa. Jak przeżywają cztery wilki, to jest już bardzo dużo. Kiedyś wścieklizna regulowała populację.
     Dziś wścieklizny nie ma, ale jest parch, na który chorują wilki. Do tego dochodzi działalność człowieka.
     W Polsce jest - zdaniem profesora - grubo ponad 1,5 tys. wilków. Od czasu II wojny światowej nie było tak dużej populacji. Kilkadziesiąt lat temu, kiedy na wilka można było polować, wiadomo było, ile jest wilków, ponieważ na obwodach łowieckich podlegał on inwentaryzacji. Co prawda szacunki niekiedy były przesadzone, ale były. Teraz (dokładniej od 1998 r.), kiedy wilk jest gatunkiem chronionym, nie wiadomo dokładnie, ile go jest. Bo RDOŚ nie ma środków na to, by inwentaryzować wilki. Henryk Okarma wyjaśnił, że kolejnym mitem jest to, że to UE nakazuje Polsce chronić wilka. UE mówi, że ma Polska wilkiem gospodarować. To sama Polska zdecydowała, że na jej terytorium będzie chroniony.
     Do tego obraz wilka wykorzystywany jest niewłaściwie do partykularnych interesów różnych organizacji. Pokazał zdjęcia znalezione w sieci internetowej z hasłami: Wilki wolą wspólnie głodować, niż najsłabszemu umrzeć z głodu. - To jest kompletna bzdura. Nie ma czegoś takiego. To jest budowanie wilka na wizerunek człowieka. To jest zwierzę wrażliwe i inteligentne, ale to nie jest człowiek - powiedział profesor.
     OBRAZ WILKÓW W DWÓCH ODSŁONACH
     Przekaz w kierunku społeczeństwa miejskiego pokazuje go zwierzęciem dobrym, miłym, pokrzywdzonym przez cywilizację. Takiego przekazu społeczeństwo wiejskie nie kupi. W tym kierunku idzie przekaz negatywny, bo wilki zagryzają zwierzęta gospodarskie, psy. Społeczeństwo jest podzielone. Wilki są drapieżnikami, które będą czynić szkody w stadach zwierząt hodowlanych. Skarb Państwa za szkody wyrządzane przez wilki wypłaca 800-900 tys. zł, a za szkody wyrządzane przez bobry 17 mln zł. Wilk podatników dużo nie kosztuje. Wilk został wyprowadzony z zagrożenia, poprzez budowanie pozytywnego obrazu wilka.
     - Problem jest taki, że w dużej części społeczeństwa nadal jest. Przeszliśmy ze skrajności w skrajność. Od beznamiętnego zabijania do tego, że przedstawiamy go jako miłe zwierzę liżące dzieci po twarzy - powiedział Henryk Okarma.
     Nadleśniczy Grzegorz Gust zapytał, czy wilk jest dużym zagrożeniem i co trzeba zrobić, by dowiedzieć się, ile naprawdę jest wilków. Henryk Okarma powiedział, że jest to zwierzę potencjalnie dla człowieka niebezpieczne. Normalnie zachowujący się wilk nie powinien do człowieka podchodzić, natomiast wilk podchodzi coraz bliżej do ludzkich osiedli. Pojawiają się na obrzeżach miast. Profesor dodał, że rodzą się kolejne pokolenia wilków, które nie uznają człowieka za wroga.
     Gdyby człowiek zaczął gospodarować wilkiem, to być może dystans zwierzęcia do ludzi zacząłby się zwiększać. Dodał, że wilk wrócił na swój teren, tylko że to środowisko się zmieniło.
     Dyrektor biblioteki Mirosław Rzeszowski zapytał, co zrobić jak spotka się wilka i czy można go oswoić. Uciekać czy stać w miejscu? Henryk Okarma odpowiedział, że na pewno nie uciekać, zachować spokój. To wilk częściej spotyka człowieka, tylko ten go nie dostrzega. Wyjaśnił, że wilka oswoić można, ale nie do końca, ponieważ wilk musi mieć hierarchię.
     - Jak rośnie, to stara się być numerem jeden. Złapie za rękę, ściska i patrzy co się dzieje i trzeba rzucić się na niego całą masą ciała aż przestanie oddychać i na tę chwilę będzie spokojny, ale za kilka dni powtórzy próbę. Miałem znajomych, którzy trzymali wilki w domu, tylko tam panuje hierarchia. Tam gospodarz jest alfa, potem jest wilk, a później żona. To nie jest przeciw kobietom, ale widziałem sytuacje, jak wilk wchodzi do salonu, na miejscu wilka siedzi żona, wilk podchodzi, warknie i żona zmyka z tego fotela, bo to jest miejsce wilka - żartował profesor.
     CO DALEJ Z WILKIEM
     Zdaniem Henryka Okarmy, wilk nie jest już zagrożony. Ale również nie ma planu zarządzania tym gatunkiem. Podał przykład, iż bóbr był i jest chroniony, mimo że jego populacja aż nadto się rozrosła. Prelegent zastanawia się, czy nie będzie tego samego z wilkiem. Uważa, że potrzebne jest zarządzanie wilkiem, a nie ma nawet systemu jego monitoringu. Trzeba wiedzieć, ile i gdzie jest wilków. Potem należy się zastanowić, jak zarządzać tym gatunkiem.
     Przyznał, że gospodarowanie wilkiem polegać będzie na jego kontrolowanym odstrzale, ale jest to lepsze rozwiązanie niż niekontrolowana i nielegalna likwidacja rozrastającej się populacji. Podkreślił, że sposób na zarządzanie wilkiem powinien oprzeć się na kompromisie społecznym.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1321 (23/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry