Nie doszło do porozumienia między inwestorem a mieszkańcami Wrzosów i okolicznych wsi w sprawie planów budowy tuczarni świń. Teraz decyzja należy do burmistrza Szubina.

„Tej tuczarni nie powinno w ogóle być“ - mówił Andrzej Wolny z Dąbrówki Słupskiej fot. Remigiusz Konieczka
„Tej tuczarni nie powinno w ogóle być“ - mówił Andrzej Wolny z Dąbrówki Słupskiej fot. Remigiusz Konieczka

     W listopadzie ubiegłego roku Krzysztof Korga ze Żnina złożył w szubińskim ratuszu wniosek o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na budowie sześciu budynków inwentarskich przeznaczonych do chowu tuczników, planowanych do realizacji w miejscowości Wrzosy, na działkach o numerach 6/28 i 6/29. Mieszkańcy Wrzosów, ale również okolicznych wsi, m.in. Dąbrówki Słupskiej, Ciężkowa, Retkowa, Wąsosza, a nawet Sobiejuch w gminie Żnin, wyrazili sprzeciw wobec tej inwestycji. W petycjach skierowanych do Urzędu Miejskiego w Szubinie wskazywali na uciążliwości polegające na nieprzyjemnym zapachu, niszczeniu dróg, spadku wartości nieruchomości, niszczeniu walorów turystycznych i przyrodniczych gminy Szubin.
     W związku z petycjami Artur Michalak, burmistrz Szubina zdecydował o przeprowadzeniu rozprawy administracyjnej. Odbyła się pod koniec sierpnia. Był na niej obecny inwestor, mieszkańcy, urzędnicy wraz z Arturem Michalakiem. Przypomnijmy, że inwestor zamierza we Wrzosach tuczyć 12.000 świń metodą bezściółkową. Burmistrz zaproponował, by rozważył metodę ściółkową. zamiast gnojowicy wylewanej potem na pola, byłby obornik, który - zdaniem mieszkańców - jest mniejszym złem. Też śmierdzi, ale nie aż tak, jak gnojowica. Artur Michalak powiedział wprost, że jest przeciw takiej inwestycji, ale gotowy jest też na kompromis. Na pierwszej rozprawie administracyjnej do porozumienia nie doszło. Inwestor zobowiązał się do odpowiedzi na pytania.
     4 października doszło do drugiej rozprawy administracyjnej. W imieniu inwestora do pytań ustosunkował się jego przedstawiciel Bogdan Świercz. Odnosząc się do wyboru metody chowu tuczników (ściółkowej bądź bezściółkowej) powiedział, że przy takiej ilości świń lepsza będzie metoda bezściółkowa. Jego zdaniem będzie ona bardziej przyjazna dla otoczenia i środowiska, ponieważ przy 12.000 tuczników przy zastosowaniu ściółki będzie wytwarzana bardzo duża ilość obornika, który będzie musiał być gdzieś składowany i to przez kilka miesięcy, bo nawożenie naturalne można stosować od początku marca do końca listopada. Natomiast gnojowica przechowywana będzie w zamkniętych zbiornikach, a niedogodności zapachowe mogą wystąpić jedynie podczas wylewania jej na pole.
     - Nie możemy potwierdzić tego, że metoda ściółkowa będzie mniej uciążliwa - mówił Bogdan Świercz. - Nie będziemy obiecywać rzeczy, które w praktyce mogą się nie sprawdzić, a potem odwrotu nie będzie.
     Zdaniem inwestora metoda ściółkowa może sprzyjać rozwojowi afrykańskiego pomoru świń, ponieważ wirus do chlewni może się dostać przez słomę składowaną najpierw na zewnątrz.
     Sołtys Dąbrówki Słupskiej Tadeusz Ciesielski powiedział inwestorom, że nie chcą się zgodzić na tucz metodą ściółkową, ponieważ jest droższa, a oni nastawieni są na osiągnięcie jak największego zysku.
Mieszkańcy pytali, gdzie będzie wywożona gnojowica. Inwestor odpowiedział, że do biogazowni. Reszta będzie rozlewana jako nawóz na polach, część na gruntach własnych, a część na gruntach rolników indywidualnych, którzy podpiszą stosowną umowę.
     Mieszkańcy Wrzosów już doświadczają uciążliwości zapachowych, ponieważ na okoliczne pola wylewana jest gnojowica pochodząca z tuczu prowadzonego w Słupach.
     Twierdzą, że wylewana jest cały czas na to samo pole, że nawet poplon nie rośnie, tylko grzyby. Krzysztof Korga zaprzeczył tym informacjom, stwierdzając, że gnojowica rozlewana jest na 60 ha, a nie codziennie w jednym miejscu. Przypomnijmy, że to właśnie na tej ziemi powstać ma tuczarnia.
     Inwestor powiedział, że w tuczarni będzie stosował preparaty niwelujący uciążliwości zapachowe. Mówił o nich Paweł Wincenciak z firmy Bio-Gen, którzy przyznał, że z chlewni nie da się zrobić perfumerii, ale zapewnił, że preparaty Biosan takie zapachy skutecznie eliminują.
     Sołtys Ciężkowa Zbigniew Staszałek obawia się o stan drogi gminnej. Jego zdaniem transport obsługujący tuczarnię i beczkowozy wywożące gnojowicę zniszczą jedyną dobrą drogę w tej okolicy. Bogdan Świercz zapewnił, że przed wykonaniem inwestycji i po jej zakończeniu zostanie wykonana dokumentacja fotograficzna. Jeśli w trakcie budowy inwestor zniszczy drogę, to ja naprawi. Natomiast jeżeli w czasie funkcjonowania tuczarni droga zostanie zniszczona, to będzie ją naprawiał zarządca drogi.
     Inwestor nie bierze pod uwagę rezygnacji z zaplanowanej lokalizacji, o co prosili mieszkańcy, ponieważ wiązałoby się to z nowym wnioskiem, nowym raportem oddziaływania na środowisko i nowymi rozmowami z mieszkańcami. - Wskażcie teren, na który moglibyśmy wejść i działać, bez sąsiadów, bez protestów - mówił Krzysztof Korga.
     Mieszkańcy powiedzieli, że są zawiedzeni rozmowami - Ani kroku żeście nie ustąpili. Inwestor miał inne zdanie, bo oferuje to, że gnojowica będzie w zakrytych lagunach, wywożona będzie do biogazowni, chce stosować aplikatory podczas wywożenia jej na pole i będzie stosował preparaty Biosan. Obecni na zebraniu mieszkańcy stwierdzili, że są przeciwni budowaniu we Wrzosach jakiejkolwiek tuczarni. Tucz prowadzony metodą ściółkową będzie tylko mniejszym złem.
     Druga rozprawa administracyjna kończy etap rozmów. Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Iwona Kubiak wyjaśniła, że wraz z pracownikami wydziału odbędzie wizytacje tuczarni podobnej do tej jaką ma stanąć we Wrzosach. Również mieszkańcy mogą jechać wraz z nią, jednak samą decyzję podejmie burmistrz za kilka tygodni.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1338 (40/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry