Advertisement
Artykuł tygodnia
  • Ogrodowa zamknięta
    Ogrodowa zamknięta

    Od 19 października przez 6 najbliższych tygodni zamknięta dla ruchu będzie ul. Ogrodowa w Szubinie. Zamknięcie spowodowane jest remontem. 

Advertisement

- Gorąco was proszę, członkowie zarządu, nie pozwólcie, żeby klub „Orzeł“ zginął, bo razem z nim zginie sport w Kcyni. Jeżeli mądrzy ludzie a za takich uważam tych, którzy pozostali w zarządzie, przejdą się po przedsiębiorcach w Kcyni, to klub będzie uratowany - apelował były wiceprezes Bogdan Wiśniewski.

Jarosław Kurtysiak zapewniał, że „Orzeł“ już wygrał, bo mimo wcześniejszego wycofania go z rozgrywek udało się go przywrócić do gry i klub nadal istnieje fot. Sylwia Wysocka
Jarosław Kurtysiak zapewniał, że „Orzeł“ już wygrał, bo mimo wcześniejszego wycofania go z rozgrywek udało się go przywrócić do gry i klub nadal istnieje fot. Sylwia Wysocka

    NADZWYCZAJNE, ALE NIE WALNE
     W piątek miało się odbyć nadzwyczajne walne zebranie członków Miejskiego Ludowego Klubu Sportowego Orzeł Kcynia. Mimo że członkowie pojawili się w ratuszu, do walnego zgromadzenia nie doszło, odbyło się natomiast nadzwyczajne zebranie. Piotr Hemmerling przestrzegał przed uznaniem tego zebrania za walne posiedzenie z uwagi na fakt, że nie zostały zachowane wymogi proceduralne, jakie należy spełnić przy zwoływaniu zebrań walnych, a co za tym idzie wszystkie podjęte w tym dniu uchwały będzie można zakwestionować. Takie zdanie poparł wybrany na prowadzącego zebranie Tomasz Zmudziński, przewodniczący Rady NGO Powiatu Nakielskiego oraz wielu innych członków. Mirosław Pezacki podkreślał, że klub nie posiada nawet aktualnej listy członków, bo zgodnie ze statutem każdy z członków zostaje wykreślony z członkostwa po nieopłaceniu rocznych składek. - Od lat nie były organizowane, tak jak jest to zapisane w statucie, walne zebrania członków klubu, które były okazją do uregulowania składek - mówił Mirosław Pezacki. Członkowie przypominali, że za prezesury Romana Kuliga zbierane były składki członkowskie.
     Na spotkanie nie przybył dotychczasowy prezes Zbigniew Gurda, który podał się do dymisji, ani też jego zastępca Andrzej Stachowiak. Pierwszy przedłożył trzymiesięczne zwolnienie lekarskie, drugi według wiedzy obecnych miał się pojawić. Andrzej Stachowiak jako pierwszy zrezygnował z pełnionej funkcji z przyczyn, jak zapewniał, osobistych. Nieoficjalnie wiemy, że nie odpowiadała mu prowadzona w klubie polityka.
     - Jest to nadzwyczajne zebranie w związku z trudną sytuacją finansową i organizacyjną klubu, bo pewne kroki trzeba poczynić, jak chociażby ustalić termin nadzwyczajnego walnego zebrania członków - tłumaczył Tomasz Zmudziński. Spośród siedmiorga członków zarządu przyszło pięcioro.
     ZARZĄD NIE WIEDZIAŁ, CO SIĘ DZIEJE
     - Ja o sprawie dowiedziałem się z mediów, wszyscy, którzy tu przyszli, wyrażają dobrą wolę i chcą by ten klub istniał. Straciłem wiele zdrowia na tym boisku, rozgrywaliśmy fantastyczne mecze, gdzie kcyńskiego „Orła“ się bano, dlatego chcę usłyszeć, czy to, czego dowiedzieliśmy się z mediów o stanie funduszy klubu, ma pokrycie w faktach - wnioskował Mirosław Pezacki. Jak się okazało, ani komisja rewizyjna ani też członkowie zarządu nie byli w stanie przedstawić sprawozdania z działalności klubu w 2017 roku, jedynie księgowy Piotr Walentowski poinformował, że w kasie obecnie jest 540 zł.
     Piotr Hemmerling wnioskował, by zarządowi i komisji dać czas do zebrania walnego na przygotowanie sprawozdań, bo dziś takiej wiedzy nie mają, a to zebranie wykorzystać na nakreślenie dalszych oczekiwań czy działań.
     - Chciałbym usłyszeć, co zarząd wie dziś o klubie, bo mamy zebranie nadzwyczajne, mówimy, że coś się stało, ale co się stało: był huragan, ktoś uciekł, kogoś zabili? Chciałbym usłyszeć co zaszło, czy zarząd wie, jak wyglądają finanse, rozgrywki, majątek klubu, bo pewnie wiecie coś więcej niż my - wnioskował Maciej Krzyżanowski.
     Bogdan Wiśniewski, poprzedni wiceprezes klubu podkreślił, że większość z obecnych przybyła na to zebranie, by dowiedzieć się, jak odbywa się zarządzanie klubem.
     - Nie mamy sprawozdania, księgowy też się nie przygotował, gdybym wiedział, że to nie będzie walne, to bym nie przyszedł. Chcieliśmy tu usłyszeć w czym rzecz, usłyszeć sprawozdanie z tego, co zostało zrobione i zapytać, gdzie są ci wszyscy, którzy z tak wielkim entuzjazmem przyjęli rezygnację Romana Kuliga, a mianowali na prezesa człowieka znikąd. Ja wszystkich ostrzegałem przed wyborem tego człowieka na prezesa, ale nikt nie chciał mnie słuchać - mówił Bogdan Wiśniewski. Dziwił się, że nadal nie ma skończonego audytu za okres pół roku. Pytał gdzie są chłopcy, którym po meczu w Ślesinie Zbigniew Gurda, który nie był wtedy jeszcze nawet członkiem zarządu Orła, w szatni tak wiele naobiecywał. - Nie dziwię się im, że łyknęli informację, że za mecze będą mieli płacone, a to zdecydowało o jego wyborze na prezesa. Sam byłem świadkiem, jak po pierwszym meczu usiadł na krześle przed szatnią i płacił za mecz zapewniając, że można, że idzie, a wydawał pieniądze z dotacji, z których płacić zawodnikom nie mógł. O czym chcemy mówić, skoro zarząd nic nie wie, a całym klubem rządził jednoosobowo prezes - stwierdził Bogdan Wiśniewski.
     Członek zarządu Jarosław Kurtysiak zapewnił, że członkowie zarządu nie wiedzieli co się dzieje, prezes rządził sam, ale sytuacja jest taka, że gdyby nie poczynania członków zarządu, to klubu by już nie było. - Udało się nam przywrócić seniorów, którzy grają już w lidze oraz trampkarzy. Bez naszej wiedzy, bez uzgodnień z nami, bez zebrania prezes Gurda skierował do Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej pismo, że klub nie przystąpi do rozgrywek, bo nie ma pieniędzy. Pojechałem, wyprosiłem i gramy, rozegraliśmy pierwsze mecze, graliśmy tylko i wyłącznie swoimi zawodnikami, na swój koszt przygotowaliśmy boisko i postaramy się funkcjonować dalej za nasze prywatne pieniądze, bo zostało 540 zł w kasie klubu. Każdy z nas nie śpi po nocach, myśli jak to zrobić, by utrzymać w Kcyni piłkę nożną, bo chcemy, żeby klub funkcjonował, nie chcemy, żeby się to skończyło, gramy dalej i chcemy grać - mówił Jarosław Kurtysiak. Przyznał, że w gazetach było napisane, że łamana była dyscyplina finansowa, że pieniądze były wydawane według uznania.
     Członkowie pytali o zebrania zarządu, które są statutowym wymogiem i co na nich ustalano. Członkowie zarządu zapewnili, że było jedno i nic nie zostało im tam przedstawione. Gdy zadawali pytania byli niewygodnymi, traktowani jako tacy, którzy się nie znają, nie mają pojęcia są, głupi i mają siedzieć cicho. O problemie dowiedzieli się na zebraniu latem w urzędzie, kiedy prezes wnioskował o dodatkowe środki.
     SPORTOWCY CHCĄ GRAĆ
     Na uwagi z sali, że zespół będzie grał i będzie na ostatnim miejscu nie wygrywając żadnego z meczów Jarosław Kurtysiak stwierdził, że mylone są pojęcia, bo zespół już wygrał, ponieważ Orzeł gra dalej jako klub, którego już nie było. - My źle rozumiemy pojęcie piłki nożnej, bo wciąż się mówi, że najważniejsze jest, by seniorzy byli w Kcyni. Inne gminy rozwiązały drużyny seniorów a my się upieramy na A klasę czy V ligę. Na dzień dzisiejszy stwórzmy zespół, żeby grał, bawił się sportem. Zacząć trzeba od trampkarza i prowadzić do seniora, wtedy będziemy mieli wyniki - podkreślił Jarosław Kurtysiak.
     Kolejne głosy dotyczyły tego, czy na następny mecz będzie komu jechać, gdy z zespołu padały zapewnienia, że zawodnicy pojadą własnymi samochodami.
     - Kuriozalna sytuacja, bo zawsze jest odwrotnie, że jest fajny zarząd, organizacyjnie dobrze, a sportowców nie ma czy też nie chcą grać, a tu jest odwrotnie. Sportowcy grają, rozgrywki się toczą, a rozsypał się zarząd - mówił Piotr Hemmerling.
     Tomasz Zmudziński zapewnił, że przez Urząd Miejski, skąd pochodziła dotacja, jest sporządzany audyt finansowy. Stwierdził, że znając kcyńskich urzędników zostanie on skrupulatnie i rzetelnie przygotowany.
     - Na dzień dzisiejszy grają, muszą grać do końca sezonu, by wypełnić powierzone im zadanie. Kwestię wydatków musi wyjaśnić zarząd i przedstawić na walnym. Nie wolno wykluczyć sytuacji, że w wyniku zapisów w audycie, wewnętrznej polityki klubowej, może dojść do sytuacji, że będzie trzeba przeprowadzić proces likwidacyjny klubu, choć z pewnością nikt z nas tego nie che. To nie oznacza, że zawodnicy, ludzie zaangażowani, którzy chcą grać w piłkę w Kcyni, chcą kontynuować swoje hobby, nie będą mogli tego czynić. Jeśli dojdzie do tego, że jedynym słusznym wyjściem będzie likwidacja MLKS „Orzeł“ Kcynia, to już dziś składam propozycję powołania nowego klubu sportowego w Kcyni. Kwestię nazwy, działaczy, oferty dla mieszkańców będzie można przedyskutować w sytuacji, kiedy jedyną drogą będzie likwidacja klubu - mówił Tomasz Zmudziński przedstawiając procedury likwidacyjne klubu.
     DŁUGI TRZEBA SPŁACIĆ
     Poprzedni prezes Roman Kuligprzyznał, że jeśli zarząd się postara, to może grać za własne środki, ale już dziś mimo braku audytu wiadomo, że są jeszcze długi i powstanie nowego klubu nie spowoduje ich umorzenia.
     Piotr Hemmerling tłumaczył, że mowa o dwóch różnych sprawach. W przypadku likwidacji MLKS Orzeł Kcynia pozostanie odpowiedzialność zarządu co do wierzycieli, a nowy twór pozwoli odciąć się od bagażu długów.
     Roman Kulig zauważył, że jeśli zespół przetrwa do końca sezonu, to nie będzie konieczności zwrotu dotacji do Urzędu. Dlatego proponował zostawić dyskusje, stworzyć nowy zarząd, dociągnąć rozgrywki do końca roku, a na przyszły rok wystąpić o nową dotację, którą trzeba będzie mądrze dysponować, bo 50.000 zł za jego zarządzania starczało na rok działalności, mimo że Orzeł miał wtedy znacznie więcej sekcji niż obecne dwa zespoły piłkarskie. Sam po objęciu prezesury spłacił zadłużenie klubu, które zastał.
     Antoni Semrau zapewnił, że nie wszyscy głosowali za prezesem Gurdą, bo jego program był ubogi i ograniczał się tylko do wejścia do klasy A i zakupu nowych strojów, przy czym mamił niezidentyfikowanymi sponsorami. - Zawsze mówiłem, że nie wynik jest najważniejszy, ale to, żeby grali nasi z Kcyni. Może być B klasa, ale niech grają nasi, niech przychodzą młodzi. Dostali 50.000 zł, połowę tego, co kiedyś było przyznawane, a podobna kwota poszła na dziwną sekcję piłki ręcznej, która nie wiem jakie odnosi wyniki. Nawet 100.000 zł na rok to dla mnie na działalność klubu za mało. Przy świadomości, że jest to mała kwota, śmiesznością był zakup dresów z napisem na plecach „prezes“, „kierownik“ itd. Od tego się nie zaczyna zakupów, trzeba kalkulować wydatki - mówił Antoni Semrau.
     Roman Kulig zapewniał, że 50.000 zł w zupełności na działalność MLKS Orzeł Kcynia wystarczy.
     Maciej Krzyżanowski podkreślał, że w tej całej sytuacji plusem jest to, że Orzeł dostał mniejszą dotację, bo dziś brakuje 49.000 zł a nie 100.000 zł.
     Bogdan Wiśniewski stwierdził, że jeśli audyt wykaże nieprawidłowości, to problem rozwiąże prokurator. - Serce mnie boli, że w zamyśle macie likwidację klubu, 44 lata temu włożyliśmy ogrom pracy, żeby ta biała plama sportu kcyńskiego zniknęła. Gorąco was proszę członkowie zarządu, nie pozwólcie, żeby klub „Orzeł“ zginął, bo razem z nim zginie sport w Kcyni. Jeżeli mądrzy ludzie, a za takich uważam tych, którzy pozostali w zarządzie, przejdą się po przedsiębiorcach w Kcyni, to klub będzie uratowany - apelował były wiceprezes.
     Walne nadzwyczajne zebranie MLKS Orzeł Kcynia wstępnie zaplanowano na październik, po zakończeniu audytu. O dokładnym terminie powiadomimy na łamach Pałuk.
     Film w zakładce Filmy.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1336 (38/2017)

Inne teksty na ten temat:

Ponad 10.000 zł do zwrotu

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry