7 lutego lekarz medycyny z Łabiszyna wypisał skierowanie do szpitala w Żninie pacjentowi z Ojrzanowa. 89-letni pacjent trafił do szpitala po południu. 8 lutego nocą rodzina otrzymała telefon, że mają zabrać krewnego z lecznicy. 9 lutego staruszek zmarł. Prezes stowarzyszenia Primum Non Nocere Adam Sandauer uważa, że w państwie prawa opisywanym przez nas przypadkiem powinna zająć się prokuratura. Dyrektor Żnińskiego szpitala Jacek Koszek ripostuje, że pomoc została udzielona przez lekarza dyżurnego w sposób fachowy, a po upływie 24 godzin od pobytu w szpitalu wiele sytuacji życiowych może się wydarzyć.

    7 lutego osiemdziesięciodziewięciolatek z Ojrzanowa źle się poczuł. Jego najbliższa rodzina postanowiła wezwać lekarza medycyny z Łabiszyna Wiesława Kubkowskiego. Lekarz wystawił mu skierowanie do szpitala w Żninie.
   
    NOCNY TELEFON
   
    Wiesław Kubkowski powiedział nam, że ocenił stan pacjenta jako wymagający leczenia szpitalnego. Nie chciał nam jednak powiedzieć, jakie objawy stwierdził u pacjenta, gdyż - tak jak choroba pacjenta - objęte są tajemnicą lekarską.
    - Jeżeli wysyłam pacjenta do szpitala, to uważam, że jego stan tego wymaga - dodał Wiesław Kubkowski.
    Rodzina staruszka według zaleceń lekarza zawiozła krewnego do szpitala w Żninie. - Zawieźliśmy dziadka do szpitala około 17:00. Lekarz go przyjął i powiedział, że wykonają badania. Kazał później dzwonić i pytać, na jakim oddziale będzie dziadek leżał - powiedział wnuk staruszka.
    O 22:00 do szpitala zadzwoniła córka. Dyspozytorka powiedziała jej, że ojciec trafił na oddział wewnętrzny. Po raz kolejny córka starszego mężczyzny zadzwoniła pół godziny później. Dyżurujący lekarz wyjaśnił, że pacjent poddawany jest wszystkim badaniom. Prosił o ponowny kontakt o północy. Dodał, że najprawdopo-dobniej zostanie wypisany do domu. Członkowie rodziny osiemdziesięciodziewięciolatka stwierdzili, że nie będą już dzwonić. Zamierzali uczynić to następnego dnia rano.
    Tymczasem o 1:00 w nocy zbudził ich telefon ze szpitala.
    - 8 lutego o 1:00 w nocy otrzymaliśmy telefon, że mamy natychmiast zabierać teścia. Dzwonili z dyspozytorni. My nie mamy samochodu. Musieliśmy zbudzić w nocy córkę, by pojechała odebrać teścia. Trwało to dość długo. Córka pojechała i przywiozła teścia. Gdy córka go odbierała, była tylko pielęgniarka, która kazała go zaraz zabrać. Wypis był już gotowy. On leżał w pokoiku na pogotowiu. Córka przywiozła go tutaj do domu około 3:00 w nocy - relacjonuje zięć staruszka.

   
    EKG W PORZĄDKU
   
    Z karty informacyjnej z 8 lutego wynika, że pacjent przebywał na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym od 18:10. Później skierowano go na oddział wewnętrzny z powodu ogólnego osłabienia. U pacjenta wystąpiła temperatura 38,1 stopni Celsjusza, był znacznie odwodniony, nie miał apetytu. W obrębie nadbrzusza pojawiła się bolesność ucisku. Lekarz dyżurny wskazywał ponadto wykonanie morfologii w ciągu kolejnych 5 dni.
    O analizę wyniku EKG, który znajduje się w naszej redakcji, poprosiliśmy ordynatora oddziału chorób wewnętrznych w żnińskim szpitalu Ignacego Goca.
    - Na podstawie tego EKG żaden lekarz nie zostawiłby pacjenta w szpitalu - powiedział Ignacy Goc.
    Lekarz Tomasz Kuss, który pełnił dyżur w nocy z 7 na 8 lutego i badał staruszka, powiedział, że jeśli ktoś nie ma możliwości odbioru pacjenta w nocy, to nikt w szpitalu nie będzie robił z tego powodu problemu. Jest to tylko kwestią prośby, by pacjent mógł leżeć do rana. Zdaniem Tomasza Kussa jest wiele takich przypadków, gdy rodzina prosi o pobyt pacjenta do rana.
    - Jest oddział ratunkowy. Mamy więcej łóżek i pacjenci mogą sobie tam leżeć. Jeżeli tylko rodzina nas o to poprosi, nie ma problemu. Rodzina pacjenta z Ojrzanowa została po-informowana, że nie zostanie przyjęty na oddział wewnętrzny. Jeżeli tak stwierdziliśmy, to z tego wynika, że nie miał być leczony w szpitalu - dodał Tomasz Kuss.

   
    ZGON
   
    9 lutego rodzina mieszkańca Ojrzanowa ponownie postanowiła wezwać żnińskie pogotowie, gdyż zaobserwowali, że krewny znajduje się w złym stanie. Karetka dotarła na miejsce pomiędzy 12:00 a 13:00.
    - Podejrzewaliśmy, że są to już ostatnie chwile i wezwaliśmy księdza. Lekarz spędził przy ojcu dużo czasu. Przypiął kroplówkę, lecz dodał, że niewiele to pomoże. Mówił, że są to ostatnie chwile. Ojciec zmarł. Nie wiemy, jaka była przyczyna zgonu. Ojciec nie został poddany sekcji zwłok, gdyż zmarł w domu. Przez to nie wiemy, co było przyczyną zgonu - mówi córka zmarłego.
    Tomasz Kuss twierdzi, że starsza osoba może umrzeć w każdej chwili. - - Nic nie pomogę na to dlaczego zmarł - dodał lekarz.

   
    POWINIEN ZOSTAĆ?
   
    Rodzina zmarłego pacjenta nie ukrywa, że dziwi się, dlaczego żniński szpital wypisuje chorego człowieka w nocy do domu. - Żeby po północy wypisywać chorego starego człowieka ze szpitala? Jak to możliwe? Teraz się nie dziwię, że na żniński szpital ludzie narzekają. Udałem się do sołtysa. Nie mógł w to uwierzyć. Mówił, że to niemożliwe. My z czymś takim się jednak spotkaliśmy. Mamy żal do całego personelu, że tak się obeszli z teściem. Jeżeli lekarz był młody, to mógł konsultować się ze starszym, doświadczonym lekarzem - ubolewa zięć zmarłego.
    Starosta Zbigniew Jaszczuk także nie krył swego oburzenia, kiedy dowiedział się o sprawie. - W nocy w takiej formule to nie powinno się odbywać - ocenił sprawę starosta.
    Prezes stowarzyszenia Primum Non Nocere w Warszawie Adam Sandauer powiedział nam, że rodzina zmarłego powinna powiadomić prokuraturę, by dokonać sekcji zwłok w celu ustalenia, co było przyczyną zgonu.
    - Wiadomo, że pacjentowi nie udzielono pomocy. Za to grozi odpowiedzialność z artykułu 160 kodeksu karnego. Nasuwa się też oczywiste pytanie, czy Polska pozostaje nadal państwem prawa, czy rządzą nim korporacje. Jeżeli pacjent miał gorączkę, bóle nadbrzusza, był odwodniony, to powinien zostać w szpitalu. Chyba, że zrobiono mu badania, gorączka spadła, bóle ustąpiły. Jest to jednak sprzeczne z tym, co się wydarzyło dzień później. Trzeba się zastanowić nad jakością życia publicznego w Polsce. W każdym państwie prawa powinna się takim przypadkiem zająć prokuratura - dodał Adam Sandauer.
    P.o. dyrektor żnińskiego szpitala Jacek Koszek powiedział nam, że pomoc została udzielona przez lekarza dyżurnego w sposób fachowy i odpowiadający standardom obowiązującym w XXI wieku.
    - Nie stwierdziłem zaniedbania ze strony lekarza, który udzielał pomocy. Jeżeli rodzina pacjenta się zgłosi, to jesteśmy w stanie wszystko zanalizować, ażeby ocenić postępowanie i tryb leczenia - dodał Jacek Koszek.
    P.o. dyrektor nie potrafił poinformować, który lekarz stwierdzał zgon.
    - Lekarz, który wystawił akt zgonu, w przypadku wątpliwości powinien podjąć decyzję o sekcji zwłok. Jeżeli rodzina ma wątpliwości - też powinna się domagać określenia przyczyny zgonu. Jednakże w przypadku tak podeszłego wieku jest rzeczą naturalną, że nie dąży się do tak wnikliwego wyjaśnienia przyczyny śmierci, jak w przypadku osoby młodej. Zgon tego pacjenta nastąpił ponad 24 godziny od pobytu na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Wiele sytuacji życiowych może się wtedy wydarzyć. Zawsze ocena stanu zdrowia jest oceną stanu chwili. Jeżeli ktoś ma zastrzeżenia, to pretensje nie powinny być wyjaśniane poprzez media, tylko zainteresowani powinni zgłosić się do szpitala - uważa Jacek Koszek.

    Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 628 (9/2004)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry