Drukuj


    22 lutego NZOZ Centrum Medyczne w Szubinie przekazało bez przetargu szpitalną kuchnię firmie "Sodexho". Za swoje usługi ma ona otrzymywać przeszło 2,3 mln zł (plus VAT) rocznie. W SPZOZ zarządzanym przez Marka Domżałę łączne koszta kuchni wynosiły rocznie mniej niż 1 mln zł. To pierwsza poważna decyzja, jaką podjął zarząd nowej spółki, zarządzającej szubińskim szpitalem.

    Szubiński szpital od samego początku przekształceń trapiony jest mniejszymi lub większymi trzęsieniami. Plan restrukturyzacji Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Szubinie przygotowany przez ówczesnego dyrektora Marka Domżałę był prosty: SPZOZ ulega likwidacji, jego długi przejmuje organ założycielski, czyli powiat. Szpital przekształcony w Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej prowadzi nowa spółka Centrum Medyczne im. Janusza Korczaka, której stuprocentowym udziałowcem jest powiat nakielski.
    ZMIANY POD KOSIENIAKA
    W połowie 2005 r. Rada Powiatu podjęła uchwałę o likwidacji SPZOZ, a jego likwidatorem został Antoni Zbylut, radny powiatowy z ramienia SLD. Zarząd Powiatu podjął też działania mające na celu powołanie spółki z o.o. Centrum Medyczne. Członkami Rady Nadzorczej spółki zostali: Henryk Grobelny - przewodniczący, Andrzej Krupiński - sekretarz oraz Zdzisław Lorek. Pierwszym prezesem spółki na początku października 2005 r. został Marek Domżała. W tydzień po nominacji Rada Nadzorcza zmieniła statut spółki wprowadzając rozdzielając funkcję prezesa spółki i dyrektora medycznego szpitala. W tym samym czasie starosta nakielski Piotr Hemmerling złożył doniesienie do prokuratury w sprawie rzekomych nieprawidłowości w sprawozdawczości finansowej szpitala (nigdy tej decyzji nie uzasadnił). Choć starosta wielokrotnie zaprzeczał, był to cios wymierzony w Marka Domżałę, który ostatecznie, nie widząc możliwości współpracy z Zarządem Powiatu, zrezygnował z funkcji prezesa spółki.  
    W tle tych wydarzeń pojawiła się osoba byłego wojewody kujawsko-pomorskiego Romualda Kosieniaka. Po przegranych wyborach do parlamentu i bliskiej dymisji ze stanowiska wojewody był on kandydatem na nowego prezesa. Funkcji nie mógł objąć, ponieważ Ludwik Dorn długo szukał kandydata na fotel szefa urzędu wojewódzkiego, blokując tym samym Kosieniakowi możliwość zmiany pracy. Rada Nadzorcza nie mogąc dłużej czekać z wyborem nowego szefa Centrum Medycznego - choć terminy przekładano wielokrotnie - powierzyła fotel prezesa mało znanemu prawnikowi z Bydgoszczy Mateuszowi Nowakowi. Ten ściągnął do Szubina Dariusza Olczaka, który został dyrektorem medycznym szpitala, a następnie na stanowisko koordynatora do spraw restrukturyzacji objął Jacek Świątkiewicz.

    DRUŻYNA Z WIĘCBORKA
    Jacek Świątkiewicz ma 42 lata. Pracował przez wiele lat w bydgoskim Szpitalu im. Jurasza na wydziale ortopedii, gdzie leczył również Dariusz Olczak. W latach 2000-2001 był dyrektorem Szpitala Powiatowego w Więcborku. A potem, po jego restrukturyzacji, przez trzy lata piastował funkcję prezesa zarządu NZOZ "Pow-Medica" sp. z o.o. Jego prawą ręką” był Dariusz Olczak, który kierował również oddziałem ratowniczym. Nowa spółka popadła w długi i wkrótce sąd ogłosił jej upadłość. Jacka Świątkiewicza oskarżono o niegospodarność, ale sąd oczyścił go z zarzutów.  
    Do prowadzenia szpitala powołana została nawa spółka "Novum-Med", której jedynym właścicielem jest powiat. Starosta sępoleński Stanisław Drozdowski ocenia Świątkiewicza dwojako. - "Na pewno podniósł poziom medyczny. Natomiast co do stosunków międzyludzkich, jakie panowały w szpitalu, to były dalekie od ideału. Według mnie płacił za dużo lekarzom, których ściągał do szpitala. Procent wydatków na wynagrodzenia lekarzy w budżecie był za wysoki" - mówi starosta. Stanisław Drozdowski zapamiętał również Mateusza Nowaka. - "Był taki okres, że Świątkiewicz został odwołany i ogłosiliśmy nowy konkurs. Wśród ośmiu kandydatów był również pan Nowak, taki miły pan w muszce. Dobrze się zaprezentował, ale my chcieliśmy mieć prezesa, który byłby lekarzem, żeby zarząd mógł być jednoosobowy dla obniżenia kosztów" - tłumaczy starosta sępoleński. Wówczas prezesem został Janusz Brzyk, którego wkrótce zastąpił ponownie Jacek Świątkiewicz.  
    W szpitalu w Więcborku również pojawiła się firma "Sodexho". - "Kuchnia została jednak przy szpitalu, bo nie dogadaliśmy się co do ceny posiłków. Byli zbyt drodzy" - wyjaśnia Stanisław Drozdowski.

    SFAŁSZOWANE RECEPTY
    W Sępólnie Krajeńskim Jacek Świątkiewicz był związany kontraktem z NZOZ Zespół Diagnostyczno-Leczniczy "Bonus" s.c. Mając dostęp do danych pacjentów-inwalidów wypisywał recepty na refundowane drogie leki. W 2002 roku oszustwo wykryła Kasa Chorych. "Bonus" musiał zwrócić refundację. Wytoczył proces Jackowi Świątkiewiczowi, który skończył się ugodą: Świątkiewicz zwrócił pieniądze.
    Dyrektor lecznicy Dariusz Jałocha niechętnie wraca do czasów współpracy z doktorem Świątkiewiczem. - "NFZ zauważył u nas nieprawidłowości związane z wypisywaniem leków, które nie trafiały do pacjentów. Robił to na moich receptach, więc ja musiałem za to zapłacić. Zwróciłem się do niego o zwrot pieniędzy, bo była to przecież jego bezpośrednia wina".  
    Podczas przesłuchań Jacek Świątkiewicz zapewniał, że tylko wyręczał pacjentów, a leki ostatecznie do nich trafiały. Słów doktora nie potwierdziła jedna z jego pacjentek, która napisała w oświadczeniu: "Nigdy nie otrzymałam od dr. Świątkiewicza recept na lek "Hyalgan", nigdy nie realizowałam recept w aptece w Bydgoszczy, nigdy nie miałam zlecanych i wykonywanych zastrzyków przez dr. Świątkiewicza".

    NIEDOSZŁY MINISTER
    27 lipca 2004 r. Jacek Świątkiewicz miał objąć stanowisko w resorcie zdrowia w rządzie Marka Belki. Ówczesny minister zdrowia Marian Czekański chciał powierzyć mu odpowiedzialność za politykę lekową (za wydatki rzędu 6 mld zł rocznie na refundowane leki). Świątkiewicz zrezygnował ze stanowiska po publikacji "Gazety Wyborczej", która wyciągnęła na światło dzienne sprawy fałszowania recept.
Na rzecz Jacka Świątkiewicza lobbował w ministerstwie Andrzej Wróbel, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (czyli samorządu zawodowego reprezentującego interesy farmaceutów w rządzie i Ministerstwie Zdrowia oraz pełniącego funkcję sądu aptekarskiego i rzecznika odpowiedzialności). Andrzej Wróbel był przewodniczącym Rady Nadzorczej "POW-Mediki" i wielokrotnie bronił Świątkiewicza, wiedząc o oszustwie z receptami.

    LUDZIE Z KRĘGU STAJSZCZAKÓW
    Tajemnicą poliszynela w Bydgoszczy jest przynależność Jacka Świątkiewicza do kręgu ludzi z otoczenia rodziny Stajszczaków. W ich kamienicy przy ul. Dworcowej 47 ma swoją siedzibę Centrum Diagnostyki i Leczenia Osteoporozy "Contact" S.A. Radzie Nadzorczej tej spółki przewodniczy Jacek Świątkiewicz. W budynku znajduje się także firma konsultingowa "J&J" - Jacek Świątkiewicz i Jacek Nowak (prawnik doktora). Mateusz Nowak był także radcą prawnym w firmie, związanej z rodziną Stajszczaków.
    OFICER SB W SZPITALU
    W siatce powiązań jest także przewodniczący Rady Nadzorczej szubińskiego szpitala - Henryk Grobelny (niegdyś zastępca komendanta do spraw Służby Bezpieczeństwa w Chojnicach). Grobelny jest obecnie przewodniczącym Rady Nadzorczej spółki "Gromada", a prywatnie dobrym znajomym Janusza Zemke. "Gromada" buduje część obiektów Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO w Bydgoszczy. Decyzją ówczesnego ministra MON Janusza Zemke w ramy kompleksu został wciągnięty pałac w Samostrzelu, który miał służyć celom konferencyjno-rekreacyjnym. Koszt jego odbudowy wynosił 30 mln zł. Ostatnio "Gazeta Wyborcza" donosiła o kłopotach "Gromady" z realizacją tego zadania, sugerowała również, że Henryk Grobelny otrzymał od starosty stanowisko w Radzie Nadzorczej szubińskiego Centrum Medycznego w nagrodę za pozyskanie tej inwestycji.  
    POLITYCY BĘDĄ DZIAŁAĆ
    Sprawą Samostrzela zajął się już minister MON Radosław Sikorski. Szubińskie biuro ministra bada również wątek szpitala. - "Sprawa dotycząca sytuacji szpitala w Szubinie zostanie przeze mnie w najbliższym czasie przedstawiona senatorowi Radosławowi Sikorskiemu" - zapewnia Dawid Rzeski, asystent senatora - "ponieważ widzimy ogromne zainteresowanie tą kwestią oraz rosnące wzburzenie społeczne. Chciałbym jednocześnie nadmienić, że wszystko wymaga czasu, dopóki sprawa nie zostanie przedstawiona, dogłębnie zbadana i potwierdzona, nie należy ze strony senatora oczekiwać jakichkolwiek pochopnych decyzji. Teczki na temat szpitala w Więcborku za czasów pana Świątkiewicza oraz sytuacji szpitala w Szubinie powoli się przepełniają, a materiałów wciąż przybywa. Równocześnie prowadzimy rozmowy z posłem Latosem, który tą sprawą zajmuje się od dłuższego czasu. Na razie mogę tylko wstępnie powiedzieć, że zgromadzona dokumentacja oraz przeszłość pana Świątkiewicza stawiają go w skrajnie złym świetle. Dopóki wszystko nie jest potwierdzone, dopóty jednak prosimy o roztropność w stawianiu komukolwiek przedwczesnych zarzutów" - łagodzi Dawid Rzeski.  
    Rękę na pulsie wydarzeń w Szubinie trzyma także poseł Tomasz Latos (PiS). - "W sposób dziwny chciano przeprowadzić prywatyzację, oddając obiekty nowemu podmiotowi. Razem z Mariuszem Skoczkiem i Andrzejem Jedynakiem protestowaliśmy przeciwko temu. Wydawało się, że te dziwne sprawy zostały wyeliminowane. Przestano mówić o udziale Kosieniaka w zarządzaniu szpitalem. Nastąpiła dziwna sytuacja w zarządzie szpitala, gdy w jego tle pojawiła się osoba pana Świątkiewicza, który źle się kojarzy w związku z przekształceniami w Więcborku. Nie ukrywam, że ta osoba, jak i inni członkowie zarządu, którzy są z nim związani, wzbudzają moje obawy" - mówi Tomasz Latos.
    SKOK NA KASĘ
    Piotr Pankanin, wydawca i redaktor naczelny tygodnika lokalnego "Wiadomości Krajeńskie", który dobrze zna sposób działania Jacka Świątkiewicza, nie ma wątpliwości, co czeka szubiński szpital. - "Szpital będzie zadłużony, następnie ogłosi się, że już dalej nie można. Jak już się nic nie da zrobić, to jest zawsze majątek. Można go będzie sprzedać powiatowi, który wniosł go wcześniej aportem. Świątkiewicz wielokrotnie naciągał rozmaite gazety, żeby wychwalać się, jak to wspaniale restrukturyzuje szpital powiatowy. Niektórzy dawali się na to nabrać. Tymczasem zadłużał spółkę, konfliktował - co najgorsze - załogę i uciekał. Pieniądze robił także, prowadząc na terenie szpitala prywatną praktykę. Jest ortopedą i wozi z sobą aparaturę do badania gęstości kości. Najpierw propagandowo przedstawi u was zagrożenie, w jakim znajduje się powiat w związku z osteoporozą.  Naciągnie nawet księży, żeby ci z ambon zachęcali do poddawania się badaniom na jego aparaturze. W powiecie sępolińskim robił kokosy na takich badaniach, nie wypłacając do kierowanej przez niego spółki ani złotówki, korzystając z ogrzewanych pomieszczeń i prądu" - opisuje.
    Jacek Świątkiewicz już nawiązał współpracę z proboszczem parafii św. Andrzeja Boboli ks. Michałem Kudłacikiem, który w środę popielcową uczestniczył w przecięciu wstęgi i święcił nową kuchnię szpitala przejętą przez "Sodexho".

    PREZES DAJE TWARZ
    Pomimo przeszłości Jacka Świątkiewicza szpital szubiński postrzegany jest w NFZ dobrze. - "Dla mnie twarzą szpitala jest prezes i dyrektor" - mówi Wiesław Kiełbasiński, dyrektor kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ. - "O panu Świątkiewiczu nie mam wyrobionego zdania. Wiem, że była w Więcborku taka sprawa dotycząca porad w trybie jednodniowym, a pacjenci zapisani byli na pobyt dwudniowy. Nic więcej nie kojarzę, jeśli chodzi o jego osobę" - dodaje.
    PIERWSZE DECYZJE
    22 lutego NZOZ Centrum Medyczne w Szubinie przekazało bez przetargu szpitalną kuchnię firmie "Sodexho", która działa na terenie całej Polski, ma francuski zarząd, a jej siedziba mieści się w Warszawie. Za swoje usługi ma ona otrzymywać przeszło 2,3 mln zł (plus VAT) rocznie. W SPZOZ zarządzanym przez Marka Domżałę łączne koszta kuchni wynosiły rocznie mniej niż 1 mln zł.
    Szpital prowadzi żywienie zbiorowe, którego przekazanie innemu podmiotowi można przeprowadzić jedynie na drodze przetargu. Zarząd szubińskiego szpitala uznał jednak, iż są to usługi restauracyjne - w tym przypadku przetarg nie jest wymagany.
Prezes spółki Mateusz Nowak, poproszony o potwierdzenie tych, otrzymanych z nieoficjalnego źródła informacji, poprosił o skontaktowanie się w przyszłym tygodniu.

     Tomasz Rogacz
Pałuki nr 737 (13/2006)